Singapur wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl

Lśniący Singapur

Czy ludzie zamieszkujący Singapur mają fantazję? Takie pytanie nagle pojawiło mi się w głowie, już na samym początku. Azjaci znani są raczej z ogromnego poświęcenia i pracowitości, niż uzewnętrzniania swoich emocji. Z drugiej strony, żadne inne miejsce na Wschodzie, może poza Indiami, nie może być chyba uznane za swoistą ostoję „brytyjskości”.

Nagle zdałem sobie sprawę, że przecież znajduję się w najlepszym miejscu, by zaspokoić tę swoją ciekawość! Nie będzie chyba lepszej okazji niż dojście do jakiś wniosków, podczas obserwacji nieco jajowatego podjazdu. Za nim pnie się w górę słynny Hotel Raffles. Przy pulpicie stoi wystrojony w elegancji garnitur concierge. Zabawne, że ta z francuska nazywana funkcja, przyszła mi do głowy. Akurat tutaj? Wiedząc, jakimi epitetami lubią obrzucać się przedstawiciele obu nacji…

Spoglądam na zegarek. Dochodzi szesnasta. Czyżby to już? Nieprzebranych tłumów jednak nie widzę. Co nie nie oznacza, że pracownicy, nie są przygotowani. Wszak skosztowanie „tego” koktajlu, jest tu niemal świętością. Ciekawe, czy napój rzeczywiście ma identyczny smak, jak ten z 1815, kiedy sporządził go tu po raz pierwszy Thomas Stamford Raffles? Któż mógł przypuszczać, że wcielający się na chwilę w rolę barmana mężczyzna, kilka lat później podpisze z ówczesnym szachem Johoru – Husajnem dokument, który odmieni na zawsze dalsze losy Singapuru Problem w tym, że aby się o tym przekonać na wakacje w Singapurze trzeba wydać jakieś 6-7 tyś zł…

Ale wracając do tematu; gdy Brytyjczycy w 1819 wydzierżawili Singapur od sułtana stało się jasne, że wiele się tu zmieni. Negocjując ów interes Raffles oczyma wyobraźni widział, jak dzięki temu jego ukochana ojczyzna wykorzystuje go do budowy przyczółku, skąd kontrolować będzie handel na Dalekim Wschodzie. Marzenie stało się faktem i tak Singapur stał się potęgą gospodarczą regionu, a powstanie Kanału Sueskiego okazało się milowym krokiem ku powstaniu portu morskiego. I tym samym uwerturą, do wejścia w skład elitarnego grona najbogatszych państw świata. Przez to też ceny w Singapurze do najprzystępniejszych nie należą… Tyle, że przynajmniej dla Polaków wizy w Singapurze nie obowiązują.

Custom House w Singapurze www.szlakiempodrozy.plCustom House – z 1960 roku; pierwotnie powstał jako siedziba policji i siedziba urzędu celnego. Dziś działają tu restauracje i bary. Źródło foto: Flickr

Europejczycy tu byli – katedra w Singapurze

Obrazu wspomnianej zmiany dopełnia fakt, iż zaczynam się tu czuć bardziej jak w Anglii, niż w azjatyckiej metropolii. Może nieco inna pogoda w Singapurze. Towarzyszące mi na każdym kroku angielskie nazwy ulic i obiektów sprawiają, że zwiedzanie przypomina to co znamy z Europy. Zabytki Singapuru z gruntu też nie odbiegają od tych na Wyspach. Gdy przystaję przed oślepiającą bielą anglikańską katedrą św. Andrzeja, czuję że „azjatyckości” tu nie uświadczę. Ale za to czuję się jak ktoś ważny. Wszystko przez na rozciągający się przede mną dywan w kolorze morskim. Stąpam po miękkim materiale, mijając brązowe ławki. Mrużę oczy przed oślepiającym światłem wpadającym do jasnego wnętrza. Wetknięte okra szybki z witrażami, pełne są historycznych postaci, przynależących do Singapuru przez lata. Dostrzegam więc postacie Rafflesa, Johna Crawfurda, pierwszego brytyjskiego tutejszego rezydenta. O, a tam jest nawet William Butterworth – gubernator, który rozpoczął budowę tej świątyni.

Niektóre z nich poszły w mak, w czasie II wojny światowej. Wcześniej przeczytałem, że katedra powstała z datków szkockich wiernych. Nic dziwnego, że nazwano ją na cześć św. Andrzeja – patrona Szkocji. Granatowy kolor nad ołtarzem i w okolicach chóru wyraźnie nawiązuje do szkockich barw narodowych. Jakby owej symboliki było mało, w godło katedry wkomponowano krzyż św. Andrzeja. Białe ściany, tu i ówdzie pokryte są rozmaitymi tablicami. Nie mogę uwierzyć, że powstały z mieszanki… białek i skorupek z jajek, limonek, cukru i potłuczonych skorup orzechów kokosowych. Można rzec, że neogotycki kościół, konsekrowany w 1862, utrzymany jest w szkockim i angielskim. O patronie już wspomniałem, ale wiecie, że całość otrzymała wygląd przypominający gotyckie opactwa? Wprost do canterburskiej katedry nawiązuje przywieziony z niej kamień, który wkomponowano w słup przy pulpicie, dekorując go repliką krzyża z głównej katedry anglikańskiej. W podtrzymującej ambonę, dostrzegam zaś zaś krzyż z… trzech gwoździ. Pokryty srebrem, pierwotnie był częścią XIV w. katedry w Coventry.

Katedra Singapur www.szlakiempodrozy.pl Katedra w Singapurze www.szlakiempodrozy.pl

Katedra w Singapurze; źródło: Wikipedia

Miło, że najważniejszy chrześcijański kościół w kraju, nie przytłacza. Może z uwagi na fakt, że nie została zbudowana zgodnie z planem? Okazuje się, że w planach wieża była dwukrotnie wyższa. Los spłatał jednak figla; taka konstrukcja mogła się po prostu zawalić. Wieżę więc obniżono i dodano iglicę. Co więcej jako, że nie była budowana przez mistrzów w swym fachu, a skazańców dowiezionych z Indii, projekt trzeba było dostosować do ich umiejętności budowlanych. Ci ukończyli zadanie w pięć lat, w 1861. Wspinam się na wieżę, gdzie czekają na mnie dzwony sprzed 130 lat. Niektóre nazwane imieniem apostołów, w trakcie uruchamiania są obracane, co wydobywa z nich pełnię dźwięku. Przekonuję się o tym chwilę później, już na dole gdy wysłuchuję wygrywanej melodii „Amazing Grace” i „Joy to the World”.

A’propos chóru, to w tej parafii powstała pierwsza w Singapurze organizacja muzyczna – właśnie kościelny chór. Katedrę można zwiedzać w dni powszednie od poniedziałku do piątku razem z przewodnikiem. Start obchodu o godzinie 10.30 i 15. W jego trakcie można wejść do miejsc, do których dostęp jest ograniczony np. Kaplica Narodzenia i Wschodnie Okna. Co ciekawe działa tu przykatedralna kawiarnia. Więcej tutaj.

Władcze centrum

Pierwsze atrakcje w Singapurze mam za sobą. Pora kontynuowania wycieczki, także po historii kraju. Był czerwiec 1819 roku, gdy Raffles nakazał objęcie obecnego Padang specjalną troską. Zamierzenia były ambitne: przekształcenie zieleńca, dawniej będącego areną szumnie obchodzonych 9 sierpnia uroczystości święta narodowego, w miejsce z którego mogło by w przyszłości korzystać całe społeczeństwo. Tak ziemię te objął we władanie inżynier William Farquhar. Problem w tym, że choć mianowany bezpośrednio przez gubernatora i mający działać wyłącznie na jego polecenie, dopuścił sie nielojalności… Mając inną wizję, opierającą się na zaprojektowaniu tu przestrzeni dla firm handlowych, dokonał swoistego sabotażu. Wracający do Singapuru w październiku 1822 Raffles doznał szoku. W jednej chwili wpadł w furię, odebrał wszelkie pełnomocnictwa Farquharowi i powołał specjalną komisję, do opracowania nowego projektu. Ale jak tego dokonać, skoro pierwotna lokalizacja – Park Esplanade została już zagospodarowana? Wybór Rafflesa padł na Padang. Wkrótce park otoczyły, nie burzące wyobrażenia Rafflesa cztery budynki, w tym gmach Sądu Najwyższego i domy. Po dwóch latach budowy w sierpniu 1939 roku sędziowie objęli urząd we władanie. Podnoszę głowę, aby zerknąć na umieszczone wówczas na frontonie rzeźby, małe postaci – alegorie sprawiedliwości. Pod nimi dumnie stoją kolumny korynckie, dodające niezbędnej powagi instytucji. Gdy minęły tragiczne wydarzenia II wojny, mury te stały się areną najważniejszych rozpraw, podczas których na ławach oskarżonych siedzieli członkowie japońskiej armii cesarskiej.

„Podczas budowy, dokładnie 31 marca 1937 zamieszczono tu kapsułę czasu, z sześcioma miejscowymi gazetami i ówczesnymi monetami. Choć dokładnej daty jej otwarcia nie wytyczono, przyjęto że ma zostać odzyskana ok. 3000 r.”

Ciepło i wilgoć robią swoje i gdy wkraczam w zadrzewiony teren Parku Esplanade. Koszulka lepi mi się do ciała. Przechadzam się wytyczoną tu, jeszcze za kolonialnych czasów promenadą Queen Elisabeth Walk. To właśnie na porastającej w większym stopniu niż dziś trawie, po otwarciu parku w 1843 Brytyjczycy oddawali się spacerom i grze w krykieta. W 1991 przebudowano, przy czym akurat ostała się tablica z byłego „Pomnika Nieznanego Żołnierza, który wzniosła tu indyjska armia w 1945, a który wkrótce potem sam Lord Louis Mountbatten kazał zniszczyć. Przysiadam na trawie i wpatruję się w… statek kosmiczny? No, chyba nie… Fakt, faktem, że tylko stąd widać wpisany w teren na tyłach galerii nowy gmach Sądu Najwyższego (Supreme Court).

Mapa Singapuru nie kłamała. Sąsiaduje z nim Stary Ratusz (Old City Hall) – iście interesujący gmach, z 1923 r. Greckie kolumny i wielkie schody idealnie oddają ducha historii. 12 grudnia 1945 gen Louis Mountbatten tutaj przyjął formalną kapitulacją, z ust japońskiego gen. Itagakoi. Po chwili jestem już w środku budynki, pełniącego dziś bazę dla Narodowej Galerii Singapuru. Obrazy na ścianach odprowadzają mnie do ciekawej sali, wyłożonej lśniącą brązową boazerią. Świetnie komponująca się z czerwonymi ścianami, pozytywnie nastraja do zapoznania się z małymi obrazkami, starymi książkami i fotografiami. Przyciąga mnie ujęta w formię okręgu wystawę, tuż pod rotundą. Odkąd w 2005 roku przebudowany budynek sądu przeobrażono w galerię, najcenniejsze dzieła sztuki tworzą tu obrazy włoskich twórców. Opuszając miejsce, które jest także siedziba biblioteki prawniczej, postanawiam tu jeszcze wrócić. Podobno nocą to miejsce magiczne. Oświetlona galeria i oddalone nieco od niej drapacze chmur robią niesamowite wrażenie.

Old City Hall Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Old City Hall; źródło: Flickr

Na bruku z czerwonej kostki zastanawiam się skąd wzięła się nazwa „Parliament Place” skoro odnosi się ona do zwykłej ulicy? Uważam, że zdecydowanie tę nazwę miał otrzymać ów placyk, a nie wąska jednokierunkowa uliczka. Ale, może jestem zbyt drobiazgowy… W niczym nie ujmuje to bogactwu jakie stało się udziałem Domu Sztuk Sztuki. Oj, zdecydowanie lepiej brzmi „The Arts House”. Dawny gmach parlamentu, z l.30 XIX w., 170 lat od otwarcia wypełniają kulturalne imprezy. I jak to w całym kraju, tak i tu pewnie nic podobnego by nie powstało, gdyby nie Raffles. Pewnego dnia zafascynowany tym miejscem kreślił wizję jego przyszłości. Wiedział, że bez zgody Temenggonga – lokalnego szlachcica nic nie wskóra. Udał się więc doń z wizytą, przekonując go do oddania gruntu pod cele kulturalne. Gdy w 1826 na miejsce wkroczył ekipa budowlana po roku jego gabinety zajęli sędziowie, a potem też urzędnicy. Gorsze czasy nadeszły, gdy po jego korytarzach chodzili… pracownicy otwartych tu w połowie XX w. magazynów. Parlamentarzyści zakotwiczyli w nim w tuż po uzyskaniu niepodległości w 1965, stanowiąc w nim prawo aż do 1999. Najstarszy budynek kolonialny w mieście dziś prowadzi szereg projektów kulturalnych. Tuż obok stoi nowy budynek parlamentu, w którym od 1999 obradują tutejsze władze.

Fontanna Tan Kim Senga Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Fontanna Tan Kim Senga; źródło: Flickr

Stężenie europejskich nazw na skrawku singapurskiej ziemi, powoli staje się nieznośne. Może dlatego, z takim zainteresowaniem spoglądam na drugi z tutejszych monumentów. Ośmiokątna pagoda upamiętnia Lim Bo Senga, uznawanego za bohatera narodowego w walce z Japonią w 1937. Wkrótce na końcu zieleńca pragnienie poczucia azjatyckiego klimatu, ziszcza się jeszcze bardziej. Niebiesko-biała fontanna Tan Kim Senga wspomina bogatego kupca, który wniósł wielki wkład w rozwój Singapuru, bezinteresownie fundując szpitale i poprawiając stan infrastruktury wodociągowej. Czyż więc właśnie fontanna nie jest idealnym podziękowaniem za ów wkład? Tym bardziej, że jest naprawdę niczego sobie – szczególnie umieszczone na niej muzy i wizerunek Posejdona.

Park War Memorial Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Park War Memorial – wspomina cywilów, którzy doświadczyli okrutności japońskich żołnierzy podczas II wojny światowej. Masakra na tutejszej lubości została odkryta dopiero w 1962. Ich pamięć postanowiono uczcić, i tak pięć lat później stanął tu pomnik, otrzymując kształt czterech wysokich na 43 m „pałeczek”. Źródło foto: Wikipedia

Służby miejskie w natarciu

Nieciekawą Coleman St. żegnam, by na końcu Hill St natknąć się na coś wybitnie niekonwencjonalnego. I nie chodzi nawet o sam gigantyczny rozmiar Old Hill Police Station, ale o wprowadzające ożywczy element 927 okiennic. Pomalowane, na trzy kolory: zielony, żółty i czerwony stanowią tak pocztówkowy krajobraz, że z marszu wyciągam aparat i robię serię zdjęć.

Źródło: Flickr

Gmach jest też ilustracja tego, jak bardzo historia może wodzić za nos. Nigdy bym nie pomyślał, że taka konstrukcja powstała w 1934, po to by… ulokować w nim posterunek i więzienie. A do tego w trakcie II wojny światowej Japończycy przetrzymywali w nim jeńców wojennych.

Gdy 250 m dalej przed, pod numerem 62 na Hill St oczami staje mi Główna Remiza Straży Pożarnej (Central Fire Station) mam nadzieję, że działające w jej wnętrzach muzeum jest otwarte Mam szczęście i bez przeszkód wchodzę do środka najstarszej remizy w kraju, z 1908 roku.

Czerwone, półokrągłe drzwi są akurat zamknięte ale to bez znaczenia. Ważne że osobnym wejściem wchodzę wprost do działającej tu Galerii Tradycji Obrony Cywilnej, której największym skarbem jest wóz strażacki z 1905 roku! Ruszam dalej ukradkiem spoglądając ma maleńką bryłę kościoła obrządku ormiańskiego pw. Grzegorza Oświeciciela. Złote litery przytwierdzone do pod dachem jednoznacznie informują mnie, że stoi tu od 1835. A to oznacza, że jest najstarszym obiektem chrześcijańskiego kultu na terenie Singapuru! I po raz kolejny można powiedzieć, że nie było by go, gdyby nie Sir Stamford Raffles. Do pracy w założonym przez niego porcie właśnie z Armenii zjechali jedni z pierwszych pracowników.

Dochodzę do końca Hill St, wkraczam Victoria St i odnajduję pyszniący się tu Chijmes. Gdy miasto zyskiwało dopiero swą tożsamość wzniesiono tu klasztor. W 1960 dobudowano kościół i w zasadzie dziś tylko on ma coś wspólnego z praktykowaniem religii. Klasztor bowiem nie przerwał a jego mury zaadoptowano na centrum handlowe, zachowując jednak oryginalną architekturę neogotycką.

Renowacja w stylu Clarke Quay

Jakoś trudno mi objąć rozumem tutejsze rozmieszenie dzielnic. W teorii modną Clarke Quay, utworzono w obrębie ulic: River Valley Road, Tan Tye Place i North Boat Quay. W praktyce dla mnie to wszystko jest bardziej płynne. Nie zmienia się jedno – to miejsce w którym trudno spokój, także w nocy. Oblegane wciąż knajpki to najlepszy dowód na to, jak ze zdewastowanych magazynów uczynić atut na miarę XXI wieku. A przecież już dwa wieki temu w owej przemysłowe okolicy robota wprost paliła się w rękach pracowników. Stąd też po upadku firm, jak kania dżdżu, potrzebowała „nowego otwarcia”. Przemysł zamienił ją w wydzielająca straszną woń okolicę, a tutejsze wody zyskały konsystencję odstraszającej smrodem brei. Ale rząd stanął na wysokości zadania i w II połowie XX w przekształcił ją w pełne rozrywek i sklepów miejsce. Ambicją ówczesnych włodarzy było zachowanie starych, remontowanych zabudować, aczkolwiek nie do końca się tu udało. Stąd mam wrażenie otaczającej mnie dwoistości.

Panorama Clarke Quay; źródło: Flickr

Prócz uratowanych, zabytkowych nieruchomości widzę nowoczesne konstrukcje. To jak udało się na nowo sformatować tę część miasta, co najlepiej dostrzegam w jej północnej części dzielnicy, tworzącej dziś Park Fort Canning. Pełen zieleni, zwano Zakazanym Wzgórzem Bukit Larangan), już w czasie gdy Singapur dopiero co się tworzył. Z czasem stał się oazą, kryjących się za wysokimi murami, pięknych pałaców,, do których dostępu broniły dodatkowo bagna. „Idealne miejsce na fort!” – wykrzyknęły pewnego dnia 1860 roku brytyjskie władze. I tak postawiły okazałą zbrojownię wraz z barakami dla żołnierzy. A jak to w zwyczaju mają wyspiarze, jeśli powstaje coś takiego, to po wrze dni musi robić wrażenie. Stąd, trzy razy wciągu doby, oddawano tu salwy armatnie, jasny znak nadejścia nowego dnia, południa oraz zmierzchu. Do dziś przetrwał tu schron z figurami żołnierzy m.in. gen Percivala.

A’propos znanych osobistości – dzielnica przyjęła nazwę na cześć Sir Andrew Clarke’a – brytyjskiego oficera. Wykorzystując doświadczenia zabrane z Nowej Zelandii, po mianowaniu na stanowisko gubernatora Singapuru w l.1873-75 stał się tym, który wyniósł tutejszy port do rangi hegemona na półwyspie malajskim.

„Singapur odzyskała niezależność od Wielkiej Brytanii w 1963; później rozwijając się niemal w szalonym tempie przez co dziś jest jednym z najbogatszych państw na świecie!”

Wykorzystując fakt, że stąd do Narodowego Muzeum Singapuru, to o rzut kamieniem korzystam z okazji. Po opłaceniu biletu w kwocie 15$ staję w holu otwartej w 1887 roku placówki. Przechadzając się po wnętrzach, w których ulokowano aż 11 stałych wystaw, zanurzam się w odmętach historii i kultury. W salach pełno przedmiotów należących do dawnych, tutejszych tancerzy. Wreszcie staje przed dumę placówki – 11-oma srebrami narodowymi, w tym kamieniem singapurskim, skałami z naniesionymi nań X w. inskrypcjami czy też pochodzącymi z XIV w. ozdobami z Majapahit. Znajduję również:

  • elementy ukazujące specyfikę lokalnych wiejskich społeczności z l. 50 i 60 XX w., oraz tajemnice magii i nadprzyrodzonych wierzeń tradycyjnych społeczeństwach całej Azji Południowo-Wschodniej.
  • wystawę dokumentującą przeobrażenia jakie zaszły za czasów brytyjskich rządów, a nawet przeszłości wyspy z początków XIV w.
  • historię czasów II wojny – w postaci ubranych w mundury manekinów, repliki broni, a nawet modelu japońskiego czołgu z czasów II wojny. A skoro już mowa o tym to jest i patriotyczna wystawa ukazująca charakter i poświęcenie narodu.
  • historię natury – co uwidaczniają dwie wystawy o tutejszych drzewach, lasach

W drodze do Boat Quay, oczyma wyobraźni widzę, jak wiele zyskać mogli by Polacy, gdyby podobne projekty zrealizowano u nas. Okolica ta to bowiem istna perełka rewitalizacji, pełna wiktoriańskich nieruchomości. Gdy otwarto Kanał Sueski parowce dobijały do tutejszych brzegów, sprawiając, iż w l. 60 XIX w. to właśnie tu biło serce portu, odpowiadające za 75% obsługi wszystkich ładunków. Rzeka tworzyła bowiem niegdyś „autostradę”, która transportowano niemal wszystkie ładunki handlowe. Podmokły teren, usiany drewnianymi domami na palach i pomostami wkrótce potem osuszono. Już po kilku latach stanowił „okno na świat” tutejszego głównie ryżem i kawą, ale także stalą, cyną czy gumą. Czasy „eldorado” trwały do lat 60 XX w. Uruchomienie nowoczesnego centrum ładunkowego, z portem kontenerowym w Pasir Panjang sprawiło, że niemal z dnia na dzień okolica zamarła. Przez sześć lat teren niszczał. Wreszcie władze podjęły się rewitalizacji terenu, czego efektem są odnowione zabudowania. Co prawda dziś nie mieszkają tu już ludzie, ale za to działają sklepy, restauracje i bary.

Zakupy i na most

W centrum handlowym Clark Quay Mall, czuję aromat gotowanych, nie tylko lokalnych, potraw. Spoglądam na menu konkretnych knajpek i widzę duża różnorodność. A to kuchnia włoska, a to grecka; gdzieniegdzie odróżniam typowo chińskie dania. Po spałaszowaniu tego i owego, znajduję się z powrotem na wyłożonym siwymi płytami deptaku. Ruszam brzegiem rzeki Singapur, w towarzystwie lśniących, sięgających niemal nieba wieżowców. Przystaję przy moście skuszony elegancją dawnego budynku poczty, w palladiańskim stylu. Los spłatał mu jednak figla, bo choć początkowo w powstałym w 1928 roku gmachu, rzeczywiście słyszalny był szmer sortowania listów i huk opadających na koperty pieczęci, tak dziś mieści się w nim hotel Fullerton. Co ciekawe prowadzi z niego podziemne przejście do galerii zakupowej One Fullerton – gdzie nocami w modnych restauracjach i klubach toczy się rozrywkowe życie.

Lekko wygiętą w łuk ścieżką, zbliżam się do Mostu Cavenagh. Ciekawe, ileż to ludzi przede mną pokonało tę przeprawę? Co najmniej… sporo, biorąc pod uwagę, że stoi tu od 1870, przez co ma status jednego z najbardziej wiekowych w Singapurze! Pokonuję dokładnie 79 m i 25 cm, nieco nieświadomie kierując się stronę biało-szarego budynku z umieszczoną pośrodku wieżą z zegarem. Czyżby jakiś kościół? Ależ nie! Przecież to Victoria Concert Hall and Theatre. Trafiam na stojącą przed nim fontannę i pomnik sir Thomasa Stamforda Rafflesa. Stojąca na podwyższeniu postać, z założonymi rękoma patrzy gdzieś w dal. Może wypatruje swego statku? Legenda mówi, że właśnie tu, gdzie w 1887 ustawiono pomnik, ów założyciel Singapuru, zszedł z jego pokładu – dokładnie 28 stycznia 1819.

Tutejszy teatr to też nietypowa inwestycja. Okazuje się, że wcześniej słyszalne w nim były raczej odgłosy wydawanych przez naczelników poleceń, a nie kwestie wygłaszane przez aktorów. Gmach powstały w 1862 jako ratusz miał symbolizować 60. rocznicę panowania królowej Wiktorii. Potem z różnych powodów, m.in. jej śmierci, dodawano kolejne elementy – ową salę, czy wieżę zegarową. Bezsprzecznie najgorsze lata działalności to okres II wony światowej, kiedy w salach słychać było jęki ofiar bombardowań miasta. Stąd, nie dziwi obecność sali pamięci. A sama scena? Odwiedzają ją melomani podczas występów operowych, teatralnych, baletowych czy koncertów muzyki poważnej. A jest na co popatrzeć, bo już sama architektura głównej sali robi niesamowite wrażenie! Biel, przenikająca się z brązem wiszących zasłon, i przede wszystkim wspaniałych organów piszczałkowych, stanowi arenę mogącą pomieścić 614-osobową publiczność. Więcej informacji na oficj. stronie.

Muzea i galerie Singapuru


Piękna singapurska Marina Bay

Decyduję się okrążyć zachodnią część zatoki, główne z jednego powodu. Tego widoku!

Most Esplanade Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Most Esplanade; źródło: Flickr

Przystaję więc, gdzieś na środku ciągnącego się 260 m mostu Esplanade. Z miejsca mam wrażenie, jakby wszystkie najważniejsze elementy singapurskiej układanki wskoczyły na właściwe miejsca. Wiodę wzrokiem od prawej do lewej, wyłapując poszczególne elementy. Na platformie w otoczeniu sporej grupy ludzi, z paszczy Merillona – stwora, o głowie lwa i ciele ryby, tryska wysoki, strumieniem woda. Postać bohatera legendy, ułożono na specjalną platformę, by mógł stanowić konkretny punkt na trasie wycieczek, a zarazem cieszyć oczy miejscowych.

Spacerujący po promenadzie Marina Bay Waterfront, z wolna mijają zasadzone, równo jak po sznurku, palmy. Teraz, w środku dnia na próżno szukać tu tłumów. Ale wszystko zmieni się o zachodzie. Na pokaz Wonder Full, łączący w sobie elementy muzyczne, tańca strumieni wody i miotania świateł zbierze się zgraja ludzi. Tak tu już jest… Trwający kwadrans pokaz przeprowadzi wówczas widzów, przez artystyczną wizję przeżywanych przez człowieka losów.

Po chwili mijam już niewysokie, stalowo-szklane zabudowania Marina Bay Sand. To tu nad pełnymi talerzami, w chińskiej knajpce wieczorami spędza część z 90% społeczności miasta mieszkających tu w domach jednorodzinnych. A co z pozostałymi ludźmi. Wątpliwe, by tę grupę było stać na regularne przesiadywanie w restauracjach. Mimo wszystko różnice dochodów tutaj występują, jak wszędzie. Jeśli kogoś to nie przekonuje, to niech weźmie pod uwagę, że pochylanie się tutaj nad talerzem stanowi zazwyczaj przerywnik w trakcie gry w tutejszym kasynie. I to jakim, bodaj najsłynniejszym tego typu obiektem poza Las Vegas!

Przesuwam wzrokiem Helix Brigde łączącym obie części zatoki. Druga część zatoki otwiera swe podwoje mostem, łączącym obie strony zatoki, wykonanym w formie… łańcucha DNA. Przechodzę 280 m czując jak stalowe rurki, wywołują u mnie klaustrofobię. Choć mógłbym tak stać i chłonąć ten widok w nieskończoność, pora się ruszyć. Już po drugiej stronie przecinam mały skwer. Serce zaczyna mi bić szybciej. Jestem tuż, tuż… Jeszcze tylko kilka kroków… Nagle wyłania się. Wielkie Singapore Flyer – koło młyńskie, tuż nad brzegiem Zatoki Singapurskiej. Po prostu – „Oko Singapuru!”. Jego historia jest wystarczającym dowodem na potęgę… feng shui. Otóż pierwotnie obracało się w drugą stronę. Jednak gwałtowne protesty specjalistów, głoszących, iż tak kręcące się koło zabiera całe bogactwo miasta, oddając je morzu, zrobiły swoje…

2008 rok uruchomienia
165 m wysokość
150 m średnica koła
28 wagoników (każdy klimatyzowany)
30 minut trwa pełny obrót

 

Założę się, że na 99,9% ten widok rzucił Ci się kiedyś w oczy!

Marina Bay Sands Singapur www.szlakiempodrozy.plMarina Bay Sands; źródło: Flickr

Symboliczny Marina Bay Sands

Choćby przy transmisji wyścigu F1. Trzy wieże, każda 55 piętrowa z łączącym je tarasem widokowym, który imituje wyglądem statek. Nie dziwota, że Marina Bay Sands, jest najczęściej eksponowanym w mediach obiektem nie tylko Singapuru, ale tej części Azji. Ceny w tym hotelu przyprawiają o zawrót głowy. I to bez względu na który z 2561 pokoi padnie wybór. Podobnie horrendalne stawki liczone są za wynajem powierzchni kongresowo-wystawienniczej. Milionerzy, których stać na nocleg, nierzadko korzystają z tutejszej restauracji, czy klubu A po nocnych ekscesach, rano hop-siu do ciągnącego się 150 m basenu.

Taras ów zwany Sky Park ma powierzchnie 10 km2. A może wygodne połączenie z centrum handlowym The Shoppesat? Czemu nie… Ekskluzywne sklepy, w których nie można się doliczyć zer na metkach, niezmienne kuszą. Więcej tutaj.

Czuję, że wielkie emocje jakie mi towarzyszyły w ostatnich minutach wyzuły ze mnie wszystkie siły. Akurat dobrze się składa, gdyż nic nie wpływa podobno bardziej kojąco na organizm, niż zieleń. A tej nie brakuje w Gardens on the Bay. Wielkie ogrody Singapuru obejmujące teren 1 km2 otwarto w 2012 roku. Zmierzam na tzw. Łąkę – obszar na którym pomieścić się może 30 tyś ludzi czując olimpijski spokój. Niespiesznym krokiem pokonuje dzielący się na sektory teren, po kolei odwiedzając:

  • Wielki Ogród Centralny – gdzie podążam częścią promenady, ciągnącej się w sumie na 3 km.
  • Ogroód Wschodnim – obserwując tropikalny kompleks przypominający kształtem liście. Twórcy uznali, że najlepiej będzie utrzymać wszystko w wodnej tonacji. W pełni potwierdzam ten wybór; działa kojąco
  • Ogródzie Południowy – gdzie zapuszczam żurawia na… multum orchidei, z których to utworzono tu piękną okolicę. Tu przypominam sobie, że przecież sam park przyjął kształt owego kwiatu: jego korzenie tworzą szklarnie, łąki odwzorowują liście, zaś pędy to biegnące tu ścieżki. Zaś same płatki kwiatu stanowią ogrody tematyczne i drzewa-supergiganty Superstress zbudowane z betonu i stali, sięgające 50 m wysokości!

W jednej z klimatyzowanych szklarni w końcu przysiadam. Kwiatowa Kopuła pełna śródziemnomorskich i pustynno-tropikalnych okazami roślin wprost zachwyca. W Mglistym Lesie mijam storczyki i paprocie…zjadające owady. Wszystkie okazu pochodzą z Azji Południowo-Wschodniej oraz Środkowej i Południowej Ameryki. Po chili, nieco nieufnie, wchodzę na stanowiący tu crem de la crem – OCBC SkyWay. Z zawieszonej na wysokości 20 m ścieżki spoglądam na mnogość zgromadzonych tu roślin. I tak przez całą długość, 128 metrów, uważając by niczego wzrokiem nie pominąć. Roślinność powoli się przerzedza, gdy brnę w kierunku Marina Barrage. Tama, która od 2008 zapewnia dostęp do słodkiej wody, reguluje równocześnie poziom wody z zatoce. Przeciwpowodziowy wentyl bezpieczeństwa, chroniący niżej położone dzielnice ciągnie się 350 m.

W okowach pieniędzy

Wychodzę ze stacji szybkiej kolei (MRT) wprost na Raffles Place. Jeszcze w 1823 roku, pokryte trawą i inną zielenią wzgórze. Tworząca pagórkowaty teren ziemię, wkrótce pochłonęła woda, przydając się do powiększania terenu kosztem morza. Tak zaczęło bić serce dzielnicy handlowej, nazywane wówczas Commercial Square, dziś zwane CDB – Centralną Dzielnicą Biznesową. Pierwszym domem towarowym na rozciągającym się prostokącie o bokach 200 x 50 m, został John Little, otwarto 30 sierpnia 1842. A potem już poszło…

Bankierzy, wytrwale załatwiający wielkie interesy i pomnażający pieniądze w swoich korporacjach spuścili z tonu dopiero gdy japońskie bombowce w 1941 roku zatrzymały ów pęd. Dziś jest ich znacznie więcej:

Singapurskie drapacze chmur

My Bank Tower 32 p; oddany do użytku w 2001; dach sięga wysokości 175 m; 18.09.2018 zajmując dwie z liter nazwy gmachu
Wieżowce UOB Plaza (United Overseas Bank Plaza) To połączone platformą dwie wieże; jedna sięga 280 m (67 p.) i powstała w 1992 r. a w jej piwnicy mieści się pierwszy meczet jaki otwarto w tej dzielnicy – Masjid Moulana Mohd Ali. Druga z wież 162 m. (28 p.) powstała w 1973 r. Oba wieżowce u podstawy tworzą ośmiokąty i zajmują 70 tyś m² powierzchni. UOB Plaza Singapur www.szlakiempodrozy.pl
Republic Plaza 280 m wieżowiec ukończono w 1996. Jest odporny na trzesienia ziemi. Obsługuje go 15 dwupoziomowych wind. Wyłożony jest granitem i płytkami, a w okna wstawiono przyciemniane szyby. Ciekawa bryła osadza się na ośmiokątnej podstawie, która przechodzi na górze w kwadrat, co ma minimalizować działanie na niego silnych podmuchów wiatru. Ma 66 pięter, które obsługuje 15 wind. Do jego budowy zużyto 8600 ton stali i 31 000 m3 betonu. Republic Plaza Singapur www.szlakiempodrozy.pl
 Raffles Place  W 1986 wzniesiono tu pierwszy najwyższy budynek świata, położony poza amerykańską ziemią One Raffles Place. Wybudowano wówczas 280 m drapacz chmur, opierając strukturę o trójkątny kształt. Wieże na całej wysokości oblepiona jest aluminiowa powłokach skutecznie odbija światło słoneczne. W 2002 roku dodano drugą z wież. One Raffles Place Singapur www.szlakiempodrozy.pl
OCBC Centre Wysoki na 197,7 m budynek o 52 piętrach w dniu otwarcie w 1976 był najwyższym w tej części świata; jako obiekt o charakterystycznej brutalistycznej architekturze miał był przede wszystkim trwały. OCBC Centre Singapur www.szlakiempodrozy.pl
Swissotel The Stamford 73 piętrowy;j eden z najwyższych obiektów tego typu na świecie należący do kompleksu Raffles City – gigantycznego centrum handlowo-usługowego.
Land Tower Klasyczny wieżowiec z 1980 roku mieści trzy placówki dyplomatyczne – ambasady Kolumbii, Niemiec i Ukrainy; ma 48 pięter i wysokość 190 m.
SGX Centre Jest siedzibą giełdy; składa się z dwóch wieżowców: oba mają te same rozmiary, a więc dach miesci się na 172 m wysokości a iglice sięgają 187 m; oba również mają 30 pięter; choć identyczne powstawały po sobie przez co jeden ukończono w 2000 roku a jeden rok później. SGX Centre Singapur www.szlakiempodrozy.pl
  OUE Downtown    (DBS Tower One) Jeden z najstarszych wieżowców w mieście, powstał po trzech latach prac w 1975. 50 piętrowy gmach ma 201 m wysokości. Mieści się w nim siedziba banku DBS. Jest tu sala konferencyjna, wystawowa a nawet małe kino. W momencie oddawania go do użytku był najwyższym wieżowcem w Singapurze. Co ciekawe firma od której wziął swa nazwę już nie ma w nim siedziby, gdyż w 2012 roku przeniosła się do Marina Bay Financial Centre.

Świątynia Spokojnego Morza

Widząc, jak jedną z najstarszych świątyń wchłonęło szklano-stalowe centrum CDB myślę, jak trudne decyzje trzeba niekiedy podejmować. Bo czy na jednej szali da się położyć: chęć ocalenia historii i kultury, a na drugiej pragnienie ekonomicznego rozkwitu, oczekując że zawsze przyrząd wskaże równowagę?

Tonację starych czasów zapewnia Świątynia Spokojnego Morza (Wak Hai Cheng Bio; Yueh Hai Ching). Choć wciąż trwają spory przyjęto, że 1820 rok jest tym w którym powstała drewniana konstrukcja. Po 32 latach przystąpiono do budowy już betonowej, która – a jakże została przebudowana w końcu XIX w. Tak powstał kompleks dwóch świątyń, poświęconym różnym osobom. Obie skierowane na południe i w minimalnym stopniu na wschód odczuwają ponoć korzyści, z feng shui. Tymczasem ja, zamiast przypływu energii wyczuwam pewien dysonans. Dach wyglądami na… półki sklepowe w czasie promocji. Taki miszmasz, że trudno się w tym połapać. Rzesze smoków i innych postaci, płonąca perła, malutkie modele mieszkań, pagody. Nie zabrakło nawet… opery, jasnego odwołania do chińskiej kultury. A wszytko to podlane symbolicznym sosem barw: żółta – to ziemia i własności cesarza; niebieska – niebo; czerwona – dobrobyt i szczęścia; zaś zielona oznacza szanowanych urzędników.

Yueh Hai Ching Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Yueh Hai Ching; źródło: Flickr

Zajrzyj do dzielnic państwa-miasta Singapur

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments