Nouméa Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.pl

Nouméa, ucieleśnienie francuskiej Oceanii

Nouméa, stolica Nowej Kaledonii, terytorium zamorskiego Francji w dalekiej Oceanii. Na pierwszy rzut oka wydawało by się, że to typowe miasto na rajskiej wyspie, 365 dni w roku zapełniony turystami. Tymczasem to ośrodek należący do czołówki miejscowości, o charakterze przemysłowym. Głównie przez działający tu port, z którego w świat ruszają wydobywane tu nikiel i złoto.

Na spokojnej tafli wody leniwie bujają się żaglówki, motorówki i wpadające w oko jachty. Wykonane ze zwykłych, zbitych desek trapy ciągną się jakieś 160 m w morze. Widok Port Mosele największej mariny w kraju, będącej miejscem dla 900 jednostek pływających, dla obeznanych z żeglarstwom nie jest jednak niczym szczególnym.

Promienie słońca odbijają się od wody, oślepiając wałęsających się po okolicy miejscowych. Niektórzy przystają na ocienionych, przez rosnące palmy, niewielkich trawnikach. Kto by dawniej pomyślał, że położony w dzielnicy Artillerie port, skutecznie wyprze założone tu w 1860 r. instalacje wojskowe. A przecież jej oryginalna okolicy „Pointe de l’Artillerie” pochodzi od warsztatów, w których produkowano produkty użytkowane dla stanowisk artyleryjskich.

Nieco później, w 1875 r. rozpoczęła się eksploatacja złóż niklu. Początkowo biznes kwiatonośne, wszystko zmienia się z nadejściem kryzysu gospodarczego na świecie. Ten udało się jakoś przetrwać. Gdy w powietrzu wyczuwalny był już wielki konflikt światowy, prowadzący do wyścigu zbrojeń, na wyspie zjawili się pracownicy z Azji. Rozwój miasta ruszył z kopyta…

Położona już głębiej na lądzie, lecz biegnąca się równolegle do portowej ulicy Avenue des frères Carcopino, nie jest może perełką stolicy Nowej Kaledonii. Ale za to miejscem historyczny. To tu e mieścił Collège La Pérouse – pierwsza publiczna, świecka szkoła średnia.

Nazwa „ Nouméa” pojawiło się w papierach i na ulicznych tabliczkach w 1866 r. A wszystko przez częste mylenie dotychczasowej nazwy „Port-de-France” z tak samo nazwanym ośrodkiem na Martynice.”

Mający sentyment do historii Francuzi nawet tu, na położnej tysiące kilometrów od kontynentalnej części swego kraju ziemi, nie potrafili się pohamować. Rue Austerlitz jasno nawiązuje wszak do sukcesu Napoleona. Tymczasem mogło być zupełnie inaczej. Był 1851 r. gdy na wyspę zawitał Brytyjki kupiec James Paddon. Stawiając stopę na niezagospodarowanej ziemi omiótł ją wzrokiem… i wrócił w dalszą wędrówkę. Trzy lata później 25 czerwca 1854 r, tego błędu nie popełnił Francuz. Louis-François-Marie Tardy de Montravel założył nową osadę, wybierając najbardziej dogodne miejsce na port i lokując tam garnizon wojskowy. I tu miał miejsce pierwszy przejaw ich megalomanii – nazwanie jej Fort-de-France.

Targ Le Marche de Nouméa www.szlakiempodrozy.plTarg Le Marche de Nouméa; źródło: Flickr

Ale tym nikt teraz nie zaprząta sobie głowy. Wszyscy ochoczo zamierzają na targ Le Marche de Nouméa . Z kilku wzniesionych tu sześciokanałowych hal, unosi się dziwny aromat. Początkowo trudno przypisać go konkretnym produktom. No, może z wyjątkiem ryb, których zapach jest tak specyficzny, że aż niepodrabiany. Szczęśliwie wśród stoisk z rybami sporo jest i tych oferujących zielone warzywa, owoce i kwiaty. Z czasem do nozdrzy dolatuje zapach świeżego pieczywa. W innej z „budek” rzędem wabiące wzrok pastelowymi kolorami kobiece bluzki i tuniki. Tu naprawdę przepaść można na kolka godzin. Tym bardziej, że i czekający na swa okazję lokalni wyrobnicy, prezentujący swe ozdoby i biżuterie, nie zamierzają odpuszczać.

Kościół w dzielnicy Quartier du Receiving L'église du Vœu www.szlakiempodrozy.plKościół w dzielnicy Quartier du Receiving L’église du Vœu; źródło: Wilipedia

Pełne spektrum miasta Nouméa

Dwa skręty. Najpierw w prawo, potem w lewo i po siedmiu minutach spaceru w oczy rzuca się wzniesiona na planie krzyża katedra św. Józefa. Ale najpierw trzeba pokonać schody. Ich konstrukcja oparta na lustrzanym odbiciu, daje możliwość wyboru – w prawo lub w lewo. Bryła oddana do użytku po dekadzie prac w 1897 r., ciągnie się na dł. 56 . Środkowa część niższa o jakieś 10 m od stojących po bokach wież zwraca uwag umieszczonym nań krzyżem. Tarcze zegarów na sięgających 25 m dwóch wieżach za pomocą rzymskich cyfr informują o upływającym czasie. Usypane sztuczne wzniesienie posłużyło sworzniu najbardziej okazałej budowy sakralnej w raju. Brązowe ławki idealnie współgrają z obudowanym ciemnym drewnem półokrągłym transeptem. To w nim dostrzec można ołtarz typowo kolonialek świątyni. A ten to prawdziwy skarb, wszak wyrzeźbiony został w 1860 r.

Katedra w Nouméa Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.plKatedra w Nouméa Nowa Kaledonia; źródło: Flickr

A to jedynie niewielka próbka tego co mają do zaoferowania miasto rozciągające się na pow. 45,7 km2. Nouméa pełna jest właśnie typowo kolonialnych zabudowań. Tu jednak, w przeciwieństwie do innych adresów w krajach Oceanii, nie zajęły one wyłącznie śródmieścia. Ale to tym później. Póki co warto zerknąć na pełniący role prawdziwego centrum Place des Cocotiers. Prostokątny plac był jednak początkowo wyłącznie marzeniem. Gdy zjawiali się tu pierwsi Francuzi nad całość pokrywała jeszcze woda. Na wydartym oceanowi terenie z czasem poczto sadzić palmy. Tak zyskała swą nazwę. Gdy w 1892 r. rozpoczynając nad przecinająca go drogą, wciąż zastanawiano się czym ja ozdobić. Wreszcie 24 września 1893 r. dokładnie w 40 r. podboju Nowej Kaledonii przez francuskich przybyszów wzniesiono wielką na 8 m fontannę… wywołując skandal. Półnaga, kobieca postać wzorowana ma modelce o algierskich rysach twarzy, szokowała. Dziś zwana Fontaine Céleste, czy też „Niebiańską Fontanną”.

Place des Cocotiers Nouméa Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.plPlace des Cocotiers; źródło: Flickr 

Fontanna na Place des Cocotiers Nouméa Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.plFontanna na Place des Cocotiers; źródło: Flickr

Mała nieruchomość zajęta przez muzeum miejskie za prezentuje si dość pospolicie. Zapadający zmierzch wydobywa z niej znacznie więcej. Oświetlone wówczas tak, że łuna bije od niego na dobre kilkaset metrów, od 1996 r. ukazuje kolekcję wprost nawiązująca do przeszłości miasta. W ciemnym korytarzu na ścianie wis gablota z ukazująca dawne czasy miasta. Co ciekawe i sama nieruchomość ma w sobie coś wyjątkowo. Za jednym razem zapatrzeć się można w pochodzące 1874 ściany, w których Daniel działała pierwsza placówka bankowa w Nowej Kaledonii. Mając szczęście, w Musée de la Ville de Nouméa trafić można na organizowane tu cyklicznie rozmaite wydarzenia i wystawy przygotowane przez miejskich urzędników. A co potem? Choćby mały relaks w mieszczącym się na terenie placówki, zapełnionym kwiatami ogrodzie

Był czas kiedy wszystkie tutejsze stare zabudowania uległy przemianie. Nie oparł się im także tutejszy ratusz ratusz. Wiecie, że po francusku słowo ratusz brzmi… „hotel”? No więc Hotel de Ville de Nouméa jakoś szczególnie nie nęci.

Rue de l’Alma wiodąca ku protestanckiemu kościołowi Vieux Temple de Nouméa raczej stanowi miejsce, gdzie przychodzi się załatwić konkretne sprawy, niż napawać jej klimate, Ot typową ulica handlowa. Kto wie, czy gdyby nie ukończona w 1893 r. świątynia warto byłoby tu przyjść. A tak wzniesiona w dużej mierze rękami zesłanych na wyspę więźniów, jakby początkowo miała stanowić kopię wspomnianej już katolickiej katedry. Niemal identyczne schody prowadzące na jakby miały za zadanie zmylić. Ale nie, rzeczywiście konstrukcja jest już inna. Szara kolorystykę elewacji przeniesione też do wnętrza. A tam czeka już drewniany ołtarz, będący, właściwie jedyną jego perełką.

Vieux Temple de Nouméa www.szlakiempodrozy.plVieux Temple de Nouméa; źródło: Wikipedia

Trzymając się zieleni parku warto podążyć Rue de Republique. A tu zderzenie z historią jest nieuniknione. Wszystko za sprawą Muzeum II Wojny Światowej (Musée de la Seconde Guerre mondiale) na 14 Ave Paul Doumer. Wyglądająca jak hangar, półokrągła konstrukcja bardziej przywodzi na myśl warsztat niż placówkę kultury. Tymczasem to właśnie w otwartym w 2013 r. starym amerykańskim półokrągłym hangarze zachowane są przedmioty z czasów II wojny światowej.

Interaktywna wystawa przybliża kaledońska pomoc względem przymierzony sił Francji, USA i Nowej Zelandii. Tą okazało się rozmieszczenie na tym terenie baz lotniczych po ataku na Pearl Harbor. Tak co 12 marca 1942 w mieście wylądowało ląduje 17 tys żołnierzy, co skutecznie zwiększyło populację miasta. Dość powiedzieć, że dotychczas mieszkało tu 10 tyś ludzi! Pobyt wojaków napędza miasto; powstaje kino i knajpy, rośnie dostawa towarów na wyspę. Olbrzymiemu rozwojowi ulega infrastruktura: drogi, lotnisko, doki energia elektryczna.

Gdy w 1994 r. rozpoczynano prace nad Muzeum Morskie Nowej Kaledonii (Musée Maritime de Nouvelle-Calédonie) słusznie stwierdzono, że lepszego pomysłu na odnowienie wiekowego terminalu promowego nie będzie. Tak zaroiło się tu od historycznych eksponatów bym nawiązujących do w XVIII w historii „La Pérouse”, czy tez działalności dwóch ogromnych żaglowców transportowych, używanych do eksportu wydobywanych tu rud metali

Wirtualną wycieczkę po muzeum można odbyć tutaj.  

Dzielnica Val Plaisance obejmuje zbocza wzgórza Toro Ouen, sąsiadując z Anse Vata Bay. Dawniej typowy obszar podmokły zrekultywowano tworząc ziemie pod budownictwo mieszkaniowe. Do dziś mieści się tu trochę pozostałości po starych posiadłościach rodzinnych. Jej część przystosowano do aktywności fizycznej wytyczając szlak poród lasku, ścieżkę rowerową i budując „Hippodrome Henry Milliard”.

Fascynująca Faubourg Blanchot

Był czas kiedy dzisiejsza dzielnica Faubourg Blanchot zyskało nowe oblicze. Powojenne lata były czasem wielkiego rozwoju, będącego efektem boomu na rynku niklu.Gdy w dzielnicy Ducos powstała strefa przemysłowa z prawdziwego zdarzenia gospodarka w kraju napędziła się na dobre. Do 1976 r. ludność miasta zwiększyła się ponad pięciokrotnie, do ponad 56 tyś ludzi!

Dzięki imigrantom budowani tu jestak także i architektoniczne perełki. Majętna rodzina Célières, żyjąca dotyczas na mnie mniej przecież malowniaczym Reunionie, przybywszy do największego miasta Nowej Kaledonii, rozglądała się za swym miejcem. Gdy ich wzrok padł na oustą dotąt połać ziami wiedziali już, że to właśnie tutaj.

Tak 1898 r, stanęła tu willa – maison Célières. Wzniesiona z drewna, cegieł i kamienia budowla dziś należy już di miasta. Okazała weranda daje przyjemny cień. Z drugiej strony łagodnego charakteru willi nadaje pełen drzew ogród. Co ciekawe zasadzonych przez zesłanych na wyspę skazańców. Pomiędzy nimi do dziś z niemi wystaja zielonem niskie palmy

Maison Célières Nouméa Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.plMaison Célières; źródło: Wikipedia

Położone jakieś kilka przecznic i 300 m dalej Centre d’art Théâtre de Poche co jakiś czas zapełnia się okolicznościowa gustująca w spektaklach trepanacyjnych, koncertach , czy festiwalach filmowych. Komu mało może udać się na koniec ulicy, gdzie w w gmachu DZ Galerie Noumea wystawiane są przedmioty ukazujące historię i życie rdzennych mieszkańców Nowej Kaledonii.

Natura Montravel i Portes de Fer

Wiecie jak to jest, jak urzędnicy zaczynają dłubać przy podziale miasta. Dawniej jasno wytyczone granice poszczególnych części zacierają się, a te tworzone na nowo pachną sztucznością. W dawnej Mont Montravel do czynienia mamy z tym drugim przypadkiem.

Podzielona swego czasu na kilka mniejszych dziś wabi głównie zielonymi terenami z parkiem leśnym. Ale za to ma coś, czego wszyscy mieszkańcy zazdroszczą – wzgórze „Tama” do dziś jest najwyższym punktem w mieście, sięgającym 167 m n.p.m. W 1863 r. dzielnicowe bagno postanowiono zaadaptować na cmentarza, urządzając też… strzelnicę dla żołnierzy. Z czasem okolicę nazwano imieniem założyciela miasta Louisa-Marie-François Tardy de Montravel’a, który w 1890 r. zbudował rezerwat. Dziś wypada tu przyjść z uwagi na taras widokowy „Tour du transmision MOBILIS”.

Sąsiadujące od południa zoo to już co prawda dzielnica Portes de Fer, ale to właśnie owa zieleń kusi mieszkańców bardziej, niż do bólu zwyczaje uliczki oraz działające na jej obrzeżu firmy. Będące miejscem dożycia 700 zwierząt, reprezentujących 130 gatunków, znane jest zwykle ze swej koneksji ptaków i papug. Ściągające rocznie 65 tyś zwiedzających zaskakuje także obecnością gekonów, małp jaszczurek. Zaś w parku botanicznym można się doskonale zmęczyć, korzystając z wytyczonych tu 3 km ścieżek turystycznych, na których roi się od amatorów joggingu.

Nouméa najdalej położonym od Paryża francuskim miastem; w linii prostej dzieli je 16 758 km.”

Aktywność ponad wszystko

Co jak co ale akurat Asne Vata nie jest dzielnica w której zaznać można spokoju. Już sama jej graniczna część obejmująca półkolistą część wybrzeża sprawia, że włos jeży się na głowie. Przepiękny widok z promenady im. Rogera Laroque zostanie w życiu na zawsze.

Jakby tego było mało porośniętą palmami arteria, biorąca nieco dalej imponujący zakręt biegnie tuż przy miejskim „Lagunowym Akwarium”. Założone pierwotnie w 1956 r zostało zbudowane od nowa w 1997 r. Rocznie ściągający 113 tyś odwiedzających kompleks szczyci się swymi 33 zbiornikami. Za szklanymi ścianami podziwach można jedną z najbardziej unikalnych kolekcji koralowców na świecie. Fosforyzujące okazy robią ważnie nie tylko na dzieciach. W wielkich zbiornikach moczą się także żółwie wodne oraz multum ryb. A, że akwaria połączone są z oceanem wszelkim skorupiakom i mięczakom zapewniono idealne warunki.

Czego jeszcze spodziewać się po okolicy? Głównie niezwykłej przeszłości. Anse Vata była jest częścią miasta, w której jako pierwszy budynek powstała restauracja, otwarta przez byłego żołnierza Josepha Leclère’a w 1859 roku. Z czasem okolicę ubóstwili sobie spacerowicze. Gdy w 1942 r. zjechali tu amerykańscy żołnierze otwarli tu swą centralę („Pentagon”) i szpital wojskowy. Po wojnie stała się zwykła zwykłym obszarem mieszkalnym. Gdy w l. 50. zbudowano tu stadion (Édouard-Pentecos) oraz halę sportową sportowej do Anse Vata zaczęli zaglądać także i dbający o formę.

“Miasto Nouméa podzielne jest na 39 dzielnic”

Wzgórza

Jako, że cały teren miejski spoczywa na nierównej powierzchni na którą składa się kilka wzgórz, nie sposób tu uciec od wzniesień. Jednak wytyczając ramy miasta Francuzi od razu zlikwidowali jeden z ich. Ziemia wzgórza Conneau położyła im do zasypania mokradeł i tym samym wytyczenia miasta na planie szachownicy. W efekcie kopiec całkowicie zniknął w 1877 r. Dziś palmę pierwszeństwa dzierży więc Montravel sięgający 167 m n.p.m.

Inne wypiętrzenie to gęsto zalesione, wpadające do morza Ouen Toro. Teren mający po bokach efektowne, czyste plaże góruje nad okolicą sięgając 132 m n.p.m. Nic dziwnego, że dość często odwiedzają go tłumy. Taki widok nie zdarza się często.

Wzgórze Ouen Toro Nouméa Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.plWzgórze Ouen Toro; źródło: Flickr

A jakby tego było mało i przeszłość Ouen Toro jest niczego sobie… Umiejscowiona pośrodku bateria armat jakby szykowała się do wyplucia śmiertelnej salwy. A wszystko to efekt wybrania idealnego miejsca pod bazę wojskową w 1891 r. Groźnie wygładzające działa broniące wyspy od 1941 r. zainstalowali już Australijczycy.

Działo na Ouen Toro Nowa Kaledonia www.szlakiempodrozy.plDziało na Ouen Toro Nowa Kaledonia; źródło: Flickr

Do wypełnionego czyściutką wodą basenu wiedzie ułożony z leniwie porusza się woda, z której życie czerpią zasadzone palmy. Na rozłożonych leżakach błogo odpoczywają wczasowicze. Co jakiś czas zerkają na pokryte strzechą drewniane małe domki, w których mieszczą się…toalety. Ot typowo turystyczny resort.

Nie bez kozery to właśnie tę lokalizację wybierają szukający spokoju ropowicze. Pogoda w Nouméa zachęca do przybywania tu o każdej porze roku. Panujące tu roczne temperatury oscylują wokół 22-28° stopni C to jedno; drugie to fakt występowania tu największej ilości dni słonecznych w obrębie wszystkich wyspa Oceanu Spokojnego.

Z wiatrem do nosa dociera zapach smakołyków przyrządzanych w okolicznych restauracjach. Taki świat czeka na południowo-wschodnim skraju miasta, u podnóża Ouen Toro. Wzgórza będącego złotym środkiem między klasycznym wyborem: coś dla zwiedzania vs wyłącznie leniuchowanie.

Łaciński element i zakonny sierociniec

Swego czasu nowe domy rosły w mieście jak na drożdżach. Ponownie rozbudowany port i nowo zatrudniani ludzie sprawiają, że w słabiej rozwiniętych dotąd dzielnicach rusza biznes rozrywkowy: nocne kluby, bary i restauracje. Zmiany zachodzą też samej społeczności; dotąd jednorodna – francuska przeobraża się tygiel kulturowa za sprawą imigrantów z Polinezji i Melanezji.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *