Zniewalający Berat

Po udanych zakupach natykam się na wielką wieżę. Oczywisty znak Ołowianego Meczetu. Zamknięty od góry jedną dużą i trzema mniejszymi kopułami stoi tak sobie od 1555 r. Zakratowane, drewniane ramy okienne jakby broniły dostępu przed ciekawskimi. Ale to tylko złudzenie. Gdy za jego budowę wziął się lokalny właściciel ziemski Ahmet Beja Uzgurliu, za budulec posłużyły mu rzeźbione głazy.

Ołowiany Meczet Berat www.szlakiempodrozy.plOłowiany Meczet Berat; źródło:Wikipedia

Ale to nie przecież ze względu na nie otrzymał swą specyficzna nazwę. Tę zagwarantowały mi właśnie wspominane półokrągłe kopuły wykonane z tego stopu metalu. Dziś mało kto pamięta o jego chwale,a przecież jest co wspominać. Poczałkowo wszystko zostało tu zaaranżowane z dużo Wilkszyce rozmach. Była więc i madrasa i publiczna stołówka łaźnia, a nawet… bazar. Z całej tej plejady zabudowań dziś mam okazje spojrzeć tylko na kwadratową.

Między ludźmi

Nie chcąc wracać ta samą droga, bez obaw wchodzę między budynki. Lokalne wąskie dróżki, którymi na co dzień przemieszczają się mieszkańcy potrafią być niekiedy bardziej czarujące, niż wytyczone turystom trakty. Ta zwyczajność zawsze mnie ujmuje. Tu jednak jest to w jakiś sposób zaburzone. Okazuje się, że nie tylko ja obrałem to albańskie miasto na cel. Wokół hosteli kręcą się mówiący w różnych językach ludzie. Czy jest w tym coś dziwnego? Chyba nie, skoro w 2008 r. miasto doceniono wpisem na prestiżowa listę dziedzictwa UNESCO. A skoro tak to wiadomo, że atrakcji tu nie brakuje.

“Miasto było stolicą państwa plemienia iliryjskich Albanorum. Później tereny zajęły wojska rzymskie. Jeszcze w połowie XVI stulecie Berat funkcjonowało jako ośrodek typowo chrześcijański; bez domów muzułmańskich.”

Snuję się tak wąskimi uliczkami, gdy po wyjściu z jednej z nich przed oczami staje mi minaret Meczet Króla (Xhamia e Mbretit). Drzewa zasłaniają widok na sam meczet. Wreszcie znajduję furtkę, w i wchodzę do środka. Część ścian lśni bielą. Seledynowe schodki prowadzą do położnej nieco wyżej kabiny, bodaj miejsca które w takcie modlitw zajmuje imam. Największe wrażenie na mnie robi jednakże rzeźbiony w drewnie sufit. Wraz z antresolą, w tym samym stylu, idealnie komponuje się z całością. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w końcówce XV w., gdy sułtan Beyazid II nakazał wzniesienie nowego miejsca modlitw. Wówczas wszystko przebiegało zgodnie z kanonem. Najpierw sala modlitewna z malowanym sufitem następnie minbar na ścianie. Wkrótce na suficie zajaśniały rozety z cytatami z Koranu. Wreszcie w 1495 r. wnętrze wypełniły odgłosy modłów.

Meczet Króla - Xhamia e Mbretit Berat Albania www.szlakiempodrozy.plMeczet Króla – Xhamia e Mbretit Berat Albania; źródło: Wikipedia

I ile w środku rzeczywiście wszystko jest bardzo wiekowe, to akurat sam minaret przebudowano stosunkowo niedawno. Choć, akurat tu zaskoczenie, bo jego oryginalna podstawa pozostała.

Tymczasem, jak się okazuje, nie pełnił wyłącznie roli modlitewnej. W jego obrębie działała w XVI w. medresa z biblioteką. Co więcej mieściły się tu pokoje miejscowego karawanseraju. Jego oblicze zmieniło się w 1833 r. gdy dokonano kompleksowej przebudowy.

Jak Pasza meczet budował

Widok Teqeja e Helvetive nieco zbija mnie z tropu. No bo tak na logikę: po co budować coś nowego, kilka metrów dalej stoi już jedno z lepszych miejsc kultu w mieście? Wnioskując wręcz odwrotnie w 1782 r. Ahmed Kurt Pasza wziął się za przebudowę XV w. budynku, mając nadzieję, że dzięki temu przetrwa wieki. No fakt, przetrwał…

Wchodzę do wnętrza i tu… bez niespodzianki. Najważniejszy element – mihrab mieści się na wschodniej ścianie. Dostrzegam dziury w ściani… ale spokojnie, to było planowane 🙂 Ustalono, że dzięki nim, głos modlitw jest lepiej słyszalny. Podnoszę głowę wpatrując się w drewniany sufit w barokowym stylu. Na nim pysznią się obrazy oraz zdobienia z 14-karatowego złota! Podczas, gdy ta część jeszcze stoi, o szczególnym miejscu pamiętają tylko nieliczni. Tym było niegdyś pomieszczenie mieszczące mauzoleum Ahmeta Kurta Paszy i jego syna.

Teqeja e Helvetive Berat www.szlakiempodrozy.plTeqeja e Helvetive Berat; źródło: Wikipedia

Wychodząc wbijam jeszcze wzrok w portyk bryły, gdzie widzę pięć kolumn z głazów. Co w nich niezwykłego. Ano to, ze przypominają jako żywo te z greckich świątyń. Ach, zapomniałby… Do dziś w mieście spotkać można ludzi, którzy są przekonani, że właśnie tu pochowany został Szabetaj Cewi. Nie kojarzycie? Spokojnie, ja tez nie ogarniałem Ale jego historia będzie tu żywa jeszcze setki lat. W obiegowej opinii ów osmańskiego Żyda, został uznany za heretyka i wygnany z rodzinnego miasta po tym jak przeszedł na islam…

Wystawa przeszłości

Po wyjściu postanawiam kontynuować włóczęgę uliczkami miasta, w którym dziś mieszka jakieś 70 tyś ludzi. Ruszam więc zastanawiając się ile osób przewinęło się przez te ziemie w trakcie długiej historii jego istnienia. Nie sposób zliczyć… Jest jednak mieście w którym co nieco można się dowiedzieć. Mijając kolejne miejsca noclegowe znajduję między nimi nie lada okaz. Gmach Muzeum Etnograficznego, to chyba odpowiednie miejsce by zaspokoić nurtujące mnie pytania.

Muzeum Etnongraficzne w Beracie www.szlakiempodrozy.plMuzeum Etnograficzne w Beracie; źródło: Wikipedia

Wchodzę do środka gdzie za drewnianą obudową z stoją ubrane w lokalne stroje manekiny. Misternie wyszywane, kolorowe suknie przypominają mi coś na kształt znanych nam z Mazowsza, czy Ślaska ubiorów. Wdam do archiwum zaraz potem pokoju imitującego stary salon i kuchnię. Na ziemi leżą więc materace i kilimy na okrągłej półce 20 cm leżą przyszykowane do jedzenia drewnienia misy, łyżki i narzędzia ceramiczne. Rozglądam się po reszcie pomieszczeń, odnajdując stare krosno i kominy, oraz studnię. Gdy w 1979 r. otwierano obiekt za cel postawiono się zapełnić do przedmiotami na wskroś praktycznymi. Efekty widzę na własne oczy: tu tłocznia oliwy, tam wyciskarka do wełny. Przy wyjściu wpadam jeszcze na makiety okazujące ulice i małe sklepy, jakie tworzono tu w średniowieczu. Tak, to zdecydowanie warto obejrzeć.

Galeria Edwarda Leara, otwarta w 1994 r. jest kontynuatorką, zamkniętej wcześniej pierwszej galerii sztuki. Poświęcona jest angielskiemu malarzowi i poecie, malującemu tutejsze góry i sceny z życia miejscowych ludzi. Prócz jego prac zobaczyć tu można prace lokalnych twórców, oraz pokaźny zbór sztuki światowej.”

Gorica w Beracie, czyli TEN widok

Pora wybrać się za rzekę. A, że droga do dzielnicy Gorica wiedzie dwoma mostami muszę się na którychś zdecydować. No nie, być tu i nie pokonać przeprawy, która zaczerpnęła właśnie nazwę od niej? Nie wypada!

Co w nim takiego oryginalnego? Wyłożony sporymi wielkimi kamiennymi kostkami i otoczony białymi murkami po bokach. Wydaje się, ze nic specjalnego. Ale, nie do końca. Był bowiem pierwszą taka przeprana na rzece. Wniesionym w oryginale w 1780 r. przybrał stylu tureckim. 130 m pokonuje się migiem. Problem w tym,że tego co najważniejsze wczas nie widać. Przeprawę, przebudowaną w l.20 XX w., podpiera bowiem siedem przęseł w kształcie łuków. A co do pochodzenia, to most sfinansował Ahmed Ali Pasza, zarządca miasta.

Most Gorica Berat www.szlakiempodrozy.plMost Gorica Berat; źródło: Flickr

Ruszam najzwyklejszą drogą, jaką można sobie wyobrazić. Asfaltówka w dodatku wąska i bez pobocza. Można by pomyśleć, że to proszenie się o kłopoty. Na szczęście po lewej mam okazałe wzniesienie, przez co co wiem, co zaraz nastąpi. Wreszcie zaczyna się zakręt i… pamiętacie, jak na początki wspominałem, że musicie wytrwać do końca? No, teraz nagroda!

Przed oczami staje mi to – najpiękniejszy widok na Berat. Czy może dziwić, że panoramę tę zapełnia każda pocztówka, magnes, czy pamiątkowej koszulka?

Najpiękniejszy widok na Berat www.szlakiempodrozy.plNajpiękniejszy widok na Berat; źródło: Flickr

Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy warto tu przyjąć nocą, to wygląda to tak:

Nocne oblicze miasta Berat w Albanii www.szlakiempodrozy.plNocne oblicze miasta Berat w Albanii; źródło: Flickr

Przysiadam więc i kontempluje widok, bo wiem, że czegoś takiego szybko nie zobaczę. Nawet jeśli kogoś nudzi zwiedzanie historycznych miejsc czy kościołów (a mam tak i ja), to te 1500 km od południowej granicy Polski warto pokonać, tylko dla tej chwili. Moja ekscytacja mija dopiero przy następnym moście, gdy rzuciłem już okiem ma drugą stronę rzeki każdej perspektywy.

A skoro tak to ruszam na podbój tych kilku ulic, jakie postanowiono tu urządzić. Nie jest tego wiele, owszem. Ale za to jako, że mieszkańcami są tu głównie chrześcijanie nie mogło się obyć bez katedry im. św. Spirydiona. Kisha e Shën Spiridonit wita mnie drewnianym ikonostasem. Choć pierwotnie stanęła tu w XVIII w, to co widzę dziś jest efektem przez z XIX w. Prze wejściem w oczy rzuca mi się grecki napis z rokiem budowy – 1864. A że ba bardzo nie ma tu czego obchodzić pstrykam tylko fotkę:

Wnętrze Katedry im. św. Spirydiona w Beracie www.szlakiempodrozy.plKatedra im. św. Spirydiona w Beracie; źródło: Flickr

Tak… Berat zdecydowanie przypadł mi do gustu. Ba, uważam go nawet za jedno z moich prywatnych odkryć. Ot, miasto z gatunku tych kompaktowe, które tak uwielbiam.

Pociągają Cię Bałkany? Rusz w rowerem po miastach Chorwacji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *