Góry i schroniska www.szlakiempodrozy.pl

Mount Everest

Stykające się ze sobą Dudh Kosi i Bhote Kosi jest już zapowiedzią pnącej się w górę drogi do Namcze Bazar. Dotarcie do niej wymaga pokonania doliny Khumbu i kończy się po osiągnięciu wysokości 3460 m n.p.m. Słynne miasto stanowi ostatni punkt w którym podziwiać można cywilizację. Uliczki zapełnione są sklepami, także oferującymi sprzęt wspinaczkowy. Prócz tego wszystko by zadowolić wybrednych, majętnych gości z Europy. Imponujące, wziąwszy pod uwagę położenia miasto, ma wszystko czego potrzeba członkom ekip: sklepy, restauracje, kawiarnie, oraz co oczywiste hotele. Aklimatyzacja w Namcze Bazar zajmuje zwykle dwa dni. Część próbuje wykorzystać okazję zdobywając Khumjung (3790 m n.p.m), z którego okazale prezentuje się cel głównej eskapady.

Panorama Namcze Bazar www.szlakiempodrozy.plPanorama Namcze Bazar; źródło: Flickr

Następnym punktem trasy mającymi pozwolić się należycie zaaklimatyzować są Debocze, Tenbocze oraz Periche, gdzie na 4371, n.p.m. znów warto pobyć dwa dni.

Kolejny punkt przystankowy – wioska Lobuche, dotyka już 5000 m n.p.m To o tyle ważne, że powyżej zaczyna się kraina wiecznego śniegu. Kolejne dwa dni pozwalają zaaklimatyzować się i ruszyć do punkt, który przyprawia już wspinaczy o gęsią skórkę – słynnego „Everest Base Camp”. Dotarcie tu Namcze Bazar zajmuje z reguły 6 dni. Czy to fascynujące miejsce? Na pewno nie dla wspinaczy, który nudzą się tu jak mopsy, głównie śpiąc i jedząc. Na szczęście obozowe życie prowadzone jest w dość przyjemnej aurze działającej kuchni, jadalni czy też namiotu pozwalającego na łączenie radiowe ze światem.

Baza pod Everestem działająca na 5364 r m n.p.m. daje z reguły odpowiedź na najważniejsze pytanie wyprawy: co z choroba wysokościową? Stanowiąca punkt startowy ataków szczytowych, jest miejscem gdzie z każdym wdechem człowiek dostarcza organizowali o połowę mniej tlenu niż na „normalnych” wysokościach, czyli na poziomie morza. Z tego względu przez lata uważano, że na szczyt nie można wchodzić bez butli.

Nie odczuwający jej skutków śmiało mogą ruszać dalej, udając się do obozu I na 6000 m n.p.m. Siedem godzin wędrówki naznaczonych pokonywaniem szczelin lodowcowych już daje się we znaki. Kolejne dzień lub dwa na aklimatyzację i przed wspinaczami pojawia się kolejne wyzwanie. Dotarcie do obozu II na 6500 m, punktu gdzie tak naprawdę rozpościera się podstawa najwyższego szczytu świata. Ale ie tak szybko, Przyzwyczajenie organizmu, wymaga ponownego zejścia do „Everest Base Camp”, po dwóch dniach. Tam zakończona zostaw kolejna części aklimatyzacji. Pora na obóz III na wysokości 7100 m n.p.m.

Klasyczna baza na wysokości 7400 m n.p.m. pod Mount Everest www.szlakiempodrozy.plKlasyczna baza na wysokości 7400 m n.p.m. pod Mount Everest; źródło: Flickr

Szczyt się zbliża, kolejne aklimatyzacje pozwalają dotrzeć do obozu IV na Przełęczy Południowej na wysokości 8000 m n.p.m. Atak szczytowy, czyli najważniejszy etap. Najpierw tzw. Balkon, na 8400 m. Do 2016 r. kolejnym etapem było dotarcie do uskoku Hilarego, ale ten przestał istnieć zabrany przez dużą lawinę. Tempo pokonywania kolejnych metrów jest dziś dość jasno określone. Zalecenia mówią o tym, by już od 3000 m n.p.m. pokonywać nie więcej niż 500 m dziennie. A sięgając 5000 m., znacznie wytężyć ostrożność i wsłuchiwać się w organizm.

A, wracając do wejścia na szczyt bez tlenu… Jak to mówią, jeśli czegoś nie da się zrobić, próby musi dokonać ktoś, kto się tego nie boi. Okazała się nią para Reinhold Messner/Peter Habeler, która w 1978 r. opuściła bazę bez niej Wraz z tą parą w górę ruszył Reinhard Karl. Gdy wrócili oświadczając, że zdobyli szczyt, w środowisku uznano to za bujdę. Prócz tego dzień okazał się wyjątkowy dla Niemców; Reinhard Karl został pierwszym przedstawicielem tego państwa, który zdobył Mount Everest. Dwa lata po swym wyczynie Messner (a więc w 1980 r.) na górę. Tym razem celem było powtórzenie sukcesu, bez użycia tlenu. Wspinaczka zajęła mu cztery dni, a cel osiągnął korzystając z trasy od strony Tybetu.

Widok szczytu Mount Everest od strony Tybetu www.szlakiempodrozy.plWidok szczytu Mount Everest od strony Tybetu; źródło: Flickr

Wnosząc ze sobą ekwipunek himalaiści zostawiają w okolicach góry rocznie to 120-130 ton śmieci. Dlatego w 2019 r. władze Chin uznały, że należy zmniejszyć liczbę wspinaczy, a ich śladem poszli Nepalczycy. Obecnie każda ekspedycja musi złożyć w bazie depozyt na sumę 4 tys $, który zostanie zwrócony w przypadku zniesienia z góry 8 kg śmieci. Na razie wielkich efektów to nie przynosi, choć należy docenić, iż wielkie sprzątanie okolic ośmiotysięcznika pozwoliło znieść ponad 25 ton odpadków. Droga, od Tybetu została więc ograniczona do maksymalnie 300 osób na rok, a sezon wspinaczkowy trwa wyłącznie wiosną. Szczególnie zanieczyszczona była Przełęcz Południowa, uważana za najwyżej położony śmietnik świata, gdzie na ziemi walają się opróżnione butle tlenowe, używane przez wspinaczy kuchenki gazowe oraz porzucony sprzęt wspinaczkowy.

Zdobyty już multum razy. Przez tysiące wspinaczy. Mimo to wciąż ściąga swym niezwykłym magnetyzmem. Pewnie dlatego, że prawda o Mount Evereście dopełnia się właśnie na samym szczycie…

Zajrzyj też  w Alpy Szwajcarskie! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *