Grafika regiony www.szlakiempodrozy.pl

Wschodni Mauritius

Tygodniowy pobyt na Mauritiusie z pewnością może poprawić humor i pozwolić naładować akumulatory. Lazurowa woda, czysty piasek – to liczy się głównie w opinii wybierających się na wymarzone urlop. Wydając te 5 tyś zł warto mieć jednak pogląd na to jak, na co dzień, wygląda życie na tym afrykańskim skrawku lądu.

Wschodnią strefę tworzą dwa regiony owego państwa – Flacq i Grand Port. I sporo mogą zaoferować. Zresztą już sama nazwa zajmującego niemal 280 km2 Flacq stanowi pewną podpowiedź… Przybywający tutaj Holendrzy nazwali go Groote Vlakte – Wielką Równiną.

Do dziś tutejsze ziemie stanowią swoisty spichlerz wyspy. Rolnictwo odcisnęło silne piętno na regionie, począwszy od pierwszych upraw trzciny cukrowej. Z czasem poczęły tu powstawać plantacje, z których największą jest dziś Flacq Estate Limited United (FELU). W jej skład wchodzą także poletka z pomidorami, cebulą, ostrymi papryczkami chili, czy też orzeszkami ziemnymi i bakłażanami. Tak więc dziś czytając na opakowaniu owych produktów zdanie „Kraj pochodzenie: Mauritius” wiecie już o co chodzi 🙂

Wioska Trou d’Eau Douce powala swą nazwą, tłumaczona jest jako Dziura Słodkiej Wody.”

Sercem regionu jest 17 tyś miasto o charakterystycznej nazwie… Centre de Flacq. Tak wiem, niezbyt oryginalne. Najbardziej rozpowszechnionym widokiem miasta jest bodaj budynek w którym mieści się sąd okręgowy. Konstrukcja została wzniesiona w XIX w. przez Brytyjczyków.

Ale kto myśli, że miasto to jedynie wspaniałe hotele i odnowione zabytki, niech weźmie baczenie na istnienie i takich enklaw:

Dzielnica biedy Centre de Flacq Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Dzielnica biedy Centre de Flacq; źródło: Flickr

Mała wieś Poste de Flacq położona niespełna 6 km od stolicy regionu, ściąga hinduską świątynią Shir Sagar Mandir.

W rejon Belle Mare warto zapuścić się nie tylko z uwagi na piękne plaże. Porastające teren krzewy rzewni, tworzą swoisty las w którym zatopiwszy się odnaleźć można wiekowe piece, w których niegdyś wypalano korale, pozyskując tym samym wapień. Działają tu ośrodki wczasowe Belle Mare Plage oraz Coco Beach. W bliskiej okolicy, pośród roślinności, warto wypatrywać interesujących posągów hinduskich bóstw.

Belle Mare Plage Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Belle Mare Plage; źródło: Flickr

Będąc tu koniecznie trzeba zerknąć na Timoszenkę hotele. La Residence przyjął choćby format plantacji, zaś Le Palmar tworzą oryginalnie wyglądające wille z charakterystycznymi dachami z suszonej trawy.

Ile aux Cerfs to należąca do regionu wysepka, której mieszkańcami są głównie… wczasowicze. Wyspa jest oazą drzew, porasta ją bowiem 285 ha las. Dla urlopowiczów przygotowano wiele atrakcji w tym należące do 5* hotelu pole golfowe, oraz wypożyczalnie sprzętu wodnego. Ciekawą lokalizacja na wyspie jest też estuarium najdłuższej rzeki kraju – Grande Riviere Sud-Est.

Jednym z najciekawszych przeżyć na noże być podążenie drogą B28. Ciągnąca się z Trou d’Eau Douce do Mehebourga zahacza o wąwóz Grande Riviere Sud-Est, by okolicą pasma Bambou poprowadzić ku rybackim wioskom.

Grand Port. Początek.

Miejscem w którym tak naprawdę rozpoczęła się nowa historia owej afrykańskiej wyspy, jest jednak region Grand Port. To właśnie z tutejszych plaż skwapliwie skorzystali pierwsi Francuzi i Holendrzy, przybijając do Mauritiusa, rozpoczynając tym samym jego podporządkowywanie.

Zetkniecie się z położoną na południowym wchodzie częścią wyspy jest jak… wizyta w Holandii. Przynajmniej początkowo…

Vieux Grand Port stanowi pierwsze osiedle holenderskich przybyszów, zbudowane w okolicy Lion Mountain (Lwiej Góry) już w 1598 r. Na górujący nad nim, porośnięty roślinnością szczyt prowadzą dwa szlaki, finalnie tworząc wokół niej pętlę.

Lion Mountain - Lwia Góra Mauritius Belle Mare Plage Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Lion Mountain – Lwia Góra Mauritius; źródło: Flickr

Oryginalne zabudowania fortu, już dawno, wyparły francuskie konstrukcje, tworzone w XVIII w. Dziś zatapiając się w muzealnych artefaktach wydobytych z ziemi podczas prac wykopaliskowych nie wolno zapomnieć o makietce oryginalnego fortu, oraz ekspozycji opowiadającej historię działania Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej.

 

Stare, kamienne ruiny dawnego fortu, tworzą dziś element wystawy miejscowego Fort Frederick Henry Museum.

Poszarpane rumowisko dawnej rezydencji gubernatora, sklepu czy kuźni skonstruowano w przeszłości z mieszanki bazaltowych skał, skamielin koralowców związanych – wystają ma wysokość maksymalnie metra. Dawniej miesząc więzienie, warsztat kowalski i piekarnię było nad wyraz samowystarczalnym miejscem pobytu.

“Za pierwsze zabudowania odpowiedzialny był pełniący jako pierwszy obowiązki gubernatora wyspy Simonsz Gooyer.”

Mury fortu wielokrotnie ucierpiały, co ciekawe, nie z racji swego militarnego przeznaczenia, ale podczas nawiedzionych Mauritius wielkich cyklonów. Jakby pogodowych dramatów było mało, w 1695 wybuchł w nim pożar. Wściekły Deodati – ówczesny gubernator chcąc jak najszybciej ując sprawców podpalenia zarządził pojmanie niewolników i poddanie ich torturom, podczas których zeznali, iż rzeczywiści chcieli obalić władzę i zagarnąć dla siebie kontrole nad całą wyspą.

Nieopodal fortu zapuścić się można w korytarze jaskini Sales de Arme. Miejsce znane jest z odbywających się w nich pojedynków zwaśnionych francuskich osadników. Podobną popularności, tyle, że już nie nabuzowanych, charakternych mężczyzn, a… spadkowiczów cieszy się Bois des Amourettes upodobali sobie randkowicze. Mała wioska, idealne miejsce schadzek, nabrała nowego charakteru w okresie II wojny światowej, kiedy to holenderska armia urządziła tu stanowisko obserwacyjne. Dziś jego pozostałości stanowią betonowe bunkry. Dla osób preferujących inne atrakcje, nic prostszego, jak udać się na wystający 190 m w morze trap molo.

Znajdujący się w prywatnych rękach rezerwat przyrody Domaine du Chasseur, to miejsce którego nazwa: „Tereny Myśliwskie” idealnie odzwierciedla ich aktualne przeznaczenie. Łupem polujących padają tu zazwyczaj jelenie. Na około 1,6 km2 żyją tu małpy, dziki oraz wiele gatunków ptaków.

Dwoisty Mahebourg

Zamieszkany dziś przez 15 tyś ludzi Mahebourg, niegdyś był ruchliwym portowym miasteczkiem. Dziś ośrodek, nazwany nazwiskiem pierwszego gubernatora Maskarenów Mahe de Labourdonnaisa, niczym nie różni się od europejskich miast. Tylko, że nie ze względu na swe piękno, a podobnie wytyczona siatkę ulic. W rzeczywistości miasto wita przybyszów raczej kurzem, niż ”chlebem i solą”. Promenada ciągnąca się przy brzegu morza Rue des Hollandais wiedzie ku placu targowemu, na którym codziennie buszują poszukujący świeżych warzyw i przypraw kobiety.

Dworzec Mahebourg Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Dworzec Mahebourg Mauritius; źródło: Flickr

Sklep w Mahebourgu Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Sklep w Mahebourgu Mauritius; źródło: Flickr

Najciekawszy bodaj miejsce w mieście Muzeum Morskie (Naval Museum) mieści się w „Gheude” dawnej siedzibie komendanta dzielnicy Grand Port. Jego historii naznaczona jest też czasem w którym pełnił rolę szpitala, którego twórca Jean de Robbialard przeznaczył go dla francuskich i brytyjskich żołnierzy, którzy ucierpieli podczas słynnej bitwy morskiej. Dziś za eksponaty służą tu portrety ludzi związanych z Mauritiusem, sztylet kpt Rivingtona, przejęty przez niego od załogi statku „Kent” w 1880, czy też… dzwon okrętowy ze statku „St Geran”, który zatonął w okalających wyspę wodach w 1744. Działająca od 1950 placówka gromadzi też wycinki z gazet, na jednym można zapoznać się z tragiczną relacją z 1923 roku, wypominającą pójście na dno statku „Trevess”, z którego rozbitkowie dopiero po 25 dniach dryfowania na łodzi ratunkowej dotarli do Bel Ombre, przez cały ten czas mając dyspozycji jedynie suchary. Innym związanym z ową historią eksponatem jest papierośnica, którą pragnący przeżyć… odmierzali sobie racje wody. Jest tu też ogromne łóżko wspomnianego już Mahe de Labourdonnaisa, oraz dwie lektyki, w których był noszony.

Koloryt Mahebourga Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Koloryt Mahebourga Mauritius; źródło: Flickr

Zwykła ulica w Mahebourga nw Mauritiusie www.szlakiempodrozy.pl

Zwykła ulica w Mahebourga nw Mauritiusie; źródło: Flickr

W okolice Błękitnej Zatoki prowadzi droga która pozwala zapoznać się z dwoma obliczami wschodniego Mauritiusa. Oto bowiem mijając kwartały nędzy, z czasem trafia się na pełne przepychu domki nad morzem, które wynajmują majętni turyści. Po wodach Blue Bay często pływają łodzie, które za sprawą posiadanego szklanego dna oferują fantastyczny widok na rozciągającą się poniżej rafę koralową.

Niebieska Zatoka Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Niebieska Zatoka; źródło: Flickr

Maniok ponad wszystko!

Gdy w 1735 roku, wspomniany już Mahe de Labourdonnais sprawdził na Mauritius pierwsze bulwy, roślina stała się głównym składnikiem miejscowych potraw. Musiało minąć jednak 135 lat, by Hilarion Rault, tworząc przepis na ciasteczka maniokowe dał początek „Rault Biscuit Factory”. Początkowe wyroby, nie cieszyły się jednak popularnością. Kupujący dostrzegali w nich głównie składnik… paszy dla zwierząt. Gdy w 1908 roku na Wystawie Światowej w Londynie produkt otrzymał srebrny medal przed firmą nagle otworzyły się wrota wielkich zysków.

Ale świat pędził naprzód. Zyski z uprawy manioku były znacznie mniejsze niż z plantacji trzciny cukrowej i cyklony Carol i Gervaise sprowadziły kres biznesu. Od 1995 fabryka herbatników ponownie działa. Będąc małym ośrodkiem realizuje produkcję wedle starej, tradycyjnej receptury.

Siedziba fabryki www.szlakiempodrozy.pl

Siedziba fabryki; źródło: Wikipedia

Teren wsi Riche en Eau dawniej zajmowała niemal w całości plantacja trzciny cukrowej; po dawnym biznesie pozostały dziś jedynie kominy. Nieopodal działa Le Val Nature Park, ukazujący przekształcenia jakie dotknęły ów region w momencie porzucenia upraw trzciny cukrowej i adaptacji do nowych wyzwań z zakresie rolnictwa.

Spoglądając na małą wyspę Ile aux Aigrettes trudno się nie uśmiechnąć. Działający tu rezerwat w zamierzeniu twórców miał sprawić, iż wyspa ponownie zyska swój pełen uroku charakter. Ten zatraciła bowiem w czasie II wojny światowej, za sprawą obecności brytyjskich i francuskich żołnierzy. Obsługując rozmieszone na wyspie baterie artyleryjskie, mające bronić wyspy przed japońskimi nalotami nie maili jednak okazji wykazać się swym męstwem – atak z powietrza nigdy nie nastąpił.

Dziś odrodzona obfita roślinność stała się miejscem, w którym chętnie swe gniazda zakładają ptaki – gołębie rdzawosterne. Kręcąc się po wyspie trafić można na kilkadziesiąt miejsc pełnych militarnych umocnień, choć akurat za ”must see” uznawane jest tutejsza prochownia z XVIII w. Paradoksalnie po wojennej zawierusze o dawnym przeznaczaniu zapomniano, a nowy prywatny najemca wyspy urządziła na niej… hodowlę kóz.

Ile aux Aigrettes Mauritius www.szlakiempodrozy.pl Ile aux Aigrettes Mauritius www.szlakiempodrozy.pl

Ile aux Aigrettes; źródło: Flickr

Wolisz inne klimaty? Zajrzyj do środkowej Boliwii  lub  kostarykańskiej prowincji Limon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *