Parkowe Melbourne

Zatoka Port Phillip w południowo-wschodniej części kontynentu australijskiego. To właśnie tu brzeg wody stanowi 145-cio kilometrową granicę miasta Melbourne. Stolica stanu Wiktoria to bijące serce australijskiego handlu i głównych instytucji finansowych. Ale nie tylko…

Jest niedziela, 30 sierpnia 1835. John Batman nie zaprząta sobie głowy myśleniem o wolnym dniu. Kupuje właśnie ziemię od Aborygenów, by zaplanować miasto, które dziś jest drugą aglomeracją kontynentu. Wkrótce otrzymuje ona swą nazwę, na cześć lorda Melbourne (Williama Lamb’a), stojącego na czele brytyjskiego rządu w 1834 roku.

Tak rozpoczyna się historia miasta, którego charakter wyznaczają dziś parki. Te zajmują tu aż 1/3 powierzchni, tworząc tym samym 680 hektarów zieleni!

Zaczynamy!

Przybywając tu, nie przychodzi mi na myśl nic innego, jak przywitać się z miastem przy Royal Botanic Gardens. Ruszam więc do perły w koronie, najpiękniejszego z tutejszych okazów, umiejscowionego nad ciągnącą się 242 kilometry rzeką Yarra. Wkraczam w alejki, w których roślinność tworzą paprocie i kaktusy, a trawniki zajmują aż 40 ha! Podobno jest tu aż 12 tysięcy gatunków roślin! I nic w tym dziwnego, skoro oprócz wyrastających na tutejszej ziemi roślin, sprowadzono tu odmiany z różnych stron świata. Tak oto oddycham pełna piersią wspaniałej zielonej enklawy, prawie 4-milionowej metropolii.

Królewskie Ogrody Botaniczne Victoria powstały w 1854 roku, a za wszystkim stał Charles La Trobe – pierwszy zarządca regionu Wiktoria. Parafrazując słynne powiedzenie można powiedzieć, że: ”zastał ogród bagienny, pozostawił roślinny”. Kolejni kuratorzy wnosili swoje pomysły; tak znalazły się tu drzewa iglaste, fontanny i przestronne trawniki.

“To z Royal Botanic Gardens ruszyła ekspedycja Burke’a i Willsa do Zatoki Carpentaria w 1860 roku”

Obchód zaczynam w „Centrum dla odwiedzających”. Rezerwuję wycieczkę z przewodnikiem, zaopatruję w broszury z mapkami kompleksu. W końcu kupuję pamiątki. Jako, że park otwarty jest od świtu, w trakcie całodniowego pobytu mogę zgłodnieć. Wpadam więc na małe co nieco, najpierw starając się rozeznać w tutejszych restauracjach i kawiarniach.

Zarządzający obiektem pomyśleli także o najmłodszych. Dowodem niech będzie cytat z oficjalnej strony parku: „To magiczne miejsce do odkrywania świata roślin, idealne dla dzieci, które uwielbiają brudzić sobie ręce w ogrodzie. To miejsce, w którym dzieci mogą kopać, budować, poruszać wyobraźnie, tworzyć, chować… Chodź i odkrywaj!”. Brzmi zachęcająco…

Przechodząc się po alejkach spoglądam na otaczających mnie ludzi. Także tych, który mieli mniej szczęścia w życiu. Ale kompleks doskonale przystosowano osób poruszających się na wózkach, więc wielopokoleniowe pikniki, organizowane są tu na porządku dziennym. Mijam rozłożone koce, na których z koszyków ludzie wyciągają apetycznie wyglądające kanapki. Dzieci zaś grymasząc przy jedzeniu, wolą karmić pływające po jeziorze łabędzie. Szczegółowe informacje z mapkami są dostępne tutaj.

Royal Botanic Gardens ciągnie się na północ w kierunku Yarry przeistaczając się w mniejsze parki: Queens Victoria i Alexandra Gardens. Zwalniam tempo, by zebrać siły. W końcu czeka na mnie pobliskie Centrum Sztuki Wiktoriańskiej (Victorian Arts Centre).

Jedna z kulturalnych placówek miasta

Art Centre

Nie sposób nie zauważyć tej wieży, z którą było przecież nieco problemów. Okazało się, że dotychczasowa 115 metrowa może zagrażać bezpieczeństwu ludzi. W 1996 roku zdecydowano więc się na nową – 162 metrową. Przyrzekam sobie, że wrócę tu nocą zobaczyć jak lśni podczas podświetlenia. Głośno zrobiło się o niej w sylwestrową noc, gdy od nieprawidłowo odpalonych petard iglicę zajął ogień. Choć palił się czterdzieści minut, wielkich szkód nie zanotowano.

Wcześniej, sprawdziłem co też ciekawego mają w repertuarze. Ośrodek wystawia bowiem przedstawienia teatralne i koncerty. I tak na całość składa się

  • Hamer Hall – sala koncertowa na 6641 miejsc; otwarta w 1982
  • State Theatre – sala kinowa na 2077 widzów, przeznaczona też do spektakli operowych, baletowych i teatralnych; uruchomiona w 1984
  • Playhouse – mniejsza sala teatralna na 822 miejsc
  • Fairfax Studio Studio – teatr na 376 miejsc
  • Galerie – 4 różne miejsca wystawiennicze
  • Sidney Myer Muzyka Bowl – miejsce koncertowe pod chmurką na 12000 miejsc na trawniku i 2150 miejsc do rezerwacji

 

 

Melbourne otulone zielenią

Udaję się na drugą stronie rzeki. Półgodzinny spacer idealnie nastraja mnie na widok dwóch kolejnych dwa okazów: Treasury Gardens i Fitzroy Gardens.

Ten pierwszy, z 1867 roku – z drzewami, trawnikami i sadzawkami umiejscowionymi w małych skałach, to oaza do której zapracowani mieszkańcy udają się zaczerpnąć tchu. O jego dostarczenie dbają liczne drzewa, choćby: cydry, topole, dęby czy sosny. Dość często dobiegają stąd takty muzyki, za sprawą odbywających się tu cyklicznie imprez miejskich. Spacerując wąskimi alejkami dochodzę do John F. Kennedy Memorial. Zerkam na oczko wodne nazwane na cześć byłego prezydenta USA. A może wybiorę się zobaczyć postawione nieopodal pomniki – sylwetki Sir Williama Johna Clarke’a, Henrego Bolte’a i Johna Cain’a?

“Najlepiej po mieście poruszać się tramwajami. Tych jeździ tu około 750! Pierwszą linie uruchomiono w 1885. Już dwa lata później długość torów wynosiła 32 km, a tramwaje elektryczne pojawiły się pod koniec lat 30. XX wieku.”

Wracając do Royal Botanic Gardens, to kilka kroków na południe od niego rozciąga się Fawkner Park. Przestronny teren z uliczkami okupują teraz amatorzy sportu: krykieta, rugby i futbolu australijskiego. Jego nazwa odnosi się do jednego z założycieli miasta; co ciekawe John Pascoe Fawkner był synem skazańca. Rodzina dobrze radziła sobie w biznesie prowadząc piekarnię, browar i romansując z branżą drzewną. Ale to było wciąż za mało…

Wkrótce biznesmen postawił hotel i zajął się wydawaniem gazety. Wszedł na sam szczyt ,zasiadając w nowo powstałym parlamencie samorządnej kolonii Victorii. Przechadzam się się po parku, będącym swoistym memento tej postaci.

Wiecie, że budynki w Melbourne powstały głównie z pieniędzy pochodzących z zysków ze złota? Niegdyś, po wyczerpaniu złóż właśnie tu osiedlili się tu poszukiwacze tego kruszcu. A skoro już o pieniądzach mowa, to ich wydawanie niezmiernie łatwo przychodzi na Chappel Street. Powiedzieć, że pobudza zakupowy szał, to jak nic nie powiedzieć! Uznaje się, że swą nazwę, tak odległą od konsumpcjonizmu otrzymała ze względu na mieszczą się przy niej kaplicę. Ta służyła ludziom do 1859, zaś później była siedzibą szkoły. Ostatecznie zniknęła w 1883.

Podążam czterokilometrową, prostą jak strzała ulica przebiegającą kilka przecznic na wschód od Fawkner Park. W środkowym biegu mieści chyba największe skupisko restauracji i barów w całym mieście! Przynajmniej takie mam wrażenie mijając położone koło siebie knajpki z tajskimi, japońskimi, chińskimi, wietnamskimi, meksykańskimi i włoskimi przysmakami. Wszystko to okraszone oczywiście obecnością Mr Hamburgera i KFC. Różnorodność godna podziwu!

Finansowy zaułek

Podążam na drugą stronę rzeki Yarra, wiedząc o mnie czeka. Collins Street z 57-piętrowym drapaczem chmur „101 Collins Street”. Do czubka iglicy budynek mierzy 256 metry wysokości! Wlepiam wzrok w obiekt, który stał się cząstką pejzażu miasta w 1991. Jego przestrzeń użytkowa to 83 600 m2; swa siedzibą mają tu największe spółki giełdowe, ale też sklep, kina i restauracje. A wschodni kraniec ulicy przyciągnął przedstawicieli medycyny, podczas gdy w centralnej i zachodniej części tej ulicy pojawiły się firmy z sektora finansów.101 Collins Street Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Źródło: Fickr

Kilka kroków dalej na wschód od niego znajduję kolejną parkową przestrzeń. Wspomniałem już, że Fitzroy Gardens jest wyjątkowy? Nie? Nie dość, że pochodzi z 1848 roku, to jeszcze jest ważną pozostałością XIX-wiecznego dziedzictwa ogrodniczego miasta. Mnie 26-hektarowy park kusi jeziorkiem. Ale oprócz woni roślin, czuję tu zapach historii. Jakbym przeżywał podróż do odległych lat… Nagle materializuje się przede mną dom kapitana Cooka – Captain Cook’s Cottage. Co ciekawe przeniesiono go w kawałkach z angielskiego hrabstwa Yorkshire! Po jego rozbiórce w 253 opakowaniach dotarł w 1934 roku właśnie tutaj. Przypuszczalnie to w nim żyli rodzice słynnego Cooka, a także on sam do 1745 roku.

Dom Kapitana Cooka Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Dom Kapitana Cooka Melbourne; Źródło: Wikipedia

Drzewo wróżek Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Jest też słynne „Drzewo wróżek”, a więc rzeźba mająca być prezentem dla dzieci; Źródło: Wikipedia

Przechadzając się po Fitzroy Gardens moje myśli krążą nad historią nieodległej katedry św. Patryka. Tę zbudowano na miejscu w których istniał już kościół. Neogotycki styl nadano jej już w trakcie kreślenia przez Williama Wardella. Gdy w 1850 ruszono z pracami, kładąc kamień węgielny, nie podejrzewano, że mężczyźni zamiast ruszać do budowy świątynię… wolą szukać złota. Co więcej, swoje zrobił kryzys finansowy, w jaki wpadło miasto po wyczerpaniu złóż. To nie przeszkodziło odprawić tu pierwszej mszy już w 1858. Po dziesięciu latach, po ukończeniu nawy zaczęto odprawiać nabożeństwa. Świątynię konsekrowano w 1897 roku nieukończoną.

Ależ oni mieli megalomańskie zapędy! Kościół z miejsca stał się najwyższym i największym budynkiem w Australii. Był także drugim pod względem wielkości obiektem sakralnym wybudowanym w całym XIX wieku, ustępując tylko nowojorskiej katedrze!

Katedra w liczbach:

Długość: 103,6 m
Szerokość z transeptami: 56,4 m
Szerokość nawy głównej: 25,3 m
Wysokość transeptów i naw: 28,9 m
​Wysokość głównej iglicy: 105 m
​Wysokość wież: 61,9 m
Ilośc kaplic: 7

W nawie głównej mijam cztery rzędy ławek dla wiernych. Ołtarz główny w centralnym miejscu katedry świeci jasnym blaskiem. Wszystko przez surowiec – biały kamień. Podnoszę głowę i spoglądam na organy, którymi świątynia wprost się szczyci. Aż szkoda, że obecnie milczą, bo podobno w jest tu wyjątkowa akustyka. Ta sprawia, że w jej wnętrzach często ze swymi występami goszczą chóry.

Wracam na swój australijski szlak, by skierować się na Flinders Street Station – główną stację kolejową z 1905 roku. Tysiące ludzi zmierzają do pracy zatrzymującą się tu kolejką podmiejską; oczywiście obsługuje też zwykłe linie kolejowe.

W okowach siedziby władz

W końcu ląduję w Parliament Gardens. Mój wzrok przyciąga budynek, w którym stanowi się prawo. Parliament House budowano, de facto, 74 lata. Pierwszą łopatę wbito w 1856, by finalnie oczywiście… nie zrealizować pełnej koncepcji. Spoglądam na kopułę, której pierwotny kształt zastąpiono innym pomysłem.

Aż chciałoby się przenieść w czasie i wziąć udział w imprezie w Sali Królowej. Ta była pomieszczeniem w którym organizowano oficjalne przyjęcia i bankiety z różnych okazji. Końcówka XIX w. jako czasy, w których rozwój napędzały zyski pochodzące ze złota, były idealnym momentem na ukazanie potęgi Australii. A gdzie może to być bardziej widoczne, niż w miejscu, w którym urzędują politycy? Widzę to choćby w kolumnadzie, portyku i skrzydle północnym.Parliament House Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Parliament House; Źródło: Wikipedia

Podążając ponownie parkowymi uliczkami rzuca mi się w oczy Orica House, dawniej zwany ICI House. Biurowiec powstał w trzy lata poczynając od 1955, wielkie otwarcie nastąpiło jednak w 1959 roku. W trakcie wznoszenie 83,8 m kolosa nie obyło się jednak bez wpadki – okienne szyby z kolorowego szkła pewnego dnia po prostu… spadły na ulicę. Powodem było podobno zanieczyszczenia i upały, ale niesmak pozostał…Orica House (ICI House) Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

ICI House (Orica House) to pierwszy drapacz chmur w Melbourne. Jego budowa zakończyła wieloletnią walkę z zakazem stawiania budynków niższych niż 12 pięter; Źródło: Wikipedia

Z Parliment Gardens dostrzegam także Windor Hotel, który działa od 1887 roku. Tymczasem coś jakby ciągnęło mnie na północ. No tak, Block Arcade… Australijska odpowiedź na mediolańską Galleria Vittorio Emanuele. Czy udana? Trudno mi powiedzieć…Block Arcade Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Block Arcade Melbourne; Źródło: Flickr

Stworzona w dwa lata, otwarta w 1892, wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk. Od 2014 należy do rodziny Cohen. Tak jak starsza włoska siostra ma cztery wejścia, prowadzące w różnych ulic. Ciekawym etapem jej istnienia była działalność gangu Barcade Boys, którego członkowie upodobali sobie budynek, jako strefę swych spotkań.

Wiecie, że wraz z przedmieściami w Melbourne żyje ponad 4,7 miliona ludzi! Nie dziwne więc, że parki tętnią życiem. Natychmiast rzuca mi się to w oczy w 26 ha Carlton Garden, ze słynnym Royal Exhibition Building – Budynkiem Wielkiej Wystawy Królewskiej. Kopulasta konstrukcja planie krzyża, swe powstanie zawdzięcza owej imprezie z 1880 roku. Jego projektantem był Joseph Reed, który czerpał inspirację z różnych stylów. Dostrzegam więc tu motywy sztuki romańskiej, czy bizantyjskiej, zaś kopuła jako żywo przypomina mi florencką katedrę. Pierwotny kształt zapewniał 12 tyś m2 powierzchni wystawienniczej.

“Royal Exhibition Building to pierwszy budynek a Australii, który znalazł się na Liście Dziedzictwa UNESCO – wpisany został na nią 1 lipca 2004 roku.”

Wchodzę do środka szukając śladów historycznego wydarzenia z dziejów Australii z 9 maja 1901. Doniosłe wydarzenie rangi politycznej – inauguracyjne posiedzenie krajowego parlamentu, zgromadziło tu prawdziwe tłumy. Dziś jest znacznie luźniej, choć przecież organizowano tu też zawody olimpijskie w 1956, a pod koniec lat 70. nieruchomość straciła salę balową, by zyskać dodatkowe miejsce wystawiennicze.

Rozglądam się wokoło próbując rozeznać się czy nie odbywa się właśnie jeden z cyklicznie organizowanych tu… egzaminów. Tak, tak… wykładowcy uniwersyteccy właśnie tutaj ”maglują” studentów.Royal Exhibition Building Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Royal Exhibition Building Melbourne Źródło: Wikipedia

Wychodząc na plac natrafiam na dziki tłum! Bramy Melbourne Museum szturmują tłumy zwiedzających. Nic dziwnego, pragną zobaczyć zbiory największego tego typu obiektu w kraju. Nowe muzeum zostało otwarte w 2000 roku. Placówka posiada kilka stałych wystaw. Ciekawsze z nich to:

  • Galeria Melbourne to zdecydowanie najważniejsza z nich, przedstawia dzieje miasta, a ponadto jest… stajnią słynnego konia wyścigowego Phar Lap
  • Galeria Leśna, nazywana jest „żywym sercem muzeum” to umieszczone tu wysokich drzew i inne pomniki przyrody
  • Galeria Nauki i Życia to miejsce, w którym podpatrzeć można dinozaury, skamieliny, zwierzęce eksponaty
  • Bunjilaka – poświęcona jest kulturze aborygeńskiej
  • Galerię Pacyfiku wypełniają skarby z wysp oceanu

Aleją platanów wracam do samego parku. Jego przestrzeń wypełniają trawniki, poprzetykane topolami, dębami, drzewami cedrowymi i figowymi. Obok ludzie spacerują w pobliżu dwóch małych jezior, jakie ulokowano na terenie parku. Niegdyś w parku na specjalnej trasie ścigali się ludzie na rowerach i małych motocyklach.

Carlton Gardens Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Carlton Gardens; Źródło: Wikipedia

Park arystokratyczny

W Parkville mieści się Royal Park – największy tego typu obiekt w Melbourne. Nic dziwnego, że sporo tu miejsca na uprawianie sportu. Ale nie tylko. Widzę też miłośników zwierząt, wypatrujących żyjących tu okazów czapli, krogulców strzyżyków.

Wiecie, że park ten był strefą, która przysłużyła się wojsku w trakcie obydwu wojen światowych? Wszystko za sprawą zlokalizowania tu „Obozu Pell”. Potem budynki przeznaczono do awaryjnego kwaterowania mieszkańców Melbourne. Dziś na ścieżkach spotkam sporo spacerowiczów i rowerzystów cieszących się urokami życia.

Wreszcie trafiam co miejskiego zoo – Melbourne Zoo. Chodząc po ścieżce spacerowej podglądam życie zwierząt. Gdy dochodzę do wschodniej części zieleńca spoglądam na halę „State Netball and Hockey Center”.

Szkocki klimat

Melbourne kusi mnie jednak dalej, wprost czuję zew natury. Nic dziwnego, że nogi prowadzą mnie do Edinburgh Gardens. Tylko po co, tu przyszedłem skoro kompletnie nie rozumiem krykieta?! A to właśnie tu, rozgrywano zawody, którymi pasjonowali się osiadający tu Brytyjczycy. Od 1862 jest popularnym miejscem spędzania czasu. Oczami wyobraźni widzę jak przez park… jedzie pociąg. Przebiegała tu bowiem niegdyś linia kolei miejskiej. Pomysł okazał się jednak niewypałem i eksperyment postanowiono zakończyć.

Edinburgh Gardens Melbourne www.szlakiempodrozy.pl

 

Edinburgh Gardens; źródło: Pixabay

Dziś w skate parku młodzież ćwiczy różne ewolucje młodzieży, szalejąc na deskorolkach i rolkach. Owe 24 hektary zostały zaprojektowane przez Clementa Hodgkinson’a, który odpowiadał też na plany Fitzroy i Flagstaff.

Pozostawiając za sobą szum pędzących desek udaję się do skromniejszego Darling Gardens. Nie jest tak oblegany, przez co łatwiej o swobodne bieganie alejkami, czy odpoczynek na trawie. Pomimo bliskości wspomnianego wyżej, słynniejszego ogrodu ludzie cenią go ze względu na gęste zalesienie, dające cień w upalne dni. Ciekawe czy dane mi będzie zobaczyć słynny nowoczesny system nawadniania? Nie, lepiej nie; choć jest ciepło kąpieli wolałbym uniknąć…

Rozglądam się dookoła. Kończący się park przenosi mnie bowiem do hiszpańskiego zakątka w Melbourne – na Johnston Street. Nie jest to okolica szczególnie piękna. Mury budynków co chwila zabazgrane są jakimś graffiti. Nie pierwszej świeżości fasady budynków, jedynie gdzieniegdzie, poprzetykane są ładnie odrestaurowanymi elewacjami. Ale czy to przeszkadza mi odwiedzić tutejsze bary serwujące tapas i wino…

“Golden Mile to serce śródmieścia – centrum biurowe i administracyjne miasta. To tu znajdują się najważniejsze handlowe ulice miasta, najlepsze hotele i teatry. Granicę stanowią: rzeka Yarra na południu, Spencer Street na zachodzie, La Trobe Street na północy i Spring Street na wschodzie”

Po krótkiej przerwie ruszam do Queen Victoria Market, bazaru z 1878 roku. Stragany obsługują ludzie, na twarzach których widzę pochodzenie z różnych części świata – potomkowie przybyszów. Rzędy drewnianych ławek z plastikowymi stolikami, jak niemal zawsze, są zajęte. Słysząc gwar rozmów pojmuję, że przecież nie zawsze tak było! Ale, prócz mnie chyba nikt nie zwraca na to uwagi.

A przecież jakiś czas temu właśnie w ziemi po której teraz stąpam chowano ludzi. Dopiero w 1921 roku ciała ekshumowano i przeniesiono na nowy cmentarz. Stary Old Melbourne był jedynym oficjalnym miejscem spoczynku w mieście w latach 1837-1854. Szacunki mówią o ponad 10 tysiącach zmarłych pochowanych w tutejszej ziemi!

Potem obok postawiono rzeźnię… Z tym też wiązała się kwestia sprzeciwu ogrodników, którzy nie chcieli pracować w miejscu mającym taką przeszłość. Władze jednak ani myślały zmieniać planów i tak wkrótce sprzedawano tu… żywe zwierzęta.

Gwiezdny park

Podobną historię ma położony o rzut beretem Flagstaff Gardens. Najbardziej wiekowy ze wszystkich parków zainaugurował działalność w 1862. Potem działało tu obserwatorium magnetyczne i meteorologiczne prof. Georga von Neumayera.

Widzę szalejące na placu zabaw dzieci i rodziców leżących się na trawniku i patrzących w bezchmurne niebo. Obok krzyki i śmiechy towarzyszą grającym w kręgle. Podobnie jak na terenie wspomnianego wyżej bazaru, tu także chowano zmarłych, lecz dane mówią tylko o siedmiu pochówkach. Przystaję przy Separation Memorial, pomniku upamiętniającym stulecie proklamowania rządu stanu Wiktoria i oddzielenie się koloni Port Phillip.

Flagstaff Gardens www.szlakiempodrozy.pl

 

Flagstaff Gardens; Źródło: Flickr

“W 2018 roku w rankingu Economist Intelligence Unit uznano Melbourne za najlepsze miasto do życia. Wyboru dokonano oceniając 140 miast!”

Kto interesuje się pieniędzmi, wróć – numizmatyką, może wstąpić do Mennicy Królewskiej. A tymczasem podążanie miejskimi zieleńcami w Melbourne kończę w miejscu, które przypomina o jego korzeniach – w tym wypadku włoskich.

Wpadam więc na południe od Flagstaff Gardens do Little Italy – dzielnicy zamieszkiwanej przez artystów, ale też wykładowców pobliskiego Melbourne University. Czytam szyldy na budynków: Abruzzo Club, La Busolla, Carbone, czy Ital Ceramic. Kto jednak spodziewa się tu włoskiego raju na ziemi musi zmienić perspektywę. Nie jest to elegancki rewir. Ale jak i tak kończę już szlajanie się parkowym Melbourne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *