Góry i schroniska www.szlakiempodrozy.pl

Mount Everest

Pomimo, że zdobyły go już tysiące wspinaczy, wciąż jest najpopularniejszym celem wypraw górskich. Gdyby góry uznać za teatr, to Mount Everest, bez wątpienia, jest główną sceną. A do jego estradą, na której chcą wystąpić wszyscy.

A przecież wszystko zaczęło się tak niepozornie. Gdy w 1847 r. geograf Andrew Waugh badając górski teren zauważył jakąś górę, nieznany dotąd wierzchołek trafił do opracowań pod nazwą „Szczyt XV”. Pięć lat później podniecenie specjalistów sięgnęło zenitu. Czy to możliwe? Czy tam majaczący gdzieś tam w oddali czubek, ot tak , nazwany „Szczytem XV” rzeczywiście pnie się na wysokość minimum 8840 m n.p.m.?

O intrygującej górze szybko powiadomiono władze w Anglii. Temu zaś, który ją dostrzegł dane było jeszcze jedno – jej nazwanie… Propozycja zakładająca uczczenie postaci sir George’a Edmunda Everesta, pełniącego wcześniej funkcję generalnego geodety Indii, okazała się sensowna. Tak, ów człowiek został unieśmiertelniony na zawsze…

Los zgotował, jednak pewną niespodziankę. Kontakty z Tybetańczykami dowiodły, że Mount Everest znany był już im wcześniej. Rzecz w tym, że ci zwali go rozmaicie. Jedni Czomolungmą, czyli „Matką Bogów”, lub jak kto woli „Boginią Matki Ziemi”. Inni tłumaczyli zwrot jako „Góra tak wysoka, że nie może przelecieć nad nią żaden ptak”. W tle majaczył jeszcze nepalski termin: Sagarmatha – Boginia Nieba/Wiatru.

Wysokość Mount Everest

Z pomiarami szczytu bywało różnie. Prowadzone latami przynosiły, co rusz, inne wyniki. Najpierw utarło się, że to Mount Everest sięga 8848 m n.p.m. Nadszedł jednak 1999 r. i po kolejnych gruntowych badaniach w opracowaniach zaczęła się pojawiać liczba 8850 m., co przypisano trwającym wciąż ruchom tektonicznym. A jakby tego było mało swoje trzy grosze dołożyli Chińczycy którzy w 2005 orzekli, iż to nie mniej, nie więcej jak 8844,43. Choć z ważnym zastrzeżeniem, że liczna odnosi się do samego szczytu, pozbawionego zalegającego na wierzchołku śniegu.

Mount Everest z oddali www.szlakiempodrozy.plMount Everest z oddali; źródło: Flickr

Ufff, można się pogubić Na szczęście dane dotyczące panującej na szczycie temperatury, były już opracowaniami nie pisanymi palcem na wodzie. W rezultacie prowadzonych pomiarów ustalono, że na szczycie średnio to -37° C. Powiedzieć, że do najprzyjemniejszych ona nie należy, to nic nie powiedzieć… Jeszcze bardziej sprawa gmatwa się w momencie wystąpienie ekstremalnych warunków, kiedy to spada nawet do -60° C. Ale najgorszy jest wiatr, dujący z prędkością 160 km/h. A to i tak, nie rekord. Swego czasu na samym szczycie zanotowano podmuchy pędzące z prędkością 280 km/h! A przecież już samo rozrzedzone powietrze sprawia, że nie ma czym oddychać.

Pozostając w tematach warunków atmosferycznych, pozostaje wyjaśnić kwestię znaczenia, jakie dla pogody na kontynencie azjatyckim ma Mount Everest. Tu w roli głównej występują różnice temperatur po obu stronach gór. Jako, że wysokie szczyty uniemożliwiają chłodnym wiatrom dalszą podróż na wschód, po drugiej stronie gór klimat jest wyraźnie łagodniejszy, ciepły.

Pora na najważniejsze. Na dłuższą metę nie ma bowiem co dążyć tematu góry, bez stanowiącego marzenie wielu zdobycia olbrzyma. Choć może to dziwić, na szczyt prowadzi aż 17 tras.

Pierwsze próby

Aż dziw, że do 1914 r. nikt nie zbliżył się do Everestu na bliższą odległość niż 100 km. Siedem lat później wyprawa Królewskiego Towarzystwa Geograficznego z ppłk Charlesem Howardem Burem wyruszyła w pobliże szczytu, obierając na cel ścianę północną. W skład owej ekipy wchodził także pewien Brytyjczyk George Mallory. Ale niesprzyjająca pogoda zamknęła drzwi przed pierwszymi eksploratorami.

Kolejna eskapada z 13 czerwca 1921 r. przyniosła wejście na zbocze, z którego rozpościerał się widok na Everest. Dotarły na wysokość 7010 m n.p.m., pobili wszelkie rekordy, ale głowie wciąż kiełkowała myśl o pojęciu wyżej. Na sam szczyt…

“Co roku na jego szczycie staje około 500 śmiałków; a kilkaset nie daje rady.”

Festiwal prób trwała w najlepsze. Już w 1922 r. w pobliże góry ruszył Charles Bruce. Cel stał się jasny, postawienie przez człowieka stopy na wierzchołku. Obierając na cel północny grzbiet 66-latet wiedział, że w wiek mu na to nie pozwoli. Inni jednak mogli próbować. Tak Mallory i Edward Norton z pasją ruszyli wyżej. Gdy dotarli na wysokość 8170 m n.p.m. silna wichura i odmrożenia ciała stały się przeszkodą nie do pokonania. Aczkolwiek, członkowie zespołu ani myśleli rezygnować. Wyposażeni w butle tlenowe inna ekipa ponownie przekroczyła granice, docierając na 8320 m n.p.m. Wówczas góra dała o sobie znać i burza śnieżna pokrzyżowała ambitne plany. Schodząca lawina zabiła siedmiu indyjskich Szerpów, którzy okazali się pierwszymi ofiarami śmiertelnymi Everestu. Gdy Mallory, podjął druga próbę także i ona nie przyniosła sukcesu.

Podrażniona ambicja Mallory’ego, znalazła ujście w 1924 r., kiedy to zaplanował kolejną wyprawę. Wspólnie z Edwardem Nortonem trzykrotnie próbowali wówczas wejść na szczyt. W efekcie, drugi z nich zameldował się na 8537 m n.p.m., rezygnując po tym zacząć ślizgać się na ścianie, dodatkowo cierpiąc na ślepotę śnieżną.

George Mallory i Andrew Irvine; źródło: Wikipedia

8 czerwca 1924 r. nastąpiła kolejna z prób. Mallory, tym razem z Andrew Irvinem ruszyli z obozu na 8170 m n.p.m. Pozostający w bazie członek ekipy Noell Odel ostatni raz widział ich przez lornetkę o godz. 13.00, na wysokości 8500 m n.p.m… Jak się wkrótce okazało, ów kontakt wzrokowy, był ostatnim jaki nawiązano z oboma wspinaczami… W 1999 r. na zbocze góry ruszył Conrad Anker, chcąc znaleźć ciało Mallory’ego. I to mu się udało. Tajemnica poznało najważniejsze pytanie: czy Mallory zdobył górę? Czy wraz z Irvinem dotarli na szczyt, ginąc przy zejściu, czy nie nawet nie zbliżyli się do czubka? Domysłom o tragicznym wypadku do dziś nie ma końca: jedni mówią, że Malllory się poślizgnął, pociągając za sobą partnera. Inni że zginął w nieznanym miejscu, po tym jak łącząca wspinaczy lina pękła i Mallory przy próbie zejścia spadł. Wiadomo, że Irvin do dziś spoczywa w gdzieś w lodzie na ścianie Everestu. A tragedia odcisnęła piętno na górze, której prób zdobycia władze Nepalu zakazały.

Everest na celowniku

Trzeba było czekać do w 1932 r., by zgodę na kolejną wyprawę uzyskał Hugh Ruttledge. W ekipie znalazła się grupa trzydziestu wspinaczy. Wyciągnąwszy wnioski z przeszłości wszyscy wzięli lekkie dwuwarstwowe namioty i nie ważące wiele butle tlenowe. Liczący na sprzyjające warunki pojawili się w Himalajach już w połowie kwietnia. Pogoda jednak krzyżowała plany. Gdy wydawało się, że szczyt jest na wyciągnięcie ręki, 275 m od wierzchołka, jeden z członków ekspedycji nie dając sobie rady ze świeżym śniegiem zawrócił.

Pewnego dnia Maurice Wilson, poszukiwacz przygód, a zarazem brytyjski żołnierz także zamarzył o Evereście. Problem w tym, że jak dotąd, czyli 1934 r. nie zdobył znaczącego szczytu. Starając się to naprawić, obrał na cel Scafell Pike, mający… 978 m n.p.m. Mało tego, już na nepalskiej ziemi przygotowania oparł na… głodówce. Nic dziwnego, że gdy najęci Szerpowie zorientowali się z kim mają do czynienia salwowali się ze straceńczej wyprawy ucieczką, jednocześnie próbując wyperswadować Willsonowi atak na szczyt. Ten jednak z namiotem, trzema chlebami, owsianką, aparatem fotograficznymi i flagą Wielkiej Brytanii ruszył na górę. Efekt nie był trudny do przewidzenia: jego ciało odnaleziono po roku na wysokości 6400 m.

W 1936 r. kolejna próba zakończyła się zejściem lawiny. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jej członkiem wyprawy był 19 l. wówczas Tenzing Norgay…

Tenzing Norgay www.szlakiempodrozy.plTenzing Norgay; źródło: Wikipedia

Po wojnie wszystko się zmieniło. Marzenia Brytyjczyków, o stanięciu ich rodaka na Evereście zostały gwałtownie ograniczone. Nepalskie władze udzieliły bowiem pozwolenia na wyprawy Szwajcarom. Korzystając z tego w 1952 r. Helweci wysłali dwie wyprawy, a w jednej z nich pojawiło się nazwisko Norgay. Efektem było dotarcie na 8600 m.

Dotychczasowe podejścia prócz tego, że kończyły się fiaskiem, nie były jednak zupełnie bezproduktywne. Ich zaletą było coraz dokładniejsze kreślenie map i wytyczanie nowych tras. Skorzystali z tego w 1953 r. prący do zdobycia góry Brytyjczycy. Tym razem w roli głównej wystąpił płk John Hurt, planujący ujarzmić górę z dziesięcioma towarzyszami. Tak w zespole znalazł się nieznany dotąd szerzej nowozelandzki pszczelarz Edmund Hillary i… Tenzing Norgay, który tym razem otwarcie mówił, że ataku szczytowego nawet nie planuje…

Był 27 marca 1953 r. gdy członkowie wyprawy ujrzeli niezwykły klasztoru Tengbocze, zbudowany ok. 4000 m n.p.m. Korzystając z niego rozpoczęli konieczną aklimatyzację polegającą na wypadach na sześciotysięczniki. Wreszcie 12 kwietnia założono główny obóz bazowy na 5455 m n.p.m. Padający gęsto śnieg i niedyspozycja żołądkowa części ludzi, nie dawała najlepszych perspektyw. Mino to zdrowi nie próżnowali, wykucie lodowych schodów na południowej ścianie pozwoliło 22 kwietnia założyć nowy obóz. Tu zaś szczęście się uśmiechnęło – trafili na zeszłoroczne pozostałości zapasy Szwajcarów.

Ten wyjątkowy dzień

Nadeszła pora na pierwsza próbę. Stworzono dwa dwuosobowe zespoły w składzie Tom Bourdillon i Charles Evans oraz Edmund Hillary i Tenzing Norgay. 1 maja ma wysokości 6500 m n.p.m. założyli czwarty obóz. Dwa dni później Bourdillon i Evans założyli kolejny już u podnóży Lhotse, na wysokości 6700 m n.p.m. Wszystko szło zgodnie z planem, 4 maja założono szósty obóz na 7010 m n.p.m. Czekając na okienko pogodowe Bourdillon i Evans musieli uzbroi się w cierpliwość. Wreszcie 16 maja postanowili zaatakować szczyt. Kierując się na południowy szczyt doszli do 8763 m n.p.m. Spoglądając na poziom wypełnienia butli tlenowych, wiedzieli jednak, że to koniec. Odpuścili… Wracając Evens się niefartownie się pośliznął. Ratując obydwu Bourdillon wbił czekan w lód. Przeżyli, lecz po raz kolejny nadeszła wichura, a temperatura spadła do -25° C. Pozostało siedzieć w namiocie.

Tymczasem 17 maja Hillary’i Norgay wpinając się na 7315 m n.p.m. założyli siódmy obóz. Trzy dniu później udanie przenieśli zapasy i w 30 godz. ponownie ruszyli w górę, pokonując łącznie 1600 m.

Był 21 maja kiedy Nowozelandczyk z nepalskim Szerpą zdobyli Przełęcz Południową. Tam na wysokości 7900-8000 m n.p.m., weszli już c do tzw. strefy śmierci, na której bez tlenu nie da się oddychać. Dziś trudno sobie nawet wyobrazić jak wówczas wyglądali. Ubrani w kilka warstw ubrań z wełny i jedwabiu. I do tego połyskująca na głowie Hillary’ego zwykła pilotka. Na plecach ważąca 14 kg butla tlenową i naręcze lin, które łapały każą wilgoć stale zwiększając swą masę. O współcześnie używanych rakach, oczywiście nie było mowy. Ich buty – trikunie, podbite były tylko ćwiekami. Każdy stopień w lodzie najpierw wyrąbywali czekanem.

Dwa dni później na przełączy zameldowała się druga grupa. Ale nadeszła wichura; silne podmuchy sprawiały, że nawet rozłożenia namiotu było wyczynem. Wreszcie 28 maja Bourdillon i Evans ruszają na szczyt. Po pokonaniu 100 m są już tak wycieńczani, że muszą wracać…

Droga wejścia na Mount Everest Hillarego i Norgaya www.szlakiempodrozy.plDroga wejścia na Mount Everest Hillarego i Norgaya; źródło: Wikipedia

Kolejnego dnia pogoda wreszcie się poprawiła. Hillary, wraz ze świętującym tego dnia urodziny Norgay’em wstali o 4.00 rano. Zjedli śniadanie i o 6.30 ruszyli w górę. Zapadający się miękki śnieg nie ułatwiał wspinaczki. Zmierzając ku południowemu wierzchołkowi, podłoże z każdym ktokiem stawało się coraz bardziej zmrożone. A co za tym idzie twarde.

Dochodząc przed wysoką na 12 m pionową ścianę przystanęli. Wykorzystując szczelinę, wbijając kolejne raki Hillary zaczął wspinaczkę. Nagle przed oczami ukazała im się długa, charakterystyczna grań. Była 11.30 lokalnego czasu, gdy Hilllary a zaraz za nim Norgay stanęli na szczycie Mount Everestu! Dziękując bogom Nepalczyk zakopał na wierzchołki kawałek czekolady i ciastka, zaś Hillary mały krzyż. Wreszcie Brytyjczyk wyciągnął flagę i jako pierwszy człowiek na świecie wbił łopoczący materiał w lodowy czubek. Krótki czas na zdjęcie życia, szybki posiłek pozwalający zebrać siły i kwadrans na szczycie świata minął. Pragnąc ruszyć tropem ciał Malory’ego i Irvina pierwsi zdobywcy rozglądnęli się po okolicznych ścianach. Nie znalazłszy niczego, ruszyli w drogę powrotną…

Edmund Hillary ponownie zdobył Mount Everest w 1981 r. dołączając do ekipy himalaistów z USA.”

Polscy hegemonii na Mount Evereście

Aż trudno uwierzyć ale już 1924 r. Polak Adam Karpiński myślał o dotarciu na Mount Everest. Jednak dopiero 14 lat później stanął stanął na czele „Pierwszej Polskiej Wyprawy Himalajskiej”. Ale nasi rodacy, brali udział nie tylko w narodowych wyprawach. W 1970 r. telewizja BBC chciała zwerbować do organizowanej przez Brytyjczyków wyprawy Jerzego Serdela. Ten owszem, został jednym z filmowców ekipy, jednak na szczycie nie stanął.

Wielki dzień polskiego himalaizmu nastąpił 16 października 1978 r. Na stałe do historii weszła wówczas Wanda Rutkiewicz, która jako pierwsza Polska, a zarazem Europejka weszła na Dach Świata. Dodatkowo dołączyła do wąskiej listy kobiet sięgającej po swe marzenie, do tej pory liczącej ledwie dwa nazwiska.

19 maja 1980 r. Mount Everest po raz pierwszy zdobyto zimą. Na czołówki mediów trafili wówczas przedstawiciele polskiej wyprawy na czele z Leszkiem Cichym i Krzysztofem Wielickim. Członkowie ekspedycji dowodzonej przez Andrzeja Zawadę, ma górę dostali korzystając z Przełęczy Południowej. W tym samym roku Reinhold Messner jako pierwszy wszedł na szczyt samotnie bez ożycia tlenu. Jakby tego było mało wkrótce na szczycie stanęli Jerzy Kukuczka i Andrzej Czok, wytyczając nową drogę od południa. Prócz tego warto odnotować inne wejścia Polaków:

  • Piotra Pustelnika 22 maja 1995
  • Anny Czerwińskiej w 2000 r., która dopełniła tym samym zdobycie Korowy Ziemi
  • Marcina Miotka pierwszego Polaka zdobywającego szczyt bez użycia tlenu 2 2005 r.
  • Martyny Wojciechowskiej z 18 maja 2006, która dokonała tego jako trzecia, a zarazem najmłodsza Polska w historii.

Ciekawe fakty o Mount Everest

Dziś na paradoks zakrawa fakt, iż Mount Everest uważany jest za jedną z łatwiejszych gór do zdobycia. Rozwój technologii sprawił, że dzisiejsi zdobywcy nie muszą mierzyć się z częścia problemów, które spędzały sen z powiel ich poprzednikom Weźmy choćby elementy wyposażenia. Obecnie nikt nie używa już zwykłych lin; każda impregnowana jest teflonem, co sprawia, że nie zbiera żadnej wilgoci. Aktualnie używany sprzęt jest znacznie lżejszy, nie mówiąc o samej odzieży. Do tego jakość prognozy pogody – dziś oszałamiająco dokładna, dawniej prowadzona była na wyczucie.

Mimo to, zdarza się że nie wszyscy wchodzący na górę, schodzą z niej bezpiecznie. Wedle danych 1,5% wspinaczy dziś traci na Mount Everest życie. Rekordowy okazał się pod tym względem 1990 r., kiedy to na zboczach góry zginęło aż 37% wspinaczy!

W marcu 2019 r. oszacowano, że szczyt zdobyło ponad 4800 wspinaczy, z czego z nich 300 zginęło. Do dziś 200 ciał spoczywa pod lodem i śniegiem. W monecie ocielenia się szczytu sukcesywnie są odsłaniane. O ile jednak Chińczycy zadają sobie trud, ściągający je z gór, o tyle Nepalczycy tego nie praktykują. Z tego względu większość ciał znajduje się w okolicy Lodowca Khumbu oraz Przełęczy Południowej.

Trekking lodowcem Khumbu www.szlakiempodrozy.plTrekking lodowcem Khumbu; źródło: Flickr

W 1996 r. podczas wspinaczki zginęło ośmiu ludzi, w tym Rob Hall i Scott Fischer. Ich historia stała się kanwą książki „Wszystko za Everest”, której autorem był jeden z ocalałych członków ekipy Jon Krakauer. Powieść została potem zekranizowana. Dodatkowo przybywający w okolicy David Breashears i Ed Viesturs utrwalili tragedie na filmie.

A co gdyby wzlecieć helikopterem, na szczyt bez aklimatyzacji i tlenu, po czym z niego wysiąść? No cóż… Pewna śmierć. Kilka minut wystarczy by stracić przytomność. Kilka godzin później nadchodzi nieunikniona śmierć. Póki co, w 2005 r. na szczycie wylądował pierwszy śmigłowiec – Eurocopter AS 350 B3.

W 2014 r. w lawinie zginęło 16 Szerpów; rok później trzęsienie ziemi i oderwanie się wielkiej bryły lodu zabiło 19 osób, raniąc 61.

W marcu 2019 r. oszacowano, że szczyt zdobyło ponad 4800 wspinaczy. Podczas z czego 300 zginęło. 200 ciał spoczywa pod lodem i śniegiem. Przez ocieplenie są odsłaniane. Chińczycy ściągają ciała z gór, Nepalczycy nie. Większość ciał znajduje się w okolicy Lodowca Khumnu oraz Przełęczy Południowej.

Charakterystyka wyprawy

Członkowie ekip wspinaczkowych przygodę z najwyższym szczytem globu rozpoczynają zwykle w Lukli. Rozpoczęcie procesu aklimatyzacji ma miejsce w małej wiosce na 2860 m n.p.m.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *