Honolulu www.szlakiempodrozy.pl

Honolulu. Esencja Hawajów.

Nadlatujący, wraz z podmuchem wiaterku, dziwny zapach sprawia, że przyspieszamy korku. Wielkie, okrągłe pojemniki zostawiamy za sobą. Droga jest niemal pusta. Chodnik jest tak wąski, że gdyby ktoś nadchodził z przeciwka, niechybnie musielibyśmy skręcić tułów, a i tak mogłoby to nie wystarczyć by minąć się bez kolizji. Honolulu czeka…

Nie ma jednak takiej potrzeby. Sand Island to jednak nie centrum. Żwawo mijamy kolejne magazyny. I tak przez niespełna pół godziny. Gdy wreszcie wchodzimy na spaloną słońcem trawę „SRA Park” – tak wiemy jak to brzmi 🙂 – dochodzimy do wniosku, że nie zmarnowaliśmy czasu.

Za pofałdowanym wiatrem lustrem wody, jak na dłoni, widzimy nowoczesne zabudowania. Wieżowce, z tej perspektywy, wprawdzie nie sięgają nieba, ale za to na tle poszarpanych wzgórz, wpisują się w sielankowy wizerunek Honolulu. Pora skierować wejść do paszy lwa…

Teren stoczni odgrodzony od drogi, pełen zaparkowanych ciężarówek nie sprawia, że rwiemy się do wyciągania aparatu. Mijające nas z hukiem tiry są w dzielnicy Kalihi, czymś co wpisało się już w ten przemysłowy rejon miasta, od początku nowego osadnictwa nosił znamiona… przeklętego? Może i tak. Faktem jest, że to właśnie tu dokładnie „przesiewano” osoby, u których zachodziło przypuszczenie występowania trądu.

Wiecie, że nazwa miasta jest pochodną zbitek słów: „Hono” oraz „lulu”? I nie, nie tłumaczy się ich jako „choć” i „spać” 🙂 Ok, no to suchar mamy, już za sobą… A tak serio, ich znaczenie to: „zatoka” i „miejsce pod ochroną”.”

Omiatamy wzrokiem okolicę w poszukiwaniu przystanku. Mała ławka przykryta daszkiem, pomalowanym na zielono, chyba w poprzednim tysiącleciu, to nie to czego oczekiwaliśmy. Ale przynajmniej jest swojsko… W końcu przyjeżdża „20”, jedna z dwóch obsługujących przystanek linii. Tak ruszamy Nimitz Highway, by po ledwie kilku minutach wysiąść w Chinatown.

Chińskie tradycje w Honolulu

King Street wita nas kolorowymi straganami i fasadami restauracji. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy nagle… się kończą. Smoki na kilku filarach restauracji i dyndające nad głową czerwone lampiony, budzą nadzieję, która potem brutalnie gaśnie. Ale to i tak lepiej niż w l.60 XIX w., gdy wygasły umowy handlowe z Chinami, co zmusiło mniejszość z Państwa Środka zajęciem się pracą na plantacjach. Jakby tej biedy było mało, w 1900 doszło do wielkiego pożaru dzielnicy, w którym spłonęło aż dwanaście jej kwartałów.

Chinatown w Honolulu www.szlakiempodrozy.pl

Chinatown w Honolulu; źródło: Flickr

Dziś mamy wrażenie, że dzielnicę tworzą same azjatyckie targi. A, że jak wiadomo, oni handlują wszystkim, sklepiki pełne są pamiątek i antyków. Wreszcie, po kilkunastu minutach stajemy przed typową chińską bramą. Czerwień cegły miesza się na niej z zielenią dachówek, a kolorytu dodają tu jeszcze misternie wykonane smoki. Wchodzimy na urządzony pod gołym niebem Manuakea Marketplace, skąd docierają do nas charakterystyczne sylaby wypowiadane po mandaryńsku. Przy okrągłych stolikach miejscowi pałaszują wymyślne potrawy, chowając się przed słońcem w cieniu parasolów. Niespecjalnie zainteresowani menu zmierzamy ku Beretania Street.

Choć w teorii arteria ta stanowi granicę dzielnicy, nie tak łatwo wyjść z chińskich szponów. Niskie zabudowania nagle się urywają i nie wiadomo, jak i skąd widzimy cztery mieszkalne wieżowce:

Honolulu Tower Condominium www.szlakiempodrozy.plHonolulu Tower Condominium; źródło: Wikipedia

Maunakea Tower Honolulu www.szlakiempodrozy.plMaunakea Tower; źródło: Wikipedia

Kukui Tower Honolulu www.szlakiempodrozy.plKukui Tower; źródło: Wikipedia

Wśród zieleni

Dobrze się składa, że zbudowano je tuż przy zielonym Ogrodzie Botanicznym Foster. Dzięki temu betonowo-szklane bryły nie zaanektowały całej przestrzeni. Niby nieduży park, niby w ścisłym centrum, a jednak spacerując po jego ścieżkach można się odciąć od otoczenia. Wydajemy 10$ za dwa bilety, mając prawo do odbycia wycieczki z przewodnikiem, ale wolimy samotnie zaczerpnąć tchu. Gęste gałęzie dają tak potrzebny cień.

Ocieramy nogami o wielkie, rozłożyste liście palm drepcząc wąskimi ścieżkami. Wiecie, że to wszystko zasługa niemieckiego botanika? Dr. William Hillebrandt sprowadził z Europy drzewa i zasadził je, uprzednio przekonując w 1853 królową Kalamę do wynajęcia mu tego terenu. Dziś obojgu możemy za to w duchu podziękować, zerkając jeszcze na zbudowaną tu buddyjską Kuan Yin Temple, z 3 m posągiem chińskiej bogini miłosierdzia Guanyin.

Kuan Yin Temple Honolulu www.szlakiempodrozy.plKuan Yin Temple; źródło: Flickr

A’propos parków i świątyń, to nie wszystko. Przecinamy kolejną drogę i znów stajemy przed religijnym elementem miasta. Tym razem buddyjską Soto Mission of Hawaii Shoboji, przypominającą jako żywo, nowoczesną pagodę. Liżąca ją roślinność Ogrodu Botanicznego Liliuokalani, to kolejny prezent dla ludu dawnej władczyni. Pełen duchowości zakątek uzupełnia zlokalizowane w pobliżu:

  • maleńka, taoistyczna Lum Sai Ho Tong
  • szinoistyczna Izumo Taishakyo Mission of Hawaii z 1906
  • kościół metodystów – Harris United Methodist Church
  • buddyjskie Hawaii Chinese Buddhist Society

Pamiętacie jak wspomnieliśmy o epidemii? Był XIX w. kiedy ze statków na ląd masowo zaczęli schodzić poszukujący lepszego życia obywatele z Państwa Środka. Sprowadzani do pracy na plantacji cukru, liczyli na lepsze życie. Niestety i tu epidemia zrobiła swoje… Szalejąca tu, w 1900 roku sprawiła, że władze podjęły decyzję o „kontrolowanym” pożarze, w celu wyplenienia zarazków. Po tym jak choroba spowodowała śmierć 13 osób, wszystkich mieszkających tu wówczas 7 tyś ludzi poddano kwarantannie.

Ale… płomienie wymknęły się spod kontroli, niszcząc wszystko co napotkały na drodze. Jakby tego było mało II wojna światowa przyniosła kolejne problemy; zaniedbany teren stał się oazą lekkich obyczajów. Jak dobrze, że rewitalizacja prowadzona tu od l.70 postępowała tak sprawnie!

Pałac ‘Ilolani, czyli jak więzienie księżniczki

Jeśli ktoś szuka na amerykańskiej ziemi unikalnego obiektu, to wizyta w Honolulu jest jedna z lepszych propozycji. A wszystko przez „niebieskiego jastrzębia”, jak tłumaczy się nazwę Pałacu ‘Ilolani. Stajemy przed jasną fasadą patrząc na wymyślny kształt balustrady na pierwszym piętrze ,rzędy kolumn i zakończone na półokrągło okna gmachu. Wiecie, że całość stanowi jedyną na terenie USA nieruchomość, którą określić można jako pałac królewski! No, ale jeśli coś kosztuje 350 tyś $, co wówczas było kwotą gigantyczną, należy się spodziewać, że będzie robiło wrażenie. Pierwszy przekonał się o tym król Kalakaua, jako pierwszy wprowadziła się do nowych włości. Ale nie był pazerny, podzielił się przestrzenią ze swa siostrą – królową Lili’uokalani, oraz liczną świtą. Do czasu…

Obchodzimy kolisty podjazd zbliżając się do do gmachu zwanego też Judiciary Courts State-Hawaii, z racji obrad Sąd Najwyższego. Zasadzone przed nim palmy sprawiają, że nie robi na nas przytłaczającego wrażenia. Choć akurat gabaryty ma słuszne. Ów pałac królewski pałac zwany Aliʻiōlani Hale, zaprojektował sam Kamehameha V. Tyle, że gdy powstał w 1874 uznano, że lepiej sprawdzi się jako gmach rządowy. Co ciekawe architektoniczne korzenie ma we włoskim renesansie, choć akurat jego twórca był Australijczykiem, pochodzącym z Wielkiej Brytanii. Uff…

Pałac Ilolani Honolulu www.szlakiempodrozy.plIlolani Palace; źródło: Wikipedia

W 1898 amerykańscy „biznesmeni”, handlowcy, przeprowadzili swoisty zamach stanu, przepędzając króla. Tak przejęli gmach na siedzibę swego zarządu. Zaś oskarżona o zatajenie wiedzy przewrocie królowa Lili’uokalani, stała się… osadzoną w pałacu. Znamy gorsze więzienia… – link do więzienia

Przechodzimy od komnaty do komnaty podziwiając drzwi wykonane z wytrawianego szkła i wiszące nad głową kandelabry. Wreszcie mijamy drzwi sali tronowej. Pod baldachimem, na podwyższeniu, stoją dwa złocone krzesła. Ich czerwone obicia idealnie pasują do takowych zasłon, oraz wzorzystego dywanu.

Błyszczące, drewniane schody prowadzące na piętro w części pokryte są chodnikiem. Jasno błękitny, z kolorowymi motywami kwiatowymi, idealnie tłumi odgłosy naszych kroków. Oglądamy wspaniałe wnętrza nie dziwiąc się, że prace renowacyjne z 1969 pochłonęły 6 milionów $! Reprezentacyjne wnętrza stały się siedzibą urzędowania, rządzących Hawajami władz szczebla terytorialnego i stanowego. Dziś po urzędnikach nie ma śladu; od 2001 urządzono tu dodatkowo muzeum, prezentujące królewskie pamiątki.

“Hitem pałacu są… pierwsze na świecie toalety z funkcją automatycznego spłukiwania. Co więcej pałac, jako pierwszy obiekt na Hawajach wyposażono w wewnętrzną linię telefoniczną oraz oświetlenie elektryczne.”

W zakamarkach kompleksu

Kompleks pałacowy to jednak nie tylko sam pałac. Przekonujemy się o tym, gdy wychodząc z głównego obiektu wąską asfaltową ścieżką zmierzamy do Pawilonu Koronacyjnego. Mała ośmiokątna „altanka” z 1883 jest pochodną przygotowań do koronacji króla Kalakaula i królowej Lili’uokalani. Przeciągnięty sznurek jest wyraźnym znakiem, że nie można, nie możemy stanąć pośrodku niego. Jedynie co piątek niewielki trap ściąga melomanów, na koncerty jakie daje tu Hawajska Orkiestra Królewska. Stąd gmach zwany jest dziś Coronation Bandstand – Estradą Koronacyjną.

Na przeciwko niej w jasnoszare ściany ożywiają brązowe okiennice. Przystajemy przed koszarami ‘Iolani (‘Iolani Barracks), które pojawiły się tu 1870. Jeśli szukacie typowo europejskich elementów w stolicy Hawajów, to lepiej nie traficie. Mamy wrażenie, że jakby ktoś z rozmysłem wziął w ręce całą konstrukcję i przez przeniósł przez ocean. Z tym, że tamte wznoszono z masywnych kamieni i cegieł, a tu jednak koralowiec.

'Iolani Barracks Honolulu www.szlakiempodrozy.pl‘Iolani Barracks; źródło: Flickr

First Hawaiian Center www.szlakiempodrozy.plFirst Hawaiian Center – to najwyższy budynek na Hawajach. Mieszcząca się przy 999 Bishop Street jest siedzibą banku. Źródło foto: Flickr

Przed obliczem króla

Przechodzimy na drugą stronę King Street zwabieni pomnikiem króla Kamehamehy I. Stojący na białym cokole, niemal oślepia nas odbijając pominie słoneczne. Próbujemy dopatrzeć się szczegółów wykonanego z brązu pomnika. Władca trzymający w lewej ręce włócznię, która tu symbolizuje… pokój, drugą ręką, wyciągniętą w górę – jakby nas witał. Nagle zdajemy sobie sprawę, że rzeczywiście to znak powitania – słynny gest „aloha”! Na płaszczu dostrzegamy coś na kształt piór, które dumnie sterczą też z jego hełmu. Dla jasności – na pasie widać opaskę, też z piór; zaś klatkę piersiową zdobi szarfa.

Statua wodza Kamehamehy I w Honolulu www.szlakiempodrozy.plStatua wodza Kamehamehy I; źródło: Wikipedia

Stojąc tak ściągamy wzrok miejscowych. Starszy pan przyglądając się nam nieśmiało, jakby wręcz prosił wzrokiem o zagajenie. Tak też czynimy, dzięki czemu dowiadujemy się, że trzeba było przyjść tu 11 czerwca – w Dniu Kamahamahy I. Wtedy statua zyskuje dekoracje w postaci kolorowych, kwiatowych girland z kwiatów. Swoją drogą, interesująco przedstawia się historia powstania rzeźby: otóż w 1878 władze Hawajów zleciły wykonanie pomnika, by godnie upamiętnić 100-lecie dopłynięcia na wyspy kapitana Cooka.

Poszukując odpowiedniego modela, wzrok urzędników padł na Johna Timothy Bakera – odznaczającego się najprzystojniejsza aparycją. Problem w tym, że w jego żyłach płynęła lewie cząstka tahitańskiej krwi; z pochodzenia był bowiem Anglosasem. Nie przeszkodziło to jednak uznać, że się nadaje. Tak modelowi zrobiono zdjęcie po czym wysłano je do dalekiej Florencji, by tam posąg mógł wykonać… amerykański rzeźbiarz Thomas B. Guolda. Oficjalnego osłonięcia pomnika dokonano w trakcie ceremonii koronacji Kalakaua w 1883.

Jasne ściany Honolulu

Przechodzimy szybko na druga stronę Mililani Street, przejściem dla pieszych. Pasy nie widziały białej farby już chyba kilka lat, bo wytarte są tak, że niedługo znikną. Wchodzimy na wąski chodnik i obejmujemy wzrokiem nieruchomość grupującą siedzibę poczty, urzędu celnego oraz sądu (US Post Office, Customhouse i Courthouse ), znaną też jako Budynek Króla Davida Kalakaui. Pomalowany na kremowo, obiekt powstał w l.1921-22. Na tworzącym osłonięte przejście łuku z boku czarne drukowane litery układają się w nazwę gmachu, który dziś mieści biura Departamentu Handlu i Spraw Konsumenckich stanu Hawaje.

Aby nie wracać tą samą drogą, okrążamy ów pałac. Queen Street wita nas rozłożystym drzewem, którego nazwy nie potrafimy sobie teraz przypomnieć, Rozglądamy się na boki. Chyba coś pomyliliśmy. Podchodzimy pod wciśnięte w bryłę budynku drzwi i okazuje się, że jednak nie. Hmm.. Nieco zmieszani, orientujemy się, że to rzeczywiście Kapuāiwa Building. Tyle hałasu o to…

Budynek Kapuaiwa Honolulu www.szlakiempodrozy.pl

Kapuaiwa Biulding; źródło: Wikipedia

No tak, przecież stojąca przy nr 426 nieruchomość była jedynie odpowiedzią na potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa… dokumentom, przed pożarem. Tak, w 1884 z rozkazu króla Kalakaua na miejscu pojawił się architekt George Lucas. Wizja władcy opierała się nie bowiem nie tylko na pragmatycznym zastosowaniu budowli, ale także zapewnieniu jej dostojnego wyglądu. No z tym patetyzmem jaj oblicza, byśmy jednak nie przesadzali… Niby tak jak wcześniejsze rządowe konstrukcje przyjął format rodem z Italii, to jednak tu naprawdę trzeba wytężyć wzrok, by docenić choćby gzymsy czy balustradę. I tyle w temacie.

Interesujące dzielnice Honoulu

Historyczne adresy Honolulu

Za skrzyżowaniem, na którym dostrzegamy Hawaii State Library, nagle otwiera się przed nami spory trawnik. Za ogrodzonym, niewysokim płotem majaczą na cmentarne nagrobki. Ot, lewie kilka mogił, w typowo amerykańskim stylu, czyli jedynie pionowe tablicami z nazwiskami zmarłych.

Tak docieramy do najbardziej istotnego elementu chrześcijańskiej wiary na Hawajach – Kawaiaha’o Church. Powstał w miejscu, które upatrzyli sobie dawniej misjonarze. Bryłę zaprojektował wielebny Hiram Bingham w 1820. Jego plany wcielono w życie w l.30 i 40 XIX w. Zerkamy na jaśniejące w słońcu kolumny i zegar z czarną tarczą. Okazuje się, ze kościół powstał z 14 tyś olbrzymich bloków kamienia koralowego, pozyskanego z okolicznych raf.

Kościół Kawaiahao Honolulu www.szlakiempodrozy.pl

Kawaiaha’o Church; źródło: Flickr

Poświęcony w 1842 r. kościół nazwano „Kawaiaha’o” doceniając role bijącego w pobliżu źródła, uznawanego za święte. Jakby tego był mało jego górne partie „ozdobiono” 21-oma płótnami ma których uwieczniono tyluż członków dawnej, hawajskiej rodziny królewskiej. Z tablicy pod kościołem dowiadujemy się jeszcze, że miniętym cmentarzu, spoczywają pierwsi misjonarze i pierwsi nawróceni obywateli Hawajów. Ale nie tylko. Okazuje się, że początek XIX w. był czasem w którym pochowano tu 2 tyś Hawajczyków, którzy zmarli głownie z uwagi ma choroby przywiezione przez misjonarzy i pierwszych imigrantów. W gotyckim grobowcu spoczywa tu także król Williem Lunalilo, który zmarł w 1874!

Kolos w stylu… Zorro

Mijamy tabliczkę z ograniczeniem prędkości, na King St., do 25 mil. To nam jednak nie grozi… W porównaniu z skromnym, jakby nie patrzeć, wyglądem kościoła, to co postawiono naprzeciwko robi kolosalne wrażenie. Honolulu Hale, miejscowy ratusz w typowo kalifornijsko-hiszpańskim stylu, przypomina nam jakby… scenerię filmów o Zorro. Tu jednak wszystko zaczęło się od Josepha J. Ferna, pierwszego burmistrza miasta, który roztropnie uznał, że korzystniejsza będzie budowa nowego gmachu i przeniesienie wszystkich prac rajców do jednej lokalizacji.

Tak, w 1928, miała się skończyć się era nasiadówek organizowanych, jak dotąd, w wolnych akurat pomieszczeniach. Niestety, jak mawia powiedzenie: „Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli”; Fern niespodziewanie zmarł, nie doczekawszy się aprobaty ze strony mieszkańców miasta, i tak do historii obiektu przeszedł kolejny burmistrz John H. Wilson. Tym razem styl, a jakże, włoskiego renesansu został uzupełniony cząstkami hiszpańskiej architektury.

Gdyby ktoś wybierał się na Hawaje w grudniu warto pamiętać, że to właśnie przed nim władze stawiają kolorową choinkę, przyozdabiając dodatkowo jego elewację dzwonkami i splecionymi zielonymi gałązkami, tworząc naturalne girlandy.

Honolulu Hale; źródło: Flickr

Rozglądając się na dostrzegamy czerwonawy, ceglany budynek, który jako żywo wyjęto z angielskiej ulicy. Stojący przed nim dzwon nieco nas myli. Czyżby kolejny kościół? Nie, tym razem nie… The Mayor’s Office of Culture and the Arts (MOCA) to placówka, promująca kulturę i sztukę wszystkich społeczności zamieszkujących obecnie miasto. Szereg tutejszych wystaw wpisuje się więc z regionalny charakter grupując malowidła, obrazy i rzeźby.

Utrzymany w zupełnie innej tonacji, maleńki Mission House, jakby przycupnął dokładnie vis-a-vis MOCA.

Mission House Honolulu www.szlakiempodrozy.plMission House Honolulu; źródło: Wikipedia

Niemal nie zmieniony się od 1821, kiedy to wzniesiono go ze sprowadzonego z Nowej Anglii drzewa, które pocięto w Bostonie i przetransportowano statkiem „Thadeeeus” opływając Przylądek Horn. Dziś, zwanym po prostu „Frame House”, mieści się w nim Muzeum Domów Misyjnych, a w przeszłości zamieszkiwali go prominentni misjonarze.

Mission House jest najstarszym drewnianym domem na Hawajach!”

Zapuszczamy żurawia w Coral House (Dom Koralowy), składający na na element kompleksu. To w nim przeprowadzono pierwszą udaną próbę druku na północnym Pacyfiku! Dziś jego wnętrza witają nas pamiątkami ukazującymi sposób pracy w drukarni. Dowiadujemy się, że trzeci gmach – Chamberlain House był magazynem i miejscem urzędowania agenta handlowego misji, powstał w 1831, a dziś stanowi główną halę wystawienniczą działającej tu placówki. Więcej na oficjalnej stronie.

Chamberlain House Honolulu www.szlakiempodrozy.plChamberlain House; źródło: Flickr

Unosząca się powietrzu aura władzy

Zanim zapuścimy się w dalsze zakamarki stolicy wysp hawajski, przez niewielki zielenic przechodzimy na tyły pałacu Iolai. Po co? Po części dlatego że wypada chociaż raz zobaczyć gdzież to zapadają decyzje o tym, jak w przyszłość będzie wyglądało to miasto. Miejsce, gdzie rezydują przedstawiciele aktualnych władz stanu Hawaje – Hawaii State Capitol, to też zresztą idealna okazja, by zobaczyć jak miejscowi zadbali o przetrwanie elementów stanowiących o pochodzeniu wyspy.

A skoro związane ono jest z wynurzającymi się z głębin oceanu wulkanami, taki też kształt przyjęto w planach, które zaczęto wcielać z życie w listopadzie 1965. Trzy i pół roku później filary, na które akurat patrzymy przypominały już miejscowym o ich historii. Zarówno one, zaprojektowanie w kształcie królewskich palm, jak i widoczny od morza kompleks uzupełnia pomnik królowej Lili’uokalani – ostatniej władczyni Hawajów. O tym jaką popularnością się wciąż cieszy dostrzegamy, za sprawą kwiatów w jej dłoni, które stale zmieniają sami mieszkańcy.

Przy gmachu natykamy się na stoi też odlany z brązu pomnik ojca Damiana – duchownego męczennika, który zmarł w trakcie epidemii trądu. Kontrowersyjny projekt, nosi znamiona widocznej choroby, jest pochodną wykonania go w oparciu i zdjęcie zrobione tuż przed jego śmiercią w 1888.

“Warto zajrzeć do gmachu szkoły z suszonej cegły „adobe” – Likeke Hale. Wzniesiony w 1836 stał się miejscem w którym misjonarze, walczący o niepodległość wsp nawracali dzieli i przekazywali im wiedzę, głównie z zakresu literatury.”

Przejście przez pięciopasmową South Beretania St. sprawia nam nie lada kłopot. Kierowcy pędzących samochodów ani myślą nam ustąpić. Wreszcie wciskamy się dziurę w sunącym korowodzie, i przystając przy bramie bielonego Washington Place zezujemy na trzy wetknięte nad drzwiami flagi. Jaśniejszego sygnału, iż należy on do władzy nie ma. A, że tę reprezentuje gubernator – owa oficjalna, neoklasyczna rezydencja przypada właśnie kolejnym wybrańcom narodu. I tak od 1846.

Jego istnienie można uznać za kolejne odzwierciedlenie nieszczęśliwego pędu za bogactwem. A było to tak: szukający godnego miejsca zamieszkania dla swej rodziny kpt żeglugi John Dominis po tym, jak zagwarantował sobie możliwości kupna działki, desperacjo szukał na nią funduszy. Godna zapłata, sprawiła, że zdecydował się popłynąć statkiem do Chin. Ale… nigdy tam nie dotarł. Pomimo poszukiwań żadnego z członków załogi nie udało się odnaleźć, i tak Mary Dominis została wdową, mając na utrzymaniu Johna Owena juniora. Pragnąc zagwarantować sobie utrzymanie wynajmowała więc pokoje amerykańskiemu komisarzowi ds. Wysp Anthony Ten Eyck’owi, który zrazu nazwał nieruchomość „Washington Place”.

Washington Place Honolulu Hawaje www.szlakiempodrozy.plWashington Place; źródło: Flickr

Nieskazitelnie biała elewacja lśni akurat w słońcu. Chcielibyśmy przyjrzeć się bliżej ścianom i części obfitujące w kolumny z kamienia koralowego, jednak powstrzymuje nas zamknięta furtka. A szkoda, bo stanowią one prawdziwą toskańską namiastkę. No ale wiadomo jak to jest, z bezpieczeństwem obiektów rządowych, a od 2003 mieści się tu przecież nową siedzibę gubernatora. Do dziś wspomina się o szykownych imprezach, jakie urządzano w jego wnętrzach. A także niespecjalnie chlubne wydarzenie w historii wysp, czyli aresztowanie i zniknięcie w domowym areszcie królowej Liliʻuokalani, która zresztą zmarła 11 listopada 1917, w położonej na parterze sypialni.

Historyczne witraże katedry

Zostawiamy rezydencję za sobą, bo oto kilka korków dalej zauważamy inną, szarawą. Lawirujemy między parkując ukośnie samochodami. Niiy widzieliśmy już większe kościoły, które pokrywały imponujące dodatki. A jednak pierwsze co przychodzi na myśl, że St. Andrew’s Cathedral, jest majestatyczna.

Wnętrza St. Andrew's Cathedral w Honolulu www.szlakiempodrozy.plWnętrza St. Andrew’s Cathedral w Honolulu ; źródło: Flickr

Oblicze katedry św. Andrzeja w Honolulu Hawaje www.szlakiempodrozy.pl Oblicze katedry św. Andrzeja w Honolulu Hawaje; źródło: Flickr

Wiecie, że stworzenie parafii, a co za tym idzie kościoła powierzono specjalnie oddelegowanemu tu z Wysp Brytyjskich duchownemu? Thomas Nettleship Stanley, po tym jak otrzymał funkcję pierwszego biskupa anglikańskiego na Hawajach, nakłonił króla Kamehamehę IV do wzniesienia budowli. Nieszczęśliwie władca zmarł, lecz obejmujący po nim tron, jego rodzony brat również przychylnym okiem patrzący na projekt, doprowadził budowę do końca. Podnosimy wzrok na piaskową konstrukcję, natychmiast dostrzegając te charakterystyczne gotyckie elementy.

Wnętrza St. Andrew's Cathedral w Honolulu www.szlakiempodrozy.pl

St. Andrew’s Cathedral; źródło: Flickr

Wchodzimy w zewnętrzną „wciętą” część, budowlanej w l.1867-1958 świątyni, zwabieni efektownymi witrażami, na których odnajdujemy lokalny element – wizerunki odkrywców wysp hawajskich.

Witraż St. Andrew's Cathedral Honolulu www.szlakiempodrozy.plWitraż St. Andrew’s Cathedral; źródło: Flickr

 

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *