Hanoi www.szlakiempodrozy.pl

Niespodzianki Hanoi

Macie też tak, że to co najbardziej nieoczekiwane zostaje w Waszej pamięci na dłużej? Że niespodzianki, jakie napotykacie na swej drodze, wchodzą Wam w pamięć na zawsze? Jeśli tak idealnym celem jest wietnamskie Hanoi!

Wiedzieliście, że centralną połać terenu miasta zajmuje… jezioro? Szeroką ul. Dihn Tien Hoang, Jak zwykle, pędzą samochody. Ale to nie one sprawiają, że skóra mi cierpnie. Patrzę jak w zwartej grupie, jednym pasem i obok siebie(!) zbliżają się ku mnie skutery. Prawdopodobnie ich nieprzyjemny hałas będzie mi się śnił po nocach… Podczas, gay na jednych kierowcy siedzą wygodnie, na innych są jakby przygarbieni. No, ale gdyby mi w plecy wbijał się wielki karton umocowany tuż za siedziskiem i wystający za maszynę dobrych kilkanaście centymetrów, to też bym się wiercił…

Po lewej nieruchoma tafla jeziora Hoan Kiem, w tym tumulcie, niesamowicie mnie kusi. Ustawione przy brzegu ławki pękają w szwach. I nic dziwnego; pora jest taka, że akurat ściągają tu chyba wszyscy mieszkańcy… Tutejsze spotkania znajomych obrosły już zresztą legendą. A, że miejsca sporo to czemu nie korzystać? Ciągnący się na jakieś 700 m długości akwen jeszcze w XVIII w. połączony był z Rzeką Czerwoną. Z drogi schodzę na deptak, wyłożony czerwonawą kostką brukową, na której wyryto jakiś geometryczny wzór. Czuję, jak z nad zasadzonego czerwonymi kwiatami poletka w kształcie nerki unosi się przyjemny zapach. Wydaje się, że okoliczny artysta – rysownik podłapał właśnie jakąś fuchę – wpatrując się w twarz siedzącego naprzeciw jegomościa żwawo macha ołówkiem.

Moc legendy

Gdy tak patrzę jak bazgrze coś w swym bloku, myślę jak by to było, gdyby nagle się obudził… Nie, nie – model wcale nie zasnął 🙂 Ale wedle legendy głębinach Hoan Kiem mieszka Wielki Złoty Żółw. Przekazywana od XV w. opowieść, to pochodna czasów, kiedy to dzisiejsze Hanoi znajdowało się pod chińskim panowaniem. Brutalna okupacja sprawiła, że niewiadoma siła, chcąc ratować mieszkańców miasta rzuciła im miecz. Problem w tym, że upadając na ziemię został uszkodzony…

Podczas gdy jedna część złamanego miecza – ostrze wpadła do wód jeziora, rękojeść spadła na jedno z drzew, w pobliskim lesie. Kiedy uciekający przed chińskimi żołnierzami miejscowy, o nazwisku Teo Li przypadkiem ją odnalazł, nie wiedząc co z nią począć poszedł do miejscowego rybaka. Ten tego samego dnia wyłowił zaplątane w sieć ostrze.

Wtedy obie nagle zaczęły świecić, po czym połączyły się w całość. Tak oto, w tego kto nim władał wstępowała cudowna siła, równająca się możliwościom aż tysiąca żołnierzy! Gdy udało się pogonić wrogich najeźdźców, Teo Li stanął czele państwa, jako nowy cesarz. Gdy władca po upływie dekad ponownie zjawił się na brzegu akwenu zobaczył Wielkiego Złotego Żółwia, który zażądał zwrotu miecza. Chociaż cesarz bił się z myślami, przystał na prośbę usłyszawszy, że w razie potrzeby miecz ponownie zostanie przekazany aktualnie rządzącemu. Żółw z bronią zanurzył się w jeziorze, a cesarz wkrótce zdecydował, że to Hanoi, a nie Hoa Lu przyjmie status stolicy.

Modlitwy i występy

Mijam świątynną Wieżę Pióra (Thap But) żałując, że nie dane mi było zobaczyć Wielkiego Złotego Żółwia, ale co tam. Mnie wystarczy sama okolica. Gorzej, że ominęło mnie coś innego. Codziennie rankiem na brzegu jeziora gromadzą się miejscowi powyginać śmiało ciało”, uprawiać gimnastykę, czyli tradycyjne tai-chi. Widocznie później ich miejsce zajmują preferujący mniej aktywny tryb życia, ottak przysiadający na ławkach.

W weekendy okolica jeziora Hoan Kiem zamienia się w wielka imprezownię – dochodzą stąd głosy muzyki, ganiających dzieci, a sprzedawcy zarabiają krocie na straganach.”

Na drewnianym moście Cau The Hu, do zdjęć pozuje kilkadziesiąt osób. Drugie tyle, co zrozumiale, trzyma w rękach smartfony starając się uchwycić jak najlepsze ujęcie. Mając to na uwadze przetrzymuję się czerwonej barierki, małymi kroczkami zbliżając się do Świątyni Jadeitowej Góry (Ngoc Son Temple). Z szarej elewacji emanują typowe azjatyckie szlaczki. Dach, którego rogi podniesione są w charakterystycznym stylu, kryje miejsce kultu zarówno taoistów jak i konfucjonistów.

A’propos tych rogów, to okazuje się, że wszystkie zwracają uwagę na tyleż właśnie występujących w naturze żywiołów: wiatr, ogień, wodę i ziemię. Już w środku dostrzegam dwa złote czy raczej pozłacane smoki, stojące po bu stronach czegoś na kształt ołtarza. Zostawiam główny pokój i przypatruję się sali do medytacji dla mnichów i osobnej sali modlitewnej dla wiernych.

Wnętrze świątyni Jadeitowej Góry Hanoi www.szlakiempodrozy.plŚwiątynia Jadeitowej Góry Hanoi; źródło: Flickr

W powietrzu unosi się zapach palonych kadzidełek. W XVIII w. świątyni, w czasem rozbudowanej „rządzi” dziś gen Tran Jung Dao. No może nie tyle rządzi co patronuje. Podążam ku kolejnym świątynnym elementom: Wieży Piór, Pawilonowi Księżycowej Kontemplacji, Pawilonowi Odpierającemu Fale i wreszcie Atramentowemu Kamieniowi. Wszystkie, kolorowe, bogato zdobione, z mnóstwem kwiatów.

Niespiesznie wracam na ulice miasta, wielokrotnie będącego stolicą Wietnamu. Przenoszona co jakiś czas, ostatecznie znów mieści się tutaj. Żegnając jezioro wpadam na stojący tu od 1975 r. Pomnik Bohaterów i Męczenników Wojennych (Tượng Đài Quyết Tử). Przyglądam się trzem postaciom: kobiecie, żołnierzu i cywilu. Jak to w tej kulturze bywa ich obecność to czysta symbolika – pierwsza ukazuje odwagę Wietnamek, ostatni zaś (przyklękający) dzierży w ręce strzelbę, dowodząc gotowości do podjęcia walki. Do wykaśnienia pozostaje najwyższa z postaci – to już przejaw czystej propagandy – żołnierz, trzymaną w ręce pochodnią, oświetla bowiem drogę do… socjalizmu. Tak, czy inaczej jego powstanie wiąże się z chęcią docenienia wkładu wietnamskich żołnierzy, którzy przelewając krew dzielnie walczyli o niepodległe państwo.

Tymczasem na czerwonych siedziskach ze złotymi kapami siedzi już niemal komplet. To Azjaci, to ludzie z typowo europejskimi rysami. Przysiadam i ja. Światło zostaje przygaszone, a na scenę zapełniają aktorzy. Jestem na widowni Teatru Lalek na Wodzie, stanowiącym miejsce przekazywania tradycyjnych ludowych wierzeń, symboli oraz legend i historii. Od 1969 r. obleczeni we wspaniałe, kolorowe kostiumy aktorzy wcielają się także w postacie smoków. Pokaz jest misternie wyreżyserowany; każdy wie co ma robić. Gdy kończę, znów ruszam tropem wietnamskich niespodzianek. Więcej o szczególnym teatrze tutaj.

Nhà khách Chính phủ Hanoi Wietnam www.szlakiempodrozy.plNhà Khach Chinh Phu stoi dawny pałac gubernatora Toninu; dziś w zajmującym 15 m2 budynku mieści się pensjonat wietnamskiego rząd; źródło: Wikipedia

W “Starej Dzielnicy” Hanoi

A tak się składa, że najwięcej z nich doświadczyć mogę w najstarszym segmencie miasta, zajmującego przecież aż 3 328,9 tyś km2. W Pho Co, zwanej też Old Quarter przebierać można w nich, jak w ulęgałkach. No ale czy to coś dziwnego, skoro okupowana jest przez handlarzy i sklepikarzy, którzy zjeżdżają z okolicznych wiosek pragnąc jednego – zarobić? Jeśli niedawno na moście, miałem wrażenie ścisku, to tutaj już brak mi słów…

Chociaż stoję na skrzyżowaniu Ta Hien z Hang Bac, nie wiem na czym się mam skupić. Krzykliwe reklamy, w najpodlejszym zresztą stylu atakują wszelkimi kolorami. Tu stoisko spożywcze z rozciągniętym zielonym daszkiem, tam krzykliwy żółta tablica nad wejściem do biura podróży. Na odrapanej kremowej ścianie wisi niebieski, pewnie ze 3,5 m plakat informujący o jakimś wydarzeniu kulturalnym. Ponieważ na wysokości pierwszego piętra mieszkalnych bloków, na jednym słupie wisi tyle kabli, jakby instalował je kompletny amator i to w pijackim widzie, mam wrażenie jakby to był trzeci świat. Chodniki, a jakże, zastawione skuterami sprawiają, że karkołomnym wydaje się pokonanie, niedługiej przecież trasy. Z knajpek i sklepów co chwila wychodzi po kilkadziesiąt osób. No tak, przez liczne hotele i inne miejsca noclegowe okolica jest najbardziej zapełnioną częścią miasta.

W myślach przenoszę się do XI w. kiedy dopiero co założona dzielnica stanowiła ziemię, otaczającą pałac cesarza. Kiedy poczęli ja osiedlać rzemieślnicy i fachowcy, licząc oczywiście na zlecenia, przeobraziła się w centrum z prawdziwego zdarzenia, z wytyczonymi tu 36-ioma ulicami.

Ulica Ta Hien Hanoi www.szlakiempodrozy.plUlica Ta Hien Hanoi; źródło: Flickr

Ale na dalsze dąsanie się po okolicy nie mam zamiaru. Ale czy może istnieć lepszy dowód na piękno Stare Dzielnicy, jak nie Stary Dom? Wnioskując po tym, co mówią miejscowi, przy 87 Phố Mã Mây dawniej mieszkał majętny kupiec. Gdy go opuścił, dom niszczał. Teraz gdy stoję przed odnowionym zabytkiem kuszony wizją zanurzenia się w XIX w. Wietnamie, przez drewniane drzwi wplecione w takąż tez elewację, wchodzę do środka. Zerkam na rzeźbione balustradę, prowadzących na góre schodów, pozostając jednak na dole. A tu… odnowione brązowe meble, ceramiczne wazy, biżuteria (też nowoczesna). Kwadratowe płytki na podłodze odprowadzają mnie na dziedziniec. Tu dostrzegam urokliwą kuchnię, jakiej dawniej używano w każdym domu, tak z z tradycyjnym piecem i dzbanami.

podobnie jest w kolejnym pokoju, gdzie roi się od antyków. Na starym, drewnianym, porysowanym blacie stolika z szufladami, wykonanym jeszcze w poprzedniej epoce spoczywa maszyna do pisania. A tuż obok ten charakterystyczny typ telefonu, który wymagał trzymania w jednej ręce okrągłego głośnika i mówienia do zamontowanego na 30 cm „rurze„ mikrofonu. No i ta obszerna okrągła tarcza z cyframi od 0 do 9. Wszystko to w złotawym kolorze. Na wnętrze emanujące zdobieniami z wizerunkami zwierząt i figur geometrycznych składa się też pokój, służący dawniej za biuro kupieckie. Widok starego liczydła, pozłacanej wagi czy starych ksiąg rachunkowych, robi nie mniejsze wrażenie niż dziecięce z lalkami, gry planszowe i szachy w pokoju dziecięcym.

“Najwyższy budynek miasta 72 p. AON Hanoi Landmark Tower ozdabia dzielnicę Cầu Giay, której nawę tłumaczy się jako Most Papierowy.”

Modliwa i zakupy – zwykła codzienność

Znów na ulicy. Mam wrażenie, jakby w Hanoi wszystkiego było więcej. Więcej ludzi, więcej sklepów, motorów i samochodów. Po prostu, wszystkiego… Cała ta konstelacja kramów jakby wzięła mnie w objęcia i za nic nie chce wypuścić. Mijam wielki, prostokątny pojemnik ze szkła wypełniony owocami i warzywami, przy którym siedzi starsza kobieta próbując cokolwiek sprzedać. Przy tej konkurencji, nie ma niełatwo. Skręcam w lewo i pojawia się jakby kalka. Takie same sklepy, taki sam tłok.

Wreszcie przystaję zwabiony widokiem złotego węża, jakby pełzającego na zbiegu dwóch stron spadzistego dachu. Kolejna niespodzianka. Mury: zwyczajne, jakby każdego innego domu. Ale to tylko pozory. Fundamenty najbardziej wiekowej świątyni w mieście, czyli Bah Ma (Den Bach Ma, Bach Ma Temple) składano w XI w. Do dziś na 76 Hàng Buồm niewiele przetrwało jej oryginalnych elementów; gros części pochodzi z XIX w.

W środku znajduję pokój wypełniony ołtarzem, którego postacią szczególną jest Konfucjusz. Ale z budynkiem wiąże się i legenda odnosząca się do wznoszenia murów wokół dawnej stolicy. Wg niej przed ówczesnym cesarzem przebiegł biały koń, zwany po wietnamsku właśnie „Bah Ma”. Rządzący uznając zwierzę za święte, rzucił się za nim w pościg.. Nie dojechał jednak daleko; jego ogier stanął bowiem jak wryty, za nic w świecie nie chcąc się ruszyć. Na pamiątkę tego stanęła ponoć świątynia. Jakby toś miał jakieś wątpliwości, w środku o historii przypomina rzeźba rzeczonego ogiera.

Otwarte: 8-11 i 14-17; wstęp wolny.

Świątynia Bach Ma Hanoi www.szlakiempodrozy.plŚwiątynia Bach Ma w Hanoi; źródło: Flickr

Gdy tuż za jej murami w alejce pojawiają się stoiska z warzywami i owocami wiem, że bazar Dong Xuan (Dong Xuan Market, Cho Dong Xuan) jest już blisko. Ze względu na wygląd staram się nie patrzeć na  ściany i zabudowania. Istotnie, wyzierający stąd brud niemal obezwładnia. Za skrzyżowaniem wcale nie jest lepiej. Umorusane ściany jakby na rozkaz się kończą. Żółta ściana z czerwonym napisem jasno dowodzi, iż oto znalazłem prawdziwe królestwo handlu w Hanoi.

Największy kryty bazar aż huczy! Był 1889 r., kiedy rządzący miastem Francuzi postanowili wznieść miejsce, w którym w ludzkich warunkach będą mogli robić zakupy. Niestety, to tyle jego historii, bo gdy w 1998 r. wybuchł pożar, nic po nim nie zostało. Ale miejscowi nie wyobrażali sobie, że nie zostanie odbudowany. Tak się stało, przez co do 23.00 mogę przedzierać się jego uliczkami i myszkować po straganach, na których pracuje… 4 tyś ludzi! Panujący tłok, mimo że jest tu wszystko, nie sprzyja zakupom. W konfrontacji z drażniącym zapachem, balon moich oczekiwań pękł z hukiem. Oj nie zachęcam do długiej eksploracji, nie mówiąc o wrzuceniu czegokolwiek na ruszt… Zresztą, cały pobyt tu to, jak nic, strata czasu…

Dong Xuan Market Hanoi www.szlakiempodrozy.plDong Xuan Market; źródło: Flickr

Najbardziej specyficzny adres w mieście

Kilka dni wcześniej… Odprawa po lądowaniu poszła sprawnie. Stawiając pierwsze kroki na wietnamskiej ziemi trzymam plecak w ręce i rozglądam się za wyjściem. Dzielnica Long Biên, po wschodniej stronie Rzeki Czerwonej wita mnie gorącem. Omiatam wzrokiem teren lotniska, otwartego już w 1936 r. Niegdyś, a konkretnie Jjeszcze niecałe dwie dekady temu, tak właściwie nie postawiłbym bezpośrednio stopy w Hanoi. Tę transportową enklawę miasta przyłączono do miasta dopiero w 2003 r. Opuszczam lotnisko Gia Lam, na którym swe siedziby mają również krajowe linie lotnicze „Vietnam Airlines” oraz Urząd Lotnictwa Cywilnego Wietnamu.

Znajduję dworzec autobusowy „Gia Lâm”, nie zaprzątając sobie głowy tutejszymi peronami kolejowymi. Próbuję jakoś pokładać „do kupy” to jak dostać się do centrum i w końcu…. wsiadam w wóz „Hanoi Airport Taxi”. Upewniam się co do ceny – 15$, mogło być gorzej. Ruszam do centrum. Od samego początku, ludzi w bród. No tak 7,5 mln mieszkańców robi swoje. Czuję dreszczyk emocji, który migiem przeobraża się w jakiś niezrozumiały zew. Tylko spokojnie – myślę sobie.

“Dzielnica Hai Bà Trưngto wybitnie uczelniana okolica; swa siedzibę mają w niej: Narodowa Akademia Ekonomiczna, Uniwersytet Nauki i Technologii i Narodowy Uniwersytet Inżynierii Lądowej.”

Czym była by wizyta w Wietnamie bez choćby próby zrozumienia, czym była pamiętna wojna? Znana mi głównie z… amerykańskich produkcji filmowych, pozostaje do dziś konfliktem, który jakoś trudno zrozumieć. Podczas, gdy wiem, że starli się ze sobą komuniści Północy z demokratami z Południa, wspieranymi przez USA, ale jednak jej przebieg pozostaje dla mnie tajemnicą.

Zaczynam więc od pierwszego z gmachów, w którym zagłębić się można w tzw. pierwszej wojnie indochińskiej, jaką dawni Wietnamczycy prowadzili z Francuzami. Główny budynek Muzeum Wojskowości (Vietnam Military History Museum, Boa tang Lich su Quan su Viet Nam) opowiada właśnie te historię. Ogólnie wszystko jest dość zgrabnie ułożone; podzielone są na cztery sekcje:

  • historii konfliktów w kraju
  • czasach przedkolonizacyjnych
  • I wojnie Indochińskiej
  • II wojnie Indochińskiej

Drugi z gmachów mieści głównie… amerykański ekwipunek militarny, który udało się tamtejszym żołnierzom odebrać. Isttnie, dziedziniec pełen jest helikopterów i samolotów. Wbijam ślepia w robiący wrażenie czołg, który niszcząc bramę sajgońskiego Pałacu Prezydenckiego, de facto zakończył krwawą jatkę. Wreszcie docieram do repliki amerykańskiego bombowca „B-52G”, oraz samolotu „MIG-21”, które armii Wietnamu dostarczały radzieckie władze. Tu jak nigdzie indziej dochodzi do mnie jak wielkie zniszczenia przyniosła miastu wojna z USA, kiedy to zabudowania w trakcie bombardowań łamały się jak konstrukcje z zapałek.

Otwarte: wtorki, środy, czwartki, soboty i niedziele; godz 8-11.30 i 13.30-18.00; bilet dla obcokrajowców 40 tys VDN. Więcej informacji tutaj.

Tu gdzie spoczywa wódz

Chcąc się pozbyć ciężaru, odnajduję hostel. „Obczajam” co i jak z bezpiecznym zostawieniem bagażu. Na szczęście, nie mam daleko. Łapię promienie słońca zbliżając się placu Ba Dinh. Ale nie sam plac jest celem. Potężny skwer wita mnie czerwonym napisem na seledynowym tle. Jasny sygnał, że jestem na miejscu. Przed Mauzoleum Ho Chi Minha (Ho Chi Minh Mausoleum, Lang Chu Tich Ho Chi Minh), na środku placu powiewa państwowa flaga. Jeśli do tej pory jedynym mauzoleum o jakim słyszałeś, było to w którym spoczywa ciało Lenina to wiedz, że to wietnamskie przewyższa je pod każdym względem! Chociaż akurat samą koncepcję jego powstania żywcem zerżnięto od Rosjan.

Mauzoleum Ho Chi Minha Hanoi Wietnam www.szlakiempodrozy.plMauzoleum Ho Chi Minha; źródło: Flickr

Dwóch, dumnie stojących na baczność strażników, pełniących wartę przy drzwiach ani drgnie. Jak się okazuje pomysł budowy obiektu osadzający się na wzniesieniu budowli przypominającej kwiat lotosu – to jedno. Drugie, to użycie najlepszych dostępnych budulców. W tym przypadku marmuru, którego zapas zbierano aż dwa lata! Wreszcie w 1973r. rozpoczęto roboty, by niemal dokładnie po dwóch latach otworzyć je dla ludności. Patrzę na kanciastą bryłę która symbolizować ma wytrwałość, dobro i piękno. I owszem widać to, ale tylko z góry…. Z poziomu ulicy całe piękno ustępuje, no może z wyjątkiem rozciągającego się przed mauzoleum trawnika, po którym… nie wolno chodzić.

No dobra, nie będą ukrywał. Z tym zostawieniem plecaka to było dwa w jednym. Nie miałbym szans wejść do środka z jakąkolwiek torbą. Mam nadzieję, że ubiór mam „odpowiedni” i wpuszczą mnie do środka… Dostaję rygorystyczne instrukcje o sposobie zachowania, tzn. utrzymaniu uroczystej powagi, oraz nie przystawaniu na dłużej przed ciałem. Podkreślane wielokrotnie podniesionym głosem: „No photo!” wtłacza mi się w pamięć.

Wreszcie wkraczam do sali z zabalsamowanym ciałem Ho Chi Minha spoczywającym w szklanym sarkofagu. Cała ta moja ”procesja” trwa ok. minuty. Oczywiście samo miejsce spoczynku „wujka Ho”, jak mawiają miejscowy, wybrano nieprzypadkowo. To właśnie na owym placu Ho Chi Minh odczytał deklarację niepodległości Wietnamu. Ale wiecie, jak to jest – poszukiwacze sensacji wiedzą swoje. Tu i ówdzie kolportowane są bowiem opinie, iż tak naprawdę, w szklanej trumnie złożono… model ciała dawnego wodza.

Otwarte: wt-czw, i sb-ndz 8-11; wstęp darmowy.

Znacznie więcej czasu spędzam za to w muzeum poświęconym wodzowi, stojącym nieopodal. Cześć jaką darzą tu do dziś dawnego wodza, czuć nawet w powietrzu. Podczas, gdy początkowo zerkam na gabloty których roi się od dokumentów z oryginalnymi podpisami i zdjęciami bohatera potem przystaję przy rzeźbie z brązu ukazującej postać Ho Chi Minha, ściskającego rękę Wietnamczyka z Południa. Szybko zanurzam się jeszcze w dawnym domu na palach, na ul. 1 Nach Thao, w którym założyciel Komunistycznej Partii Indochin, a potem prezydent i premiera kraju, jakiś czas mieszkał.

Otwarte: wt-czw, i sb-ndz 8-12 i 14-16.30; bilet: 20 tyś VND.

Jak to stoi w Hanoi?

Szukasz niespodzianek w Hanoi? No to przygotuj się na petardę, bo tego jeszcze nie było! Tak z ręką na sercu, ile udało Ci się już zobaczyć różnych świątyń? Multum! Ale zanurzona w wodzie Pagoda na Jednej Nodze jest tylko jedna! Zdaje się że ten niezwykły widok zadziwia niejednego.

Pagoda na Jednej Nodze Hanoi Wietnam www.szlakiempodrozy.plPagoda na Jednej Nodze Hanoi; źródło: Flickr

Poniekąd wszystko co ważne w początkowych dziejach pagody wiąże się z osobą Ty Than Tonga. Jak mówi legenda (kolejna!) obejmujący tron cesarz, dotąd nie związany z żadną kobietą, a co za tym idzie nie posiadający potomka, pewnej nocy doznał we śnie wizji. Unosząc się w niej nad jeziorem w pozycji lotosu, usłyszał głos bogini współczucia Quan Am mówiący, iż niedługo spotka odpowiednią kobietę. I rzeczywiście, los chciał że poznał miejscową wieśniaczkę.

Owocem ich związku okazał się syn, mający przedłużyć panowanie rodu. Radując się cesarz wzniósł pagodę na kształt kwiatu lotosu, wznoszącego się w powietrze nad wodą. W wyniku tego w wodzie jeziora umieszczono kolumnę, a na niej kwadratową kaplicę z dachem podpartym czterema drewnianymi kolumnami. Oryginalna świątynia nie przetrwała jednak francuskiej okupacji z poł. XX w., przez co to, co widać dziś jest repliką z 1956 r.

Nabożne Hanoi

Świątynia na Jednej Kolumnie, czy też Chua Mot Cot, jak mówią miejscowi symbolizuje harmonię i równowagę. Patrzę na pokryty dachówkami dach pełen smoków, wg wierzeń chroniących ją przez złymi duchami. Sercem świątyni jest jednak ołtarz poświęcony Awalokiteśwarze – buddyjskiej postaci, która osiągnęła, podobno ten sam stan umysłu co sam Budda.

Postać zwaną „Panem patrzącym w dół” może zobaczyć każdy; co więcej każdy może złożyć jej ofiarę, podchodząc pod ołtarz z trzema lub pięcioma kadzidłami trzymając je w rękach złącznych do modlitwy. Wystarczy wówczas pomachać mini trzy lub pięć razy. Owe liczby są tu szczególnie ważne – trzy symbolizuje oddanie szacunku, zaś pięć wołanie o pomoc. Konkludując, iż pagoda z 1962 r. to ważny składnik wietnamskiej państwowości, nie dziwi, że wpisano ją na listę Narodowego Dziedzictwa Historycznego, uznając ów element za najbardziej unikalną architekturę w Azji.

Otwarte: codziennie 8-17; wstęp wolny.

Ach te świątynie – myślę, gdy zmierzam kolejnej. Tym razem śmiało moge powiedzieć, że ta mogła poczekać na wizytę. Skoro pagoda Tran Quoc (Tran Quoc Pagoda, Chua Tran Quoc), jest najstarszą w Hanoi, to nie robi to różnicy. Zmierzam się na północ i po jakimś czasie dostrzegam zarys pierwotnie usypanej maleńkiej wysepki, powstałej za rządów Ly Nam De. Gdy zaczęli się w niej modlić pierwsi wierni, był 1472(!) rok. Jedno z czterech najbardziej uświęconych buddyjskich miejsc w Wietnamie, po 143 latach przeniesiono, po tym jak na teren wylała Rzeka Czerwona.

W wyniku minięcia bramy wjazdowej, zbliżam się do czerwonawej wieżyczki, otoczonej ceglanymi, mniejszymi elementami. To najbardziej rozpowszechniony element pagody, 11 m wieża z 15 piętrami. Próbuję sobie wyobrazić jak dawniej wykładano tu ludziom prawdę o nauczaniu głoszonym przez Buddę. Nagle dostrzegam jakby inny świat. Sale medytacyjne dla michów i inne pomieszczania pełne są kolorowych płaskorzeźb. Przy głównym ołtarzu jeden z odwiedzających zostawiają właśnie płonącą świecę.

Wreszcie dopycham się do najważniejszego miejsca – gałęzi z drzewa Bodhi, przybyłej z Bodh Gaya jako prezent dla mnichów od prezydenta Indii w 1959. Białe, siedzące w pozycji kwiatu lotosu rzeźby we wnękach ceglanych pagód, to posągi mnichów, którzy siedzą w pozycji kwiatu lotosu. Wyczuwam woń palących się kadzidełek, otaczających cały kompleks, czyli trzy budynki:, trzech budynków:

  • Tien Duong (Dom Frontowy) – widać przed dzwonnicą; przed nim spoczywa kadzidło
  • Nha To (Dom Przodków) – po prawej stronie; zbudowano celem uwielbienia poprzednich pokoleń mnichów
  • Nha Bia (Dom Steli) – po lewej, do dziś wyposażony jest w 14 rzeźbionych ławek, powstałych w l. 1813–15; zobaczyć tu można jak przebiegała renowacji pagody.

Pagoda Chùa Tran Quoc Hanoi www.szlakiempodrozy.plPagoda Chùa Tran Quoc; źródło: Flickr

Otwarte: codziennie 7.30-18 (inne źróddła: 8.00-16.00); wstęp wolny.

Skarby dzielnicy Đống Đa

Od wylądowania czas spędzam w taki sposób tak, że późniejsze zatopienie się w centrum sprawiło, że nieco na uboczu pozostały inne składowe miasta. Niewątpliwie, szybko nie pozbędę się widoku, ani zapachu śmierdzącego bazaru Dong Xuanm. Tak wtulam się w objęcia dzielnicy Đống Đa.

Solidnie nadszarpnięty wizerunek Hanoi postanowiło ratować niejako samo. Z pomocą przyszła historia. Był taki czas, kiedy w okolicy rozegrały się ostatnie chwile bitwy między członkami wietnamskiej dynastii Tân Sơn, a chińskim klanem Qing, w efekcie której dzielni Wietnamczycy powstrzymali zagraniczną ekspansję Państwa Środka.

Ciągnące się aż po horyzont gęste zabudowania ul. Phở CoĐường Thành bezsprzecznie powodują szybsze bicie serca. Kilka kroków wystarczy bym dostrzegł miks, który stanowi o wyjątkowej konfiguracji. Podczas, gdy ledwo co mijam wielki szpecący czerwony szyld na kilkopiętrowym domu, po chwili na jego rogu wyłania się kamienica, od której nie mogę oderwać wzroku. Wąziutka tak, że w ścianie z trudem mieści się jedno okno. A jednocześnie długa tak, że takich samych okien mieści się trzy, z dodatkami w postaci dwóch balkonów, oczywiście z, niczego sobie, balustradami.

Liżący ulicę z lewej strony park z ponoekąd zgłasza aspiracje do tytułu „must see” całej dzielnicy. Gdy wreszcie dochodzę do niemiłosiernie ciągnącego się żelaznego płotu i skręcam dwa razy w lewo otacza mnie zieleń. Zadbane trawniki oddzielone od ścieżki przyciętym do kolana żywopłotem i szumiące nad głową drzewa jakby naturalnie nastrajały. Płacę za wstęp i pokonuję trzy stopnie by minąć typowo azjatycką bramę, by po chwili ponownie za trzema schodami zejść do drugiej części obiektu.

Efekt wiary

Był 1070 r. gdy cesarz Ly Thannh Tong założył konfucjańską Świątynię Literatury (Temple of Literature, Van Mieu). Tak oto na podróżniczej ruletce trafiła mi się, zbudowana oczywiście zgodnie z zasadami równowagi, pyszniąca się pięcioma dziedzińcami wybitna świątynia. Przechodzę przez pierwszy z nich „Khu dat tang” – czyli „dwór” kończący się dziedzińcem, przez który prowadzą trzy drogi: środkową podążał zawsze cesarz, lewą służba i goście, zaś prawą – studenci.

Brama Świątyni Literatury Hanoi www.szlakiempodrozy.plBrama Świątyni Literatury w Hanoi; źródło: Flickr

Mijam drugi dziedziniec kończący się pawilonem Khue Van, z którego ścian przeziera lakierowane drewno, w które wmontowano okrągłe okna. To, że jestem coraz bliżej głównego elementu widzę już po narastającej ciżbie. Przystaje na trzecim dziedzicu, który niemal w całości wypełnia Staw Niebiańskiej Czystości (Thiên Quang tỉnh). Otaczające go zabudowania pełniły dawniej rolą skarbca. Na kamiennych tablicach sąsiadujących z takimiż też żółwiami odnajduję wyryte nazwiska absolwentów dawnej uczelni. Mijam jeszcze czwartą część kompleksu – sanktuarium; dawniej to tu nocowali studenci.

Kolorowe zabudowania Świątyni Literatury w Hanoi www.szlakiempodrozy.plKolorowe zabudowania Świątyni Literatury w Hanoi; źródło: Flickr

Wreszcie niecierpliwie wpadam na ostatni dziedziniec. I oto ona: pagoda z posągami Konfucjusza i jego uczniów. Mając na uwadze blask odbijającego się od złotych elementów światła sprawa, że chiński mędrzec jakby się unosił. Żółte kwiaty ustawione przed rzeźbą, podobnie jak złote dodatki sprawiała, że czerwone wnętrze dodatkowo emanuje blaskiem. Mówi się, że kto zostawi tu datek, kiedyś tu jeszcze wróci. Wyciągam więc z portfela pieniądze i składam w ofierze.

Myślę przy tym, że to i tak łatwiejsze, niż ukończenie mieszczącego się tu pierwszego uniwersytetu na wietnamskiej ziemi. Ten opuszczali wykształceni urzędnicy i znawcy krajowej literatury, którym ukończenie owej elitarnej szkoły dawało wstęp do rozpoczęcia pracy na dworze cesarskim, lub jako prywatny nauczyciel dzieci majętnych osobistości. Wychodząc, po raz trzeci i ostatni zaglądam do kieszeni, i szperając w oferowanych pamiątkach, wybieram co nieco.

Posągi w środku świątyni Hanoi www.szlakiempodrozy.plPosągi w środku świątyni Hanoi; źródło: Flickr

Otwarta: 8-17; bilety: 30 VND i 15 tyś VND

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *