Kampala stolica Ugandy www.szlakiempodrozy.pl

Kampala – podróż przez wzgórza stolicy Ugandy

Gdyby szukać punktów zwrotnych w historii tego miasta, głęboko nie trzeba by w sumie szperać. Kampala – stolica Ugandy znacznie zmieniła się bowiem po II wojnie światowej. A wszystko dzięki Ernestowi May’owi, niemieckiemu architektowi, który przestawić miał szczegółowy plan przestrzenny dla miasta.

Tak, kosztem położonych na wschodzie terenów zaczęło się zwiększanie obszaru miasta dziś obejmującego to 189 km2, czego 13 km2 przypada na obszar wodny. Wkrótce więc na południowych zboczach Nakasero Hill wytyczono strefę handlową, a w południowo-wschodniej części okolicę przemysłową. Ale jak to z planami bywa, w większości pozostają na papierze…

Mimo tego rozwijająca się Kampala stała się pełnoprawnym miastem, czemu dowiodło nadanie mu praw miejskich w 1949 r. Korzystając z planu May’a Henry Kendall w 1951 r. zaprojektował nowy obszar miejski, zwiększając jednocześnie teren miasta prawie pięciokrotnie, do 28 km2.

Panorama Kampali Uganda www.szlakiempodrozy.pl

Panorama Kampali; źródło: Flickr

Wzgórza Kampali

Kampala, czyli największe miasto Ugandy, podobnie jak Rzym została założona de facto na siedmiu wzgórzach. Ale to nie tak,że tylko one tworzą miejska kompozycję; gors obszaru w mieście tworzą także bagna.

W 1890 r. w królestwie Bugandy zjawił się Frederick Lugard, zarządca z ramienia Brytyjskiej Kompanii Wschodnioafrykańskiej, który podpisał z Ssekabakim Mwangą II traktat chroniący ówczesną Bugandę, otrzymując naturalnie wykształcone wzgórze, na którym wkrótce pojawił się fort. Ale sielanka nie trwała długo. Po siedmiu latach Ssekabaka Mwanga sprzeciwiając się kolonizatorom wypowiedział im wojnę. Nie skończyło się to dla niego dobrze. Po schwytaniu został w 1899 r., decyzją władz, deportowany na Seszele. Brytyjczycy chcąc opanować niepokoje społecznie mianowali Kabaką, jego… 3-letniego syna.

Otoczone brązowym płotem pozostałości Fortu Lugard, dawnej siedziby brytyjskich kolonizatorów najlepsze lata mają już jednak za sobą. I pewnie gdyby nie interesująca przeszłość, niewiele osób w ogóle na co dzień zawracało by sobie nimi głowę. Ale dzięki kpt. Lugardowi, którego mianowano pierwszym gubernatorem tutejszego protektoratu, ów symbol, dawnej kolonialnej władzy do dziś kuje w czy miejscowych. Schowane dziś za brązowym mirem muzeum raczej rozczarowuje, niż wprawia w turystyczny nastrój. Ale co tam, przecież nie będę się zrażać do miasta od samego początku…

Fort Lugard Kampala Uganda www.szlakiempodrozy.pl

Fort Lugard Kampala Uganda; źródło: Wikipedia

Mecze z Kaddafim w tle

Tym bardziej, że okolica znana jako Stare Wzgórze Kampala, od razu stawia przede mną cel – zajrzenia do wnętrza islamskiej świątyni. Jasny wysoki minaret ściąga niczym magnes Podążam, popękanym asfaltem przez otwarta bramę. Jasne ściany z brązowymi wstawiani w postaci brązowych okiennic nie robią na szczęści przytłaczającego wrażenia. Kto wie, może taki był zamysł. Odejście od tego typowego, „ciężkiego” w odbiorze stylu, który z reguły charakteryzuje miejska kultu? Jeśli tak, to w pełni się udało, jednak coś za coś. Zachwycać z zewnątrz też nie ma się czym. Ugandyjski Narodowy Meczet, zwany też meczetem Kaddafiego oddano do użytku w 2007 r. Wchodzę do głównej sala, która pomieścić może 5 tyś wiernych. A to przecież nie wszystko… Kolejne 3,5 tyś może wypełnić taras, a 1100 osób zając może jeszcze w razie czego galerię.

Stąpam po miękkim dywanie, próbując rozszyfrować motyw, umieszczany na miękkim podłożu. Czerwonymi i złotymi nićmi wyszyto na błękitnym tle przeróżne symbole. Dostrzegam kopułę, filary i inne religijne symbole; wszystko wyszyte z nie lada gracją. Kolumny podpierające strop, zaskakująco nie pokrywają żadne zdobienia, co innego sufit, choć i tu jednolite wzoru na białym tle prezentują tę podobająca mi się zawsze „nie nachalność”

Wychodząc zerkam jeszcze raz na minaret, pobujać ujrzeć mający na wysokości 50 m czubek. Omiatam jeszcze pokrywające budowle pięć kopuł, przypominając sobie postać słynnego dyktatora Libii. To właśnie on postanowił wybudować kompleks, jako dar dla gorliwych muzułmanów. Ale po tym jak płk Mu’ammar al-Kaddafi zmarł w strzelaninie trakcie walk z powstańcami, nazwę meczetu zmieniono.

Ugandyjski Narodowy Meczet, inaczej Meczet Kadaffiego Kampala www.szlakiempodrozy.pl

Ugandyjski Narodowy Meczet, inaczej Meczet Kadaffiego Kampala; źródło: Wikipedia

Ulicami Kampali

Okrążam owalny plac na którym mieści się meczet. Po drodze z ciekawością przyglądam się okolicy. Wygodny, wyłożony kostką chodnik nagle się urywa, a podmuch mijającego mnie samochody podnosi wyżej ten charakterystyczny afrykański pyłek ziemi. Niskie budynki na Matia Mulimba Road obklejone są krzykliwymi banerami, spośród których wyławiam perełkę, która przenosi mnie w… polskie l. 90. Na sam widok napisu „Internet Cafe High speed” ogania mnie śmiech.

Gwałtownie opadająca droga, pełna rozpadających się zabudowań, wije się, ukazując codzienne życie miejscowych. Niektóre z domów, mają w sobie coś z kolonialnego stylu, co jest to o tyle dziwne, że nie tworzą przecież rezydencji, a zwykłe mieszkania. Mijam Mukwanu Mall, coś na kształt centrum handlowego. Wpatrując jak stale opadająca szosa odkłania niewyobrażalny tumult, pochodzący nie tylko z samochodów i tak popularnych tu starych motocykli, ale całej masy ludzi, biorę kurs na lewo. Prosta się daleki Kyagwe Road, jest jednak taka sama. Zawalona stojącymi reklamami, pełna ludu i specyficznego afrykańskiego zgiełku. Zastanawiam się jak można tu mieszkać, skoro hałas rozsadza głowę. Ale to może mój błąd, może nad parterowymi sklepami, wcale nie znajdują się mieszkania, a po prostu siedziby różnych firm?

Centrum Kultury Ndere to propagujące Ugandyjką i szerzej afrykańską kulturę, szczególnie muzyczną. Jego nazwę zaczerpnięto od terminu „endere”, oznaczającego flet, nie tylko będącego instrumentem, ale i ważnym symbolem, przebiegającej pokojowo wyrażania swej odmienności kulturowej.”

Wreszcie okolica się uspokaja. Zabudowania z miejsca przybierają inną postać. Zaniedbane elewacje ustępują miejsca przyjemnym rezydencjom, odgrodzonym od ulicy płotami. Wyłuskuję wzrokiem ambasadę Francji, co jest oczywistą zapowiedzią bliskości najwyższego na terenie Kampali Wzgórza – Nakasero.

No, robi wrażenie. Szklany hotel „Pearl of Africa dosłownie w lśni. Do tego ten wyjątkowy kształt który kojarzy mi się z… chęcią wzbicia do lotu. Wiem dziwne ale co poradzę 🙂 Ekskluzywny przybytek, stojący w miejscu, gdzie dawniej Brytyjczycy wznieśli Stary Fort Nakasero, dziś jest jedną z perełek Kampali. Mnie dziwi więc, obecnie rozpościera się pod nim dzielnica biznesowa. Wiecie, że badania wskazały, iż Kampala stała się jednym z najszybciej rozwijających się miast na Czarnym Lądzie? O skali tempa zwiększania poziomu życia świadczy fakt, iż wyprzedziła w tym zestawieniu Nairobi. Nic dziwnego, że stanowi centralne miejsce działań krajowych firm.

Mijam zajmujące dzielnicę wille przelotnie tylko zerkając za okazale prezentujące się bramy. Tak upada kolejny mit, mówiący o tym, Afrykę zamieszkują niemal wyłącznie biedacy.

Kampala i jej perełki

Odnajdując skrót, jakoś przemykam się między budynkami licząc na to, że nikt zaraz nie wpadnie na pomysł wszczęcia alarmu i tym skazania mnie na tłuczenia na najbliższym posterunku. Yff udało się, myślę gdy chwilę później przystaję 36 m DFCU House. Należący do właściciela drugiego pod względem wielkości banku w Ugandzie szklany, gustowny 10p. Biurowiec wzniesiono w l. l.2012-13, kosztem 10 mln $.

W otaczających mnie palmach i specyficznym zapachu zieleni szukam dzikiej Afryki. Nierówne podłoże pobocza, pozbawione klasycznego chodnika sprawia, że nieco się rozmarzany pokonuję kolejne zawijasy na drodze. Chłonąc atmosferę zwyczajności w 20 minut docieram pod drzwi Galeria Nommo. Stanowiący coś na kształt Narodowej Galerii Sztuki Ugandy, wypełniają obrazy i i rzeźby. Mimo, że część jest na sprzedaż nie widzę ustawiającej się po nie kolejki chętnych. Mój wzrok ścianką za to na raczej wysoko postawieni urzędników, którzy upatrzyli sobie to miejsce, raczej z uwagi na gusta kulinarne związane ze specjałami tutejszej restauracji niż potrzebę kontemplowania sztuki. Znak czasów…

800 m odcinek Kyagwe Road po raz kolejny pozwala mi zachwycić się zielenią Kampali. Dające przyjemny cień drzewa posadzone wzdłuż ceglanych płotów doprowadzają mnie do hałaśliwego ronda. Rozglądam się wokół szukając tego po co tu przyszedłem, ale nijak nie mogę zlokalizować celu. Mój pytający wzrok ściąga uwagę pomocnych miejscowych, którzy na pytanie o ewangelicki kościół Watoto wskazują mi szpetny budynek, którego ściany pokryw kilkunaste klimatyzatorów. Gdy mija szok wspominam, że jego powitanie to efekt obecności w Kampali misjonarza z dalekiej Kanady. Przybywając wraz z żoną do Afryki Gary Skinner, za zgodą władz zaadaptował swego czasu opuszczone kino, urządzając tu modlitewny zakątek. No tak, teraz wszystko jasne… Co ważne prócz działalności stricto religijnej parafia prowadzi działalność charytatywną, ofiarując pomoc kobietom i dzieciom. Gdy okazuje się, że te mają talent muzyczny zasilają chór dziecięcy, podróżujący ze swymi koncertami po całym świecie. Więcej na oficjalnej stronie.

Wzgórza Kololo i Kibuli

Zakupy i ważne miejsca stolicy Ugandy

Eksplorując osadę w połowie XIX w. Brytyjczyk Richard Francis Burton opisał ją jako niewielką osadę z budynkami z trzciny, w której wrażenie robił tylko pałac ówczesnego sułtana (Kabaki), którego ściny ciągnęły się na odległość mili, będąc otoczone solidnym murem.

Dziś, gdyby tak pomyśleć, która z ulic miasta będzie najbardziej odpowiednia by wyrobić sobie zdanie o tym mieście, to trzeba by było postawić na Kampala Road. Choćby taki Mapeera House, 19p. wieżowiec pod nr 44/46. Wiecie, że jego nazwa nawiązuje do postaci Père Siméona Lourde, zwanego także Mon Pere wyobraźcie sobie, że ów duchowny był pierwszym katolickim księdzem, który przybył do Ugandy, co miało miejsce w 1879 r. Co ciekawe na pomysł uczczenia pamięci duchownego w nietypowy sposób, jakim bez wątpienia jest postawienie biurowca wpadł ówczesny kardynał Emmanuel Kiwanuka Nsubuga. Otwarty w 2012 gmach jest siedzibą „Centenary Bank:, zajmującego tutejsze 17 tyś m2 pow.

Nakasero Market Kampala Uganda www.szlakiempodrozy.pl

Nakasero Market Kampala Uganda; źródło: Flickr

Widząc wielką jasnobrązową bryłę Banku Centralnego, skręcam z głównej arterii w prawo. Zawalone przeróżnym torbami i zwaliskami chodnik skutecznie odpycha mnie od wejścia do sklepu z typowo turystycznym asortymentem. Tak wiem, ludzie muszą z czegoś żyć, ale jednak tego nagabywania nie znoszę! Na szczęście już za kolejnym skrzyżowaniem, z umówmy się raczej biednymi zabudowaniami działa Nakasero Market. Najpierw buszuję po otwartej części targowiska, z czasem zanurzając się w poszczególne budki. Jest tu wszystko: żywność ale i ubrania, buty a nawet świecidełka w formie biżuterii. Otwarte już w 1895 r. targowisko wielokrotnie przenoszono, ostatecznie w 1927 r. lokując je tutaj. Więcej tutaj.

Wracam na Kampala Road skąd dobiega niewyobrażany tumult samochodów i skuterów. Mijam charakterystyczny szyld z napisem „Coca-cola, stację benzynowa „Total” docierając pod Thobani Centre – 10p. wieżowiec, będący pd lipca 2018 r. miejscem działalności nie tylko biur i słępów ale i restauracji.

Thobani Centre Kampala www.szlakiempodrozy.pl

Thobani Centre Kampala; źródło: Wikipedia

Kościół Chrystusa Króla Kampala Uganda www.szlakiempodrozy.pl

Kościół Chrystusa Króla Kampala Uganda; źródło: Wikipedia

Nieco muszę się wrócić, ale co tam. Dochodząc do skrzyżowania Colville Street i Kimathi Avenue wita mnie oryginalna bryła rzymskokatolickiego kościoła Chrystusa Króla. Nie to żeby zapierała dech w piersiach swym pięknem. Rzecz w tym, że przez te dziwne brązowe kraty przypomina mi plaster miodu. Nieco wyższa od płaskiego dachu wieża pojawiła się na mapie miasta wraz z resztą w 1930 r., kiedy do Kampali przebyli chrześcijańscy imigranci z indyjskiego stanu Goa. Zatrudnianym na budowy kolei zamarzyło o miejsce, w którym będą mogli brać udział mszach i nabożeństwach. W 1972 r. zdecydowano się go rozbudować, co powtórzono jeszcze dwie dekady później.

Przechodzę przez obsadzony zielenią skwer zbliżając się do siedziba parlamentu Ugandy, oraz gmachów ministerialnych i placówek dyplomatycznych – ambasad. Ogrodzony gmach pozostaje jednak poza moim zasięgiem, Wiem jednak, że to przemiany polityczne w Ugandzie swego czasu zaowocowały koniecznością powstania jakiegoś reprezentacyjnego miejsca obrad krajowych władz. A’propos polityki i związanych z nią tematów,. To kwadrans drogi stąd na zachód zobaczyć można Pomnik Niepodległości. Ozdabiający skwer przy Speke Road, co może dziwić został ufundowany przez brytyjski rząd kolonialny. I to krótko po tym, jak 9 października 1962 r. przez Ugandę przelała się fala żądań akcentujących uzyskanie niezależności. Kto jednak oczekuje wystawnego monumentu, znanego z europejskich miast ten może się rozczarować. Skromna forma pomnika współgra z jego znaczeniem: męska postać podtrzymująca dziecko, chcące dotknąć nieba ma nawiązywać do nowo narodzonego państwa, która uwolniło się spod „opieki” kolonistów.

Independence Monument Kampala www.szlakiempodrozy.pl

Independence Monument Kampala; źródło: Flickr

Obsadzona zielenią ulica sprawia, że podążanie ku kolejnemu celowi, mija dość przyjemnie. Nieco ponad kilometrowa trasa pozwala mi przewietrzyć umysł. Przydaje się tu u celu, czyli Centrum Kulturalnym założonym co prawda już w 1959 r., ale przeniesionym do nowe lokalizacji 1991 r. Działa wraz z Ugandyjskim Teatrem Narodowym wystawia spektakle i wabi ludzi salą kinową. Sala główna może przyjąć 377 osób, wyposażona jest w nowoczesny system oświetlenia, nagłośnienia i projekcji wideo. W obrębie kompleksu działa biblioteka. Najlepsze zostawiam jedna na koniec. Tak przepadam w uruchomionym w 2003 r. projekcie – specyficznej afrykańskiej wiosce rzemieślniczej, oferującej przeróżne pamiątki i wyroby rękodzielnicze. Więcej tutaj.

Budynek Teatru Narodowego Ugandy Kampala www.szlakiempodrozy.pl

Budynek Teatru Narodowego Ugandy , Kampala

Wnętrza Teatru Narodowego w Kampali www.szlakiempodrozy.pl

Wnętrza Teatru Narodowego w Kampali; źródło: Flickr

Wzgórze Mulago

Zmierzam w miejsce, w którym podobno można poczuć magię. I to taka prawdziwą! Tak przynajmniej wierzył król Sun II, przeganiając za jej sprawa złe duchy. Używając przyrządzanego na tutejszym sięgającym 1260 m wzgórzu specyfiku zwanego„omulago”, przepędzał złe demony ze swego królestwa.

Czytaj dalej

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments