San Francisco wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl

Klimatyczne San Francisco cz.II

Druga część opowieści o San Francisco – od Presidio do interesujących muzeów miasta.

W Presidio

Nadeszła chwila, w której mogę zmierzyć się z legendarnymi mgłami, jakie nawiedzają miasto. W mlecznej mgiełce wchodzę w zalesione ostępy północno-wschodniej części San Francisco. Spaceruję plażą. Z czasem wyłaniają się, spadające do oceanu, urokliwe klify. Przy innej pogodzie plaże aż puchną od turystów.

Teraz na utkanych tu szlakach spotykam wędrowców. A jednak nie mogę opędzić się od przeszłości, tej z 1776, gdy w te okolice przybył Hiszpan Juan Baitista de Anza z zadaniem stworzenia placówki wojskowej. Połać terenu, o boku 85 m, otoczono balami drewna, tworząc umocnienia z glinianego muru. Do dziś gdzieniegdzie widzę ich resztki, choć powstał w 1810 roku! Dochodzę do Crissy Field – utwardzonego wybrzeża. Dawny huk startujących i lądujących samolotów odszedł w niebyt. Wojskowe lotnisko zamknięto w 1963, po 44. latach działalności. Teren przejęła więc Służba Parków Narodowych tworząc nadmorski zieleniec o pow. 40 ha. Podążam szlakiem wydm, mokradeł i obszernych trawników, nie przepuszczając okazji wejścia na promenadę.

Armia USA przejęła Presidio, gdy z całą mocą wybuchła gorączka złota. Tak starano się chronić bogacącą się z dnia na dzień Kalifornię. Istniejący Castillo de San Joaquin z 1794 przebudowano w Fort Point. A ten nigdy nie ma nie pozostawał pusty… Najpierw zajmowały go wojska Unii, potem oddziały amerykańskie walczące z Indianami i Hiszpanami. W 1906, po trzęsieniu ziemi, ulokowano tu 16 tyś ludzi. W czasie I wojny teren wrócił pod wojskowy rygor i szkolono tu żołnierzy przed wyruszeniem do Europy. Wreszcie czasie II wojny rezydował tu Sztab Dowództwa Obrony Zachodniego Wybrzeża. A dziś to teren cywilny, z Golden Gate Recreation Area.

Fort Point San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Fort Point San Francisco; źródło: Flickr

W 2015 r. tuż na skraju parkowych drzew powstała nowa inwestycja – Presidio Officers’ Club. Dawne kasyno oficerskie z 1934 udostępnia dziś pamiątki historyczne. Wspomniane hiszpańskie umocnienia odkopano właśnie tu okolicy Pershing Square. Dziś plac zdobią armaty z końca XVIII w. z królewskim godłem Hiszpanii. W miejscu dzisiejszego masztu z flagą niegdyś mieszkał gen. John J. Pershing – dowódca wojsk w Europie z okresu I wojny światowej!

Choć dziś, przez tę straszną mgłę nie mogę go dostrzec wiem, że nieco dalej na zachód mieści się San Francisco National Cementary. Odżegnuję się od przykrych myśli o pochowanych tu ludziach. Przechodzę dróżką wśród parkowych drzew, by wpaść na Funston Avenue. Mijam wiktoriańskie domy, które niegdyś były kwaterami oficerskimi. Stojące rządkiem po lewej stronie mają różne style. Ale mnie oczarowuje mieszanina ich barw. Niczym w jakimś włoskim kolorowym miasteczku, choć – jak się zdaje – mniej pastelowo. Dochodzę jeszcze do fort Wilfield Scott – bazy artylerzystów obsługujących baterie ogniowe. Chodzę po budynkach, z których utworzono podkowę. Pomalowane na jednolity jasny kolor wzniesiono w l.90 XIX w. by chronić most Golden Gate.

Mgła szybko przechodzi robiąc miejsce palącemu słońcu. I oto w takich okolicznościach poznaję stromizny i urwiska Headlands oraz kwartały Sea Cliff wpadające do oceanu. W Lands End nachodzi mnie nostalgia – przecież w park Lincolna wcześniej grzebano zmarłych. A w 1909, gdy zasiano trawniki, otwarto… pole golfowe.

Wiecie, że California Palace of the Legion of Honor zawdzięcza swą nazwę kobiecie – Almie de Bretteville Sparckels? Wiele czasu spędziła na przekonywaniu męża, cukrowego manata, do sfinansowania odbudowy paryskiego Palais de la Legion d’Honneur na wystawę światową w 1915 roku. Obejmując obiekt we władanie przekształciła go w muzeum, które w 1994 doczekało się podziemnej części. Dziś głównie wspomina o Kalifornijczykach poległych w czasie I wojny światowej. Są tu wystawy: sztuki średniowiecza, renesansu, malarstwa holenderskiego i flamandzkiego z XVIII w oraz europejskiej sztuki z XIX i XX w.

Nawiasem mówiąc całkiem ciekawa budowla. Przechodzę wielkim łukiem na plac, gdzie aż roi się od kolumn podtrzymujących konstrukcję. Nad głównym wejściem wita mnie napis: „Honneur et Patrie”. W sali wystawowej z rzeźbami zwisają dwie duże flagi: amerykańska i francuska.

California Palace of the Legion of Honor w San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

California Palace of the Legion of Honor; źródło: Flickr

Wybrzeże okraszone Coastal Trail docieram do granicznych cypli, przechadzając się wzdłuż cyprysów. Na brzegu urwiska zastanawiam się jakby to było skoczyć w dół. Ale nie będe próbował 🙂 Starym nasypem kolejowym docieram do punktu widokowego i mauzoleum – „Memorial USS San Francisco”. Jest nim krążownik z czasów II wojny, który ucierpiał w bitwie o Guadalcanal. Świetnym pomysłem było wkomponowanie podziurawionych pociskami pancernymi płytek mostka w pomnik.

Po chwili podążam ulicą na wybrzeże do Cliff House. Niby nic wielkiego, ot niski budynek z 1863. Ale to jego położenie sprawia, że jest wyjątkowy. Miejsce to przyciągało zamożnych klientów z rodzinami Stanfordów i Hearstów na czele, jednocześnie wabiąc też… hazardzistów. W 1881 kupił go Adolph Sutro, w pewnym momencie właściciel… 1/12 całego San Francisco! Tuż obok zbudował sobie dom – Sutro Heighst, z ogrodem różanym i posągami z Europy. Jego misją było kształcenie i oświecanie mieszkańców, dla których ogród zawsze był dostępny. Sutro stoi też za sfinansowaniem linii kolejowej.

Gdy w 1894 Cliff House spłonął Sutro go odbudował, już wedle nowoczesnych standardów. Tak powstało 8 piętrowe francuskie chateau z wieżyczkami, panoramicznymi oknami i wieżą obserwacyjną. W 2004 zyskał nowe życie – przywrócono tu neoklasyczny styl z 1909 r. Milioner urządził też, za kwotę ćwierć miliona $, kąpielisko z 6 nieckami, podgrzewane parą, trampoliną i zjeżdżalniami. Basen zalano słodką wodą – źródlaną! Wszystko w stylizacji egipskiej i amfiteatrem na 3700 miejsc. Jako, że koszt utrzymania obiektu był za wysoki rodzina generała w 1937 zmieniła go w… lodowisko. Cały kompleks spłonął jednak w l.60 XX w.

Elita Pacific Heights

No to jestem w okolicach najlepszego adresu w San Francisco! Historia tego elitarnego terenu na wzniesieniu, tak naprawdę rozpoczęła się w l. 70 XIX w. Jedna decyzja – doprowadzenie tutaj linii tramwajowej, sprawiła pojawienie się ciężkich maszyn budowlanych.

A miejsca było, co niemiara! Głównie przy Van Ness Avenue – najszerszej, bo 38 m wówczas ulicy w mieście. Ale przyszedł pamiętny 1906 rok i trzęsąca się ziemia wywołała falę pożarów. Nie potrafiąc sobie poradzić z opanowaniem ognia padł rozkaz… wysadzenia w powietrze zabudowań po wschodniej stronie wspomnianej ulicy. Tak właśnie zastopowano żywioł.

Pacific Heights znaczenie zyskało na uznaniu, gdy bogacze zaczęli wznosić swe okazałe wille, przenosząc się ze spalonego Nobb Hills. Stąd właśnie budynki z cegły i kamienia, z ogrodami i tarasami. Lata 20. i 30 XX w. zmieniły krajobraz – jak na potęgę powstawały apartamentowce.

Na południe od Pacific Heights położona jest Nihonmachi, czyli Japantown. Malutki kwadrat, w którym mieśliły się ledwie cztery przecznice zamieszkują japońscy imigranci. Jednak myliłby się ten, kto sądzi że okolica od zawsze miała taki kształt. Była znacznie większa… Czasy II wojny skutecznie zniszczyły marzenia żyjących tu ludzi. Amerykańskie władze nie patyczkując się z mieszkańcami wysiedliły ich. 15 lat po wojnie obszar dotknęła rewitalizacja i wiktoriańskie domy zburzono. Szlochania i płaczu jednak tu nie słyszano, nikt nie żałował dzielnicy slumsów, którą się stała…

Temple Emanu-El San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Bożnica Emanu-El (Temple Emanu-El) powstała w 1926 dla gminy żydowskiej w mieście. Żydzi zjechali tu w trakcie gorączki złota dorabiając się czasem fortun. Bizantyjska kopuła z czerwoną dachówką ma 45 m wysokości. Sklepienie wewnętrzne przypomina nieb z gwiazdami. Mieści 1700 wiernych i nie ma kolumn. Marmurowy baldachim przykrywa szafę ołtarzowa ze zwojami Tory. Od 1973 są tu witraże, ukazujące żywioły: ogień i wodę. Źródło foto: Flickr

Swoją droga, jeśli ktoś oczekuje to wybitnie japońskich okoliczności krajobrazu musi poczuć się zdradzony. Jedyne daleko-wschodnie aspekty życia widoczne są tu w obecności na ulicach żółtej rasy oraz charakterystycznych napisów na szyldach, w tradycyjnym „szlaczkowatym” japońskim alfabecie.

Najpiękniejszymi okazami były tu rezydencje:

  • Haas-Lilienthal House – na Franklin St.; gdy przypatruję się jej z bliska mam wrażenie, ze została wycięta z części jakiegoś zamku w Szkocji i umieszczona tutaj. Spiczasty dach i wieżyczka w narożnik są koronnym argumentem na to, że coś w tym musi być. Od czasu jesg powstania w 1886 przez 86 lat mieszkały w nim dwa pokolenia tej samej rodziny. Potam postanowiono go udostępnić zwiedzającym organizując tu muzeum wnętrz. Lepszego adresu na taką placówkę nie było – salony są tu zabudowane boazeriami. W 1906 willa, zaprojektowana przez Petera Schmidta dla Williama Hassa – Żyda z Niemiec przetrwała pożar. Hass, co ciekawe początkowo pracował w… sklepie spożywczym, dochodząc do stanowiska dyrektora banku! Dom ma 24 pokoje i pow. aż 1068 m2. Wnętrze kusi wypolerowanym na błysk drewnem.

Haas-Lilienthal House San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Haas-Lilienthal House; źródło: Flickr

  1. Dom Spreckels Mansion – zajmuje cały kwartał; ma 26 sypialni. Powstał w stylu francuskiego baroku w 1913 dla Adolfa Spreckels – syna „króla cukru” – Clausa. Ozdabiają go jońskie kolumny.
  2. James Leary Flood Mansion – na Brodway; przypatruję się mu i pierwsze co mi przychodzi na myśl, że to dom weselny. Ale to tylko takie subiektywne wrażenie. Można powiedzieć,że powstał „tradycyjnie” – zbudował go w 1915 syn jednego ze znalazców srebra w Camstock. Stalowy szkielet chroniący przez trzęsieniem ziemi opinają zdobienia z okresu włoskiego renesansu. Całość obudowana jest marmurem z Tenessee. Jest w nim 46 metrowy hol!

Japoński świat

Sformatowany na japońską modłę zakątek da się przejść całą pieszo w ledwie 10 minut. Ciągnie mnie na Japantown Peace Plaza. Można zaklinać rzeczywistość, ale plac otrzymał wyłącznie komercyjny sznyt. Stąd właśnie 30 metrowa „Pagoda Pokoju”. Prócz 2 ha Japan Center z 1968, spoglądam na hotel ”Kabuki” i kino. Ludzie ściągają tu wyłącznie na sushi i japońską wersję rozrywek. Co jakiś czas można zobaczyć obchody święta kwiatów wiśni. Wówczas słychać dźwięk bębnów taiko, prowadzone pojedynki na miecze bambusowe, czy kolorowe procesje.

Japantown San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Japantown San Francisco; źródło: Flickr

Jakoś bez emocji wchodzę do świątyni Konko (Konko Church of San Francisco) należącej do nowego odłamu religijnego szintoizmu – konkokyo. Założył go… prosty chłop japoński w 1859 po tym, jak doznał objawień w trakcie choroby. Na drewnianym ołtarzu składa się ofiary z kwiatów, ale też… puszek z jedzeniem i napojów. Złoty dysk nas ołtarzem symbolizuje boskie światło. Co ciekawe typowo buddyjską świątynię ulokowana jest także tutaj. Na stupie budynku z 1938 widoczne są posągi Buddy, a w środku kolorowe parawany z wizerunkami pawi.

Już poza właściwą granicą japońskiej dzielnicy, na Geary Boulvard, wzniesiono Katedrę Wniebowzięcia NMP. Ukończona po trzech latach prac w 1960, Cathedral St.Mary of thr Assumptions odznacza się kształtem dachu. Patrzę na łukowatą konstrukcję z betonu, która zbiega się za sprawą dwóch ścian. Nad ich złączeniem, na wysokości 58 m umieszczono krzyż. W oczy kłuje włoski marmur. To czego nie widać to cztery narożne pylony wpuszczone w ziemię na głębokość 27 m. Dzięki nim konstrukcja nacisk aż 4500 ton,pomimo, że w najwęższym miejscu mierzą ledwie 50 cm obwodu. W środku olśniewają szerokie na 2 m i wysokie na 42 m witrażowe okna – szczeliny. Ich kolorystyka jest symboliczna: zieleń – ziemia, żółty – powietrze, niebieski – woda, a czerwony – ogień. Białe wnętrze uwypukla ołtarz z 10-tonowego bloku marmuru z włoskiego Botticino. Nad nim zwisa 23 m kompozycja prętów, które odbijają światło tworząc alegorię spływającej miłości i łaski Boga. Po prawej mój wzrok przyciągają organy. Są monstrualne – mają 4842 piszczałek!

Urokliwe Haight-Ashbury

Gdy pierwotnie okolica była usiana piaszczystymi wydmami, swe życie spędzali tu dzicy lokatorzy. W 1868 teren kupiło miasto, tworząc – na jałowej, wydawało by się, ziemi park. Wkrótce powstało tu osiedle. Historia miejsca naznaczona jest obecnością beatników i hipisów. Do dziś zachowała się tu owa tradycja, przez co mieszkający tu nie są „wymarzonymi zięciami i synowymi”.

Park Golden Gate na zachodzie to jedno z tych miejsc, z którego mieszkańcy całej Ameryki są dumni. A mieszkańcy San Francisco szczególnie. Ale jak ma być inaczej skoro to największy park miejski w tym rejonie! W alejkach stale mijam się ze spacerowiczami. Jest popołudnie więc trawniki pełne są piknikowiczów. Co jakiś czas mija biegnący amator sportu.

412 ha powierzchnia
5 x 1 km długość boków
20 wejść

A przecież wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Wystarczyło by 1871 nowy zarządca terenu, William Hammond Hall nie wcielił w życie swego planu obsiania piaszczystego terenu. Misja choć wydawała się nie do wykonania, udała się i wbrew logice wyrosły tu drzewa, kwiaty i trawa. 16 lat później teren objął John McLaren – wcześniej pracujący w Ogrodzie Botanicznym w Edynburgu. Ciężką pracą, zasadzając gaje, urządzając jeziorka i odnawiając wydmy po wsze czasy wpisał się do historii miasta…

Ze wschodu na zachód teren przecinają dwie duże ulice:  JFK Drive i Martin Luter King Drive. Stoję przy wschodniej bramie tuż przy J. Mclaren Lodge, gdzie ulokowały się władze parku. Biorę mapki i broszury chcąc już ruszyć w zielony przyczółek. Już sam budynek dyrekcji robi wrażenie. Mauretańsko-gotycka nieruchomość pokryta jest piaskowcem i czerwoną dachówką.

Jest rok 1887. W miejscu do tej pory raczej spokojnym, następuje gwałtowna zmiana. Jaką radość musiał wywołać twarzach dzieci pierwszy publiczny plac zabaw… Stoję przed Koret Playground, gdzie i dziś na karuzeli ze smokami i wielbłądami słychać dziecięcy pisk.

Po chwili jestem już Conservatory od Flowers. Wyjątkowy obiekt! Najstarsza szklarnia na półkuli zachodniej! Jeśli chcesz zobaczyć tropikalne okazy, palmy i storczyki, czy też drapieżne gatunki roślin musisz tu przyjść. Historia jej powstania też jest nietypowa. Był 1879, gdy miasto odkupiło części dziedzińców od Jamesa Licka, tutejszego bogacza. Tak pozyskano budulec, z którego po prostu… poskładano cały obiekt. Dziś w białej szklarni hoduje się tu aż 1700 gatunków roślin, które przybyły z 50 krajów świata. Szklarnia ponowie została otwarta w 2003, po remoncie wartym 25 mln $. Całość podzielona jest tematycznie, osobno umieszczono więc rośliny tropikalne, wodne i doniczkowe.

Zwracam uwagę na brązowy budynek, w otoczeniu palm. To „Muzem de Younga” – najstarsza placówka tego typu w mieście; wyjątkowo bogato wyposażona, w obrazy amerykańskich twórców. Na szczycie, powstałego w 2005 gmachu, umiejscowiono miedziane panele o wadze 475 ton!

Wdrapuję się na platformę widokową 44 m wieży, z której dostrzegam nie tylko cały park, ale i inne dzielnice. No dobrze, ale kim był ów de Young? Otóż, wydawcą gazety „San Francisco Chronicle”, który sfinansował w części zakup budynku Sztuk Pięknych słynącego z wystawy światowej z 1894. Potem umieszczono tu eksponaty: mumie z Egiptu, ptasie jaja i broń z różnych części świata. A co do tego ma John D. Rockefeller? Ano to, że przekazał muzeum ponad… 100 dzieł sztuki. Oglądając ekspozycję spostrzegam też sporą kolekcję sztuki użytkowej: mebli i tkanin. Inną część zajmują przedmioty z Oceanii, w tym czółna maoryskie i zbiory afrykańskie – maski, figurki i rzeźby. Amerykańska historię reprezentują choćby murale z Teotihuacamu (Meksyku, maska z Peru). W parku działa również California Academy of Sciences.

Tutejszy japoński ogród herbaciany z drzewami bonzai i wiśniami to najstarszy taki obiekt w USA. Powstał z myślą o wystawie światowej w 1894, a potem trafił pod opiekę Japończyka Makoto Hagiwara, którego w wyniku II wojny zmuszono do przerwania pracy. Mijam porastające teren sosny i chryzantemy. Nad sadzawką oglądam mostek Księżycowy, a dalej pagodę i… latarnię morską. I tu zdaje się zgubiono nieco proporcje, ale nie podczas projektowania i budowy, a w samym pomyśle jej wzniesienia…. Ledwie 5 lat po, tym jak „wypędzono ”Hagiwarę” stała się bowiem symbolem… przyjaźni amerykańsko-japońskiej. W pawilonie herbacianym piję napar i jem ciasteczko z wróżbą które postawiła przede mną kelnerka obleczona w kimono.

“Teren miasta należał niegdyś do Meksyku, dopiero w I połowie XIX w. USA przejęły teren i w 1847 przemianowały miasto na San Francisco. Dziś mieszka tu 7 milionów ludzi, co czyni z niego jedno z najgęściej zaludnionym miast na Zachodnim Wybrzeżu USA.”

Już po herbacianej uczcie, wkraczam w 22 ha ogród botaniczny z 7 tyś odmian roślin. Od 1940 kusi tak różnorakimi okazami jak: miejscowa, kalifornijska łąka oraz las mgielny – pierwotnie występujący w Azji. Podziwiam nawet australijskie i chińskie roślinki oraz typowo amerykański gaj sekwojowy, mający około 100 lat!

Poziom adrenaliny podnosi się mi dopiero w zachodniej części. Po stawie Stow Lake pływają łódki, w rowerkach wodnych widzę machającą nogami młodzież. A tymczasem niepostrzeżenie, acz nieustannie woda z basenu o pojemności 57 mln litrów zasila tutejszy system irygacyjny. Z brzegu dostrzegam małą wyspę Strawberry Hil, połączoną z lądem dwoma mostkami. Niespodziewanie, jest ona najwyższym „szczytem” całego parku, sięgając 130 m n.p.m. A przecież także jej obwód nie jest mały to około 1,5 km.

Stow Lake San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Stow Lake San Francisco; źródło: Flickr

Zachwycam się 30 m wodospadem Huntington. Gdy w l.90 XIX w. pomysł jego budowy rzucił potentat kolejowy, stało się jasne że przyjmie nazwę nawiązująca do jego nazwiska. Udaję się nieco na północ, gdzie stoi wyrzeźbiony w piaskowcu krzyż „Modlitewnika Powszechnego”. Jego kształt to nawiązanie do krzyża celtyckiego używanego na szkockiej wyspie Iona. Poniżej spoglądam na kolejka kaskadę wodną – Rainbow Fall, którego rozbryzgująca się woda tworzy niesamowite wrażenie tęczy, przez podświetlanie ich różnymi kolorami.

Ponadto natrafiam tu na:

  • Portals od the Past – Lloyd Lake; neoklasyczną kolumnadę, niegdyś tworzącą wejście do rezydencji Albana Nelsona Towne’a mieszkającego na Nobb Hill
  • Buffalo Paddock – na którym 1890 pojawiły się bizony sprowadzone ze stanu Montana
  • Queen Wilhelmina Tulip Garden – który prócz wiadomych kwiatów słynie z maków; jest tu holenderski wiatrak z 1903, który kiedyś miał za zadanie pompować wodę potrzebnej do podlewana całego parku o przepustowości 32 tyś litrow na godzinę! Rozpiętość jego skrzydeł sięga 31 m
  • Beach Chalet – budynek z stylu hiszpańskim to ostanie dzieło Willisa Polka, zasłużonego dla miasta architekta; powstał w 1925 i dziś działa tu informacja turystyczna parku.

Queen Wilhelmina Tulip Garden San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Queen Wilhelmina Tulip Garden San Francisco; źródło: Flickr

Wydawało się, że przełomowym momentem będzie otwarcie w 1895 lunaparku Chutes. Podciągnięcie tramwaju linowego na Haight Street, pozwoliło uruchomić największą atrakcję – zjazd gondolą do jeziorka długości 100 m. Wzdłuż alei Panhndle zaczęły wyrastać wiktoriańskie domy. Opinia „cudownego miejsca” tylko tylko została wzmocniona, gdy osiedle nie ucierpiało w 1906.

Ale przeznaczenia nie da się oszukać. Okolica upadała, w domach zaczęto urządzać mniejsze mieszkania, a niskie czynsze w poł. XX w. zwabiły biedniejszą, zwykle murzyńską społeczność i beatników, których eksmitowano z North Beach. Gdy dekadę później zjawili się tu ludzie z pokolenia „dzieci kwiatów”, w Haight-Ashbury królowały narkotyki. A potem? Było jeszcze gorzej. Narastająca przestępczość opanowała okolicę. Wreszcie miasto reagując na wydarzenia, dało… tutejszym gejom i yuppie wsparcie finansowe do odnowy zabudowań.

Dziś okolica wygląda tak:

Ponadto ciekawe są:

  • ul. Panhandle – biegła przez 8 kwartałów zielonej alei, kiedyś będąc dojazdem do bramy parku Golden Gate; dziś to park z muzeum dendrologicznym i drzewami eukaliptusowymi, cyprysami i sekwojami
  • Haight Street nr 1779-1783 to adres najstarszego budynku handlowego z 1893 roku
  • zabudowaniami pod nr 1775 to siedziba diggersów
  • dom pod nr 1677-81 jest dom w stylu paryskim z 1904.
  • Hotel Red Victorian- Mansion Ave 1322-1342 – wiktoriańskie domy w stylu Eastlake’a z 1891

“W czasie II wojny światowej miasto… rozkwitało. W stoczniach w Richmond i Sausalito budowano okręty wojskowe, wkrótce wysłane do Europy. Najsłynniejszy okręt, krążownik USS „Indianapolis”, wypłynął jednak latem 1945 przewożąc ładunek wzbogacanego uranu, użyty do detonacji bomby atomowej nad Hiroszimą. Na wyspie Treasure powstało też lotnisko.”

Drogocenne Civic Center i SoMa

Aura pogodowa sprawia, że na opady się nie zanosi, co umacnia mnie w poczuciu posiadania idealnego planu. Ce nr 1? Civic Center! Po pamiętnym trzęsieniu w 1906 miała stać się jedną z czołowych aren miasta – piękną i zachwycającą. Nie wszystkie plany udało się zrealizować, ale bez wątpienia tutejsze budynki w stylu beaux arts wniosły coś szczególnego, w lekko skostniałe miasto.

Novum okazał się m.in. ratusz. Gdy zapoznaję się z przeszłością ”City Hall” nagle mnie oświeca! Przecież doskonale nadaje się ona na scenariusz filmu! Bo czyż można znaleźć drugi obiekt w którym tak wiele się działo? Już sama odbudowa po trzęsieniu ziemi z 1989 pochłonęła bagatela 300 milionów $. Dziś więc popielate, granitowo-marmurowe centrum władz zdobione złotem, jest na swój sposób wyjątkowy. Dodatkowo, w 1978 na piętrze budynku doszło do zabójstwa. Dawny członek władz miejskich Dan White zastrzelił burmistrza George’a Moscone’a i członka legislatury Harveya Milka. Powód? Ten drugi, jako pierwszy polityk w USA przyznał się do swych odmiennych skłonności seksualnych.

Podświetlony City Hall San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

Podświetlony City Hall San Francisco; źródło: Flickr

Wyobraź sobie, jak musiała wygląda budowa, skoro to jedyny gmach na świecie, całkowicie odizolowany od podłoża! Jak to możliwe? Otóż budynek stoi na metalowo-gumowych dyskach, łagodzących wstrząsy. Choć pierwotna konstrukcja powstała w 1915, niewiele się zmienił po odbudowie. Cały czas ma dwa skrzydła i rotundy, której dach pokrywa miedziana kopuła. Przechadzając się po chodniku przed ratuszem zadzieram głowę, by objąć wzrokiem kopułę. A ta jest spora, wysoka na 93,7 m. Wiecie, że jest większa o 12 m od kopuły samego stołecznego Kapitolu?! Do tego te renesansowe kolumny doryckie i bogate dekoracje na froncie. A co w środku? Na górze schodów Sala Legislatury (Board os Supervisors) z kasetonami w błękitno-zielonym i złotawym odcieniu. Na ścianach widać dębowe panele; głos kroków odbija się na marmurowej podłodze. Przystaję by dać szansę nowożeńcom zapozować, na imponujących schodach do pamiątkowej fotografii.

“Plac przed biblioteką – United Nations Plaza, upamiętnia przygotowaną w gmachu tutejszej opery w 1945 War Memorial – Kartę Narodów Zjednoczonych; stąd widoczne na kolumnie nazwy państw sygnatariuszy.”

Wreszcie docieram na 200 Larkin St. przed Muzeum Sztuki Azjatyckiej – największej placówki tego typu w USA. Jest tu jakieś 18 tyś eksponatów z 40 krajów, a najstarsze pochodzą sprzed 6 tyś lat! W oczy rzucają mi się zbiory indyjskie: posągi religijne z drewna, brązu, kamienia i gliny; wizerunek Buddy Przyszłości Maitreji. Jest i XII w. kamienny Ganesa – bóstwo z głową słonia – symbol mądrości i bogactwa. W innej sali natykam się na sztukę ze Świata Persów i Azji Zachodniej z: ceramiką, biżuterią, naczyniami i manuskryptami. Azji Południowo-Wschodnia kusi ceramiką z Tajlandii, ale nade wszystko sztyletami malajskimi, tzw. krisami, wysadzanych drogimi kamieniami. A i dla wielbicieli Tybetu coś się znajdzie – zwoje tekstów klasztornych posągi bóstw. Część chińska to już wyroby z brązu, ceramiki. Rzeźby i obrazy leżą w otoczeniu rytualnych przedmiotów. W cieple jakie nawiedza czasem miasto, aż prosi się by skorzystać z wachlarzy z dynastii Mig. Koreę reprezentują sztylety łupkowe z epoki brązu datowane na 600-500 rok p.n.e., oraz posągi Buddy, naczynia z gliny oraz obrazy tworzone na jedwabiu. W końcu japońska część zorientowane jest na porcelanie, zwojach papirusu, i obiektów kamionkowych.

Interesujące miejsca to też:

1 – Bill Graham Civic Auditorium – na Civic Center Plaza, powstałe w 1915 z okazji wystawy światowej. Dziś to najpiękniejsza miejska sala widowiskowa.

2 – Old Hibernia Bank – symbol beaux arts, zaprojektowany w 1892 zwraca uwae kolumnami korynskimi i kopułą. W holu są bogate witraże i sztukaterie

3 – Veterans Building

4 – Pioneer Monument – na Fulton Street; między budynkami biblioteki ustawiono w 1894 pomnik Pionierów. Rzeźba ukazuje mnicha przybyłego z Hiszpanii z nawróconym Indianinem oraz poszukiwaczy złota, którzy trafili na żyłę.

5 – Sala koncertowa Louise M.Davis Symphony Hall z 1980, czyli siedzibą orkiestry symfonicznej San Francisco z organami w których umieszczono 9235 piszczałek!

SoMa, czyli South of Market to okolica, którą niegdyś upodobali sobie majętni ludzie budując tu swe domy. Figurujące tu rezydencje zmiotło trzęsienie na początku XX w. Ich miejsce zajęli wkrótce rodziny robotników i zakłady produkcyjne. Idąc nabrzeżem, które nabrało charakteru wybitnie portowego.

Czynszowe kamienice, przez lata będące esencją miejsca, przeobraziły się jednak w kwitnące nocnym, rozrywkowym życiem wypełnionym morzem alkoholu. Dziś króciutka wypełniana magazynami Rincon Hill w 1936 została pozbawiona zbudowań, tworząc dojazd do Bay Bridge. Trzy dekady później władze miasta wraz z deweloperami wypowiedzieli wojnę ubogim mieszkańcom. Starcie ostatecznie przegrane… Kompromis osadzono na budowie w okolicy Yerba Buena Gardens nowego osiedla. A SoMa? Zyskała nowe życie – stare magazyny zaaranżowano na studia i pracownie artystyczne. Tak trafiam tu właśnie na drogie restauracje, ekskluzywne hotele małe muzea i popularne lokale nocne. Szczególnie tych pierwszych jest tu zatrzęsienie.

SoMa San Francisco www.szlakiempodrozy.pl

SoMa San Francisco; źródło: Flickr

“Embarcadero – arteria ciągnąca się w północno-wschodniej części miasta; niemal zawsze czuć we włosach wiatr. Jej kształt, przypominający łuk łączy Fishermans’s Wharf z SoMa. Warto tu przyjść powdychać jodu. Powstała na koronie umocnionego wybrzeża.”

Czytaj dalej

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments