Rezydencja Shiwa Ngandu Zambia www.szlakiempodrozy.pl

Rezydencja Shiwa Ngandu w Zambii

W afrykańskim buszu, na terenie Zambii, znaleźć można niezwykły obiekt. Tak z rękę na sercu, komu by przyszło na myśl szukanie w takiej okolicy angielskiego dworku? Tymczasem właśnie tutaj rozciąga się obszar zajęty przez rezydencję Shiwa Ngandu.

W tymczasem w 1911 r. ówczesny oficer brytyjski armii skierowany otrzymał nietypowy rozkaz: ruszyć do dalekiej Afryki celem uczestniczenia w pracy komisji mającej wytyczyć granicę między Rodezją Północną a Kongiem Belgijskim. Tak sir Stewart Gore-Brown rozpaczało misję, która odmieniła jego życie…

Pokonując kolejne kilometry afrykańskiego terenu miał idealną okazję do tego, by poznać okoliczne ziemie. Przemierzając w trackie pracy okoliczne wioski, a tym samym poznając sposób życia na Czarnym lądzie, wkrótce zapałał do niego bezgranicznym uczuciem.

Znajdując się na styku dzikiej natury i mającego się wkrótce rozszerzać kolonialnego stylu Afryki w kwietniu 1914 r. wybrał lokalizację swego nowego dworku. Tak, w ówczesnej Rodezji Północnej, jak w czasach kolonialnych określano terytorium Zambii, kupił 40 km2 ziemi. W takim oto entourage’u zamierzał spędzić emeryturę. Marzenie o niebanalnym miejscu do życia podsycone było jednak również bardziej przyziemnymi powodami – posiadanie własnej, wyjątkowej willi w ojczyźnie nie mieściło się w budżecie zwykłego oficera.

Rezydencja Shiwa Ngandu Zambia; źródło: Flickr

Legenda terenu rezydencji Shiwa Ngandu

Z czasem dowiedział się, że o miejscu tym krąży pewna legenda. Otóż miejscowe plemię koczowników, ruszając z Konga, pewnego dnia natkało się na martwego krokodyla. Jak to w afrykańskich wierzeniach bywa, uznało to za swoisty znak. Odtąd nazywali się Bena Ng’andu – „Ludem królewskiego krokodyla” postanawiając osiedlić się w pobliżu jeziora, które wkrótce znane było jako Ishiba Ng’andu – „Jezioro Królewskiego Krokodyla”. Gore-Brown uznał, żelepszej nazwy dla swego nowego gniazdka nie znajdzie

Ale wybuch I wojny światowej omal nie zniweczył marzenia arystokraty. Wreszcie, dwa lata po pierwszym wielkim światowym konflikcie, udało się rozpocząć prace. Nad wyraz łatwe, z uwagi na rozciągający się nad owymi terenami protektorat brytyjski. Ale to nie znaczy, że styl rządów rodem z Wysp całkowicie akceptował…

Z uwagi na fakt, iż wymarzone miejsce leżało aż 640 km od najbliższej ludzkiej osady, budowa wymagała określenia porządnych planów logistycznych. Już sam dojazd na miejsce był problematyczny. Wyobraźnie sobie, że z materiałami trzeba było przedzierać się przez bagna i liczne rzeki! Nie wytyczone jeszcze w okolicy drogi oraz mosty sprawiały, że zadanie wydawało się co najmniej nieopłacalne, jeśli nie niemożliwe do wykonania. Gore-Brown’e nie zamierzał jednak wycofywać, co więcej więcej wniósł spore wiano w rozwój infrastrukturalny okolicy.

Czas wolny urozmaicić można sobie był na kortach do gry w tenisa. Całość obszaru, rozciągającego się na 12 500 ha, otoczono zaś murem.”

Pomimo tego jasne stało się, iż większość niezbędnych do budowy surowców trzeba będzie wytwarzać na miejscu. Także podstawowy budulec – cegłę. Wkrótce na budowę ściągnięto kilkaset lokalnych pracowników, począwszy od stolarzy, kowali i budowlańców. Wypalana w zwykłych cegłę cegłę dowożono na miejsce wołami. W efekcie kilkuletnie prace pozwoliły wznieść wyjątkowo rezydencję. Od ukończenia w 1932 r. stanowiła nie lada atrakcję. Oryginalny pomysł osadzał się na wzniesieniu czegoś na kształt nieznanych dotąd na świecie modelowych wiosek.

Ceglane zabudowania zambijskiej posiadłości Shiwa Ngandu Zambia Afryka www.szlakiempodrozy.plCeglane zabudowania zambijskiej posiadłości Shiwa Ngandu; źródło: Flickr

Całość, wg planów, ukończono dopiero w końcówce l. 50 XX w. Okazałe wnętrza urządzono z rozmachem. Tak bibliotekę wypełniły prywatne okazy gospodarza. Ściany korytarzy zajęły angielskie płótna, oraz ozdoby. Meble wytwarzano korzystając z miejscowych drzew. Teren rezydencji wyposażono w: stróżówkę, wieżę, dziedzińce. Dach zaś wykonano z kamiennych paneli, z których każdy ważył 2,5 kg. Co ciekawe cały obszar rezydencki stanowił jakby miasto. Mieściły się w nim szkoła, przedszkole, szpitalem sklepy oraz placówka pocztowa. Do dziś na jej terenie mieszczą się budynki gospodarcze oraz domostwa, swego czasu, zamieszkiwane przez pracowników. Co ciekawe obecnie pracujący w rezydencji ludzie związani są więzami krwi z dawna służbą słynnego gospodarza.

Shiwa Ngandu – dziedzictwo Stewarta Gore-Browne’a

Ale pierwotne plany właściciela posesji nigdy, tak naprawdę, się nie urzeczywistniły. Ładnie rozrysowane zamierzenia, sfokusowane na pozyskiwanie finansów z upraw nie wytrzymały zderzenia w rzeczywistością. Afrykańska, kwaśna ziemia wykluczała rolnicza działalność. Tak właściciel przerzucił się na produkcję olejków eterycznych, która dała kolosalny zysk w momencie wybuchu II wojny światowej. Zamknięcie dotychczasowych dróg dostawy, z Francji i Bułgarii pozwoliło z przytupem wejść na rynek. Biznes skończył się jednak dość szybo – w 1958 r. Zambię zaatakowała zaraza niszcząc roślinność.

O statusie Stewarta Gore-Browne świadczy to co wydarzyło się bezpośrednio po jego śmierci. Jest nowiem jedynym białym mieszkańcem kraju, któremu wyprawiono państwowy pogrzeb, na którym mowę pożegnalna wygłosił prezydent kraju – Kennetha Kaunda.

Niestety dziedzictwo Stewarta Gore-Browne’a w dużej mierze zostało zaprzepaszczone. Majątek w 1955 r. przejęła jego córka Lorna wraz z mężem Johnem Harvey’m. Posiadanie sporego potomstwa pozwoliła im utrzymywać w rezydencji rodzinny klimat. Niestety w 1992 r. para została zamordowana w swej posiadłości. Zatrzymani i skazani trzej sprawcy, okazali się członkami Afrykańskiego Kongresu Narodowego, krajowej partii polityczniej. Część wyposażenia domu przepadła. Członkowie partii politycznej potępili ów czyn, ale rezydencja popadła w ruinę.

Nazwa posiadłości wprost nawiązuje do położonego nieopodal jeziora Ishiba Ng’andu.”

W 2000 r. staraniem władz ruszył proces rewitalizacji wyjątkowego obiektu. Najtrudniejszym zadaniem z jakim musieli zmierzyć się miejscowy była naprawa przeciekającego dachu, który rozciąga się 12 m nad zamią. Nachylony względem ziemi o 12°, z uwagi na prace prowadzone jedynie z uzyskam drabiny stwarzały dla pracowników pewne niebezpieczeństwo. Ostatecznie wszystkie zniszczone, a liczone w tysiącach, listwy w drzewa eukaliptusa udało się wymienić.

Nowe czasy

Tak całość odnowiono, tworząc hotel „Shiwa Ngandu Manor House”. Teren posiadłości można zwiedzać z czego skrzętnie korzystają turyści. Obecie rezydencja wyposażona jest w cztery komfortowe pokoje z łazienką, z wyposażeniem nawiązującym do czasów Gore’a Browne’a.

Częścią kompleksu jest leżący w gęsto porośniętym przez drzewa gaju „Impandala Farm House”. Dotarcie do niego zajmuje 10 min jazy samochodem. Ów dom wznieśli szkoccy misjonarze. I dziś kusi przybyszów swymi przestronnymi sypialniami i salonem. Najbardziej do gustu przybyszom przypada jednak przesiadywanie na okrągłej werandzie, z której rozciąga się piękny widok na pobliskie jezioro.

W pomoc zaangażowali się także wnukowie Stewarta Gore-Browne’a ratując miejscowe elementy przyrody i otwierając ranczo. Dziś uwagę zwraca także Kapishya – bijące tu naturalne gorące źródło, okolone tropikalną roślinnością.

Do wybudowanej w typowo angielskim stylu posiadłości dojechać do niej można kierując się główna autostradą w Zambii Great North Road i zjeżając 12 km z trasy. Zajmuje ona teren jednej z dzielnic w prowincji Muchinga, jednym w regionów Zambii.

Więcej informacji na oficjalnej stronie.

Turyści na tropie na terenie rezydencji Shiwa Ngandu w Zambii www.szlakiempodrozy.plTuryści na tropie na terenie rezydencji Shiwa Ngandu; źródło: Flickr

 

Wybierz się na egipskie wybrzeże Morza Śródziemnego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *