Wyprawa na Cerro Torre www.szlakiempodrozy.pl

Wyprawa na Cerro Torre

Zdobywanie szczytów górskich od zawsze stanowiło do ludzi wyzwanie. Czasami stawało się wręcz obsesją. Obrana na cel góra nie raz i nie dwa zaskakiwała śmiałków chcących stanąć na jej szczycie. Szczególnie, gdy wspinacze wybierali się na nią po raz pierwszy. Premierowa wyprawa na Cerro Torre – szczyt leżący w patagońskich Andach, na granicy Chile i Argentyny, do dziś budzi jednak uzasadnione wątpliwości…

Europejczycy, którzy początki swych wspinaczkowych wypraw realizowali głównie na swoim kontynencie, z czasem zaczęli spoglądać w inne kierunki, Wabiły ich, co zrozumiałe Himalaje i Karakorum, ale byli i tacy, który swój wzrok kierowali ku dalekiej Ameryce Południowej.

Marzenia o Cerro Torre

Nadszedł ten styczniowy dzień 1959 r. Cesare Maestri i Cesarino Fava z Włoch, oraz pochodzący z Austrii Toni Egger. Trójka ludzi, która w swym zamierzaniu miała przejść do historii. Cel był prosty – stanąć na szczycie mierzącego 3133 m n.p.m. Cerro Torre! Wreszcie stanęli u stóp niesamowitego szczyt. Tak niepodobnego do innych, z uwagi na swój specyficzny kształt. Wysoka, acz „chuda” góra, przyciągała niczym magnes…

Deprymujący to był widok. Pnąca się w stromo ściana, niemal pozbawiona tzw. półek. Nic dziwne, iż wspinaczka szła jak po grudzie.

Ale Maestri, który miał już okazję przyjrzeć się bliżej niesamowitej górze nie zamierzał zniweczyć szansy jaka się nadarzyła. Wybrawszy się tu już wcześniej, z innym wspinaczem z Italii, wówczas odpuścić i z powodu złych warunków porzucić plany o stanięciu na szczycie. Ówczesna relacja uczestników tamtejszej wyprawy skłoniła włoskich specjalistów od zdobywania gór do wydania kategorycznej opinii – Cero Torre nie da się zdobyć. Ale wiadomo jak to jest. Niemożliwe kusi jeszcze mocniej…

Szczyt Cerro Torre www.szlakiempodrozy.pl

Szczyt Cerro Torre; źródło: Flickr

Dramat wyprawy na Cerro Torre

Przygotowując się do ataku na niegościnny szczyt, członkowie ekspedycji rozpatrywali alternatywy. Wreszcie wybrali trasę wschodnią ścianą. Szybko okazało się, że pragnienie wejścia na Cerro Torre rozbija się o trudne warunki pogodowe, przejawiające się w burzach śnieżnych. Znający swe możliwości, ale i ograniczenia Fava jako pierwszy podjął decyzje o wstrzymaniu się z atakiem szczytowym. Pozostali ruszyli dalej…

Szalejąca wokół zawierucha sprawiła, że „maczuga” pokryła się warstwą śliskiego lodu. Grubość warstwy była jednak na tyle cienka, że i tak czekany trzeba było wbijać w litą skałę. A to wymagało siły i czasu. Mocne uderzenia młotka wysysały energię ze wspinającej się dwójki. Egger i Maestri jednak się nie poddawali. Nagrodą było stanięcie na szczycie. Czego podobno dokonali…

Ale była to dopiero połowa zadania. Zejście stanowiło niemniej trudne zadanie. Rozłożony na etapy proces pierwszego dnia poszedł zgodnie z planem. W drugim dniu jednak ze szczytu ruszyła lawina… Porwany przez ogromną siłę Egger, mający ze sobą namiot i wykonaną na szczycie fotografię przepadł pod zwałami śniegu.

Minęło sześć dni. Wciąż czekający na kompanów Fava, bił się z myślami. Wracać, czy nie? Wreszcie podjął decyzję o odwrocie. Wiedział, że szansa na powrót współtowarzyszy wyprawy jest minimalna. Zbierając sprzęt w okolicach śnieżnej jaskini u stóp Cero Torre nagle dostrzegł jakieś ślady. Podążając nimi odnalazł Maestriego, który będąc na granicy śmierci snuł chaotyczną opowieść o zaginionym Eggerze i pokonaniu góry tzw. trasą Compressor.

Maestriego powitano w ojczyźnie jak bohatera. Z dnia na dzień wdarł się do czołówki najbardziej znanych wspinaczy na świecie. Do tego przekazywana przez niego, pełna dramatyzmu, historia stanięcia na szczycie Cerro Torre padała na żyzny grunt. Wszyscy w Europie ciekawi byli południowoamerykańskich. Będący pod wrażeniem wyczynu kolegi Fava ochoczo przytakujący relacjom kolegi tylko dodawał scenerii dramatyzmu…

Panorama Cerro Torre www.szlakiempodrozy.pl

Panorama Cerro Torre; źródło: Flickr

Wątpliwości

Dekadę po, jak przekazywał Maestri, udanym zdobyciu góry, pod Cerro Torre zameldowała się kolejna ekipa. Mająca w planach pójście śladem Włochów, korzystając z doświadczeń poprzedników pierwszy obóz założyła w tym same mym miejscu. Natykając się na ich pozostałości w formie puszek po jedzeniu niczego jeszcze nie podejrzewali.

Sunąc w górę południowo-wschodnią granią utknęli jednak w obozie. Fatalna pogoda, oraz takie same, jak przy premierowej wyprawie burze dawały się we znaki. Trudne warunki skutkowały wreszcie zużyciem haków, po które trzeba się było wrócić do obozu. Mimo tego, wejścia nie dało się kontynuować. kipa spędziła w obozie ponad miesiąc, a gdy po rozpogodzeniu wyszła ponownie zobaczyła pourywane haki. To był koniec…

Tak w głowach pięcioosobowego zespołu, zaczęła kiełkować podejrzliwość, odnośnie prawdziwości przemilczanego przez poprzednika opowieści o wyczynie, jakim „miało być” zdobycie Cerro Torre.

Huczące w środowisku spekulacje Maetri postanowił raz na zawsze wyjaśnić… ponownie ruszając obierając cel na niegościnny szczyt. Wraz z nim w ekipie ruszającej w 1970 r. południowo-wschodnią ścianą znaleźli się:

  • Ezio Alimonta
  • Daniele Angeli
  • Claudio Baldessarri
  • Carlo Clause
  • Pietro Vidi

I wszystko było by w porządku gdyby, tak jak wcześniej wybrał tę samą wschodnią ścianę i podobny sprzęt. Włoch jednak zadziwił wszystkich ruszając w górę południowo-wschodnią ścianą, zabierając dodatkowo ze sobą wysoce specjalistyczny sprzęt, z… młotem pneumatycznym i kompresorem benzynowym do rozbijania skał na czele. Dzięki temu idąc po brytyjskich śladach przebył drogę po czym, zostawiając za sobą skałę… odpuścił atak szczytowy. Owa decyzja jak i samo użycie sprzętu przekreśliły wówczas w oczach części opinii publicznej, wcześniejszą – ponoć udaną – wspinaczkę.

Cerro Torre bez wątpienia, od strony zachodniej, zdobyli w 1974 r. członkowie wyprawy pod kierownictwem Danielle Chiappa.”

Tymczasem do stale powtarzanych zarzutów w kierunku pierwszej z wypraw dołączali kolejni. Gdy w 1976 r. na sąsiedni szczyt Torre Egger, w początkowe fazie wspinacze wykorzystali to samo podejście, co pod Cerro Torre w trackie pamiętnej wyprawy Maetrie, Eggerai Fava odnaleźli na wschodniej ścianie stare liny, karabinki i sprzęt. Bez wątpienia należący do pierwszych z wymienionych.

Ale dalej, już na tzw. ”Przełęczy Zdobywców” nie uświadczywszy nich ani jednego śladu. Co więcej, zestawiając opowieść Maestriego z rzeczywistością odnoszącą do wyżej położonego odcinka, który wg niego nie stanowił przesadnej trudności, ekipa krocząca jego śladem odniosła zupełnie inne wrażenie. Tak jakby cały opis powstał z rozciągającego się wyłącznie z dołu widoku…

Młody Cesare Maestri - zdobywca Cerro Torre www.szlakiempodrozy.pl

Młody Cesare Maestri; źródło: Wikipedia

Poszukiwanie wyjaśnienia

Mało tego w 2005 r. na Cerro Torre, wschodnią ścianą wspięli Ermanno Salvaterro i Rolando Garibotti. Co dziwne, także w tym samym miejscu inne odnajdując żadnych pozostałości po wyprawie z 1959 r. Badając ową tajemnice, zwrócili uwagę na jeszcze jeden element – odnalezione w książce Maestriego zdjęcie wykonane aparatem, który przecież zaginał wraz z ciałem Eggera. Pasujące wyłącznie do okolic przełęczy Standhardt, położonej w zupełnie innym miejscu.

Sęk w tym, że Maestri nigdy nie przyznał, że wraz z towarzyszami się tam znalazł. Co więcej w trakcie sześciu dni, czyli czasu jaki zajęła im wyprawa, zarówno odwiedzenie przełęczy i wejście na szczyt było niemożliwe.. Dodając do tego, że przełęcz znajduje się tuż przed stromym zboczem, gdzie odnaleziono ciało Eggera, kolejność zdarzeń nasuwa się sama. Do tego schodząc musiał dotrzeć do podstawy Cerro Torre, gdzie Fava zauważył go podczas pakowania sprzętu, już w słabym stanie fizycznym.

Widok na Cerro Torre www.szlakiempodrozy.pl

Widok na Cerro Torre; źródło: Flickr

Czyżby więc i historyjka Favy była zmyślona? W może czas, jaki minął między pierwszą wyprawą, a amerykańską próbą, czyli aż 17 lat skutecznie zmieniło optykę na położenie nieodnalezionych śladów. A zdjęcie w książce? Czy to po raz pierwszy wydawnictwo, by wzbogacić pozycję dodało by coś od siebie?

Okazuje się, że dziś tak, jak trudno jest udowodnić zarówno udaną wyprawę, tak i niełatwo znaleźć 100% dowody na to, że była jedna wielką mistyfikacją.

 

Cordoba Argentyna - Cordoba Argentina www.szlakiempodrozy.pl

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments