Regiony świata www.szlakiempodrozy.pl

Transylwania

Początkowo zastanawiam się czy dobrze trafiłem. Chodzę po mieście, co chwile słysząc, jak ktoś woła: „Laszlo!”. Dla pewności wyjmuję telefon, włączam aplikacją. Mapa pulsuje niebieskim światełkiem jasno sygnalizującym, że nie ma mowy o pomyłce. Ale tak już tu jest jest. Ech Transylwania – nic lepiej nie definiuje jej atrakcji, niż różnorodność. No bo, czego innego można się spodziewać na wycieczce po regionie, w którym na ulicach jego największego miasta, spotyka się tyle samo Rumunów, co Węgrów? 

A oto Kluż-Napoka

Spacerując po ulicach widzę tabliczki z nazwami w dwóch językach. No, ale czy można się dziwić? Skoro to wędrujący tędy Bratankowie w XII/XIII w. spostrzegli w tej krainie szansę na lepsze życie? Co zobaczyć na wybrukowanym kamiennymi kostkami Piata Uniri (Placu Uniri), chyba zawsze zapełnionym?

Katedra św. Michała

Teraz turyści, zapewne spędzający w Transylwanii wakacje fotografują pierwszą z katedrę św. Michała (Biserica Romano Catolica St Michal), spoglądając w międzyczasie na stojący przed nią pomnikiem Macieja Korwina na koniu. Miejscowi wchodzą i wychodzą z parterów kamienic otaczających plac, jednocześnie spoglądając z na mnie… z niesmakiem? A, nie, to nie ja jestem powodem zgorszenia. To posąg z 1902 r, ukazujący składanie hołdu władcy. Dzierżą w ręku mołdawski sztandar, jest solą w oku miejscowych. Przecież tajemnicą poliszynela jest, że Rumunii, gdyby mogli, utopili by Mołdawian w łyżce wody…

Biserica romano catolica St Michal nocą Transylwania Kluż-Nspoka www.szlakiempodrozy.pl

Biserica romano catolica St Michal nocą; źródło: Flickr

Choć katedra z zewnątrz przywodzi mi na myśl najzwyklejszą kamienną budowlę, po wejściu do środka jestem zaskoczony. Surowość fasady natychmiast zanika, ustępując dobrze oświetlonemu prezbiterium. Rozglądam się mając wrażenie, że tak właśnie powinny wyglądać kościoły. Minimum obrazów i malowideł i oszałamiająca detalami brązowo-bursztynowa ambona. Tak wyrzeźbiona, posiadająca tak wiele detali, że nie mogą oderwać od niej wzroku. Dźwięk skrzypiących za mną drzwi wyrywa mnie z myśli. Podnoszę głowę szukając słynnej harmonii wymiarów w skrojonych na tę samą wysokość bocznych nawach. Jakaż duma musiała napawać żyjących jeszcze budowniczych, w momencie oddawania świątyni w 1580 roku, po dwóch wiekach pracy. Leniwie docieram do portalu prowadzącego do zakrystii – aż dziw, że stoi tu od 1528. Wpadam jeszcze do kaplicy Schleyniga z freskami ukazującymi mękę Chrystusa z I połowy XV w., które jednak w całości nie przetrwały okresu reformacji. Wychodzę postanawiając jeszcze okrążyć kościół. Tak trafiam na wieżę, która też ma swą ciekawą historię. Najpierw bowiem planowano stworzyć dwie. Nie udało się i samotna wieżyczka radowała wiernych. Do czasu… XVIII w. przyniósł jej pożar wymuszając postawienie tej, na którą teraz patrzę. Podnoszę głowę by dostrzec jej czubek na 80 m wysokości. Wspomina jeszcze o politycznej roli kościoła – zbierali się w nim członkowie sejmu Siedmiogrodu, a w 1551 królowa Izabella Jagiellonka przekazała władzę Habsburgom – i ruszam dalej.

Pałac Banffy

Uduchowiony, nadkładając kilka metrów, pokonuję pasy dochodząc do pałacu Banffy. I ponownie mam wrażenie, że Kluż to takie zwykłe-niezwykłe miejsce. Gdyby nie balkon i spoglądające na mnie z dachu rzeźby, miałbym wrażenie, że to raczej kolejna kamienica. Wchodzę na dziedziniec i odczuwam to jeszcze mocniej. Obdrapane z farby ściany, pełna ubytków elewacja u spodu sprawia, że ani mi by mi na myśl nie przeszło, że wzniesiony w l.1774-85, dla grafa Georga Banffyego, gmach zamieszkiwali później węgierscy namiestnicy. Niby wciąż pełen barokowych wstawek. Niby gościli w nim Franciszek I, Franciszek Józef, czy Fryderyk Liszt, a jednak niewiele roztacza dziś magii. Może poza XV w. ołtarzem w jednej z komnat.

Pałac Banffy Kluż Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Pałac Banffy w Klużu; źródło: Wikipedia

Coś mi się wydaje, że Kluż-Napoka zostanie jednym z moich ulubionych miast. Dlaczego? Bo wszystko co godne uwagi, jest tu… blisko. Choć lubię włóczyć się, ot tak, bez ładu i składu po miastach, to jednak sąsiedztwo głównych atrakcji wpływa na mnie kojąco.

“Nazwę miasta zmodyfikowano w 1974 dodając drugi człon, świętując wówczas 1850 lat nadania praw miejskich. Podkreślenie w nazwie jego „rumuńskości”, miało dla Ceausescu szczególne znaczenie.”

Jest 1846. W jednym z pokoi gmachu z przełomu XVIII i XIX w., nazywanym tutaj Redutą, Franciszek Liszt zasiada za fortepianem. Na jego twarzy widać zdenerwowanie. Jego palce zaczynają rytmicznie uderzać w klawiaturę. Tak oto tworzy się historia; znany wkrótce na całym świecie kompozytor, daje swój pierwszy koncert. Niespełna pół wieku później atmosfera w budynku zmienia się całkowicie. W 1894 jego mury stają się świadkami procesu, urządzonego twórcom tzw. Memorandum – petycji podpisanej przez rumuńskich działaczy, skarżących się cesarzowi Franciszkowi Józefowi na podłe traktowanie przez węgierskie władze. Dziś w tym pełnym historii budynku podziwiam eksponaty Muzeum Etnograficznego.

Casa Matei Corvin Kluż Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Casa Matei Corvin w Kluż. Dom z I połowy XIV w. w którym urodził w 1443 roku się późniejszy król, jest najstarszy, piętrowy, budynkiem w mieście. Gotycki styl nadano mu już w trakcie budowy; przeszedł dwa wielkie remonty w 1884 i 1943 roku. Dziś to siedziba ASP (Universitatea de Arta). Źródło foto: Wikipedia

Piata Muzeulei

Stoję na Piata Muzeulei, dawnym rynku saskiego miasta. Tylko gdzie tu rynek? Wąska, wybrukowana przestrzeń jest raczej uliczką spacerową, pośrodku której natykam się na posąg Karoliny z 1831. Jest pamiątką wizyty cesarza Franciszka i jego żony Augusty Karoliny, jaka miała miejsce 14 lat wcześniej. Spoglądam na kościół Franciszkanów (Biserica Franciscanilor), ukończony w I połowie XVI w. Co ciekawe pierwszymi mieszkańcami byli tu dominikanie. Ale nadchodząca fala reformacji sprawiła, że w 1556 zostali wypędzeni. Ponad wiek później, gdy u szczytu była kontrreformacja, klasztor dostali jezuici, a od 1725 są w nim franciszkanie.

Wnętrze kościoła Franciszkanów w Cluj Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Wnętrze kościoła Franciszkanów; źródło: Wikipedia

Wracam na przez centralny plac, odprowadzany przez niską zabudowę do Biserica Piaritilor (kościóła Pijarów), by zerknąć na pierwszą budowlę barokową w rejonie. Zabarwiony dziś na rdzawo kościół stał się parafią jezuitów, którzy wznieśli go w l.1718-24, tworząc fasadę o dwóch wieżach. W 1776 urządzili się w nim oo. pijarzy. Dość ciemne wnętrze, a zwłaszcza utrzymany w brązowej toni ołtarz, ze stojącymi po bokach drewnianymi stellami, to jedyne na czym można tu zawiesić oko.

Ale za to na zewnątrz widzę pewne novum. Kościół wbudowany jest w cały kompleks Universitatea Babes-Bolayi – drugą pod względem wielkości uczelnię kraju. Choć powstał w 1872 jako szkoła węgierska, Rumuni sprawują nad nim pieczę od 1918. By załagodzić jakoś spór obu nacji, postanowiono w jego nazwie zawrzeć nazwiska dwóch postaci reprezentujących oba państwa. Wąską uliczką dochodzę do liceum założonego przez Węgrów – Lieceul Stefan Bathory to 300-letnia historia nauczania. Podążam Strada Kogalniceanu, gdy materializuje się przede mną gotycki  Biserica reformata (kościół reformowany) stawiany w l. 1486-1516. 300 lat temu przejęli go kalwiniści; do dziś pozostaje jednym z największych gotyckich kościołów o jednej nawie w Europie! Wchodzę do środka. Przed oczami staje mi ambona z 1648. Przed kościołem patrzę na niewielki pomnik konny św. Jerzego – kopię monumentu zdobiącego dziś praskie Hradczany. XV w. mury obronne poznaję za sprawą Baszty Krawców (Bastiorul Croitorotor) – jedynej w całości zachowanej wieży miejskie. A’propos murów, dopiero od 1405 ufortyfikowane miasto zyskało status wolnego. Nawiasem mówiąc tak rozpoczął się jego rozwój. Król Zygmunt Luksemburski budując potężne mury doprowadził do rozkwitu miejsca – i to na kilku polach. Gospodarczo za sprawa drukarni Gaspara Heltaiego, zaś religijnie zakładając kolegium jezuickie w klasztorze franciszkanów. Kogo pociąga wyższa kultura powinien zajrzeć na Piata Stefan cel Mare – plac z budynkiem Teatrul National si Opera Romana (Teatr Narodowy i Opera Rumuńska).

Podróżuję po Transylwanii, tak? Warto by więc dowiedzieć się skąd w ogóle ta nazwa? Okazuje się, że od zbitki słów Trans Silvania. Z łaciny oznacza to „kraj za lasem”. Otóż w czasach średniowiecza za wschodnimi granicami regionu rosy gęsto położone drzewa. Siedmiogród to polska wersja, nazwy jaką nadali terenowi Niemcy – Siebenburgen, na cześć siedmiu miast jakie mieli założyć niemieccy przybysze w rejonie. No, nieco to wyolbrzymili, bo w rzeczywistości było nimi 7 okręgów administracyjnych prowincji Konigsboden. Do dziś region zajmuje sporo mniejszości.

Wierząca Turda

Niewielkiej Turdy, której główną ulicę pokonać można w ciągu półgodzinnej przejażdżki, nijak nie można porównać do wspomnianego wcześniej Kluż-Napoka. Dzielące je 34 km, to jakby podróż w czasie. Małomiasteczkowy klimat chłonę jednak nie nudząc się. Decyduję się najpierw wstąpić do miejsca, które jak magnes przyciąga takich jak ja. Stojąc w kolejce po bilet, wspominam jak to w XI w. nagle obecna Turda przeżyła prawdziwy najazd. Dziwnie brzmi dziś opowieść o tym, jak to Niemcy stali się… gastarbeiterami. A tak właśnie było, gdy odkryto wielkie złoża soli. Prócz germanów ściągnęły też mieszkańców dzisiejszej Słowacji. Wkrótce powstało większe zagłębie, w z którego wydobywano również inne kopaliny, w tym gaz ziemny.

Turda, czyli starożytna Potaisssa, była wówczas ośrodkiem handlowym. Przechadzając się po ruinach Castrul Roman Potaissa spoglądam na sięgające trochę ponad kostki resztki obwarowań. Stale utrzymywane w dobrym stanie kamienie, ułożone w prostokąt są łabędzim śpiewem starej twierdzy. Cetate którą, co ciekawe, rozebrali sami mieszkańcy wioski. A po co? Ano, by… zbudować swoje domy. Wreszcie docieram do centrum. Na Piata Republicii wpatruję się w Biserica Romano-Catolica, kościół ukończony w 1504. Gotycką bryłę dosięgła przebudowa. Barokowe wnętrze, którego osią jest ciągnąca się 50 m główna nawa, prowadzi do jasno oświetlonego ołtarza. Pokrywające go złoto potęguje efekt jasności.

Biserica Romano-Catolica Turda Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Biserica Romano-Catolica Turda; źródło: Flickr

Ruszając na południe patrzę na piętrowe zabudowania. Mrużąc oczy, przez odbijające się od ich pastelowych elewacji światło słoneczne, z radością konstatuję, że jest mi tu dziwnie przyjemnie. I to pomimo, iż dokładnie naprzeciwko nich od ścian zabudowań… płatami odchodzi farba. Zaparkowane skosem samochody odprowadzają mnie do wizytówki starego miasta – Turda Veche. W górę pną się mury ewangelickiego kościoła Turda Veche, który w 1400 roku zastąpił jeszcze starszą świątynię. „Nowa”, jednonawowa konstrukcją, podobnie jak zabudowania na rynku, „świeci” bielą. Patrzę na brązowe wstawki na elewacji i z 60 m wieżę.

Wychodząc wpadam w objęcia Resedenta Principilor. Żółtawy budynek w którego budulec stanowią scementowane ze sobą kamienia to najstarsza budowla w mieście! Zwany pałacem Batorych, datowany na początek XV w. gmach w 1560 doczekał się przebudowy, przez co uwielbiali ją kolejni władcy Transylwanii. Stanowiący dawniej, do 1759 roku miejsce posiedzeń tutejszego sejmu, dziś kusi wystawami Muzeum Historycznego (Muzeul de Historie).

Północny skraj miasta ściąga mnie Turda Nuoiu, czyli Bisarica Reformata Fortificata Turda Noua. Wyznacznikiem tego ewangelickiego kościoła warownego są grube mury i gotycka wieża. Choć powstał w 1504 zupełnie tego nie widzę. Pewnie z racji wielokrotnych przemian, że szczególnym uwzględnieniem dostawienia dzwonnicy w XVII w. Okolica Turdy słyną z ciekawych obiektów m.in. wąwozu Turdy i jaskini lodowej Scarisoara, oraz płaskowyż Padisz.

Bitwy o Alba Iulia

Najazd Tatarów w 1241 – miasto starte w proch. Atak tureckiego sułtana Murada II – w 1437 Alba Iulia zmienia się w zgliszcza.

Jakaż wielka pasja i wytrzymałość musiała cechować tutejszych mieszkańców, skoro już po kolejnych 100 latach miasto położone nad rzeką Mures, stało się stolica utworzonego tu Księstwa Siedmiogrodu. A potem kolejne najazdy – najpierw Węgrów, a potem ponownie Turków w 1658 i mieszkańcy ponownie podnoszą się z kolan.

Wydaje się, że nagroda za przetrwanie wszystkich tych historycznych kataklizmów było to, co wydarzyło się tu 1 grudnia 1918 roku. Ogłoszenie przyłączenie regionu do Rumunii, na zawsze sprawiło że Alba Iulia stała się szczególnym miastem dla wszystkich Rumunów. Ale nie tylko ich – kultywowana do dziś hodowała winorośli sprawia, że okolice miasta są ważnym miejscem na mapie produkcji wina.

Ale nie ono mi teraz w głowie. Pierwsze kroku kieruję jednak do imponującej twierdzy Alba Carolina, tutejszego „must see”. Był XVI w. kiedy mężczyźni z mozołem wznosili zwykłe mury. Ale to było za mało. Przybywszy tu cesarz Karol IV, nakazał więc zbudować pierwszą trwałą fortecę. Począwszy od 1714, dzień w dzień, przez 19 lat konstruowano opartą na planie sześciokąta cytadelę. Nakreślony przez Włocha Viscontiego plan w życie wcielało 20 tys robotników! Efekt? Piorunujący! Dziś jej mury, uformowane w kształt gwiazdy, ciągną się aż 12 km. Pomiędzy nimi wpleciony jest siedem bastionów. Wnętrze cytadeli, rozciąga się na powierzchni 0,70 km2. Stoję na w centrum, na ładnym dziś Piața Cetății, patrząc na odnowione kamienice. Wspominam najtragiczniejszy moment jej historii – okres powstania przywódców Hori w 1784, kiedy to dokonywano w niej masowych mordów.

Twierdza Alba Carolina Turda Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Alba Carolina Turda; źródło: Wikipedia

Zerkam na pomnik „Custozza” z 1898, poświęcony rumuńskim i austriackim żołnierzom walczący w bitwie pod Custozzą w 1866, zza którego wyłania się Sala Unirii. To właśnie w niej w grudniu 1918 doszło do zjednoczenia Transylwanii z Rumunią. Dziś to muzeum, w którym spoglądam na obrazy historycznych postaci z historii państwa, a nade wszystko na wizerunki władców tej krainy umieszczonych na łuku ściany tuż pod sufitem. Entuzjastycznie nastawiony na poznanie dalszych ciekawych historii wstępuję do Muzeul Național al Unirii, po którym można chodzić godzinami. Różnorodność wystaw jest tak wielka, że lepiej jeśli zobaczycie to sami tutaj.

Gdy przekraczam drzwi Biserica Sf. Mihai (katedry św. Michała) natychmiast oczarowują mnie grube podstawy. Niczym nie udekorowanie, gołe ściany mają w sobie tyle… potęgi. Idąc środkiem mijam wąskie, ledwo czteroosobowe ławki, których siedzenia i oparcia wyłożone są czerwonym obiciem. Ołtarz migocze, gdzieś tam z przodu, swoim złotawym odcieniem. Oto w kościele nachodzi mnie myśl, że stoi on… piekielnie daleko. Szukam słynnej kaplicy Ducha Świętego, biskupa Jana Lazoniusa w przybudówce z 1512 roku. W prawej nawie bocznej w gotyckich grobowcach spoczywają szczątki rodziny Hunyadych… Doznały zniszczeń, gdy wpadali tu żołnierze tatarscy i tureccy. Z zainteresowaniem patrzę na sarkofag Jana Hunyadyego z płaskorzeźbami ukazującymi dramat walk, jakie toczył z Turkami. Na sarkofagu królowej Izabeli Jagiellonki widzę anonimową postać w eleganckim stroju z insygniami królewskimi. Nieco dalej wpadam na rozetę, z XIII w. i płaskorzeźbę św. Michała Archanioła, szaleńczo walczącego ze smokami. Choć wokół mnie przechadzają się inni ciekawscy, w absolutnej ciszy obejmują spojrzeniem XIV i XVI w. freski. Wreszcie w nawie północnej staję, by zerknąć na groby tutejszych biskupów i innych dostojników. To jednak nie one, a kaplica królewska ze szczątkami Izabeli Jagiellonki i jej syna Zygmunta Zapolyi są tu historyczną gratką. Krypta bp barona Martona zawiera ciało księdza, który stanowczo bronił okoliczną ludność przed wywózkami w czasie II wojny światowej, a także Żydów przed deportacją do obozów.

“Palatul Principilor (Pałac Książęcy) zwany również Pałacem Biskupim stojący obok katedry od samego początku pełnił rolę kurii. Powstał na przełomie XIV i XIV w. W 1601 staszliwie ucierpiał po atakach Austriaków, gdy końcówce pierwszej połowu XVII w, go odbudowano… w 1558 i 1662 podpalili go Turcy. Austriacy ponownie go odbudowali tworząc tu swe koszary. Dziś prócz pałacu Biskupiego wyodrębniony został pałac Książęcy.”

Sobór Koronacyjny (Katedrala Incoronari) powstał w l. 1921-22. Dziś jest obiektem, którym miasto chwali się najbardziej. Wkrótce po tym jak go ukończono miała tu miejsce uroczystość koronacyjna Ferdynanda I. Kompleks składa się z katedry św Trójcy (Caterala episcopala Sf. Trieme), która zdobią malowidła ukazujące m.in. portrety Michała Walecznego i jego żony. Są i dwa pawilony – rezydencje biskupa prawosławnego. Ma także wysoką na 58 m dzwonnicę.

Aplikowanie sobie końskiej dawki historii kończę spacerem do północnej części twierdzy. Ale czy było warto? Słynna Biblioteka Batthyaaneum jest dziś bardzo zaniedbanym z zewnątrz gmachem, posiadającym jednak swą ciekawą przeszłość.

Deva – miasto dwóch obiektów

Gdyby nie dwa adresy, odpuściłbym sobie to miasto. Taka myśl nawiedza mnie, gdy spaceruję po centrum Devy. Niby już rzymianie budowali tu swe budowle, choćby tzw. ceatwę (twierdzę), na 371 m wzgórzu zamkowym. Niby swoje trzy gorsze w rozwój miasta wnieśli franciszkańscy mnisi, budując swój klasztor.

A ja i tak mam wrażenie, że otacza mnie… komuna, realny socjalizm. Wieżowce przypominająca nasze stare PRL-owskie blokowiska. Stare reklamy na ścianach sklepów to kwintesencja naszych lat 90. Gdzieniegdzie pół metra nad ziemią wielkie biegną metalowe rury, podtrzymywane przez rozpadające się betonowe wsporniki. Z jednej strony lubię poczuć lokalny klimat, spychając gdzieś na bok te wszystkie przewodnikowe atrakcje, ale tu naprawdę nie mogę…

Tak nastawiony wchodzę na wzgórze z ruinami XIII w. zamku „Castrum Deva”, który po 200 latach węgierski król wraz z 56 wioskami podarował Janowi Hunyadyemu. Gdy Turcy najechali te ziemie pałac trzeba było odbudować. Udało się to w 1621 pałac księciu Siedmiogrodu Gaborowi Bethlem. Górująca nad miastem twierdza sięga historią XIII w. Stojąc na jej murach próbuję zwizualizować sobie, jak to w XVII w. właściciele pobliskich wsi urządzali z niej warownię. I to jaką! Nie zdołali jej zdobyć nawet bezwzględni buntownicy Horii Macellariu! Tymczasem w 1849 w składzie amunicji nastąpił pożar i tak niezdobyta nigdy twierdza… wyleciała w powietrze. Co za ironia losu. Chodzę po kamiennych ścieżkach, co chwila podziwiając widok jaki rozpościera się ze wzgórza. Darowałem sobie piesze wejście na górę, chcąc przejechać się kolejką pokonującą 80 m przewyższenie. Tak udało mi się zaliczyć 370 m trasę i piękne widoki. Z góry zejdę jednak pieszo.

Z powrotem na dole czeka na mnie owa druga atrakcja – pierwotnie renesansowy pałac Curia Magna (Castelul Bethlen) z I połowy XVI w. Otoczony zielenią, położony w parku przyjął z czasem barokowy wystrój. Dziś zaadoptowany go na muzeum niski budynek o różowej barwie podziwiają chyba tylko wytrwali spacerowicze, głównie matki spacerujące z dziecięcymi wózkami. Na parkowych ławkach odpoczywają starsi mieszkańcy miasta, korzystając z ładnej pogody. No bo co ty jeszcze można robić. Ewentualnie zerknąć na klasztor franciszkanów wzniesiony w latach 1721-35.

Zamkowa Hunedoara

Devę i położoną nad rzeką Cerna Hunedoarę dzieli niewiele. Co więcej, śmiało mogę przyznać, że to niemal lustrzane odbicia. No bo tak: wyraźnie widać te same socjalistyczne nuty w architekturze i ogólnym charakterze mieściny. A do tego również bryluje swym zamkiem na wzgórzu. Średniowieczny Corvinilo na skalistym wzgórzu symbolizował węgierskie panowanie nad Siedmiogrodem. Potem rezydował w nim Jan Hunyadye i jego syn Maciej Korwin.

Mimo, że budowla jest w nie najlepszym stanie, dziś jest bodaj jedynym katalizatorem wizyt w Hunedoarze. No bo z czymże może się miasto jeszcze pochwalić? Historycznym poczuciem wyjątkowości z czasów połowy XIX w, przejawiającym się w działającej tuta hucie żelaza? Czy może zawdzięczanym Ceaușescu ruinom różnorakich przedsiębiorstw? Na dziesięciolecia zamek skrył się za przemysłowym krajobrazem, szpecącym okolicę. Na szczęście zakłady stopniowo przestają straszyć.

Zamek Hunedoara - rumuńska Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Zamek Hunedoara; źródło: Flickr

A sam zamek? Gdy w XIV w. rozpoczynano prace nie sądzono, że ciągnąć się będą przez wieki. Widoczna mieszanina stylów dotyka nawet wieżyczki. Patrzę na jedną z ich – Neboisę, której nazwa oznacza dosłownie „nie bój się”. Wcześniej, by w ogóle wejść na teren zamku pokonałem zwodzony drewniany most. Teraz zbliżam się do chluby obiektu – Sali Rycerskiej. Wchodząc od razu podnoszę głowę, by przyjrzeć się słynnemu krzyżowo-żebrowemu sklepieniu. Mam nadzieję, że granitowych filarach wytrzymają jeszcze trochę i nie zawali mi się to wszytko na głowę. Jeśli w tej materii mam czerpać nadzieję z ogólnego wyglądu budowli, to… niewiele jej pozyskam. Wchodzę do Sali Sejmowej. Kręcąc się się tu i ówdzie znajduję drogę do XV w. kaplicy. Rozpamiętuję, jak to Zygmunt Luksemburski w 1409 podarował zamek kniaziowi Voicu Hunyademu. A jego syn Jan (Iancu) z żona Elżbietą przebudowali go tworząc swą rezydencję. Potem już poszło, nieruchomość przechodziła z rąk do rąk i w efekcie w XVIII w. pieczę nad zamkiem przejęło państwo. I to go… dobiło. Nieprzemyślane renowacje w 1907 roku i 10 lat później sprawiły, że remont w 1956 naprawił wcześniejsze, szkodliwe działania.

Bogactwa Sybina

Z lotu ptaka wygląda przepięknie. Zwłaszcza starówka. Pozazdrościć wszystkim, którzy przybywając wschodu i mają okazją spojrzeć na miasto z góry, podczas podejścia do lądowania na pobliskim lotnisku.

Wizyta na Piata Mare to jak wygrana w totolotka. I tak z ręką na sercu, to właśnie ona i jej najbliższa okolica stanowi clou mojej wizyty. Obecność tutaj jest jak… wyjadanie rodzynków z ciasta. Wyobraź sobie, że ulice Sybina to mączna podstawa wypieku. Przechadzając się nimi co chwila trafia się, to na wspomniane rodzynki, wepchnięte między równie kuszące owoce w cieście.

Piata Nare Sibiu w Transylwanii www.szlakiempodrozy.plPiata Nare Sibiu; źródło: Flickr

Tak postrzegam właśnie ładne kamienice, pamiętające jeszcze średniowieczne, rycerskie czasy. Najstarsza w z nich Casa Haller pod nr 10 sięga historią 1470 roku. Nazwana na cześć znamienitego mieszkańca, burmistrza miasta Petrusa Halera stała tu samotnie w czasach, gdy przez plac przetaczały się sprzedających i kupujących w trakcie organizowanych tu targów. Zwykłe życie przerywały co jakiś czas bardziej interesujące wydarzania, choćby parady wojskowe i… publiczne egzekucje.

Obracam się w lewo i przechodzę pod nr 4 i 5. Po obu stronach potężnych drzwi wetknięte są dwie flagi. Rumuńska i europejska bandera łopocze na barokowym Pałacu Brukhentala z 1785. Od czasu, gdy zajmował ją baron Samuela von Brukhentala minęło już sporo czasu, jednak owa dekada, zakończona w 1797 przeszła do historii miasta, niejako je kształtując. Ówczesny burmistrz zgromadził bowiem ok. 1200 obrazów, które od 1817 roku można oglądać w zorganizowanym tu muzeum – jednym z najstarszych w Europie! Kolekcja prac artystów włoskich, niemieckich, austriackich oraz holenderskich flamandzkich jest tu niezwykle bogata. Komnata za komnatą podziwam zbiory, które podejrzec też można na mapach Google oraz stronie www.

Wchodzę na chwilę do ratusza. W Biurze Informacji Turystycznej kupuję pamiątkę, a już po chwili stoję przy sąsiedniej Biserica Parohiala Romano-Catolica Sf. Treime (kościół farny św. Trójcy). Jezuici konsekrowali go 1733, a pięć lat później dobudowano wieżę. Barokowe wnętrze, początkowo oświetlone promieniami słońca, wpadającymi przez półowalne okna z wielobarwnymi witrażami magle ciemnieje. Wszystko za sprawą brązowego dywanu, pokrywającego posadzkę przed ołtarzem. Podziwiam freski na ścianie nad tabernakulum, którym niczego nie brakuje, choć pojawiły się tu dopiero w 1907. Obchodząc małe wnętrze szukam jeszcze grobu gen Otto Ferdinanda de Abensberga, głównego dowódcy austriackiej armii w Transylwani w l. 1744-47.

Biserica Parohiala Romano-Catolica Sf. Trieme Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Biserica Parohiala Romano-Catolica Sf. Trieme; źródło: Wikipedia

“Miasto było znaczącym ośrodkiem nauki, przez co doczekało się drukarni i biblioteki. To właśnie wspomnianą drukarnię opuściła pierwsza książka wydana w języku rumuńskim. XIX w. przyniósł miastu rozwój gospodarczy za sprawą nowo powstających fabryk i… browaru. W skład Rumunii miasto włączono w 1919 roku.”

Opuszczam rynek wiedziony historią kolejnego kościoła. Na krzywej, kamiennej podłodze dwoma rzędami stoją stare, sfatygowane ławki. Przechodzę wzdłuż nich zbliżając się do kutych drzwi zakrystii Catedrala Evanghelică C.A. Sfânta Maria. Otaczający mnie gotycki, poważny styl idealnie współgra z freskiem na chórze przedstawiającego ukrzyżowanie Jezusa z 1445 roku naniesionego ręka i Johannesa von Rosenau, a potem odrestaurowanego. Co ciekawe jedną z osób spoczywających w kościele jest Mihnea cel Rau – Michał Zły, syn słynnego Wlada Palownika, który przed tym kościołem został zamordowany. Ale to nawet nie jego postać, a tzw. Ferula sprawia, że widzę tu więcej ludzi niż gdzie indziej. Wielka wieża, którą zdobywam pokonując licho wyglądające zbite z desek schody. zaprasza mnie do rzucenia okiem na miasto z góry. I muszę przyznać, że nie jest to czas stracony.

Zmierzch nad Catedrala Evanghelică C.A. Sfânta Maria Sybin Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Zmierzch Catedrala Evanghelică C.A. Sfânta Maria nocą; źródło:Wikipedia

Nieopodal wchodzę na Podul Minciunilor (Most Kłamców) – premierowy wyrób tego rodzaju z żelaza w Rumunii. Mijając kolejne muzea: Muzeum Etnograficzne (Franz Binder Museum of Universal Ethnography) i Casa Altemberger – Muzeul de Istorie wpadam, w Strada Mitropoliei. W otoczeniu niskich domów o pastelowych barwach wąską uliczką docieram do Catedrala orthodoxa sf. Treime (katedra św. Trójcy; Holy Trinity Cathedral) prawosławnej świątyni z 1906 r. Miejsce zajęte wcześniej przez grecki kościół coś mi przypomina. I tutaj mam problem… Nie, nie ze zidentyfikowaniem, o co też może chodzić. Po prostu… to trzeba samemu zobaczyć. Jeśli ktoś był w Stambule i widział Hagia Sofia, może mieć podobne wrażenie. Podobnie jak tureckiej eklektycznej bryle uwagę zwracają ciężki pozłacany żyrandol oraz półokrągłe okno, przez które wpada naturalne światło. No i te malowidła. Multum niby „wyższej sztuki: na ścianach, ukazuje chyba… wszystkich świętych jakich ogłoszono. Kiczowate naśladownictwo tak wspaniałego obiektu, jakim jest Hagia Sofia, mnie osobiście odstrasza.

Holy Trinity Cathedral Transylwania www.szlakiempodrozy.plWnętrze Holy Trinity Cathedral; źródło: Wikipedia

Czym prędzej opuszczam to miejsce ponownie znajdując się na wąskich uliczkach. Dochodząc niejako do siebie po tym co zobaczyłem, staję przed z bastionem Hallera. Okrążam ceglane mury mieszczącego się tu szpitala szukając wejścia. Wtedy na skórze czuję gęsią skórkę. Wszystko za sprawą historii tego dziwnego miejsca. Otóż, gdy rejon nawiedziła epidemia przez wycięte w murze otwory, wyrzucano ciała zmarłych; stąd jej obecna nazwa „Brama Zwłok”.

Okolice Sybina także mają sporo do zaoferowania:

  • Wioska Cristian to efekt przybycia Niemców w XIII w. Potem mieszkali w niej też Rumuni. W centrum wsi do dziś stoi kościół wieżą z XIII w. Problem w tym, że niewiele z niego zostało. Co więcej przebudowa w l 1480-95 nadała mu późnogotycki charakter. W 1719 doczekał się barokowego ołtarza
  • Calnic to miasto słynące z niezwykłej budowli, skrzyżowania siedziby feudałów z zamkiem chłopskim. Gdy budynek wznoszono było jasne, że zamieszka w nim jeden z tutejszych książąt – Chyl „de willa Kelnuk.” Tak powstała wieża, do której dobudowano dwie baszty, otoczone murem. W 1430 gospodarz sprzedał ją gminie i urządzono tu warownię. Potem w jej skład weszła jeszcze świątynia, z pokrytą freskami kaplicą. Przez szereg lat, w trakcie których wielokrotnie dochodziło do najazdów, padła tylko raz i do de facto… bez walki. 1438 rok przyniósł zwycięstwo napierającym Turkom. Dziś obiekt oferuje miejsca noclegowe.
  • Wieś Slimnic cechują ruiny warowni na tutejszym wzniesieniu. Twierdza wiele razy zmieniała kształt – głównie dlatego, że mieszkańcy wsi szukali w inej schronienia podczas ataków. XV w. przyniósł jej rozbudową m,in powstała wieża, oraz kościół w stylu gotyckim – nigdy go jednak nie ukończono.

W regionie pną się pasma gór Fogarskici, przez które przebiega Trasa Transfogarska

Spacerem po Mediaș

Chyba zdążyliście już zauważyć, że Transylwania budowlami militarnymi stoi. Nic na to nie poradzę, że w każdej większej mieścinie takową zbudowano. Także Mediaș ma swój castelul – o grubych murach i czterech wieżach obronnych.

Okrągły ryneczek, na którym z fontanny w górę strzela woda, zwany jest od imienia króla – Piata Regele Ferdinand. Nocą to właśnie stąd podziwiać można padające na kościelną wieżę żółte światło. Jakże czuć musiał się w niej więziony tu w 1476 roku, skonfliktowany z królem Maciejem Korwinem, Wład Palownik. 40 m Wieża Trębaczy (Turnul Trompetilor) to zresztą perełka. Nie dość, że stoi tu od 1450, to jeszcze umiejscowiony w niej 430 lat później zegar, robi furorę. Odczytuję niego godzinę, ale i… aktualną fazę księżyca. Patrząc na to wszystko nurtuje mnie jedno: przetrwa i będzie kolejną „krzywą wieżą”? Miękka ziemia jest bowiem nieubłagana; milimetr po milimetrze wciągną konstrukcję, co widać gołym okiem.

Dziś jasnożółty kościół św. Małgorzaty wygląda podobnie, jak tuż po przebudowie z XV w. Z dawnych czasów, kiedy to pierwszymi księżmi w jego murach byli benedyktyni i ówczesnego gotyckiego wystroju niewiele pozostało. Ot tylko część nawy północnej, w której błyszczą jeszcze freski. Główny ołtarz – dziewięć niezależnych obrazów, to w zasadzie wszystko na czym można zawiesić oko. Prócz niego, wizerunków apostołów i umieszczonych tu herbów – zarówno miast jak i znaków królewskich, niewiele tu zdobień. Obracając się ku wejściu zezuję jeszcze na powieszone na ścianach kilimy.

“Wyznacznikiem wioski Viilor w pobliżu Medias jest prawosławny kościół Biserica ortodoxă din Viile Sibiului, wpisany na listę UNESCO. Każdy jego element dostosowano do celów obronnych; nawet prezbiterium specjalnie podwyższono. W murach widach baszty i otwory strzelnicze. Wszystko to wytwór prac prowadzonych w 1414 roku, które ponowiono w XV i XVI w.”

Wracam na centralny plac. Tutejsze kamienice, gdzie czekają na mnie trzy kamienice:

  • Casa Rosenauer – czerwona wąską kamieniczka z 1621,przebudowani w XVII w. nadając jej barokowy styl; jej nazwa pochodzi od mieszkającej w niej rodziny winiarzy Rosenauerów; połączona jest tunelami z zamkiem, co wykorzystywano w trakcie obrony fortecy
  • Casa Dutz Schuster – dziś mieści mały hotel i restaurację; w zbudowanym w 1690 roku gmachu mieszkał lokalny saski poeta; remont z 1813 sprawił, że zyskał gustowne sufity; warto zerknąć na kraty w oknach w kształcie girlandy
  • Casa Schuller – rezydowali w nim książęta Siedmiogrodu, w czasie pobytu w mieście; wiadomo, że budynek istniał już w 1586; po tym jak skończyła w nim mieszkać rodzina Schullerów działała w nim karczma i browar. Dziś prócz noclegów oferuje wynajem sali konferencyjnej i wystawowej

Casa Schuller Medias Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Casa Schuller Medias; źródło: Wikipedia

W mieście spotykam też wieże:

  • Turnul Forkesch – z drewnianą galeria i spadzistym dachem
  • Turnul Pietruite – Wieża Kamieniarzy z ciekawym, łamanym dachem:

Turnul Pietruite Mediaș Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

źródło: Wikipedia

  • Turnul Fierarilor – Wieża Hutników:

Turnul Fierarilor Medias Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

źródło: Wikipedia

W Biertan

Wioska Biertan, której przejście wzdłuż zajmuje około 20 minut, nie jest wielkim wyzwaniem. Także poznawczym. Ale tego przecież nie oczekiwałem. Już po wjeździe do wioski od południ widzę kościół, który mieszkańcy przekształcili de facto w zamek obronny. Jakież jest moje zdziwienie, gdy dowiaduję się, że nigdy nie została zdobyty!

Kamienne mury świątyni stanęły tu na przełomie XIV i XV w., choć w wiosce życie toczyło się już w 1283 roku. Co więcej natychmiast stał się siedziba biskupa. Wchodzę do środka kościoła. Od progu jestem zaskoczony. Nie tego się spodziewałem. Zmyliły mnie te stare mury. Zamiast biednego wnętrza, gdzie wszystko się rozpada widzę fajną ambonę. Kurczowo tuląca się do filaru pełna jest rzeźb. Ławki w prezbiterium, choć pochodzą z 1524, sprawiają wrażenie jakby powstały niedawno. Na drewnianej podłodze, wzdłuż steli rozciągnięto czerwonawy, wąski chodnik. Prowadzi wprost do drzwi zakrystii, w których czeka na mnie na słynny zamek. Rzeczywiście jego skomplikowanie budzi przerażenie. Nieczęsto ma się okazję widzieć mechanizm oparty na 15 ryglach. Spoglądam z bliska na trzyczęściowy ołtarz, złożony w l.1483-1515 dostrzegając zarówno sceny z życia jak i ukrzyżowania Jezusa.

Biertan Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Wioska Biertan; źródło: Flickr

Otoczony siedmioma wieżami kościół to jednak nie wszystko. Miejskie mury wzniesione w l.1468-1523 stawiały, w niektórych miejscach, nawet 12 m przeszkody. Baszty pełnią dziś rozmaite role: jedna to mauzoleum dawnych dostojników; druga – muzeum, w jeszcze innej – „wieży Katolickiej” podziwiam XIV w. freski świętych, które ostały się mimo, że protestantyzm wyparł tu katolicyzm.

Węgierskie(?) Târgu Mureș 

Przybywając do tego Târgu Mureș czuję się skołowany. Co prawda wiem, że pełno tu Węgrów, ale żeby co drugi mieszkaniec? A tak właśnie jest tutaj. 45% ludzi na ulicach to Madziarzy.

Nie bardzo wiedząc czy w jestem otoczony akurat Rumunami, czy tez Węgrami zaczynam właściwie od miejsca gdzie ta historie obu nacji przeplatają się ze sobą dziś szczególnie. “Muzeul Bolyai” ustanowione na cześć dwóch słynnych matematyków, ojca i syna Frakasa i Jánosa Bolyai mieści przedmioty do nich należące oraz sporo obrazów, ale też ich portrety. A’popos matematyki, to ta podobnie zresztą jak i inne dyscypliny, szczególnie wchodziły do głów tutejszych studentów. Wszystko za sprawą działających tu najlepszych szkół. Wszystko to prawda działo się w zamierzchłych XV w. czasach ale jednak.. Liceum Bolyai, przejęło po Schola Particula z 1557, miano najlepszej kalwińskiej szkoły regionu. Uczniowie szkoły wiedzę czerpali m.in. biblioteki Teleki-Bolay.

Ciekawe czy tę dawniej unosząca się nad miastem aurę wiedzy poczuć można i dziś. Postanawiam się tego dowidzieć uchodzącej tu za centrum, a zarazem ciągnącej się kilometrami Piața Victoriei przechodzącej w Piața Trandafirrilor. Ruszam prawą stroną szerokiej, przedzielonej zielonym pasem zieleni arterii. Klimatyzatory na ścianach bloków od strony głównej ulicy jasno wskazują, że latem w mieście można poczuć gorący klimat. Ulica zaczyna lekko zakręcać, a to znak, że przede mną mam trzy, bodaj najważniejsze instytucje okolicy:

  • Pałac Kultury (Palatil Cultirii) – w stylu secesyjnym, z 1913 olśniewa mozaiką na frontowej ścianie. Co więcej wnętrza wyłożone są wysokiej jakości materiałami, w tym włoskimi marmurami. W oknach różnymi kolorami mienia się artystyczne witraże.
  • Pałac Administracji (Prefektury) – to budynek z 1906 roku, okraszonym wysoką na 64 m wieżą ratuszową. Jej fasada pełna jest ceramicznej dekoracji, z której przeziera motyw kwiatów. Nad drzwiami wejściowymi leniwie zwisaj dwie rumuńskie niebiesko-żółto-czerwone flagi. W środku czeka hol urządzony na wzór dawnych Sal Rycerskich.
  • Ratusz – żółtawy gmach ukończony w 1943 r.

Piata Trandafirrilor to ulica w pewnym sensie niecodzienna. Zarówno na początku jak i na końcu wzniesiono. Ulicę rozpoczyna wielka katedra greckokatolicka budowana przez dekadę w l. 1926-36. Catedrala Înălţarea Domnului jest potężna. Trzecia co wielkości w całej Rumunii nie ma jednak długiej historii. Dość powiedzieć, że dopiero co skończono tu prace trwające od 1991. Mogąca się pochwalić rozmiarami: 70 m długości, 38 m szerokości i 70 m wysokości w szczytowym punkcie jest nową dumą tutejszych wiernych. Co ciekawe w mieszczaniej 5 tys wiernych świątyni zlokalizowano… schron przeciwlotniczy wbudowany 10 m pod ziemię!

Catedrala Înălţarea Domnului Targu Mures Transylwania www.szlakiempodróży.pl

Catedrala Înălţarea Domnului Targu Mures; źródło: Wikipedia

Wspomniana Catedrala Buna Vestire na zakręcie powstała w 1936. Ale w ogóle miasto można uznać za rumuński ośrodek kościelny. Dowód? Katolicki kościół św. Jana Chrzciciela z 1764 o barokowej fasadzie. Jego budowa łączy się z obecnością jezuitów, którzy doprowadzili do powstania najokazalszego barokowego gmachu w całym mieście. A tak że kościół reformowany (Vartemplom), będący częścią klasztoru franciszkanów. W 1492 ufortyfikowano go, tworząc de facto jedyny pierścień obronny w miasta okalając go murami o wysokości 16 m.

Gdy powoływano do życia Teatrul Național Tîrgu Mureș w 1947 wystawiano w nim niemal wyłącznie sztuki węgierskie. Od 1962 miał łączył już jednak dwoistą strukturę ludności.

Forteca w środku miasta? Czemu nie! W samym centrum, za murami podpieranymi dziś przez drewniane rusztowania stykam się z przeszłością Targu Mures. Ciągną się dumnie poprzedzielane basztami. Miła odmiana po typowo miejskim zgiełku. Siedem bastionów już w czasach średniowiecza była warownią obronną, która na dokładkę szczyciła się samowystarczalnością. Wyrabiane w jej granicach cegły i elementy z brązu stały się w XIV w. bazą franciszkanów.

Mury Târgu Mureş Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Mury Târgu Mureş; źródło: Wikipedia

Obronne oblicze Sighișoary

W przedzielonej rzeką Târnava Sighișoarze wszystkie kluczowe adresy znajduję w południowej części miasta. Z całości wyłamała się tylko Biserica Sfânta Treime din Sighișoara. Bez imponującej historii i niesamowitych wydarzeń stoi na uboczu.

Znacznie popularniejszy jest w tym 40 tyś mieście festiwal średniowiecza. To takie tutejsze święto miasta, mające uczcić stworzenie w tamtym czasie murów i założenie klasztoru przez Dominikanów, ukończonego w 1298 r.

Przystaję przy siedzibie władz miejskich, tutejszym ratuszu – Primaria Municipiului Sighișoara. Wchodzę przez otwartą bramę, na półokrągły dziedziniec od strony Piata Muzeului. Okrążam go by w towarzystwie ładnie przyciętych żywopłotów usiąść na czerwonej ławce i spojrzeć z góry na wschodnią część miasta. Nie potrafię jednak długo wysiedzieć i po kilkudziesięciu i po trwającym minutkę spacerze jestem pod kościołem klasztornym NMP – Biserica Mănăstirii Sf. Maria.

Turnul Fierarilor Sighisoara Transylwania www.szlakiempodrozy.plTurnul Fierarilor Sighisoara; źródło: Flickr

Obchodząc go klasztor trafiam na Turnul Fierarilor (Basztę Kowali). Drewniana otoczka w środku sprawia, że zawieszone na ścianach obrazy i inne eksponaty ogląda się z przyjemnością. Nie mniejszą niż wystawę Muzeul De Istorie Sighişoara, stojącym nieopodal tak, jak i pozostałe obiekty dookoła na Wzgórzu Zamkowym (Dealul Cetatii). Do 1556 w gmachu pracowali urzędnicy ratusza, a że miejsca było sporo składowano tu też amunicję, ulokowano skarbiec i archiwum.

“Cetate już w trakcie najazdów Tatarów w 1241 pełniła rolę obronną. Twierdza choć zbudowana była z drewna i gliny nieźle dawało sobie radę. Późniejsza, już z kamienia szybko okazała się za mała, przez co ludzie zaczęli się urządzać poza murami miasta. Tak w XIV w. dobudowano 800 m odcinek, dopełniając go 14 wieżami.”

W 1648 konstrukcja została wyposażona w zegar, który z figurkami, przedstawiającymi dni tygodnia. Pożar i jej odbudowa w 1677 sprawił, że zyskała ciekawy dach. Sprawdzam jak prezentuje się najciekawsza z wystaw – Sala Tortur (Camera de Tortura) dawnego więzienia Cytadeli, a potem wschodzę na wieżę zegarową skąd podziwiam panoramę miasta.

Nagle przede mną uliczka się korkuje. Każdy w ręce ma aparat i próbuje uchwycić wielką basztę. No ta, zdjęcie Turnul de Ceas (Wieży Zegarowej) to ładna pamiątka. Sięgająca 65 m wysokości, bramą miejską jest wyznacznikiem tego miejsca.

Turnul de Ceas Sighisoara www.szlakiempodrozy.pl

Turnul de Ceas Sighisoara; źródło: Flickr

Casa Dracula Sighisoara Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Casa Dracula Sighisoara; źródło: Flickr

1431 rok przeszedł do historii miasta. Wówczas to urodził się Wlad Palownik. Casa Dracula (dom Drakuli) to miejsce w którym mieszkał ojciec słynnego późniejszego władcy, także… Wlad. Jak mawiają miejscowi dom przetrwał głównie dzięki temu, iż jego parter wykonano z kamienia rzecznego. Dziś w domu działa utrzymana w brązowej barwie, na której ścianach roi się od portretów mężczyzny.

Podążam na plac Cetăţii. Stojąca w rogu, biała Casa du Cerb (Dom pod Jeleniem) emanuje obrazkiem którego motywem przewodnim jest poroże jelenia, . Domalowana do niego cała sylwetkę, jest jednym z najczęściej wskazywanych tu wizerunków. I pomyśleć, że już w XIII w. stał tu stał dom. Podobnie jak kolejne strawiły go jednak pożary. Jeleń chyba przyniósł w końcu szczęście…

“W historię miasta wpisały się trzy wielkie epidemia dżumy; choroba przetrzebiła ludnośc trzykrotnie w 1604, 1647 i 1709 powodując śmierć łącznie 4 tysięcy ludzi.”

Żółte, zielone i czerwone elewacje jednopiętrowych kamienic odprowadzają mnie pod górę. Krótki spacer sprawia, że przystaję przed schodami Strada Scoliim bu po chwili ruszyć w stronę Starej szkoły z 1619 roku. Podobnie jak i przed wiekami ładna bryła pełni rolę edukacyjną – siedziby LO. Dy po paru krokach staję przy Biserica din Deal (kościół na Wzgórzu) widzę niespójność. Przeplatające się tu średniowieczne, barokowe i renesansowe motywy tworzą dziwną mieszkankę. Wchodzę do środka i już od początku otaczają mnie historyczne motywy. Wysokie, gotyckie okna wpuszczają sporo światła oświetlającego kamienna ambonę, z której zwisa dziś jaśniejąca bielą koronkowa szata. Troszkę szkoda, przysłania obiekt z 1480 roku. Wpatruję się w ołtarz, w o trzy lata młodsze tabernakulum i XV w. chrzcielnicę. Tu naprawdę wszystko jest takie stare! Stoję jak wryty, bo… boję się usiąść. No bo jak to na ławkach z 1520 roku? W końcu patrzę na te słynne ściany. Dlaczego słynne? Zwykła bielona ściana przechodzi w pewnych momentach w freski. Ich historia to zresztą niezła opowieść. Artystyczne malowidła naniesiono tu w XV. W, ale w 1777… zamalowano je. Gdy całkowicie zapomniane ponownie odkryto w 1934 postanowiono je wyeksponować. Wychodzę z kościoła zaglądając jeszcze na cmentarz Cimiturul Evanghelistic din Deal, ale o tym więcej kiedy indziej.

Miasto posiada do dziś i inne baszty:

  • XIV w. Turnul Cismarilor (Baszta Szewców)
  • Turnul Cismarilor (Baszta Szewców) z 1650
  • Turnul Cojacarilor (Baszta Kiśnierzy) z XIV w.,
  • XV w.Turnul si Bastionul Macalarilor (Baszta i bastion Rzeźników)
  • Turnul Franghierilor (Wieża Powroźników) z XIV w.
  • Turnul Bastionul Cositorarilor (Basztę i bastion Konwisarzy).

Najwyżej położonym punktem twierdzy była jednak Turnul Aurailor (Wieża Złotników) z przełomu XIII i XIV w.

Panorama Sighisoary Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Braszów, czyli Niemcy i najwęższa ulica Europy

Z piękną starówką i największym gotyckim kościołem – Czarnym Kościołem, jest de facto miejscowością graniczną całej Transylwanii. Ale przybywając tutaj mnie w głowie kołacza inne myśli. Jak to się stało, że 320 tyś miasto przed dekadę począwszy od 1950 roku funkcjonowało jako… Orasul Stalin – Miasto Stalina. Ot, skomplikowane dzieje..

Witam się z Braszowem, tak jak najbardziej lubię to robić z miastami, przy pierwszej wizycie. Idę do ścisłego centrum, które tutaj leży… na południowo-zachodnich krańcach miasta. Przechadzam się po Rynku (Piata Sfatului). Jest całkiem przyjemny, pełen gustownych ławeczek, kolorowych kamienic. Przy szumie tańczącej w fontannie wody przyglądam się Casa Sfatului (domowi Rady), czyli tutejszemu ratuszowi. Tak się złożyło, że gdy w 1420 wznosili go miejscowi kuśnierze, po prostu postawili dobudówkę do istniejącej już wieży. Tak dotychczas używana do wypatrywania najeźdźców i kłębów dymu częstych wówczas pożarów stała się miejscową atrakcją. Gdy doszło do jej przebudowy w l.1525-28 postanowiono że będzie miała 58 m wysokości. Jak na złość w 1689 wieża nie przetrwała… pożaru, który sprawił, że miasto pozostało również bez ratusza. Przyglądam się odbudowanemu w l.1770-89 żółtemu budynkowi, który zaadaptowano m.in. na miejsce wystawowe – Muzeil Judetean se Istorie. Oglądam niespecjalnie bogatą kolekcje pamiątek dawnego osadnictwa, trochę zbroi i broni.

“Braszów był areną ważnych krajowych wydarzeń. To tutaj wydrukowano pierwszą książkę w języku rumuńskim. A koniec lat 80 XX w. przyniósł strajk pracowników, a potem w 1989 gwałtowny opór przeciw reżimowi Ceauscescu.”

Gdy znikam w wąskim przejściu nie wiem, czego oczekiwać. Tak umiejscowionej konstrukcji jeszcze nie widziałem. Ściśnięta jak sardynki w puszce, między zabudowaniami stoi Biserica Sfânta Adormire a Maicii Domnului (cerkiew Zaśnięcia NMP). Powstała w l. 1895-96 jako kopia wiedeńskiego kościoła greckiego. Świątynia w kolorze, bo ja wiem, piasku nie jest jedyną tutejsza atrakcją. Tuż przy niej stroi najstarsza rumuńska szkoła, działająca już w 1495 roku! Co ciekawego także w Braszowie w 1850 roku, otwarto pierwsze w kraju liceum rumuńskie.

Gdy ponownie stąpam po ciemnej posadzce rynku w oczy rzuca mi się jasna kamienica Muzeul Memorial Casa Mureșenilor. Po wejściu od zapoznaję się z pamiątkami po rodzinie Jakuba Muresana – założycielu „Gazeta de Transilvania”. Wodze oczami po listach, dokumentach, zerkam na fotografie i meble. To miejsce szczególne dla Rumunów, bowiem wspomniany mężczyzna jest autorem rumuńskiego hymnu. Po chwili przemierzam rynek , gdyż o czymś jeszcze zapomniałem Po chwili pod adresem Piata Sfatului 14 w oczach odbija mi się Casa Hircher. Podłużny, pomarańczowy gmach z arkadami zbudowano w 1545, by miejscowy kupcy mogli w nim urządzić halę targową. Dziś działa w nie restauracja i galeria handlowa.

“Niemieccy osadnicy pojawili się tu w XIII w. W 1395 Braszów stał się ważnym punktem na mapie handlowej EU. O tym jaki bogate wówczas było niech świadczy fakt, iż miało możliwość bicia własnej monety!”

Był 1385 rok, gdy tutejszy proboszcz Thomas Sender postanowił w miejscu małego kościółka zbudować choć bardziej godnego. W efekcie w 1421 gotycka Biserica Neagră (Czarny Kościół) była o krok od otwarcia. Niestety, nieszczęśliwy splot okoliczności, a konkretnie turecki najazd sprawił, że nowa świątynia została zdewastowana. Tak konsekracja przeciągnęła się w czasie do 1477. Potężny trójnawowy kościół wyglądają dziś dokładnie tak samo, jak wówczas. Ci ciekawe pierwotne plany budowy nie zostały zrealizowane w pełni, pominięto bowiem wzniesienie jednej z trzech wież. A jaka zagadka związana jest z jego nazwą? Ta zrodziła się z efektów wielkiego pożaru z 1689; strawił wówczas jego drewniane wnętrze zostawiając na murach ślady osmalenia. Ale styl po odbudowie zachowano, a z pożaru ocalała, o dziwo, inskrypcja w stylu gotyckim nad portalem z datą zakończenia prac budowlanych. Stoję oszołomiony wielkością mieniącego się gotykiem kościoła, który pod tym względem nie ma sobie równych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Podnoszę głowę, by znaleźć zakończenie wieży, ale 65 m to ponad możliwości mojego wzroku. Kamienne ściany zewnętrze sięgają 89 m długości i 38 m szerokości. I to naprawdę widać… Podchodzę do ołtarza z 1866, patrząc na trzy XV w. skrzydła zwane Marienburger Altar, przeniesie tu z Feldoiary. Ruszam dalej szukając pozostałości fresków, które zaimplementowano z włoskiego renesansu. Dochodzę do brązowej chrzcielnicy z XV w., natykam się na ambonę 1696. Wszystko tu takie stare! Nagle ożywa 4 tyś organowych piszczałek. Ciekawe czy wydaja taki sam dźwięk, jak podczas pierwszego użycia w 1839? Nagle spostrzegam kilkunastoosobową wycieczką wytykającą coś palcami. Zbliżam się do ułożonych koło siebie orientalnych kobierców z XVII w. pochodzących z Anatolii. Dawni kupcy fundując je, dziękowali za udane wyprawy „biznesowe”. Pamiętny pożar przetrwało 119 takich eksponatów.

Krecąc się po Braszowie trafiam na arcyciekawą ulicę Sforii. Ponoć to najwęższa ulica w Europie Środkowo-Wschodniej! Wciskam się w 1,3 m wybrukowanego „deptaku” i spoglądam w… okno mieszkania. Dawniej w tutejszych mieszkaniach żyli ludzie trudniący się kręceniem sznurów, stad jej nazwa oznaczająca w j. polskim ul.Powrozów.

Bran, Râșnov i Prejmer

No cóż, jeśli chodzi o Bran, to jego mieszkańcy nie mogą zżymać się na rzeczywistość. Gdyby nie słynny średniowieczny zamek, uchodzący za siedzibę Wlada Palownika tylko nieliczni wiedzieli by o istnieniu miasta. Podkręcona kinowo i telewizyjnie historia „Drakuli” stała się elementem na nowo konstytuującym tę 5 tysięczną miejscowość. Stąd prócz zamku i „nawiedzonego domu” oraz mnóstwa rozsianych po ulicach restauracji, de facto, niczego tu nie ma…

Râșnov to już w ogóle odlot! O ile spodziewałam się, że malutkiej miejscowości, na której większość terenu to łąki zobaczyć potężny zamek, o tyle kompleks skoczni narciarskich Trambulină Valea Cărbunării wprawił mnie w osłupienie. Położony na uboczu nie jest jednak dziś dla mnie celem nr 1. Tym bez wątpienia, jest za to Cetatea Rasnov – pałac tworzony rękami Krzyżaków, ok. 1225 roku. Wspinam się na jego ruiny, które po Krzyżakach wzmacniali tutejsi tworząc zgrabny punkt obronny, żeby przez stacjonarną lornetkę spojrzeć na miasto. I co widzę?

Râșnov Transylwania www.szlakiempodrozy.pl

Râșnov widziany z góry; źródło: Flickr

Tatarzy i Turcy oblegając warownię, musieli się mocno wysilić. Wszystko za sprawa geniuszu budowniczych, którzy maksymalnie dopasowali je do ukształtowania terenu. Tak doszło do powstania w jego obrębie de facto miasteczka, składającego się z własnego kościoła i plebanii, domów i pomieszczeń gospodarczych. Wszyscy mieszkający w tym specyficznym mieście pobierali wodę w jednej studni wydrążonej na głębokości 146 m w latach 1625-40. I to z nią wiąże się historia, która ujmuje serca przybywających do miasta. Trwające trzy lata oblężenie mieszkańcy znosili mężnie, od 1658. Ale przyszłości nie da się szukać. Początkiem końca twierdzy okazał się pożar z 1718, a straty pogłębiło trzęsienie ziemi z 1802. Władze, w kooperacji z majętnym biznesmenem wiedząc, że zamek to wielka atrakcja turystyczna, zorganizowały tu restaurację i muzeum. Organizowane tu pokazowe walki rycerzy, jest możliwość postrzelania sobie z łuku sprawiają, że biznes dość dobrze się kręci. Korzystając z okazji prócz zamku podziwiam kościół ewangelicki, którego ściany od 1500 roku pokrywają freski, by potem wejść w gęsty las i zobaczyć jaskinię Pestera Valea Cetatii.

Położona po drugiej stronie Braszowa wioska Prejmer można powiedzieć została naznaczona zakonami. Po tym jak jak opuścili ją Krzyżacy przypadła kolejnemu Cystersom. Bardziej nastawieni pokojowo bracia zagnieździli się w kościele, wzniesionym jeszcze przez poprzedników, w 1218 roku. Od tego czasu pierwotna bryła kościoła, oparta o równoramienny krzyż grecki. doczekała się przebudowy. Dziś gdy stąpam po wyjątkowo nierównych kamieniach, pot tak wtłoczonych w ziemię widzę zaniedbane mury. Nieco lepiej jest we wnętrzu, które od od 1461 roku przez pół wieku sukcesywnie wydłużano. Gdy wstawiono charakterystyczne, okrągłe okna i wyremontowano boczne kaplice można było odtrąbić sukces. Stoję przed drewniany, ołtarzem myśląc jak w tej zawierusze przetrwał od z XV w. Ławki dla duchownych w prezbiterium, pamiętają 1515 rok! A przecież mieszkańcy używali kościoła nie tylko w celach modlitwnych, ale także jako punkt obronny. Tak rozbudowano okalające je dotychczas 3 mury, pogrubiając je do 4,5 m, a do tego jeszcze podwyższono je. Co więcej droga do niego prowadzi przez most nad fosą.

Jeśli ktoś lubi szusować na nartach polecam Pioana Brasov, świetny kurort narciarski. Ja tymczasem kończę pobyt w Transylwanii w niewielkim miasteczku Sinaia, gdzie raczę się widokiem kolejnego zamku w regionie – XIX w. potężnego Peles. 160 pomieszczeń mówi samo za siebie! Za jego budową stoi pierwszy król Ruminuu Karol I Hohenzollern. Ale to ów zamek, a budowa klasztoru Sinaia w XVII w. sprawiła, że do założenia miejscowości w ogóle doszło.

Przyjemnej podróży!

Hej! Mam małą prośbę: jeśli spodobał Ci się tekst, może innych też zainteresuje. Proszę podziel się nim, udostępniając go na Facebooku, czy Twitterze. Możesz skorzystać z linków pod tytułem tego tekstu. Dziękuję!

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka
1 rok temu

Bardzo aktualny temat i przydatne porady.