Utrecht i Groningen www.szlakiempodrozy.pl

Kanałami przez Utrecht i Groningen [praktyczny poradnik z cenami]

Dwa niderlandzkie (czy jak kto woli holenderskie 🙂 ) miasta, które dzieli ok. 194 km. Wydawać by się mogło, że przecież niewiele może je łączyć terytorialnie. A tymczasem w przeszłości odległość ta wcale nie była tak duża… Okazuje się bowiem, że powstałe w Utrechcie w VII w. biskupstwo 400 lat lat później rozrosło się do tego stopnia, że sięgało aż po Groningen! I co więcej, obydwa – jak to miasta w Holandii – wytłoczyła ta sama matryca – kanały.

Ten Utrechcki, ciągnący się przez miasto z północy na południe, miarowo doprowadzający wodę do rzeki Ren, zakorzenił się w świadomości ludzi już w starożytności. Był 47 r., gdy Rzymianie założyli tu garnizon, mający bronić Cesarstwa przed najazdami ze wschodu. Ale tamtejsze plemiona i tak poczynały sobie nad wyraz śmiało. Kilkukrotne napaści osłabiły osadę, która słaniając się na nogach, w III w. padła łupem Germanów.

Staję więc na mostku, będącym północnym początkiem 2 km Oudegracht., wiodącego nieopodal najważniejszych atrakcji Utrechtu. Stanowiący swego czasu główną arterię miasta ów Stary Kanał skutecznie zepchnął na dalszy plan, drogi ówczesnej osady. Ruszam z wolna wyłożoną kostka ścieżką, klasycznie, trzymając się prawej strony. Ocierając się niemal to gołe cegły, to o otynkowane mury zerkam na tutejsze wystawy. Na jednej, należącej do staroświeckiego sklepu muzycznego dostrzegam multum płyt gramofonowych. Co jak co, ale globalizacja na pewno nie ominęła tego miasta. Dowód? Powiewająca, zielono-biało-czerwona włoska flaga nad wejściem do pizzerii.

Nagle mija mnie hałaśliwy skuter, za którym spokojnie, bezszelestnie podążają rowerzyści. Zresztą co kilkanaście metrów rządkiem stoi kilkanaście podobnych jak nie d damek, to męskich pojazdów. No ale czego chcieć – w końcu to Holandia!

Pełne ulice Utrechtu

Co jakiś czas, z dołu dobiega wybuch śmiechu i podniesiony głos rozmówców. Może rzeczywiście ruszenie deptakiem na poziome kanału byłby lepszym wyjściem? Tyle, że wtedy mogło by mi coś umknąć. A ponadto i tak trzeba by było, co jakiś czas, wchodzić na górę i minąć most.

“Ogrom ilości budowli kościelnych determinował fakt, iż w mieście nie można się było opędzić od wież. O pewnie byłoby tak dalej, gdyby miasta nie nawiedził potężny huragan, który zmiótł je z powierzchni ziemi w 1674.”

Stary Kanał, wygląda naprawdę kusząco. Próbkę kamienic przypominających średniowieczne czasy, dostaję pod nr 99. Wbijam wzrok w wysokie okna brązowego budynku pod na Oudaen. Zerkam na dwie rzeźbione postacie; jedna ze złożonymi rękoma gorliwie się modli, druga jakby niewidzącym wzrokiem patrzy gdzieś w dal. Pamiętacie jak to było w rycerskich czasach? Struktura społeczeństwa była tak spolaryzowana, że właściwie prócz bogaczy i biedaków, inne klasy nie istniały. Podczas gdy biedne, sąsiednie chaty zajmowali ci drudzy, w okazałych domach wygodnie żyła elita. Jednym z takowych jest wzniesiony w 1320 r. trzykondygnacyjny Oudaen Stadskasteel. Nie bez przyczyny przypomina mi więc zamek.

Konstrukcję z dwoma piwnicami zbudowała sobie rodzina Zoudenbalch, ale to od rodu van Oudaen, wzięła się dzisiejsza nazwa. Gdy na przełomie 1576/77 próba oblężenia zamku Vredenburg zniszczyła fasad domu remont przyniósł jej nadanie ceglanej natury. Potem przechodząc z rąk do rak, pełnił rolę kościelnego domu spokojnej starości, czy siedziby stowarzyszenia studenckiego. Teraz zaglądam do hotelowego lobby i restauracji, w której gdzie jak nigdzie indziej w mieście smakuje kawa i produkowane w mieszczącym się tu browarze piwo, oczywiście w iście kosmicznych cenach.

Przykładowe ceny na 27.III.20120:
Carpaccio z sera, rukola, z majonezem i pesto z kaparami – 11 
Wędzony łosoś na gorąco z puree ziemniaczanym – 12 

Sałatka z kurczaka, pesto, oliwek, pieczonej cukinii i suszonych pomidorów – mała 11 /duża 18 
Hamburger z dodatkami – 18,5 €
Tiramisu – 8,25 €
Piwo – 3,95 

Stadskasteel Oudaen Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Stadskasteel Oudaen Utrecht; źródło: Flickr

Przeciskam się przez tłum i po chwili mostkiem Jansbrug przechodzę na druga stronę. Tu wbijam wzrok w kamienicę z 1280. Złoty napis i otwarte czerwone okiennice na piętrze sprawiają, że Drakenborch ma w sobie coś z potęgi. Przekaz ten wzmocniła renowacja elewacji w 1968; może dlatego wzniesiona dla Frederika van Drakenburga – administratora kierującego służbami i sądownictwem w mieście, robi dziś takie wrażenie? Gdy widzę majaczące za szyba tęczowe flagi myślę sobie: jak tu ie wierzyć stereotypy…

Drakenborch Utrecht Niderlandy www.szlakiempodrozy.plDrakenborch; źródło: Flickr

Zakręcająca „eską” trasa nagle eksploduje zapachami. Woń gotowanych potraw wyziera się z wnętrz restauracji i knajpek, eksplodując wręcz… pod McDonald’sem. Przystaję na moście, próbując wypatrzeć co też czeka mnie dalej. Kanał jednak zakręca, skutecznie uniemożliwiając dostrzeżenie czegokolwiek. Jakby od niechcenia myśli wędrują mi ku XI w., gdy zwykłymi łopatami, mozolnie wybierając ziemię, tworzono zagłębienie sięgające poniżej ówczesnego poziomu ulic. A z urobku tworzono wały zabezpieczające miasto przed kolejnymi powodziami, generowanymi przez cykliczne podwyższanie się wód Renu.

Ceglane nabrzeża, wyposażone w duże piwnice stały się wkrótce jednym z motorów napędowych miasta. Podziemne pomieszczania stały się bowiem magazynami dla towarów z Nadrenii i Flandrii. Wpatruję się właśnie w drzwiczki takich podpiwniczeń konstatując, że po odnowieniu zaadoptowano je na restauracyjno-barowe enklawy miasta.

Przelatuję wzrokiem po kremowo-szarej nieruchomości, która jakby nieco tu nie pasowała. Sąsiednie obiekty kuszą to ceglanym frontonem, to wysoko umiejscowionymi rzeźbami, czy też żeliwnymi, misternymi barierkami w krwistym kolorze. A tymczasem ratusz wygląda nad wyraz zwyczajnie, by nie powiedzieć biednie. Mam wrażenie, jakby cztery korynckie kolumny wkomponowano tu na siłę, chcąc ratować nieudany projekt. A jak pomyślę, że po tym jak go ukończono w 1830 wyglądał jeszcze mniej okazale to, aż mi go żal… Tyle dobrego, że przynajmniej 127 lat później dodano rzeźby personifikując: sprawiedliwość, czujność, urząd, politykę i religię, które majaczą dziś na samej górze Stadhuis.

W dni powszednie otwarty od 8:30 do 17:00 (w czwartki do 21:00).

Ratusz - Utrecht www.szlakiempodrozy.plRatusz – Utrecht; źródło: Wikipedia

Cuda Utrechtu

Najwyższa pora odkleić się od wody. Niczym naukowiec siedzący nad mikroskopem uważnie przypatruję się tkance miejskiej, która odkrywa przede mną za sprawą utrzymanych w orzechowej kolorystyce, sięgających dwóch pięter budynków. Dosłownie każda szyba – butiku czy sklepu – oblepiona jest wołającymi napisami: „sale”. Wydawało by się – centrum elegancji, ale złudzenie mija, gdy dostrzegam zabazgraną tagami skrzynkę telekomunikacyjną. Jakaś młoda matka pcha wózek, obok spacerują rzesze ludzi z papierowymi torbami. Wreszcie skręcam w Buuerkerkhof gdzie udaje mi się uwolnić od zakupowego gwaru.

Jeszcze 90 m i oto czerwone drzwi najstarszego kościoła Utrechtu, stają przede mną otworem. Z Buurkerk wiąże się, skądinąd ciekawa historia siostry Bertken, która zażyczyła sobie, aby ją… zamurowano i tym samym pozbawiono możliwości korzystania z grzesznych pokus. I tak 57 lat spędziła w maleńkiej celi! Z tą budową to zresztą różowo nie było – trwała… 274 lata! Uczciwie jednak muszę zastrzec, że gros czasu zajęło jego powiększanie dla rosnącej stale populacji miasta. Pora wejść do środka…

Wyłożona dywanem podłoga, białe filary podtrzymujące strop, niebieskawe światełka. No nic, wchodzę dalej i widzę ciemne kotary oddzielające poszczególne części… muzeum. Tak tak, żadna pomyłka! W l.50 wnętrza świątyni zaadoptowano na Nationaal Museum van Speelklok tot Pierement, kuszące zbiorem mechanicznych instrumentów muzycznych, pianin, a nawet automatycznych organów piszczałkowych. Część z nich umilała XV w., licznie organizowane miejskie jarmarki! Co więcej prawdziwymi dziełami sztuki nazwać można tutejsze zegary, które po uprzednim nakręceniu, odgrywają prawdziwe koncerty. A i to nie wszystko, gdyż w oczy rzucają się śpiewające lalki, z pierwszych lat XIX stulecia. Wspaniałe instrumenty zobaczyć można tutaj.

Muzeum Speelklok Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Muzeum Speelklok; źródło: Flickr

Jedno z arcydzieł muzeum Speelklok Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Jedno z arcydzieł muzeum Speelklok; źródło: Flickr

Jak to się stało, że kościół stracił swą pierwotną funkcję? Ano nadeszła protestancka rewolucja, przyjmujący pieczę nad kościołem protestanci zniszczyli historyczne freski, a dzieła dokończyła słynna burza z sierpnia 1674.W swej historii miewał i bardziej dziwne momenty – choćby francuska okupacja miasta skutkowała założeniem w nim magazynu siana, stajni i kuchni polowej.

Można tu zajrzeć codziennie, oprócz poniedziałków w godz. 10.00-17.00; najlepiej nastawić się na min. dwugodzinne zwiedzanie.

Huis Zoudenbalch Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Huis Zoudenbalch – dom średniowiecznej, patrycjuszowskiej rodziny Zoudenbalchn. Choć pierwotny budynek z ok. 1467 r. strawił pożar, to jednak odbudowany prezentuje się okazale. Źródło foto: Flickr

Rozmowy na placu

Wsłuchuję się w głośno prowadzone rozmowy w charakterystycznym, siermiężnie brzmiącym języku niderlandzkim prowadzone na Mariaplaats. Przez wyłożony kostką, ale za to pełen drzew mały plac stale ktoś kroczy. A, że zdążyłem się już przyzwyczaić do tutejszej architektury, otaczająca mnie cegła nie robi już takiego wrażenia. Z kanonu wybija się biała fasada knajpki i sklepy z ciuchami.

Nogi niosą mnie do starej, kamiennej pompy zdobiącej dziś skwerek. Od 1844 zaopatrywani się tu w wodę, co ułatwiała umieszczona na górze latarnia. Wiecie, że szczególną rolę odegrała w l. 70 XIX w.? Gdy miasto nawiedziła epidemia cholery, owo ujęcie było wówczas jednym z niewielu, z którego można było bezpiecznie czerpać wodę! Ale wkrótce po podłączeniu domów do sieci wodociągowej, publiczne pompy odeszły w zapomnienie. Usuniętą w 1931 r. konstrukcję przywrócono, jako element dekoracyjny 44 lata później, mając nadzieję na to, że cieszyć będzie oczy.

Słynna pompa na Mariaplaats Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Słynna pompa na Mariaplaats; źródło: Wikipedia

Łakomy kąsek stanowi dla mnie wieża dawnego szpitala Sint-Joannes de Deo. Działający od 1896 przybytek pierwotnie prowadzili katoliccy zakonnicy. Dziś co prawda nie ma już po nich śladu, ale za to parter i dwa piętra mieszczą Konserwatorium Utrechckie (HKU Utrecht Conservatory). Niemniej przeszłość owej działki wykracza jeszcze dalej. Okazuje się, że dokładnie w tym miejscu do 1813 pysznił się jeden z miejskich kościołów. Po jego rozebraniu nowa neoklasyczna budowla, oddana w 1847, mieściła sale koncertową. A później?

Bywało różnie… Wnętrza pełniły rolę muzeum, szkoły aż nadeszła II wojna światowa i wszystko legło w gruzach. Zakończona siedem lat po wojnie odbudowa nadał mu nowe życie. W 1972 władze nie miały na nieruchomość pomysłu i tak pustą powierzchnię zajęło konserwatorom muzyczne. W 1988 kompetentnie strawił go pożar, po którym znów został odbudowany. O tym jak wiele prac trzeba wówczas w to włożyć świadczą choćby dwa jaśniejsze elementy widoczne nad drzwiami – figury świętych.

St. Joannes de Deo Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

St. Joannes de Deo; źródło: Flickr

Nagle między zabudowaniami dostrzegam kolejny upiększający, zielony komponent. Tak się składa, że ogród botaniczny Pandhof Sinte Marie częścią zabudowań dawnego klasztoru, przy romańskim kościele Mariackim. Ten zaś był elementem historycznej zachodniej świątyni. Gdy go budowano w XI w. wydawało się że przetrzyma wszystko. Ale rok 1576 przyniósł sławne oblężenie zamku Vredenburg znacząco ucierpiał. Agonię przedłużano do 1811, gdy cegła za cegłą został rozebrany. Pozostał jedynie klasztor, na którego dziedzińcu do dziś unoszą się zapachy kwiatów i ziół.

Otwarty codzienne w godz. 8.00–20.00.

Kawa z Led Zeppelin

Uff, pora usiąść i zaczerpnąć tchu. A, że taka perspektywa rysuje się tuż za rogiem, wykorzystuję szansę. Na co? Na niezwykle smakowitą kawę! Mariaplaats 11/12 to adres w mieście powszechnie znany. Okazały budynek z 1873 r., o czym można się przekonać mając sokoli wzrok, dzięki umieszczonej na szczycie wieżyczki dacie, mieści kawiarnię ”Stairway to Heaven”. Coś wam to mówi? Fanom Led Zeppelin, z pewnością. Będąca efektem fascynacji rockowym kawałkiem słynnej grupy knajpka jest nieźle wyposażona. I nie chodzi o gatunki serwowanego napoju, a… wiszące na ścianach złote płyty i gitary.

Pamiętajcie o różnych godzinach otwarcia: poniedziałki: 12.00–21.00; wtorki: 11.00–00.45; środy: 11.00–23.00; czwartki: 11.00–00.15; piątki i soboty: 11.00–04:00 oraz niedziele: 12.00–21.00.

Przykładowe ceny na 27.III.20120:
Łosoś, kapary, cebula, musztarda miodowa –  8 /9 
Kanapki, krokiety, sałatka z tuńczyka z serem –  8 /9 

Burger – z cebulą, sałatą, pomidorem, frytkami – 14 
Mięso wieprzowe z sosem BBQ i frytkami – 14 
Risotto cytrynowe z grzybami kasztanowymi, szparagami i sosem truflowym – 14 

Filet z Dorady ze szpinakiem – 17 

Truskawki, bita śmietana, lody cytrusowe – 17 
Naleśnik z sosem czekoladowym, lodami pistacjowymi z owocami –
Kawa, cappuccino, herbata – 2,50 
Napoje gazowane (Pepsi, 7up, itp) – 2,70 
Piwa butelkowe 3,25 – 7,5

Kawiarnia Stairway to Heaven Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Kawiarnia Stairway to Heaven; źródło: Flickr

Mostem Martensburg wracam do wschodniej części miasta. Już na nim nie mogę wyjść z podziwu dla dominującego składnika tej całej miejskiej mieszanki. Jakby stojąca na środku sceny w pełnym świetle. Nieprzerwanie XIV w. dominująca w krajobrazie czwartego co do wielkości miasta Niderlandów. Po prostu, wieża katedry – Domtoren. Wczytuję się w zamieszczoną na planszy historię dowiadując się, że odstająca od ziemi na 112,5 m wieża przez wieki była dumą kraju, stanowiąc najwyższy budynek w kraju! Gdy w 1321 r. zaczęto ją z mozołem budować pewnie nie przypuszczano, że potrwa to aż sześć dekad! Wchodzę pod łukowate sklepienie, dalej do środka by przeżyć coś co zawsze stanowi dla mnie cel – zerknięcie na miasto z puntu widokowego.

Schodami po widok na Utrecht

Ale nie ma tak łatwo. Jako, że już wcześniej kupiłem bilet w punkcie informacyjnym Rind Dom śmiało wybieram “wersję hard” i zaczynam się wspinać schodami, których czeka mnie tu 465. Gdy staję przed siatkowym zabezpieczeniem już na górze, odwracam się jednak i najpierw szukam wzrokiem specyficznej części tego giganta. Wznoszenie gotyckiego, ośmiobocznego olbrzyma zakończono bowiem, gdy na koniuszku wieży zamontowano wiatrowskaz z postacią św. Marcina.

Wieża katedry – Domtoren Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Wieża katedry – Domtoren; źródło: Flickr

Rozciągający się z góry widok olśniewa! Przypominam sobie jak to w 1580 nadeszły nowe czasy i wypieranych z terenów państwa katolików, zastępowali protestanci, którzy zajęli także katedrę. A była wówczas znacznie bardziej rozbudowana niż dziś! Dość powiedzieć, że jej środkowa nawa część zajmowała wtedy cały dzisiejszy Plac Katerdalny (Domplein)! A jakby tego było mało kościół łączył się z wieżą mostem! Ale dopiero w w 1919 podczas odbudowy podwyższono ją do obecnych rozmiarów.

Wchodzę do środka, zerknąć co kryją wnętrza. Bo to nie tak, że rozlegał się z niej głos dzwonów i koniec… Jej wachlarz możliwości był znacznie szerszy, a już fakt, iż swą prywatną kaplicę miał tu biskup weszło na stałe do historii. Nie było i nie ma bowiem drugiej takiej wieży na świecie! Z tego też względu na stałe przebywał w niej strażnik. Ściany wąskiego korytarza zapełniono słusznych rozmiarów obrazami. Zaszczytu ich obejrzenia doświadczają także goście, w trakcie organizowanych w wieży ceremonii ślubów. A… jeszcze jedno – choć decyzja nie została zapisana w żadnych przepisach, utarło się, że żadna nowa budowla nie może przewyższyć owej wieży. W wieży znajduje się aż 14 dzwonów, które obciążają konstrukcję swymi 32 tonami wagi! Pierwsze pojawiły się tu w 1505; zaś największy “Salvator: waży 8200 kg i ma średnicę 2,27 m.

Bilet w cenie: 10 € – dorośli; 5 € – dzieci (4-12 lat); 7,50 € – studenci i osoby 65+.

Godziny otwarcia: pon: 12.00 – 17.00; wt-czw: 10.00 – 17.00; ndz: 11.00 – 17.00.

“W 2019 r. w mieście powstały specjalne ogródki dla… pszczół. Co ciekawe 316 takich obiektów urządzono na… dachach wiat przystanków autobusowych. Obsadzone roślinami odpornymi na suszę i co więcej odprowadzana jest z nich deszczówka.”

Jak dobrze być na dole… Lęk wysokości zrobił swoje i nogi mam jak z galarety. Na okrągłych kamieniach ma placu siedzi sporo ludzi, napawając się widokiem zarówno wieży, jak i samej katedry. A więc, pora i na nią! Zwykła posadzka z szarych, wielkich nie jest pokryta żadnymi zdobieniami. Zwykłe drewniane brązowe krzesła i ustawione o dziwo nie w kierunku ołtarza, ale wzdłuż nawy ławki, sprawiają że przestrzeń jest dość duża. Ale tak, między nami, szału nie ma

Wnętrze katedry w Utrechcie www.szlakiempodrozy.pl

Wnętrze katedry w Utrechcie; źródło: Flickr

No może poza organami. Ich piszczałki ustawione po bokach, tworzą koła. W 1674 gotycka katedra ucierpiała w wyniku działania tornada, a w 1836 najwyżej położoną kondygnację wieży uszkodziła burza. Więcej o katedrze tutaj.

Witraże katedralne Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Witraże katedralne Utrecht; źródło: Flickr

Pamiętacie tę antyczną, rzymską opowieść z początku? W 689 r. władzę nad obszarem dzisiejszego miasta objął król Pelpin II, ściągając tu natychmiast bp Willibrorda, który szybko zajął się chrystianizacją. Ale to nie jemu, a XI w. bp Bernoldowi przypadła chwała uczynienia z Utrechtu swoistego centrum religijnego Europy Zachodniej. Efekty planu przyszły nad wyraz szybko. Budowa czterech kościołów, tworzących na planie miasta krzyż ,okazała się wstępem do postawienia wspomnianej, stanowiącej wkrótce miejsce przecięcia się linii wznoszonych kościołów katedry. Dwa z owych kościołów – północny Jonskerk i wschodni Pieterskerk zamierzam właśnie zobaczyć.

Kościelny skarb z grobem

Ładna ceglaną kamienicę na początku Voetiusstraat, jakby właśnie wietrzono. Pootwierane okiennice, na górze pomalowane biało-czerwonymi trójkątami, na dole zaś ciemna zielenią. Mijam małe skrzyżowanie i tak już jestem pod Pieterskerk – kościele, stanowiącym pierwszy element słynnego krzyża bp Bernolda. Obchodzę mury i po chwili wkraczam w miejsce, szczególnie poważane przez tego duchownego, który stał się w efekcie miejscem jego wiecznego spoczynku. Wewnętrzne ściany z szarego tufu i podpierające konstrukcję kolumny z czerwonego piaskowca, to pierwsze co rzuca mi się w oczy.

Spoglądam na płaskorzeźby odkryte pod podłogą podczas remontu w 1965. Przedstawiające scenę Ukrzyżowania, osobę Piłata, oraz po prawej – anioła, już przy otwartym grobie Jezusa, wraz ze zbliżającymi się trzeba kobietami. Wreszcie docieram pod epitafium dedykowane dawnym kanonikom. Omiatam wzrokiem całość i znajduję malowidła naścienne, w tym XIII w. wizerunek Jezusa na suficie absydy chóru.

“Kościół słynie z organizowanych w nim koncertów chórów. W trakcie roku, zawsze w piątki, odbywa się tu 25 takich występów.”

Ale to wszystko rekonstrukcja… Pamiętna wichura z 1674 zburzyła obie wieże, uszkadzając dodatkowo konstrukcję. A przecież kończąc budowę w 1048 r. miejscowi kanonicy napawali się romańskim stylem, który nawiązywał wyglądem do podobnych niemieckich budowli. I nic w tym dziwnego, skoro Utrecht stanowił wówczas cześć Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a budulec ściągano z okolic gór Eifel. Ano właśnie… kanonicy. Tuż po oddaniu Pieterskerk do użytku, prócz nich niewielu ludzi mogło się w nim modlić.

Zwiedzanie: pon-czw; godz. 10.00-17.00

Pieterskerk z lotu ptaka Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Pieterskerk z lotu ptaka; źródło: Flickr

Wnętrza Pieterskerk Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Wnętrze Pieterskerk; źródło: Flickr

Nie dość, że naturalnie wąska, to jeszcze ograniczona betonowymi palami sięgającymi kolan. Przeciskam się między parkującymi samochodami, niemal ocierając o idących w przeciwnym kierunku ludzi. Przemierzam ul. Achter Sint Pieter szukając ciekawych drzwi, z widocznie wyrzeźbiona na nich palmą. Tak się składa, że stanowią wejście do budynku gdzie mieszkał niezły gagatek…

Zakład o kamień

Rezydencję De Krakeling zamieszkiwał bowiem arystokrata Everard Meyser. Stojąc przed nieruchomością powstałą w 1663 przypominam sobie, jak to założył się o to, czy mieszkańcy Amersfoort przeciągną do Utrechtu, ważący 9 ton kamień – kei. A, że obydwa miasta dzieliło 6 km Meyser, był pewien swojej wygranej. Ale ludzie byli nie w ciemię bici; sprytnie władowali wielki głaz na sanki i tak przeciągnęli do miasta. Gdy Meyser zobaczył, że zadanie zostało wykonane… urządził megaimprezę, stawiając piwo i precle 400 osobom!

Wpatruję się w koładkę, jasno dowodzącą prawdziwości historii, która doczepiona do frontowych drzwi przypomina właśnie precelek. A nie tylko ona sprawia, że to miejsce niezwykłe – wrażenie potęguje nachylenie nieruchomości do ulicy.

Dom De Krakeling Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Dom De Krakeling; źródło: Wikipedia

Trudno, aby od średniowiecza w niderlandzkim społeczeństwie nie zaszły zmiany. Jednak w jednym aspekcie, kraj ten przeszedł prawdziwą rewolucję. Podczas gdy XIII i XIV w. bogobojne społeczeństwo wznosiło bogate katedry i kościoły, dziś większość ludzi jest ateistami. Trzy minuty zajmuje mi dojście pod drugą z pamiętnych świątyń bp Bernolda – Janskerk. Ukończona w 1050 jest po prostu… zwykła.

Dawniej z konstrukcji emanował stricte romański styl, co widoczne było choćby w okrągłych kolumnach z czerwonego piaskowca. Potem postanowiono jednak obudować ją cegłą, obawiając się, że te nie wytrzymają naporu całej budowli. Tak zyskały nowy, kwadratowy kształt. O pierwotnym wyglądzie przypomina dziś tylko jeden filar w nawie. Obite czerwoną tkaniną eleganckie krzesła stoją dziś przed pustym podwyższeniem, gdzie dawniej mieścił się ołtarz. Nad nim po prawej stronie, jakby wisząc w powietrzu ukazując się organy 1861 r. Surowe, białe ściany kościoła pw. św. Jana Chrzciciela, mają pewien punkt styczny z Pieterskerk – i one nie ochroniły się przed huraganem. Ale i tak już wcześniej, w XIV w. runęła jedna z wież. Reformacja przyniosła kościołowi przebudowę, a zmiana aranżacji nosiła znamiona gotyku.

Janskerk Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Janskerk; źródło: Wikipedia

Janskerk w środku Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Janskerk w środku; źródło: Flickr

W objęciach Utrechtu

Tymczasem jak Tadzio Norek, wracam do kanałów 🙂 No może porównanie nie na miejscu, bo jednak Kromme Nieuwegracht to synonim elegancji. Przyklejam się do barierek, odgradzających szumiący poniżej potok. Jak wszędzie z kamienic wyzierają różne kolory; cześć utrzymana jest w spokojnej ceglanej aurze inne z nowszymi, kolorowymi elewacjami.

Czeka mnie półkilometrowy spacer z wzdłuż dawnego brzegu Renu „Nowym Kanałem” powstałym w l. 1390-93 r. Głębokie wykopy odsłoniły wówczas rzymskie pozostałości. Wkrótce po powstaniu stał się enklawą kupców, którym aż tak się nie poszczęściło w interesach. Pora dnia sprawia, że podczas gdy jedną stronę drogi rozjaśniają spływające na nią promienie słońca, druga pozostaje ukryta w cieniu. Jako, że ulica jest przejezdna, co jakiś czas przystaję, ustępując miejsca jadącemu samochodowi.

Po prawej stale, jakby wynurzają się z wody pionowe ściany kolejnych domostwo których wejście możliwe jest dzięki rozciągniętym nad kanałem kładkom. Nagle koryto wodne ostro zakręca w prawo, a na chodniku pojawiają się zielone krzaki; gdzieniegdzie barierki opina bluszcz. Zostawiam za sobą XVI w. gotyckie domy. I to już? – myślę wodząc wzrokiem po Paushuize – Domu Papieskim. Z drugim z najstarszych budynków w mieście, obleczony dziś ceglano-betonowe pasy, łączy się historia papieża Adriana VI, jedynego krajana, który piastował najważniejszą funkcję w kościele katolickim.

Zanim to nastąpiło, wówczas jeszcze jako zwykły ksiądz Adriaan Floriszoon Boeyens został przydzielony do posługi na hiszpańskim dworze królewskim. Spodziewając się, że na stare lata wróci do ojczyzny zbudował sobie dom, po czym w 1522 został wybrany na papieża. Ale ambitna głowa Kościoła nie trafiała z przesłaniem w gusta hierarchów kościelnych – jego nowatorskie reformy torpedowano, a on sam zmarł po roku pontyfikatu. Obchodzę dom szukając dodanego w 1633 r. elementu – kamiennej płaskorzeźby, przestawiającej rzymskiego żołnierza, robiącego zamach z kula w ręku. Serce wnętrza stanowią cztery salony, oraz sala balowa urządzona w 1830. Dziś pełne są dzieł sztuki oraz mebli, które służyły przez lata mieszkającym tu dostojnikom kościelnym.

Zbiory muzeum klasztoru św.Katarzyny Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Zbiory muzeum klasztoru św. Katarzyny; źródło: Flickr

Dziedziniec muzeum Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Dziedziniec muzeum; źródło: Flickr

A tymczasem nieco dalej, po skręcie w lewo otwiera się ulica wzdłuż której w XVI w. tworzono różnorakie klasztory. Niektórym, nie pełniącym już swych pierwotnych funkcji, nadano nowy charakter. Jeden zaś przeobrażono w Catharijneconvent Museum (Muzeum Klasztoru św. Katarzyny), placówkę szczycąca się dziś okazałymi elementami średniowiecznej sztuki, w tym: manuskryptami, rzeźbami, ołtarzami i obrazami m.in. Rembrandta, czy Jaka van Scorela. Gros z przedmiotów nawiązuje do religii, w tym przedmioty liturgiczne ukazujące różnice między katolikami, a protestantami.

Wt-pt 10.00 – 17.00; sb-ndz: 11.00 – 17.00; bilety: posiadacze „Karty muzeum”: 3€;dorośli: 17€; osoby 65+: 15€; dzieci w wieku od 6-17 l.: 10€; studenci: 7€; bilet Kerstival 6 € (bilet do muzeum na Kerstival; dzieci do 6 lat: bezpłatnie)

*do każdej ceny należy doliczyć 3€ dopłaty za wystawę

Bez dwóch zdań to jednak Catharijnekerk jest tutaj namacalnym dowodem dawnej kościelnej potęgi. Patrzę e górę, jak na czubku wieży wariuje wiatrowskaz. Ani jednego, a nie drugiego by nie było, gdyby nie wielka chęci katolików. Przeobrażenie ze zwykłej kaplicy karmelitów w narodową świątynię katolików, pragnących uczcić przyznanie im prawa do wyznawania (dotąd zabronionego) swej religii było niesztampowym działaniem. Dobudowie górującej nade mną 53 m wieży towarzyszyła aura niemałego skandalu. Nie dość, że zajmując kością katolicy wznieśli samą wieżę, to jeszcze zmienili wnętrze świątyni na modłę neogotycką, co… rozjuszyło protestantów.

Pikanterii dodaje fakt, że wznoszono go ponad 80 lat jako katolicki, by już dwie dekady później zamknąć w trakcie przechodzącej przez miasto reformacji. Dziś emocje wyznawców już opadły, a katedra poświęcona św. Katarzynie Aleksandryjskiej jest perłą gotyku. Spoglądam na okienne witraże ukazujące m.in. raj, Sąd Ostateczny i sceny z życia Mojżesza. Do tego wapienne posagi św. Katarzyny, Jana Chrzciciela i Barbary.

Zwiedzanie katedry: Każda sobota godz.12:00-16:00

Wracam w okolice kanału tym razem biorąc kurs na Bruntenhof. Tego mi było trzeba. Spokojna okolica pełna dawnych przytułków, będących dowodem na działalność Frederika Brunta, budowniczego 15 domów dla biednych wdów. Gustowne do dziś, choć przecież założone w 1521 roku. Renesansowy portal pod nr 5. skrywa Salę Zarządu, pod nr 5. Wpatruję się w ”ozdobną” czaszką z klepsydrą mające stanowić jasną informację o przemijaniu. Obsadzona drzewami sprawia, że biorę do płuc duży haust powietrza.

Magiczne ulice Utrechtu

Droga nagle skręca w prawo i zaczyna tak trafiam na szeregową zabudowę dwunastu domów dla ubogich na ul. Agnietenstraat. Niektóre z białych kratkowanych okien z małymi szybkami skrywają masywne czarne okiennice. Cały ceglany rząd powstał po tym, jak pieniądze przeznaczyła na to Maria van Pallaes. Na zwanym od nazwiska dobrodziejki osiedlu Pallaeskameren zerkam na nadproża, gdzie na każdym odczytać można rok założenia przytułku – 1851 i zobaczyć herb rodu Pallaes.

Bruntenhof Utrecht www.szlakiempodrozy.pl

Bruntenhof Utrecht; źródło: Flickr

“Kolejne przytułki stoją przy Lange Nieuwstraat – na owe 16 domków zwanych Beyerskameren, pieniądze wyłożył Adriaen Beyer, tu także widać rok ich powstania – 1957, umiejscowioną na obudowie zamków drzwiach do Sali Zarządu, pod nr 120.”

Mostkiem przekraczam kanał i w ciągu dziesięciu minut dochodzę do Nederlands Spoorwegmuseum. Nieczynny już XIX w. dworzec Maliebaan to idealnie miejsce na Niderlandzkie Muzeum Kolei, czyż nie? Od otwarcia w 1927 r. udało się zgromadzić 50 pięknych lokomotyw, pociągów, oraz wagonów osobowych i towarowych. Perełką jest jednak pierwsza wyprodukowana w kraju lokomotywa parowa – „De Arend”. Fajnie, że można się tu przejechać pociągiem doczepionym do parowozu, siąść za sterem lokomotywy spalinowej i samemu przestawić zwrotnicę. Nowoczesność przebija zaś z symulatora umożliwiającego się wcielenie w maszynistę.

Otwarte w godz. 10.00-17.00; bilet: 17,5

Na koniec zostawiam sobie południową część kanałów. Okolice Stadsbuitengracht już w XII w. chełpiły się murami obronnymi. Kanał, tym razem nie oddzielony od ulicy żadnymi barierkami, ciągnący się na poziomie ulicy pozwala mi ostatni raz spojrzeć na Utrch z perspektywy dawno użytkowanych dróg wodnych. Gdy mostem Tolsteegbrug wkraczam w kompleks tradycyjnych domostw robotniczych mam wrażenie, że czas się zatrzymał. Ceglane zabudowania z 1843 i 1860 roku tworzą niesamowity klimat.

Dawne osiedle pracowników sąsiadujących z nim fabryki cygar i cukrowni znane jest szerzej jako „De Zeven Steegjes”, czyli „7 Uliczek”. Gdy przedsiębiorstwa zamknięto, tutejsi mieszkańcy przeżyli gehennę. Szczególnie narażeni na wybuch epidemii cholery, za sprawą niespełniających praktycznie żadnych warunków sanitarnych osobno stojących toalet, żyli jakby w innym gorszym świecie. Och wzburzenie zaowocowało decyzją o ich zburzeniu… Więc jak to się stało, że dziś te wąskie alejki tak mnie urzekają. Ano plany, z racji protestu utrechtczyków, spaliły na panewce. Miasto wzięło na siebie koszt kompleksowego remontu kamienic w pełni zakończ ego w 1992.

Osiedle De Zeven Steegjes Groningen www.szlakiempodrozy.pl

Osiedle De Zeven Steegjes; źródło: Flickr

Cegły i kanały. Czyli: jak zacząłem pobyt w Utrechcie, tak go kończę. I tak też zapamiętam.

Czytaj dalej

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Zane Proto
Zane Proto
13 dni temu

Oh my goodness! an amazing article dude. Thanks However I am experiencing situation with ur rss . Don’t know why Unable to subscribe to it. Is there anybody getting identical rss drawback? Anybody who knows kindly respond. Thnkx