Kapsztad, Johannesburg, Pretoria www.szlakiempodrozy.pl

Samochodowy tryptyk po afrykańsku

Centrum handlowe Oriental Plaza to idealna okazja, by snuć w jego murach opowieść o przeszłości miasta. Apartheid sprawił, że z dnia na dzień, tutejsi hinduscy imigranci, ledwo wiążący koniec z końcem – handlując czym się tylko da, zostali przepędzeni z 14. Ulicy. Ale nie pozostawiono ich samym sobie. Nowa inwestycja, szybko zrekompensowała im straty. Dziś kompleks z 350-cioma sklepami pachnie nowoczesnością. Króluje tu odzież, buty i biżuteria, czyli to co w każdej dużej galerii handlowej. Spoglądając na jego teren widać lawirujące po wąskich uliczkach samochody, szukające miejsca postojowego.

Oriental Plaza Johannesburg www.szlakiempodrozy.pl

Oriental Plaza Johannesburg; źródło: Flickr

Rissik Street ukazuje johannesburską historyczną spuściznę. Poczynając od siedziby Policji Metropolitalnej czteropasmówka, sprawia, że pomimo dość dużego ruchu jazda jest dość płynna. Półciężarówki pełne materiałów budowlanych niemal płyną, w otoczeniu wieżowców, po gładkiej nawierzchni. Z odkrytych, czerwonych autobusów rozglądają się turyści. Z jękiem zawodu mijają City Hall Complex. Gmach jest aktualnie w remoncie; przez siatki widać wznoszące się rusztowania, co sprawia że jedna z atrakcji, jakby nie zmaterializowała swych wdzięków. Gdy edwardiański gmach stanął tu w 1914, na oficjalną ceremonię otwarcia zaproszono lorda Buxtona – Gubernatora Generalnego Afryki Południowej, który otrzymał złote klucze. Wstępem do uznania obiektu za pomnik narodowy (1979) była rozbudowa kompleksu i przebudowa wieży w 1937. Kolumny jońskie dodają uroku składającemu się jakby z dwóch części projektowi architektonicznemu. Teraz panuje tu spokój, a przecież w l.50 XX w. i w 1988 roku dochodziło w nim do dramatycznych wydarzeń. Najpierw ostre protesty, a potem zamach bombowy na zawsze wryły się w pamięć mieszkańców. A wracając do autobusów, to w mieście jest aż 80 zwykłych linii, które obsługuje aż 554 wielkich samochodów!

Ulica po czasie traci pewien urok na rzecz przyziemnej codzienności. Poruszające się lewym pasem auta niemal najeżdżają na stopy siedzących na krawężniku mężczyzny, który najwyraźniej nie ma nic do roboty. Ruch się wzmaga. Skręcając w prawo w de Villiers St. kierowcy machają bezradnie rękoma widząc, jak na ulice bezrefleksyjnie wylegają przechodnie. Choć, co jakiś czas, na asfalcie widać pasy, miejscowi wyjątkowo opornie z nich korzystają. I tak przez całą drogą do Parku Jouberta. Trochę drzew i kilka palm szumi nad Johannesburg Art Gallery, której zbiory z zakresu malarstwa, rzeźby i rękodzieła w stylu afrykańskim nigdy by się tu nie znalazły, gdyby nie hojność magnatów górniczych.

Warto jednak mieć się tu na baczności, bo park znajduje się w dość nieciekawej okolicy, słynącej z przestępczości. Gdy wrażliwa na sztukę Florence Phillips, małżonka magnata wydobywczego Lionela, zapragnęła w 1910 zostawić coś po sobie, nie spodziewano się, że po ponad 100 latach jej zbiory – na które składa się 9 tyś dzieł sztuki – będą tak oblegane. Ale co w tym dziwnego, skoro są tu XVII w. obrazy holenderskie, dzieła sztuki europejskiej z XVIII i XIX w. oraz sztuka południowoafrykańska z XIX, XX i XXI wieku? Zresztą czy Picasso, Monet i Dali potrzebują jakiejkolwiek reklamy?

“Duża przestępczość w mieście zmusiła w l. 90. formy do przeniesienia się na północne przedmieścia, w okolice Rosebank i Standton.”

Dotarcie do Planetarium w dzielnicy Brammfontein na terenie Uniwersytetu Witwatersrand, na szczęście nie należy do najtrudniejszych. Niemal puste ulice sprawiają, że działająca od 1956 r. placówka stoi przed kierowcami otworem. Choć na pierwszy rzut oka jest niepozorna, to jednak po wejściu okazuje się, że zobaczyć tu można niebo nad półkulą południową. Świat odległych galaktyk poznać można oglądając filmy i prezentacje komputerowe. Odwiedzający je tłumnie w sile 75 tyś osób rocznie, ściągają tu głównie na nocne pokazy nieba. Oficjalna strona.

Niskie zabudowania towarzyszą drogowcom do tutejszego ZOO (Johannesburg Zoological Gardens) w Herman Eckstein Park w Saxonwold. Siedziby firm zastępują z czasem nowo powstałe domy mieszkalne. W tych oto okolicznościach dotrzeć można do ostoi 3 tyś ssaków, ptaków i gadów, żyjących tu na 55 hektarach. Dumą ZOO jest jednak 30 gatunków zagrożonych wyginięciem. Zwierzęta z grup dużych kotów, słoni, żyraf i małp nie są oddzielone kratami od zwiedzających, a jedynie fosami. Wielką popularnością, otwartego w 1907 r. domu dla 2000 zwierząt, reprezentujących 300 gatunków, cieszą się nocne wycieczki. Więcej tutaj.

2 samoloty. Okręt podwodny. Opancerzone wozy bojowe. Kolekcja broni i żołnierskich mundurów. Gdzie to wszystko zobaczyć? Ano, w South African National Museum of Military History, które otworzyło swe podwoje w 1947 roku. Umiejscowione tuż przy ogrodzie zoologicznym, stanowi klamrę spinającą wizyty w okolicy.

Komu mało przyrodniczych elementów, musi zakosztować podróży drogą szybkiego ruchu. Przynajmniej tu można na trochę uciec od sygnalizacji świetlnej. Bo przecież siedząc za kółkiem w centrum można się załamać – jest tu aż 1780 miejsc, z których miotają trójkolorowe lampy! A skoro o trójce mowa, to tyle też pasów w jednym kierunku ma droga M1. To one sprawiają, że w ciągu kilku minut trawniki i drzewa Melrose Bird Sanctuary stają otworem. Ptasi rezerwat, którego dumą jest kilka odmian wilkacza ,wchodzi w skład James and Ethel Gray Park. Cisza i spokój od zgiełku centrum pozwala zaczerpnąć nieco tchu.

“KwaZulu Miti Shop to sklep ze skórami, ziołami i kośćmi, którym miejscowi przypisuje „magiczne” moce, oraz które wykorzystuja lokalni szamani do wróżenia.”

Zbliżenie się do prywatnej galerii w Rosebank wcale nie wymaga wyjścia poza powyższy schemat. Obsadzona wielką ilością drzew North Street sprawia, że łatwo dopatrzyć się tu uśmiechniętych kierowców, chętniej przepuszczających pieszych i ustępujących innym wozom. A trzeba wiedzieć, że w Johannesburgu rośnie aż 10 milionów drzew! Przedmieście Rosebank od 1913 r. kusi obrazami pejzażystów i figurkami rzeźbiarzy. Prestiż otwartej w 1980 „Everard Read Gallery” unaocznia nie tylko bogactwo zbiorów, ale i architektura użytkowa całego gmachu. No bo, czy mogą być lepsze warunki do obcowania ze sztuką, niż placówka o specjalnie dopasowanych szybach mających maksymalizować dopływ naturalnego światła? Najbardziej znane eksponaty południowoafrykańskich twórców ukierunkowane są na ukazanie piękna rodzimej przyrody, która stała tutaj motywem przewodnim. Gdy doda się do tego, że to najstarsza galeria sztuki na kontynencie, staje się jasne, że bez wizyty w tym przybytku nie można się obejść.

“Kapitan’s Cafe na 11 Kort Street to restauracja indyjska, którą dawniej okupowali prawnicy pracujący dla Nelsona Mandeli.”

Nieco ponad 10 minutowy dojazd do dzielnicy białych mieszkańców – Melville pozwala odpocząć za kółkiem. Nierozpraszająca niczym droga dopiero przy dojeździe do celu cieszy oko modnymi klubami i barami. Szczególnie okupowana jest 4th Street. Cieszy, że numeracja ulic jest przejrzysta, zwiększające się numery ucinają się dochodząc do 11. Centralnym skrzyżowaniem można tu uznać przecięcie się 4th i 7th Street. Po oczach biją szyldy restauracji i sklepów. Knajpki okupują studenci pobliskiego uniwersytetu. Jeśli ktoś ma więc ochotę na integrację z miejscowymi, to idealne miejsce. Problem w tym, że po pierwsze, średni czas podróży osób dojeżdżających do pracy wynosi 72 minuty i że nie bardzo jest gdzie zaparkować. Statystyki mówią, że aż 90% mieszkańców miasta musi przejść ok. 1 km, aby uzyskać dostęp do środków transportu!

Ci wolący spokojniej spędzać czas ruszają do rezerwatu Melville Koppies. Choć to ledwie miejski park, to jednak stale kusi miłośników dawnej historii. Ruinom zabudowań z czasów kamienia i żelaza, sprzed pół miliona lat zawsze ktoś się przygląda. Melville Koppies de facto jest częścią wielkiego Jan van Riebeeck Park Johannesburg, w którym działa też ogród botaniczny w Roosevelt Part Extension, nad zaporą Emmarentia. Na 148 ha hoduje się drzewka bonsai; są też stawy i fontanny, a po zalewie pływają amatorzy żeglarstwa, wioślarstwa i surfingu.

Miejscowi uwielbiają robić zakupy na miejskich targach:

  • Newton Africa Market – ulokowało się około tu 350 straganów;
  • Mai Mai Market (Anderson Street ) – na którym na oczach ludzi powstają wyroby artystyczne
  • Bruma Lake Flea Market Word – na rogu Opeenheimer Street i Marcia Street z rzeźbionymi maskami, tkaninami.
  • Rosebank Mall Rootfop Market – z 500 straganami; słynie z afrykańskich rzeźb. Częścią tego miejsca są sprzedające swe specyfiki lokalni uzdrowiciele, oferujący ziała z suszonych resztek owoców. Inni preferują rzucenie kośćmi mającymi dać jasną diagnozę stanu pacjenta.

Dziurawa nawierzchnia to dostateczny dowód na to, że południowe rubieże miasta nie są oczkiem w głowie władz Johannesburga. Obdrapane mury za którymi w większości stoją piętrowe, kwadratowe domostwa składają się na tutejsze osiedle. Nieco przed nim bardziej zadbane South African Transport Museum zagnieździło się w dawnej głównej hali dworca na De Villiers St. Zabytkowe parowozy, wiekowe samochody, a nawet wozy zaprzęgane niegdyś w woły odzwierciedlają 400-letnią historię miejscowego transportu. Nie brakuje tu także rowerów i… wozów strażackich!

Stary wóz strażacki w South African Transport Museum www.szlakiempodrozy.pl

 

 

Stary wóz strażacki w South African Transport Museum; źródło: Wikipedia

 

 

Tuż obok z Pioneer Park widać z urzekającą panoramę miasta. Jego cześć zwana Santarama Miniland to miniaturowe miasto utworzone w skali 1:21 z kopiami słynnych budowli RPA. Tak znalazły się tu m.in. kopalnia diamentów, czy lotnisko OR Tambo Już sama historia jego powstania jest niezwykły. Oto szukając dodatkowych źródeł finansowania dla swej działalności, prowadząca walkę z gruźlicą organizacja SANTA wpadła na pomysł założenia biznesu, który zapewniałby regularne zyski na statutową działalność. Dziś prócz codziennych atrakcji, na zamówienie organizuje się tu przyjęcia. Kończąc samochodowe wojaże po Johannesburgu warto skorzystać z okazji i wejść na trybuny dwóch tutejszych stadionów Johannesburg Stadium i Elis Park Stadium.

Herb Johannesburga www.szlakiempodrozy.pl

Herb Johannesburga; źródło: Wikipedia

W mieście o dwóch nazwach – Pretoria, czyli Tshwane

Przybywając do jakiegoś miasta, podobno warto wiedzieć dokąd się zmierza. I tu pojawia się pierwszy problem… No bo właściwie, jak się nazywa to miasto? Jedni mówią Pretoria, inni Tshwane. Okazuje się, że za zamieszanie odpowiedzialne są same władze miejskie. Oto bowiem w 2005 r., w głowach rajców zakiełkowała myśl, że warto jakoś uczcić nazwisko wodza plemienia, zamieszkującego te ziemie przed przybyciem białych osadników. Tak właśnie wódz Tshwane, stał się patronem mającego 687,54 km² miasta, w którym żyje ponad 741,5 tyś ludzi.

Wcześniejsze określenie pochodzi zaś od osoby Andriesa Pretoriusa, dawnego przywódcy wojskowego Burów, który zwyciężył Zulusów w bitwie nad Blue River. powołując do życia nową republikę w Natalu. I to on w 1855 r. założył właśnie miasto.

Przybywając tu ma się wrażenie, jakby miasto opanowane było przez społeczność „białych kołnierzyków”. Administracyjna stolica RPA pełna jest urzędów, ambasad i przedsiębiorstw. Szukając miejsca do zaparkowania w sercu miasta , czyli CBD – dzielnicy biznesowej, kierowcy wychodzą z siebie. Okolica pełna siedzib banków, korporacji, firm, sklepów i centrów handlowych już dawno wymusiła na nich ostrą walkę o każdy centymetr wolnego miejsca. Z wolna krążąc po ulicach okrążają najpierw Church Square. Z daleka przypatrują się centralnemu placowi okupowanemu przez… leżących na trawie i odpoczywających mieszkańców. Doprawdy rzadki to widok w wielkim mieście…

Plac swą nazwę zaczerpnął, jak łatwo się domyślić, od kościoła. Ten zbudowano tu w 1800 r. Jazda w koło placu to zresztą niezła lekcja historii. Teraz pewnie wygodnie siedzący na fotelach samochodowych o tym nie myślą, ale przecież dumnie prężący się Old Raadsaal (Old Council Chamber) dawniej był siedzibą rządu RPA. Do dziś misternie wykończenia przyciągają uwagę turystów. A brązowawo – czerwony gmach to ledwie jedna z wielu tutejszych perełek. Takiego nagromadzenie neoklasycystycznych budowli, jak tu próżno szukać w innych miejscach kraju!

Ubrany w cylinder i dzierżący w ręki laskę Kruger, spogląda z cokołu na placu. Postać z brązu, którego strzegą figury burskich niewolników to jeden z najbardziej rozpoznawalnych pomników RPA. Sam Kruger, choć niemieckiego pochodzenia, stanął na czele buntu Burów, przeciw Brytyjczykom. Wykonaną w 1986 r. statuę pierwotnie ustawiono w Prince’s Park, by potem przenieść ja przed budynek Dworca Głównego. Wreszcie w 1956 uznano, że najdogodniejszym miejscem jego pobytu będzie Church Square.

Church Square Pretoria; źródło: Flickr

W plac na stałe wpisało się bowiem kilka obiektów. Choćby stojący naprzeciw Old Raadsaal, Pałac Sprawiedliwości. Jakaż w nim wybuchała wrzawa, gdy do uszu zainteresowanych doszły wyroki, jakie w tym gmachu skazywały Mandelę najpierw na 5 lat, a potem dożywocie…

Przybywający z Holandii architekt Sytze Wierda zachwycił wkomponowaniem w projekt drewnianych elementów, które do dziś lśnią. Ważnym etapem jego istnienia był czas w którym podczas wojny burskiej pełnił on rolę szpitala. Dziś wyłożone kafelkami podłogi prowadzą do kolejnych pomieszczeń.

Ale po wzniesieniu Ratusza, jakby… uszło z niego życie. Miejsce krzątających się i pokrzykujących robotników zajął wkrótce hulający w środku wiatr. Tak się złożyło, że choć budowę rozpoczęto w 1931, to urzędnicy pojawili się w nim dopiero cztery lata później. Wszystko za sprawą wielkich problemów związanych z finansami. Co jednak pozostało po nim dziś? Okazuje się, że to nie urzędnicy wzięli go we władanie, a artyści i ich publiczność. Gmach służy bowiem za miejsce miejsce w którym organizowane są koncerty i wystawy. Choć natknąć się można na bardziej „ludowe” elementy – afrykańskie wesela.

Wpadające w wyłożoną kostką brukową Church Street auta wyglądają, jakby przytulały się do siebie, nie mogąc bez siebie żyć. Niby-miłosny ścisk na tej niesamowitej, najdłuższej ulica kraju – ba najdłuższej arterii całego kontynentu – jest tu czymś normalnym. Zaparkowane po obu stronach samochody, stojące gdzie popadnie dostawczaki, prezentują się na tym deptaku(!) osobliwie. Zmierzając na wschód zbliżają się do strzelających w górę najwyższych budynków miasta: Poyntons (110 m wysokości), ABSA (132 m wysokości) i gmachu Bank Rezerw RPA (150 m).

Obranie kursu na północ pozwala w dość dużym ścisku wreszcie dotrzeć do czerwonawego Union Buildings projektu Herberta Bakera. Dzisiejsza siedziba rządu RPA, powstała w 1913 po tym, jak w najlepsze świętowano zakończenie wojny burskiej. Zamierzenie architekta było proste: nawiązać do ateńskiego Akropolu. A, że piaskowiec ozdobiono pamiątkami, które skupowano w całym kraju, znalazły się tu serwetki, kubki i puszki z ciastkami. 10 maja 1994 swą prezydenturę zainaugurował tu Nelson Mandela. Ciągnące się 385 m zabudowania, tworzą półokrąg. Owa dwa skrzydła symbolizować mają obecność dwóch języków w kraju: afrikaans i angielskiego. Piękne, zadbane ogrody pełne są posągów i pomników wspominających ważne osobistości i wydarzenia z historii RPA. Miejscowi lubią przechadzać się po nich korzystając z jedynej ogólnodostępnej tu strefy. Zaś amfiteatr na 9 tyś ludzi jest świadkiem wielu wystąpień.

Union Buildings; źródło: Flickr 

Pomnik Krugera w Pretorii www.szlakiempodrozy.pl

Pomnik Krugera w Pretorii; źródło: Wikipedia

No tak ale co z tymi, którzy z Placu Kościelnego pofatygowali się na zachód? Ci wpadają na Church St. West. Tuż za chodnikami, przy których rzędem parkują różne modele – od ciężarówek do mini-aut, swe towary i usługi próbują sprzedać przedstawiciele różnych branż. Tłok na chodnikach sprawia, że co poniektórzy, jak to RPA bywa, uciekają na drugą stronę szosy, niespecjalnie spoglądając, czy ktoś jedzie w ich stronę. Mijając mały skrawek parkowej zieleni – Heroes’ acre, na którym mieści się grób Paula Krugera, docierają jego dom. Paul Kruger House , parterowy budynek w odcieniu kawy z mlekiem, prezentuje się dość okazale. Przy odnowionym gmachu powiewa flaga, zatknięta na wbitym ziemię maszcie. Nieruchomość ta była jednym z pierwszych domów w kraju, do którego doprowadzono energię elektryczną! Do dziś werandę zdobią dwa kamienne lwy, będące prezentem urodzinowym dla lokatora w 1896. Wokół krzątają się pracownicy muzeum, prezentującego przedmioty owego kalwinisty. Hitem jest jednak prywatny wagon kolejowy i oficjalny powóz.

“Piwnicę South African Reserve Bank wkopano aż 25 m pod powierzchnię ziemi”

Wydawało by się że, Melrose House – wiktoriańska rezydencja przemysłowca George’a Jesse’a Heysa z 1886 r. powinna mieścić się w zadbanej okolicy. Tymczasem w owej przestrzeni na stołeczkach przycupnęli próbujący związać koniec z końcem biedacy, zbierający trochę grosza sprzedając własne wyroby. Za niskim ogrodzeniem wspomniany biznesmen, posiadający niezłą fantazję, wzniósł rezydencję nazywając ją na cześć szkockiego opactwa Melrose. Potem mieściła się w niej nawet główna kwatera brytyjskich wojsk. A stolik, na którym złożono podpisy na dokumentach kończących wojnę brytyjsko-burską, nadal tu jest. Okres owego konfliktu sprawił, że zamieszkiwał w niej dowódcy lord Horatio Kitchener. Dziś okna osobliwego muzeum zdobią kolorowe witraże. Ściany pokryte nietuzinkowymi tapetami, odprowadzają do kominków pełnych zdobień. A do tego stare meble i rzeźby sprawiające, że poczuć się tu można jakby czas zatrzymał się sto lat temu.

“W 1899 w Pretorii w wojnie angielsko-burskiej brał udział Winston Churchill. Co więcej został wówczas pojmany i więziony jako aż do momentu, w którym udało mu się zbiec do Mozambiku.”

Wjeżdżający na drogę ku południowym rubieżom miasta mogą odsapnąć. Droga wijąca się pośród zieleni przybliża do miejsca, które za sprawą 16 grudnia 1949 stało się symbolem. Wszytko za sprawą uhonorowania społeczności tzw. Voortrekkerów. Dojeżdżając do parku raczej nie ma się co martwić o wolne miejsca. Spalona słońcem ziemia wiedzie ku wielkiemu pomnikowi upamiętniającego setną rocznicę tzw. Wielkiej Wędrówki – ucieczki Burów przed ekspansją białych kolonizatorów. Choć już w 1888 r, Prezydent Kruger rzucił pomysł budowy Voortrekker Monument, to musiało upłynąć kilkadziesiąt lat, by jego marzenie się ziściło.

Sercem konstrukcji jest kryjący się w środku pusty grobowiec, wzniesiony z czerwonego granitu. Mijając wejście – żelazne bramy udekorowane motywami “assegaai” – w głowie pojawić się mają myśli o wielkiej mocy Dingaan, która uchroniła kraj przed najazdami. Wykonana z granitu monstrualna budowla zbudowana jest na planie 40 m kwadratu. Główne wejście prowadzi do kopuły „Hall of Heroes”, której cechą szczególną jest największy na świecie fryz, ukazujący 27 płaskorzeźb z historią owej Wielkiej Wędrówki. Centralnym elementem całości jest hala z cenotafem, czyli symbolicznym grobowcem. Wzór widoczny na podłodze to odzwierciedlenie 32 promieni słonecznych, ułożonych w jodełkę, która w egipskiej kulturze była synonimem wody. Równie symboliczny wymiar ma kopuła pomnika, ukazująca niebo – siedzibę Boga. Po więcej informacji zajrzyj tutaj. 

Pretoria to miasto związane z nauką – działają w nim aż trzy uniwersytety! Jednym z nich jest filia Uniwersytetu Południowej Afryki (UNISA), w której uczy się ok. 100 tyś studentów. Kampus mieszczący się na drodze do powyżej wspomnianego parku, swą działalność prowadzi od 1873. Działalność dydaktyczną przeplatają badania, oraz promocja afrykańskiej sztuki i kultury. Nauka prowadzona jest na kierunkach: rachunkowość, rolnictwo i nauka o środowisku, ekonomia i zarządzaniem, nauki humanistyczne, czy prawo. Jakby tego było mało uniwersytecka biblioteka poszczycić może się zbiorem 2,7 miliona pozycji! Uczelnia na każdym kroku podkreśla fakt, iż w jej murach naukę pobierał Nelson Mandela.

Wyjeżdżając na Park St. dotrzeć można do drugiej z uczelni – Uniwersytetu Pretorii. Jego mury regularnie od 1908 r. opuszczają absolwenci różnych kierunków. Jego serce – kampus na przedmieściach – w Hatfield zajmuje około 60 budynków! Uczelnia prowadzi również działalność muzealną wystawiając obrazy, grafiki, rzeźby pochodzące nawet z XVI w. W murach uczelni znaleźć można także artefakty pochodzące z wykopalisk z Parju narodowego Mapungubwe w postaci kości słoniowych, ozdób ze złota czy ceramiki. Co ciekawe tutejsze politechnika, na której studiuje obecnie 60 tyś studentów, powstała ledwie w 2004, kiedy połączono trzy działające do tej pory szkoły średnie.

“Komunikacja miejska działa w oparciu o kilka elementów. Najpopularniejsze z nich to Metrorail Gauteng – podmiejskie linie kolejowe, oraz aka combis – taksówki, pełniące rolę swoistych minibusów. Okazuje się, że to one są tu idealnym wyjściem w chwili szybkiego znalezienia przewozu.”

Muzea Pretorii

Pretoria Art Museum Mieszczące się w Arkadian Park, słynie z kolekcji południowoafrykańskich artystów. Inaugurując działalność w 1964 skupiono się tu na typowo krajowych wystawach. Złotami zgłoskami w historii placówki zapisała się Lady Michaelis ofiarowując, która po śmierci męża sprezentowała dużą część jego kolekcji nowemu muzeum.
Pierneff Museum Jest to placówka, która poświęcono stricte lokalnemu malarzowi Jacobowi Hendrikowi Pierneefowi. Artysta specjalizował się w przelewaniu na płótno krajobrazów. Dziś jego dzieła podziwiać można w odnowionym XIX w. domu.
Transvaal Museum To obiekt specjalizujący się w historii naturalnej. Cztery sale wystawę mieszczą kolekcję skamieniałości i malowideł naskalnych San. Prócz nich znaleźć tu można modele ptaków, robaków, owadów, ukwiałów i pająków.  Co więcej sala ssaków ukazuje historię życia zwierząt, które pojawiły się na terenie RPA już 270 milionów lat temu! Zapoznać się można z historią wydobywania minerałów a nawet kamieni szlachetnych. Założone w 1892, do obecnej lokalizacji przeniesiono w 1925. I była to ze wszech miar dobra decyzja. Przykładem niech będą szkielety dinozaurów i wieloryba zdobiące wejście.
Tswaing Crater Museum To miejsce zjawiskowe; dość powiedzieć, że chroni jedno z czterech takowych na ziemi. Ów krater meteorytowy, średnicy około kilometra i głębokości 200 m. Z czasem utworzyło się na nim słone jezioro. Już 100 tyś lat temu ówczesne ludy polowały na tym terenie, a od 12000 wydobywały stąd sól.

Gdzie jeszcze warto się zatrzymać podczas objazdu Pretorii? Na pewno przy State Theatre, największy, kompleksie teatralnym w całej Afryce! Inni uważają, że w National Zoological Gardens – jednym z najbardziej okazałych ogrodów zoologicznych na świecie! Zebrano w nim 3,5 tys gatunków zwierząt. I to zarówno południowoafrykańskich jak i egzotycznych. W jego obrębie działa kolejka linowa. Działające od 1899 r. ZOO pełni ważną rolę w procesie ochrony i hodowli zagrożonych gatunków. Ogółem mieści się tu 7 gatunków płazów, 97 gatunków ssaków, 297 gatunków ryb i 106 gatunków gadów. Rocznie odwiedza je 600 tyś ludzi, spacerując 6 km wytyczonych tu ścieżek. Szczególne polecenia są nocne wycieczki, podczas których zaobserwować można kierowane pierwotnymi instynktami zachowania zwierząt. Obiekt słynie z największego w na kontynencie afrykańskim akwarium morskiego. Prócz tego placówka prowadzi działalność edukacyjną i badawczą

Dojazd do innej ostoi przyrody National Botanical Gardens może zająć kwadrans. Trzypasmowa droga szybkiego ruchu sprawie doprowadza na przedmieściach zwane Brummeria. Tu na 8 km2 w 1946 postanowiono stworzyć oazę rodzimej roślinności. Miłośnicy zwierząt podglądają tu życie ptaków, owadów i żab. W zaroślach często przesiadują poszukujące pożywienia mangusty, zaś nocą do życia budzą się nietoperze. Obeikt podzielono na dwie części, na południu zobaczyć można okazy preferujące niższe temperatury, północ to ostoja lubiących ciepło gatunków.

Herb Pretorii www.szlakiempodrozy.pl

Herb Pretorii; źródło: Wikipedia

Jako najważniejszy przystanek kolejowy w mieście Pretoria Railway Station jest miejscem, w którym wielu przyjezdnych właśnie tu kończy swa wizytę w mieście. Skończymy i my. Od 1910 roku, wjeżdżają na nią zarówno pociągi kursujące z Johannesburga do Polokwane, jak i luksusowy pociąg obsługujący połączenie z Kapsztadem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *