Opuszczony szpital psychiatryczny Waverly Hills www.szlakiempodrozy.pl

Eksperymentalny szpital Waverly Hills

Dawny szpital sanatoryjny Waverly Hills w Louisville może i nie jest opuszczony w sensie stricto. Nie ulega jednak wątpliwość, że zarówno jego historia, jak i prezencja to materiał na… niezły horroru. Co może być bowiem lepszego, niż otoczony lasem, opuszczony gamach. w którym dochodzi do występowania niezrozumiałych zjawisk natury, nazwijmy to „paranormalnej”. Przyjemniej w opinii niektórych…

Z tym, że historia tego gigantycznego gmachu w amerykańskim stanie Kentucky wcale nie zaczyna się od tego momentu „straszenia” w pustych, ciemnych przejściach. Poznanie przeszłości tego wyjątkowego miejsca, w którym ze ścian płatami odchodzi farb, wymaga cofnięcia się do 1883 r. Wtedy to stanąwszy na pustej dotąd działce ziemi Thomas H. Hays zdecydował – tu stanie mój dom!

Wkrótce, troszczący się o rodzinę Hays uznał, że jego córki potrzebują położonej w miarę blisko szkoły. A, że jej nie było… postanowił ją zbudować. Zaczytujący się w powieściach szkockiego pisarza sir Waltera Scotta, wydawanych w serii „The Waverley Novels”, postanowił nadać nieruchomości nazwę jasno wskazująca na swą literacka pasję. Wówczas jeszcze nie przypuszczał, że po latack kojarzyć się będzie z przerażającymi eksperymentami…

Szkoła ostatecznie długo nie przetrwała. Ale zjawienie się dwójki architektów Jamesa J. Gaffney’a i Dennisa Xaviera Murphy’ego, poskutkowało stworzeniem, na ul. 4400 Paralee Dr, imponującego gmachu.

Wyposażenie opuszczonego Waverly Hills w Louisville www.szlakiempodrozy.plWyposażenie Waverly Hills; źródło: Flickr

Szpitalny początek

Wielki budynek, wraz z okoliczną ziemią, wnet zakupił zarząd szpitala gruźliczego. Tak w 1910 r. swe podwoje otwarła lecznica dla gruźlików. Panosząca się epidemia tej choroby dawała się mieszkańców miasta ostro we znaki. A, że płynąca niedaleko rzeka Ohio, stanowiąca skądinąd naturalną granicę stanów Kentucky i Indiana, sprzyjała rozprzestrzenieniu się zarazków poprzez mokradła, miasto zostało opanowane przez groźne choróbsko. Walki z epidemią nie było jednak gdzie prowadzić; wszak szybko otwarty, dwupiętrowy drewniany szpital mógł pomieścić ledwie 20 pacjentów…

W początku 1911 r. stało się jasne, że miasto szybko potrzebuje nowej lecznicy. Problem w tym, iż zarząd szpitala obawiając się późniejszych komplikacji jasno stwierdził, iż na teren placówki nie będą wpuszczani gruźlicy. Sprawę postawiono załatwić inaczej i tak do zarządu szpitala, wpłynęła nowa, korzysta oferta.

Dawne sanatorium Waverly Hills w Louisville www.szlakiempodrozy.plDawne sanatorium Waverly Hills w Louisville; źródło: Flickr

Po półtora roku chorujący na gruźliczę przypadłość zajęli… namioty, rozstawione na placu budowy „Waverly Hills”. Wreszcie w grudniu 1912 r. lecznica mogła przyjąć pierwszych pacjentów. Początkowo przeznaczony dla 40 osób, po dwóch latach został rozbudowany o pawilon dla dzieci, mogący pomieścić 50 małych chorych. Rozwój szpitala postępował…

Tak doczekano się prawdziwej perełki na rynku usług medycznych. Samowystarczalny ośrodek, wyposażono choćby we własny system uzdatniania wody, ale i wytwórnię mięsa oraz piekarnię. Problem w tym, iż ówczesna wiedza o gruźlicy była niewystarczająca. Co bowiem z tego, że chorych leczono w dobrych warunkach, skoro… kontakty z rodziną były na porządku dziennym. Cyklicznie organizowane odwiedziny, nijak się miały do konieczności odseparowania zarażonych od zdrowej populacji.

Rozrastająca się społeczność miasta oraz stale pogarszający się stan techniczny drewnianej konstrukcji zaowocował nowym pomysłem. W marcu 1924 r. ruszyła budowa nowej siedzib, przeznaczonej dla grupy 400 pacjentów. Wreszcie 17 października 1926 r. odtrąbiono sukces. Odtąd, przez 17 lat służył gruźlikom. Gruźlica, dotąd uważana za jedną z najcięższych i najbardziej śmiertelnych chorób, w wyniku rozwoju medycyny, została ujarzmiona. Bezsprzecznie, istnienie dedykowanego jej szpitala straciło racje bytu.

Ciemna strona szpitala Waverly Hills

Choć akurat po mieście zaczęły krążyć plotki. Jak się okazuje, nie bezpodstawne… Nieznana dotąd szerzej choroba gruźlicza sprawiła, iż mający pomagać zarażonym pacjentom personel lekarski poruszał się, jak dzieci we mgle. W rezultacie jego reprezentanci skierowali swój wzrok, ku „nietypowym” metodom. A te zazwyczaj nie niosą nic dobrego…

Innymi słowy, pacjentów bez mrugnięcia okiem poddawano sprawiającym ból zabiegom. Ocierającym się wręcz o działania eksperymentalne. Z zamkniętymi drzwiami gabinetów rozgrywała się gehenna chorych, którzy niejednokrotnie opuszczali je poryci bliznami i ze zniekształconymi częściami ciała. Serwowane godzinami elektrowstrząsy, nierzadko doprowadzały ludzi na skraj oszałamiania, kończąc się samobójstwami.

Wyobraźnię do dziś pobudzają „zabiegi”, podczas których usuwano ludziom żebra, w ramach tzw. torakoplastyki, czyli zmniejszenia pojemności klatki piersiowej. Pełne bólu operacje zakładały też wszczepianie do płuc baloników wypełnionych powietrzem, mających wywołać odmę, wedle lekarzy, mającej zadać ostateczny cios gruźlicy.

„O tym ilu ludzi, podczas doświadczalnych procesów zmarło, pozostanie na zawsze tajemnicą…”

Jakby tego było mało w lekarskich kręgach powszechna była wiara w uzdrawiającą moc łączenia warunków klimatycznych i światła słonecznego. Mając to na uwadze, dawana przez promienie jasność miała być nie tylko skutecznym, ale i darmowym panaceum na dolegliwości organizmu. Tak zabiegi z zakresu helioterapii zagościły także w „Waverly Hills”.

Chorych poczęto więc przenosić do pokojów, o dużym nasłonecznianiu, oraz udostępniać leżaki na dachu ośrodka. Tam, gdzie warunki naturalne to uniemożliwiały, postanowiono zainstalować sztuczne oświetlenie o dużej mocy. Wiara w jedynie słuszne metody okazała się dla pacjentów niejednokrotnie bolesna. Pozostawiani sami sobie, także w okresie zimowym, schodzili z owych kuracji wyziębieni do granic możliwości… Ostatecznie szpital Waverly Hills zamknięto w czerwcu 1961 r.

Wanna w starym,, opuszczonym sanatorium Waverly Hills www.szlakiempodrózy.plWanna w starym sanatorium Waverly Hills; źródło: Flickr

Życie po życiu

W rezultacie, tury mieszczące szpital i sanatorium dla mających problemy z płucami, postanowiono zaadoptować na zupełnie inny cel. Ledwie po roku posłużyły do założenia „Woodhaven Medical Services”, czyli domu opieki dla osób starszych. Cierpiący na demencję, niepełnosprawni umysłowo, oraz nie mogący poradzić sobie w życiu za sprawą swych ograniczań ruchowych, mieli cieszyć się tu pobytem w idealnej placówce. Szanse na rozwój mającego przed sobą przyszłość biznesu przekreśliło nierozważne zarządzanie, przejawiające się niedostatkiem wykwalifikowanego personelu. Przeludniony ośrodek, w którym nagminnie dochodziło do zaniedbywania pacjentów, w 1982 r. zamknęły władze stanowe.

Drzwi opuszczonego Waverly Hills w USA www.szlakiempodrozy.plDrzwi opuszczonego Waverly Hills; źródło: Flickr

Ze względu na to nowa sytuację, po raz kolejny ruszyła karuzela pomysłów. Rządzący nie mogąc sobie pozwoli dopłacanie do utrzymywania nieruchomości sprzedały ją deweloperowi. Tak w 1983 r. J. Clifford Todd wydając 3 mln $, począł snuć plany o zlokalizowaniu tu… więzienia. I, z pewnością, wcieliłby je w życie, gdyby nie ostry sprzeciw mieszkańców miasta. Tak rzutki biznesmen zamarzył o stworzeniu zaadoptowanego na mieszkania gmachu, licząc jednakże na wsparcie ze strony władz miasta. To jednak nie nastąpiło…

Niszczejący obiekt w 1996 r. kupił kolejny śmiałek, Robert Alberhasky. Przewodzący „Fundacji Chrystusa Odkupiciela Alberhasky’ego” miał iście szalony plan. Zapatrzony w symbol Rio de Janeiro Robert zamarzył o.. wzniesieniu najwyższej w okolicy statuty Jezusa i tym samym uczynienia w okolicy miejsca kultu z prawdziwego zdarzenia. Innymi słowy, zamarzył mu się gigantyczny ośrodek, do którego mieliby okazję pielgrzymować wierni.

Dach sanatorium wydawał się idealny do wzniesienia wysokiej na 46 m konstrukcji, a jego wnętrza do ulokowania w nim nie tylko kaplicy, ale u sklepu z pamiątkami oraz teatru. Wyceniony na 8 mln $ projekt jednak nie ruszył. Kaznodziei nie udało poruszyć się ludzkich serc, w związku z czym, po zebraniu do grudnia 1997 ledwie 3 tyś $, porzucił swój megalomański pomysł.

W 2001 w. kolejną próbę zaadaptowania wnętrz podjęli Charlie i Tin Mattingly. „Waverly Hills” wysprzątano, a przeprowadzony remont miał sprawić, że miejsce stanie się mekką nietypowych wrażeń turystów. Wizja miejsca, w którym pojawiają się niewyjaśniane anomalie rozprzestrzeniła się po USA.

Tunel śmierci

Jednym z najbardziej tajemniczych miejsc tego kompleksu jest, przede wszystkim, tunel prowadzący na pierwsze piętro. Stanowiący korytarz wejściowy dla personelu wyposażono w schody i rampę transportową dla wózków z zaopatrzeniem.

To właśnie tędy do szpitala dostarczano sprzęt, w tym lampy cieplne, pełniące wówczas rolę antybakteryjną. Wysoka śmiertelności wśród pacjentów, skutkująca koniecznością transportu ciał zmarłych stanowiła jednak psychologiczną torturę dla leczonych chorych. Władze sanatorium postanowiły więc oszczędzić im tego widoku, zapobiegając tym samym panice i wywożąc ciała zmarłych owym tunelem.

Tunel śmierci Wavelry Hills - opuszczony szpital psychiatryczny w Louisville www.szlakiempodrózy.plTunel śmierci Wavelry Hills; źródło: Flickr

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *