Grafika regiony www.szlakiempodrozy.pl

Peruwiański departament Ancash

Uroku może tu mało, za to tragizmem swej historii mógłby obdzielić wiele innych części świata. Mieszkańcy peruwiańskiego region Ancash, podzielonego dziś na 20 prowincji swego czasu powiedzieli jednak „Dosyć”! Po trudnych czasach, naznaczonych łupieniem przez koronę hiszpańską pod koniec XVIII w. podnieśli głowę i dołączyli się do wolnościowej fali. Jak na tym wyszli?

Pierwsze co rzuca się w oczy to brak klasycznego asfaltu. Drogi wyłożone betonowymi płytami, przylegają do siebie jednak dość dobrze. Tylko gdzieniegdzie, w jezdni widać niewielkie szpary. W sumie zaskakujące, zważywszy na tragiczną przeszłość… To znaczy fakt, że niewielkie…

Pozostające stolicą departamentu Ancash miasto Huaraz przynależało niegdyś do inkaskiej społeczności. W wyniku wkroczenia do miasta konkwistadorów w 1541 r., w krótkim czasie, zmieniło się nie do poznania. Z pewnością nikt wówczas nie przypuszczał, że te słowa będzie można tu jeszcze powtórzyć nie raz.

Do dziś zewnętrznych śladów zejścia lawiny błotnej w 1941 r., w większości zdołano się pozbyć. Gorzej, idzie ludziom wyparcie ze świadomości traumy po stracie bliskich. A przecież jej zejście pogrzebało 5 tys ludzi. Gdy podnoszące się z mozołem miasto, po niespełna trzech dekadach, nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 7,7 w skali Richtera, wydawało się że wydawało się, że to jego koniec. Efekt: 25 tyś ofiar śmiertelnych, kolonialne zabudowania w gruzach…

Jeśli szukacie miasta, które zadziwi was różnorodnością swych dzielnic, to… trafiliście najgorzej jak można było. W Huaraz wszystko wygląda teraz niemal identycznie. Co nie znaczy, że źle…

To właśnie w departamencie Ancash znaleźć można najwyższy szczyt kraju Huascaran.”

Podczas gdy tragedie pozostają nieraz wyłącznie dramatem mieszkańców danego rejonu Huaraz, tutaj w pakiecie z ludzkim współczuciem podążyła ofiarność. Ludzie na świecie nie pozostali ślepi i głusi bezmiar katastrofy i ofiarnie złożyli się na odbudowanie miasta. Okazana im za to wdzięczność, została nawet sformalizowana poprzez nadanie mu miasta stolicy ”Międzynarodowej Przyjaźni”.

Aż dziw, że 80 tyś Huaraz to dziś miejscowość turystyczna. Roi się tu od miejsc noclegowych, restauracji i knajpek. Ale nie dla nich zjeżdżają tu ludzie. Magnesem są bowiem widoki – rzeczywiście obłędne. Gdzie nie spojrzeć, tam zza ścin wyłaniają się wzgórza. Ledwo stojące ruiny dawnych domostw pokrywa, trzaskająca przy mocniejszych podmuchach, blacha falista. Kilka kroków dalej, w górę strzelają gołe, ceglane ściany odbudowywanych właśnie budynków. I tak co chwila…

Panorama Huaraz - region Ancash, Peru www.szlakiempodrozy.plPanorama Huaraz; źródło: Flickr

Skarby Huaraz

Postępująca odbudowa idzie wolno. Wyjątek stanowi ścisłe centrum. Przysiadając na ławce okrągłego Plaza de Armas z lubością wpatrywać się można w wysepki kwiatowe. Ożywiające jasną, kamienna posadzkę stanowią miła odmianę dla oka. Białe mury parterowego gmachu władz lokalnych Municipalidad Provincial De Huaraz i Gobierno Provincial de Huaraz wielkiego wrażenia nie robią. No może w nocy, gdy łuki zostają podświetlone.

Plaza de Armas Huaraz; region Ancash, Peru www.szlakiempodrozy.plPlaza de Armas w Huaraz ; źródło: Flickr

Żądni dowodów na historyczne znaczenie tej regionu Ancash nie mogą przegapią Museo Arqueologico. Wypełnione świadectwem dawnych czasów w postaci kamiennych monolitów datowanych na 400 r p.n.e., ceramiki, czy elementów sprzętu gospodarstwa domowego. Do tego sporo tu dowodów na tutejszy postęp medycyny i metalurgii, czy muzyczną i architektoniczną modę sprzed tysięcy lat. A kogo to nie przekonuje, może skusi się na… starożytne mumie.

Wejścia do wypełniającego róg placu maleńkiego kościoła parafialny Sagrario San Sebastian strzeże zamknięta brama. Dziwnej, jak na świątynię, trójkątnej bryły nie można jednak z niczym pomylić. Wiszący na jej froncie krzyż, nie postawia złudzeń, co do jej przeznaczenia.

Ogrodzona murem, w którym wyróżnia się zamknięta na cztery spusty brama z szarych blach miejska Catedral de la diócesis de Huaraz w środku nosi ślady po zniszczeniach. Z zewnątrz może to jeszcze jakoś się prezentuje. Efektowna ściana katedry z błyszczącego metalu, prezentuje dziś nie lada projekt. Misternie umoszczone wizerunki Maryi i innych świętych idealnie komponując się z tym z czego Peru słynie – pasm górskich i palm.

Catedral de la diócesis de Huaraz Peru region Ancash www.szlakiempodrozy.plCatedral de la diócesis de Huaraz; źródło: Wikipedia

Zerkam na stojący pomiędzy oboma główny atrakcjami placu mach sądu. Poder Judicial to jednak zwykły, niczym nie wyróżniając się element. Jest i tyle…

Tymczasem za wspomnianą placówką archeologiczną czeka coś ciekawego. Obchodząc siedzibę trafić można na mały Parque Monolitico. To jednak nie ładnie zasadzone drzewa i gustowne ławeczki sprawiają, że warto tu zajrzeć. Co ciekawe ona oparciach siedzisk wyryto tajemnicze napisy, żywcem przeniesione z inkaskich zdobień. O proszę, jak ładnie można połączyć przyjemne z pożytecznym…

Nad miastem Huaraz góruje El Mirador – punkt widokowy. Na wzniesieniu ustawiono ogromny biały krzyż.”

Biegnąca na południe od placu główna ulicę – Avenida Mariscal Luzuriagato miejsce, to szansa na zatopienie się w fascynującej zwyczajności Huaraz. Partery domów wypełnieni są knajpki, których właściciele próbujących zarobić na lokalnych przysmakach. Inni oferują tradycyjne produktu z wełny; jeszcze inni po ceramice i instrumentach muzycznych. Wrażenie szybko jendak ulatuje, gdy po chwili spaceru miejsce ładnych frontonów zajmuje wygląd znany z sąsiednich ulic. Ti odchodząca farba, ram dziury w ścianach, jeszcze dalej rozwieszona płachta na balkonie – zamiast barierki.

Bezsprzecznie, ten lokalny koloryt w najczystszej postaci. przebrzmiewa tu jednak wieczorami. Wówczas zarówno miejscowi, jak i turyści zapełniają słynne peñas, kluby muzyczne. Niosące się po mieście latynoskie rytmy, pobrzmiewając tu do późnych godzin nocnych…

Po drodze warto zajrzeć do Wilcahuan – preinkaskicj ruiny, leżących 8 km na północ od miasta. Trzykondygnacyjna budowla z kamieni powstała między VI a X w. Dziś niezwykły klimat nadają mu ciemne wnętrza komnat – niektóre pełne gruzu, niektóre odkopane stanowią nie lada atrakcję. Przyjrzeć się tu można staremu systemowi wentylacyjnemu.

W Chimbote

Dawne kultury prekolumbijskie jak niemal wszędzie w Ameryce Południowej, tak i w Chimbote miały swój wkład w przeszłość okolic. Mała wioska, opanowana przez trudniących się połowami miejscowych już w XVII w. trafiła na katy odkrywców i historyków.

O lizanej wodami pacyficznej zatoki El Ferrol ziemi zrobiło się głośniej dopiero za sprawą linii kolejowej, łączącej miasto z położonym 88 km dalej (w linii prostej) Huallanca. W wyniku jej powstania zabudowano także i port, w którym praca pełną parą ruszyła w w 1871 r.

No i się zaczęło… Mała mieścina, jeszcze w 1940 r. licząca ledwie 2400 ludzi zaczęła puchnąć w oczach. Przybywający do pracy w porcie i okolicznych zakładach przemysłowych osiadali się, zakładając rodziny. A to pociągnęło za sobą konsekwencje…

Wkraczając w wygięte w łuk miasto warto rozpocząć wędrówkę właśnie od strony portu. Avenida Jose Pardo wita, jak każde miasto, widokiem magazynów i siedzib przedsiębiorstw. Z tym, okolica jest także matecznikiem miejskiej, tych specyficznych zabudowań, na których widać ślady tragicznej przeszłości.

Ten ogarnął architektoniczny chaos, jak ogarnął miasto, spowodowany jest jednak nie tylko trzęsieniem ziemi z 1970 r. Za nic nie można wyprzeć tu świadomości, iż dziś Chimbote jest ogromnym ośrodkiem rybackim na świecie. Te wszystkie przemysłowe zabudowania i unoszący sie w powietrzu rybny zapach wyczuwalny jest nawet przy dużym Monumento Al Trabajador Siderurgico. Stojący na podwyższeniu mężczyzna, okazuje się hutnikiem. Dzierżący w prawej ręce kawałek żelastwa powstał na prośbę zatrudnianych w pobliskich zakładach pracowników. W założeniu stojący tu od 1986 r. ma ukazywać zaangażowanie wszystkich związanych z branżą osób. I choć co jakiś czas owi się o usunięciu. Niezbyt estetycznej statuy, za każdym razem ktoś podnosi larum i jego obrońcy stawiają na swoim.

Wielka przestrzeń Plaza de Armas de Chimbote ma jedna wadę. Niemal nie można tu uświadczyć cienia. Choć wypełniają go w części trawniki na każdym małym poletku zasadzono… jedną palmę. W dodatku tak wysoka i skąpą w liście, że nie bardzo widać w tym głębszy sens. No chyba, że jakaś tam próba ozdobienia wyłożonego kwadratowymi płytami placu. Niemal żadna z kilkunastu ławek nie jest pusta. Siedzący cieszą się życiem, czytając gazety, co jakiś czas rzucając okiem na centralnie umieszczona fontannę.

Efektowne ujęcie Chimbote - Ancash, Peru www.szlakiempodrozy.plEfektowne ujęcie Chimbote; źródło: Flickr

Kilka kroków dalej na kremowej ścianie czterokondygnacyjnego budynku wiszą litery jasno informując o jego przeznaczeniu. Układające się w napis „Palacio Municipal” dają świadectwo siedzibie miejskich urzędników.

“Na miasto warto spojrzeć z Cerro de la Juventud. Leżąca formalnie poza granicami miasta Góra Młodzieży kusi panoramicznym ujęciem na miasto oraz zatokę.”

Tak jak ów napis, tak i kwadratowa, biała wieża zakończona krzyżem jasno wskazuje, że na plac przybywają nie tylko ci, pragnący choć załatwić w magistracie. Do Iglesia Martiz San Carlos Borromeo raczej chodzi się z innymi prośbami .Otwarte drzwi, jakby chronione rzędami złotych kolumn zapraszają do środka. Jasna posadzkę wypełniana dwa rzędy brązowych ławek. Główy ołtarz umiejscowiony na przeciwległej do wejścia ścianie zwraca uwagę dużym krzyżem. Przy bocznych białych ścianach odbijających jasne światło z lamp ustawiono małe ołtarze z figurami świętych. I to wszystko. Niby skromnie, a jednak efektownie…

W szponach miasta

Pora zejść z głównej drogi by zobaczyć jak radzą sobie na co dzień miejscowi. Z każdym oddalającym się pełniącej centrum części Chimbote ma się wrażenie, jakby wejścia w inny świat. Niedawno odbudowane ściany z których przezierają surowe cegły stykają się tu z zanurzonymi, pomarańczowymi, niebieskimi, czy zielonymi budynkami. Podczas gdy piętra zamieszkują parterowe lokale służą firmom. Krzykliwe banery jasno informują o branży tu „Libreira” – księgarnia, tam „Producto naturales”, jeszcze gdzie indziej „Plasticor i „Veterinaria”. Pełna gama towarów i usług…

Tymczasem na bulwarze Malecon Grau, początkowo można dostać szoku. Wkraczając od zakrętu w uliczkę z jednej strony ciągnie się rząd rozpadających się domów, z drugiej wysoki mur, rodem z jakiegoś więzienia. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenie, jak się okazuje wcale nie najważniejsze…

Cały departament Ancash zajmuje 35 814 km2, czyli tyle co woj. mazowieckie. Zamieszkuje go 1,08 mln ludzi.”

Gdy przestrzeń się otwiera wyczuwalna niesina podmuchami słona woń od Pacyfiku. Niskim zabudowaniom towarzyszy znów ta szczególna jaskraw kolorystyka. Tu akurat w wersji zielono-pomarańczowej. Pomiędzy odnowionymi restauracjami i sklepikami wyzierają ceglane dobudówki. Ale najważniejsze jest jednak po drugiej stronie – widok na wysepki, będące ostatnią granica przed bezmiarem oceanu.

Nagle następuje nagła zmiana. Ściany ustępują Plaza Almirante Miguel Grau. W centrum stroi wysoki pomnik kontradmirała marynarki wojennej Peru, który z wyciągniętą ręką patrzy w morze. Pod ustawiona na wysokim podwyższeniu postacią widać ogromny znicz. I to by było na tyle deptaku…

Gdyby podążyć dalej znaną już Avenida Jose Prado zagłębić się można setki działających firm i spotkać tysiące pracujących w nich ludzi. Śmiało można powiedzieć, że to całkiem pokaźna grupa kibiców do zagospodarowania, skoro w mieście żyje 371 tys ludzi. Co o tyle istotne, że nieco kilka kilometrów dalej trafić można na otwarty w 2007 r Estadio Manuel Rivera Sanchez – 32 tyś stadion piłkarski.

Tymczasem ci wolący towarzystwo natury muszą przemieścić się na drugi koniec miasta. Vivero Forestal de Chimbote początkowo był czymś na kształt szkółki leśnej. Zasadzona w 1945 r. dziś stanowi rekreacyjną arenę miasta. Zadrzewiony teren ściąga nie tylko przyjemnymi ścież akiami ale i otwartym basenem. Kto zamiast moczyć się w wodzie woli pływać łódką też ma taka okazję. Sąsiedni staw wprawdzie jest malutki, ale bez problemu można wypożyczyć kajak.

Lokalsi w Huarmey w Ancash, Peru www.szlakiempodrozy.plLeżące na łączniu płyt tektonicznych Huarmey często nawiedzały trzęsienia ziemi. Zlokalizowane tu prekolumbijskie cmentarzysko, w formie zbiorowych grobów dowodzi zorganizowanej w okolicy masakrze. Należące swego czasu go królestwa Inków miasto pobili hiszpańscy konkwistadorzy.

Oblicze Caraz

Kolejne Plaza de Armas, czyli po naszemu Plac Defilad. Następna stojąca po środku fontanna, tym razem otoczona barierkowym ogrodzeniem. I tu woda wydaje charakterystyczny dźwięk, spadając ze zdobionego na czerwono podwyższenia.

W miasteczku Caraz wszystko jest tak, jak założyli sobie kolonizatorzy. Ledwie kilka metrów za centralnym placem, otwartym z wielką pompą 4 października 1898 r. stoi kościół. Tu jest nim Templo de Piedra. Kamienny, z dwoma jednakowymi wieżami. No i schodami, które ściągają ludzi na… pogaduszki. Bo gdzie mi będzie lepiej jak nie na ocienionym, chłodnym kamieniu. Ze schodów roztacza się ładny widok na wspomniany zazieleniony skwerek. Kościół zwany też Catedral Catedral de Piedra “San Idelfonso” to jednak nie wytwór stricte XIX w. Okazuje się, że już w 1585 r. postawiono pierwsze miejsce modlitw. I jak się okazuje do dziś szczególne, stanowiąc ostatni przystanek dla pielgrzymów.

Templo de Piedra na Plaza de Armas w Caraz; Ancash, Peru www.szlakiempodrozy.plTemplo de Piedra na Plaza de Armas w Caraz; źródło: Flickr

Tajemnica podwójnej nazwy rozwiązuje się dość szybko. A wszystko przez to, że 15 tys miasto założono jako San Ildefonso de Caraz. Ale to nie tak, że niczego wcześniej tu nie było. Ba, tutejsza osada rozwijała się już epoce ludu Chavin i Wari. I tak doszło do tego, że stało się drugim pod względem wielkości imperium preinkaskim w okolicy! Ale “przyszła kryska na matyska” w 1460 r. zjawił się tu Inka Tupaca Yupanciu. Jak się można domyślić, w nieszczególnie pokojowej atmosferze podbił miasto, po czym musiał się ratować przed konkwistadorami.

“Część regionu oplata szlak, którym dojść można do polodowcowego jeziora Churup (Laguna Churup) zerkając na wznoszący się masyw Churup, w sąsiedztwie którego widać ogromne głazy.”

Biała bryła siedziby władz miejskich Municipaidad Provincial de Huayas. Mieszczce się w parterowych budynkach restauracje. Można powiedzieć, codzienność w centrum. Gdzieś tu podobno stoi dom, w którym mieszkał Simon Bolivar, przybyły do miasta w 1823 r. Może to właśnie ten?

Spoglądając na mumię

Ledwie kilka korków od placu w wąskiej uliczce poszukać można odpowiedzi na pytanie: jak to było tu wcześniej. Wizyta w lokalnym “Museo Municipal” to jedna z okazji, by zerknąć na małą, niespełna 20 cm… mumię. “Ichiknuna” bo tak jest tu zwana to perełka wystawy, liczącej także prehistoryczne okazy ceramiki. Niemal wszystko to pozostałości po żyjących tu w XIII w p.n.e przedstawicielach kultury Chavin. Jakby tego było mało, to właśnie w granicach dzisiejszego Ancash, zlokalizowana była pierwsza osada na terenie Peru – Cueva del Guitarrero.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *