Dżakarta - Jakarta wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl

Dżakarta

Nieudany pomnik Dżakarty

Tak analizując przeszłość miasta, można się nabawić dreszczy. Po pierwsze: dawnych mieszkańców nie oszczędzały choroby, w tym epidemie cholery, malarii i duru brzusznego. Połączenie tego z korupcyjnymi działaniami urzędników sprawiło, że miasto upadło bardzo nisko. Koniec XVIII w. przyniósł mu początek końca. Opuszczane każdego dnia budynki, podmywane przez zanieczyszczoną, wylewającą się cyklicznie wodą z kanałów sprawiło, że w XIX w. miasto postanowiono zburzyć. Kilkanaście kilometrów dalej wzniesiono nowe osiedle Weltevreden, dzisiejszy Gambir. Kolejne epidemie w 1835 i 1870 przetrzebiły ludność dzielnicy, do tego stopnia, że de facto okolicę można było uznać za opuszczoną.

Gdy trafiam pod pomnik Monumen Patung Pembebasan Irian Jaya już wiem, że nie zostanie to najcieplej wspominanie przeze mnie miejsce Dżakarty. Zdecydowanie nie zachwyca swym kształtem. Zachcianka Sukarno na placu Lapangan Banteng, który nagle zamarzył sobie zapełnić pusty plac, była przerostem formy nad treścią. Oczywiście nie neguję chęci nawiązania do spornego terytorium – Irianu Zachodniego, która do 2001 była jeszcze w granicach kraju. Ale czy to wymagało powstania… tego czegoś. Wiem, że dla miejscowych ten zrywający kajdany, krzyczący mężczyzna, od razu na myśl przywodzi wyzwolenie się spod „opieki” kolonistów, ale chyba można to było lepiej zaplanować. Patriotyczny wymiar podkreślać miał rozmiar pomnika – 11 m postać stoi na 20 m prostokątnym podwyższeniu. Ale mimo tego coś tu jest nie tak…

West Irian Liberation Monument Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

West Irian Liberation Monument; źródło: Flickr

Poruszając się wciąż w bliskości ścisłego centrum wracam na pl. Merdeka. Już w XVIII w. w kręgach kultury pojawił się pomysł na zorganizowanie placówki, która stanie się domem dla najważniejszych zbiorów Indonezji. Trzeba jednak czekać aż do 1868 r, by marzenie się ziściło. Muzeum Narodowe więc stanęło na centralnym dziedzińcu miasta. Wchodzę przez główne drzwi do holu, w którym po obu stronach stoją posągi buddy. Ciemna posadzka, tu i ówdzie poszczerbiona, wiedzie mnie do sali w której na ścianie wisi ogromna mapa Indonezji, ukazująca różnymi kolorami pochodzenie konkretnych grup etnicznych tutejszego narodu. Główne eksponaty tworzą dziś antyki, książki, czy wyroby rękodzielnicze gromadzone przez Holendrów w okresie sprawowania tu swych rządów w XIX i XX w. Chodząc po salach zapoznaję się z przedmiotami sztuki hinduskiej i buddyjskiej. Gdy na zewnętrznym dziedzińcu mam okazję spojrzeć na znalezione podczas wykopalisk artefakty z czasów prehistorycznych, mam gęsią skórkę. Wracam do wnętrza zagubić się pośród numizmatów, tekstyliów i ceramiki. Sporo dowiaduję się też o tym, jak dawniej wyglądały praktyki religijne Indonezyjczyków. Na zobaczenie wszystkich 141 tys artefaktów nie mam jednak czasu…

W związku z tym bogactwem ruszam szlakiem najważniejszych elementów podzielonych tu na kilka części, z których najstarsza to Gedung Gajah – skrzydło zbudowane przez holenderskich zarządców Indii Wschodnich. Tematycznie wystawy ułożono tak:

  • kamienne rzeźby – rzeźby, relikwie i inskrypcje zebrane z wszystkich wysp reprezentujące hindusko-buddyjskiej sztukę starożytną. Są więc posągi buddy, oraz bóstw Ganeszy, Wisznu, Śiwy i Agastii
  • kolekcja archeologii i etnografii – ze złotem i relikwiami, posągiem Pradżniaparamity; złotą biżuterią: bransoletkami i pierścionkami z rubinami, diamentami; jest też broń; kolekcja ceramiki z Chin, Japonii, Wietnamu, Tajlandii i Birmy
  • kolekcja prehistorii – z czaszkami i szkieletami dawnych mieszkańców tych ziem, kamiennymi narzędziami i toporami
  • kolekcja z brązu
  • kolekcja tekstylna
  • kolekcja numizmatów

Gdy wychodzę głównymi drzwi mam okazję przekonać się na własne oczy, dlaczego przez miejscowych muzeum zwane jest „Budynkiem Słonia”. Na ok. 2 m piedestale stoi sympatyczne wyglądające zwierzę. Tylko dlaczego zielone? Więcej informacji tutaj.

“Przybycie Japończyków, którzy w okresie II wojny światowej opanowali Jawę przyniosło zmianę nazwy miasta na Dżakarta. Szybko przybywająca ludność, sprawiła, że już wkrótce na mapie świata pojawiło się kolejne milionowe miasto.”

Zostawiam za sobą główny plac kierując się na północ. Jeszcze raz, „w biegu” łypię na meczet i katedrę. Tuż za nimi na ul. Pos ciemnoszara breja, bo trudno to nazwać wodą, płynąca kanałem towarzyszy mi do Centrum Sztuki Jakarta Art Building. Jasno-szare kolumny, jak zresztą i cała ukazująca mi się w tym kolorze sala koncertowa stoi tu od 1821 roku. Już wcześniej Holender Herman Willem Daendels, zastanawiał się jak wzbogacić ofertę kulturalną miasta. W 1814 Brytyjczyk Stamford Raffles przeszedł do czynów i tak wkrótce pobliżu placu Waterlooplein stanęła… najzwyklejsza bambusowa konstrukcja. I to zbudowana przez kogo! Wyobrażacie sobie, że dziś przy budowie jakiegoś teatru uwijają się żołnierze? A to właśnie angielskie wojsko wzniosło obiekt przeznaczony na 250 osób.

Tyle, że wkrótce Indonezją ponownie rządzili Holendrzy. A i zbudowany naprędce obiekt zaczynał się sypać. Czternaście miesięcy trwały prace pozwalając na stworzenie neoklasycznego gmachu, którego inauguracja wypadła w październiku 1821, gdy na deskach wystawiono szekspirowskiego ”Otella”. Z czasem opiekę nad teatre, przejął rząd. Jakaż musiała tu być atmosfera podczas pierwszych spektakli! Oczami wyobraźni widzę używane wówczas świece i lampy naftowe. W 1864 w powietrzu wyczuć można było już delikatną woń gazowych lamp. Tak wpisały się charakter teatru, że nawet po doprowadzeniu elektryczności w1882, stanowiły one podstawę oświetlenia.

Japońscy dowódcy wojskowi nie byli przesadnie wyczuleni na uroku tutejszych przedstawień. Okupując kraj w l.1942-45 urządzili tu kwaterę wojskową. A potem? Sukarno już w wolnym państwie zorganizował tu Centralny Indonezyjski Komitet Narodowy. Przez mury przewinęli się też wykładowcy i studenci Uniwersytetu Indonezji, czy aktorzy Narodowej Akademii Teatralnej.

Na nabrzeżu

Porzucam centrum, co nie znaczy, że da mi to choć chwilę wytchnienia. Co to, to nie. Wybrzeże miasta na północy – Waterbom słynie z najlepszego parku rozrywkowego w stolicy Indonezji! Pierwszy w historii w kraju, od 1993 ściąga zarówno młodych jak i starych. Podczas gdy ci pierwsi szaleją na zjeżdżalniach, urozmaicając to sobie przejażdżkami na napompowanych kołach, starsi wylegują się ze szklaneczkami na leżakach. Chętnych zapraszam tutaj. Tuż obok dwa pola golfowe okupują ubrani w koszulki polo, machający kijami. Preferujący inny sposób spędzania czasu buszują zaś pośród półek sklepowych kompleksu Baywalk Mall.

Ja tymczasem żądny innych doznać ruszam w kierunku elektrowni PT PJB UP Muara Karang. Tak wiem, dziwne mam zachcianki. O tym, że nie był to najlepszy pomysł dowiaduję się, gdy bezskutecznie szukam drogi, by objeść teren przedsiębiorstwa. Coż, pozostało ruszyć przez most na wschód i tak też robię. Tyle, że przy stoczni Muara nadchodzi powtórka.

“Dżakarta tonie, będąc jest najszybciej osuwającym się miastem na Ziemi; północna cześć miasta niknie pod wodą w tempie 25 cm rocznie. Wszystko za sprawią wzniesienia ciężkich budowli na podmokłym gruncie.”

Ta sobie myślę, że jeśli w Indonezji nadają wyróżnienia za najlepsze projekty rewitalizacyjne, to Ancol Jakarta Bay City powinna zostać dostrzeżona. Dziś jest tu pełen luksus, czego dowodem hotele, pola golfowe i baseny. Można tu pograć też kręgle. Tych. którzy preferują spokojniejsze spędzanie czasu, skusi pewnie możliwość zakupów na targowisku z miejscowym rękodziełem. A przecież przeszłości było tu zwykłe mokradło… Jest i park Sea World (Świat Morza) i park rozrywki Dunia Fantasi z diabelskim młynem i kolejkami górskimi.

W drodze do innych gospodarczych symboli wybrzeża – stoczni Daya Radar Utama i elektrowni Pembangkit Listrik Tenaga Gas Dan Uap Tanjung Priok (UPJP Indonesia Power) natykam się na pomnik „Bende Ancol”. Przywodzi mi na myśl typowo azjatycki komponent krajobrazu. Wielki pozłacaby dzwon podwieszono tu pod trzema tu pod trzema rurami, w formie ostrosłupa.

Jakarta International Expo www.szlakiempodrozy.pl

 

Jakarta International Expo – sala kongresowa i wystawowa ze 100 tyś m2 powierzchni zbudowana w 2010 roku.   We wnętrzu jest pięć sal mogących pomieścić od 5 do 12 tyś ludzi. Organizowane są były festiwale, targi i wybory Miss Dżakarty. Źródło foto: Flickr

Od “tego” mostu do muzeum

Stoję na zwykłym metalowym moście pokrytym asfaltem. Co chwilę przechadzką się nim piesi, co jakiś czas przelatuje z niego z rykiem tuk-tuk. Ale to nie on, a przeciągnięty kilkanaście metrów dalej Most Kota Intan stał się typowym „must see” Dżakarty. Brązowawy, wygięty w mały łuk, łączy przez swą konstrukcję stal z drewnem. Zwany przez miejscowych ”Pasar Ayam” powstał w 1628 i co ciekawe jego stan nie powoduje szybszego bicia serca u jego użytkowników. Zadbana, bezpieczna przeprawa przeszła kilka remontów. Bordowa konstrukcja znana jest z różnych określeń, dominujących w przeszłości. Holendrzy nazwali go „Engelse Brug”. Dumni, jak zawsze, Brytyjczycy musieli oczywiście nazwać go „Britain Bridge”, jako że w pobliżu działała wówczas ich baza wojskowa. Gdy do głosu ponownie doszli Holendrzy zmienili jego nazwę na „Het Middlepun Brug”, choć na co dzień mawiali, że przeszli przez „centralny”.

Jembatan Kota Intan Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Jembatan Kota Intan; źródło: Wikipedia

Chyba nie warto bym dalej wyłącznie dreptał. Mam już sporo kilometrów w nogach, a do tego okolica jest wybitnie nieciekawa. Wielki remont drogowy sprawia, że ruch jest potężny. Czekam więc na więc na autobus. Kilka przystanków sprawia, kilkukilometrowa trasa upływa mi na sprawnie. Myślałem, że jak znajdę się na bocznej drodze, gdzie katolicy zbudowali sobie kościół Santa Maria de Fatima, będzie luźniej. Ale gdzie tam! Ten ścisk, z małymi wyjątkami towarzyszy mi wszędzie. Ów kościół to efekt przybycia tu tu salwatorianina, ojca Wilhelmusa Krause Van Eeden – przybusza z Austrii, który prócz niego wzniósł szkołę i akademik. Po nim parafię objął inny członek zgromadzenia Austriak Antonius Loew, któremu pomagał ks. Leitenbauer – kierownik szkoły. Kościół powstał w 1954, jednak już 14 lat późnej, z uwagi na ilość wiernych msze trzeba było odprawiać gdzie indziej. Co ciekawe zaprojektowany został w typowo chińskim stylu. Nowy kościół, na 600 wiernych w 1970 przejęli jezuici, a skierowany tu ojciec Otello odnowił kościół, do dziś służący parafianom.

Ponownie wsiadam w autobus, wysupłując z kieszeni rupie. Po półgodzinie jazdy linią M12 stoję przy Yayasan Sikh Gurdwara, czy też jak kto woli Gurdwara Pasar Baru. Członkowie ekumenicznie nastawionej religii, zwana Sikhizmem zbudowali tu w 1955 świątynię. Z czasem biednie urządzony budynek zrekonstruowano, a w 1984 postanowiono odnowić jego tylną część. By do niej wejść muszę jednak się przygotować. Ściągam buty, obmywam nogi i ręce. Na głowę zakładam wiszący na wieszaku, udostępniony specjalnie, takim jak ja, kapelusz. Wchodzę do środka i widzę to:

Świątynia Gurdwara Dżakarta www.szlakiempodrozy.plŚwiątynia Gurdwara Dżakarta; źródło: www.jakarta100bars.com

Wiecie, że lokalni wyznawcy mają możliwość urządzania na II piętrze wesela? Prócz nich miejsce zapełnia się szczególnie podczas festiwalu żniw Vaisakh i Gurupurbs – święta jednego z dziesięciu obecnych w wyznaniu guru.

No dobrze, ale chwila rozrywki też by się przydała. Tylko gdzie tu można doświadczyć odrobiny wytchnienia? Analizuje mapę i mój wybór pada na Jakarta Aquarium. Nie żebym był jakimś wielkim fanem pływających zwierzątek, ale z 600 gatunków zwierząt, pewnie coś mi się spodoba. Jak pomyślałem tak też robię. W panującym wewnątrz mroku rozświetlanym za pomocą to niebieskich, to zielonych, a to fioletowych elementów wystroju z ciekawością patrzę na tunel z wydrami. Dalej „wyścigi” urządzają sobie ślimaki i kraby, które miały to szczęście, że trafiły tutaj, a nie na pierwszy lepszy targ. „Raz kozie śmierć”- myślę sobie, dając się namówić na aquatrekking. Przebieram się kostium, nakładam hełm i wpadam do wielkiego basenu. A tu… nurkuję razem z różnymi gatunkami ryb, płaszczek i innych stworzeń, o których istnieniu nie miałem nawet pojęcia! Zafascynowani przygodami o kapitanie Nemo, okupują zaś pomieszczenie imitujące łódź podwodną… Więcej tutaj.

Już dawno przestałem mieć wątpliwości co do tego, że nad Dżakartą unosi się duch. Duch Prezydenta Sukarno… Jego wszechobecność czuję wchodząc w Jl. Tomang Raya, gdzie wydaje się, że wizja rozwoju ojczyzny polityka w pełni się sprawdziła. Centrum serwisowe firmy Samsung; jeden z największych producentów słodyczy i napojów w kraju Mauora Indach; wytwarzający produkty globalnych gigantów. I synonim nowoczesności – Starbucks. Co prawda okolica niczym nie przypomina gustownych okolic amerykańskich, czy chińskich dzielnic gospodarczych, ale to nie znaczy, że droga do Planetarium jest mordęgą. Gdy wreszcie melduję się na Jl. Cikini Raya 73 widzę jakby… UFO? No może nie aż tak, ale skojarzenie jednak się pojawiło

Obiekt powstał z inspiracji prezydenta kraju – Bunga Karno. Dziś placówka jest nie tylko miejscem do którego ściągają ludzie w poszukiwaniu dodatkowej porcji wiedzy i rozrywki. Szczęście tutejszego planetarium objawia się w jego specyficznym położeniu ma mapie świata, przez co jednocześnie obserwować można zarówno półkulę północną jak i południową. Ale jest też miejscem w którym naukowcy prowadzą swe badania. Najprościej ujmując, czasy jego tworzenia, stanowiły pasmo wzlotów i upadków. Te drugie to pokłosie braku funduszy. Ostatecznie obiekt, z trzema dostępnymi salami, oddano do użytku w listopadzie 1968. Od tego czasu teleskopy skierowane w niebo pełnią swą role, po każdorazowym otworzeniu dachu. Link: https://planetarium.jakarta.go.id/

“Wielkie odrodzenie XIX w. Dżakarty to efekt m.in. Chińczyków. Przybywający tu prowadzić interesy, handlując kauczukiem z czasem osiedlali się, stale odnawiając okolicę. Po tym jak Indonezja odzyskała kontrolę nad terenem, cały rejon przeniesiono jednak w inne miejsce, a Stare Miasto ponownie niszczało. W 2014 r. ruszył projekt mający na celi rewitalizację obszaru. Dzięki projektowi „Jakarta Old Town Reborn”, budynku zyskał ponownie blask.”

Może i to moje zdobywanie stolicy Indonezji przypomina niesforne harce pijanego zająca, ale ja tak lubię. Ponownie zanurzam się w tkance miejskiej ruszając w wyprawę na południe. Na Jl.Thamin napierają na mnie luksusowe wieżowce. Na jednym w oczy rzuca mi się „LV”, kolejny dowód na potęgę odzieżowego włoskiego giganta Louis Vuitton. Na szczęście zieleń sprawia, że okolica nie została wyzuta z wszystkich drzew. Z czasem asysta wysokościowców ustaje, przez co mam okazję zerknąć na inne oblicze otwierającej się przede mną strefy. Ale nie tak prędko… W narożniku rekreacyjnego założenia architektonicznego dumnie stoi mieniąca się szarością hala Centrum Kongresowego Balai Sidang Jakarta miejsce organizowania imprez i eventów: koncertów muzycznych i wystaw. Sala plenarna może pomieścić 5 tyś ludzi; prócz niej jest aż 13 pomieszczeń o różnej wielkości. W tym także sale o pow. 3060 m2 i 6075 m2; sala kongresową o pow. 3921 m2. Ponadto jest tu kuchnia zajmująca 1500 m2 na 10 tyś ludzi! Oddany do użytku w 1974 obiekt posiada również okrągłą salę teatralną!

Wreszcie docieram do sedna. A to wybija ze… sportu. IV Igrzyska Azjatyckie, których organizacji podjęła się Indonezja wzbudziła w prezydencie Sukarno apetyt na pokazanie światu, że kraj ten nie wypadł sroce spod ogona. Tak powstał kompleks sportowy Ikada (dziś Gelora Bung Karno). Wielofunkcyjny stadion to prawdziwy olbrzym, zasiąść na nim może 77 193 widzów. Prócz samego boiska jest tu też strzelnica, murawa do baseballa i basen. Ale to było za mało. Przywódca zamarzył sobie czegoś więcej i tak na wolnej przestrzeni wzniesiono Selamat Datang Monument (Monumen Selamat Datang ) ukazujący… machającą na powitanie parę, na środku zbiornika wodnego, ze strzelającymi w górę słupami wody.

Balai Sidang Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Balai Sidang Jakarta; źródło: Wikipedia

Wiecie, że Dżakarta ma swoje World Trade Center? Nie dzieli mnie od niego jakaś wielka odległość, więc podejmuje zadanie. Przyznam szczerze, że tylko z uwagi na nazwę rzuciłem się na pomysł odwiedzania tego miejsca. I to by było tyle. To co widzę, z prawdziwymi, amerykańskimi wieżami, nie ma to nic wspólnego. Kompleks sześciu budynków powstawał etapami, od 1986 roku. Ostatni, a zarazem najwyższy oddano do użytku jednak stosunkowo niedawno, w 2017 roku.

World Trade Center w Dżakarcie www.szlakiempodrozy.pl

World Trade Center w Dżakarcie; źródło: Wikipedia

Muzea Dżakarty

Muzeum Tekstyliów (TextileMuseum) To dowód na to, jak zróżnicowana jest jest pod względem regionalnym indonezyjska produkcja tkanin. Niemal każda prowincja wniosła coś ożywczego w działanie branży. Otwarte w 1973 r., dzięki staraniom ówczesnego gubernatora stolicy Aliego Sadikina, muzeum mieści dziś 2350 odmian różnorakich materiałów, zarówno starożytnych, jak i współczesnych. Co więcej sporo można się tu dowiedzieć o samym procesie wytwarzania tkanin. W należącym do kompleksu ogrodzie hodowane są rośliny, z których pozyskuje się naturalne barwnik ido tkanin. W pokoju są stare narzędzia tkackie z różnych epok i regionów. Co więcej na kilku z nich spróbować można swych sił i wytworzyć samemu produkt.
Sasmita Loka Ahmad Yani Museum Nieruchomość ta była dawniej rezydencją należącą do dyrektora europejskiej firmy. W połowie XX w. przerobiono ja jednak na mieszkania należące do wojskowych. Tak znalazł się tu m.in. gen Ahmad Yani, którego niestety w tym miejscu dosięgły kule. Został bowiem rozstrzelany przez członków prokomunistycznej organizacji „Ruch 30 września”. W 1965 r. wdowa po generale, która po jego śmierci wyprowadziła się pod inny adres, pomogła zorganizować tu muzeum. Tak zachowano oryginalne wyposażenie wnętrza.
Muzeum i Galeria Sztuki Bentara Budaya To miejsce gdzie zanurzyć się można w kolekcji zebranej przez lata przez Jakob Eatamę, kolekcjonera rzeźby obrazów i grafiki. Niezwykle bogaty zbiorów liczy ponad 570 płócien i ponad 600 ceramicznych przedmiotów z Państwa Środka i Indonezji. Wszystko to mieści się w tradycyjnym jawajskim domu zwanym tu „Omah Kudus”. Więcej tutaj.
 

Proclamation Monument

 

Dziś może trudno w to uwierzyć ale razem z otaczającym go parkiem wyglądał w 1945 r. zupełnie inaczej. Wtedy miejsce to zajmował dom, a którego to werandy przyszły prezydent Sukarno z przejęciem ogłosił następująca niepodległość Indonezji. Rok później stał tu już pomnik. Dziś odbywają się tu ważne uroczystości państwowe. Co ciekaw w sierpniu sam Sukarno rozkazał zburzenie domu i rozbiórka pomnika uznając, ze miejsce to powinno być bardziej okazałe. W 1972 pomnik powrócił na mapę Dżakarty za sprawą gubernatora miasta Ali Sadikina.
Muzeum Satria Mandala Wystawa sił zbrojnych; zobaczyć tu można pojazdy wojskowe i broń: granaty karabiny, także chorągwie poszczególnych eskadr. Co więcej są tu zbiory ze starszych lat prezentujące znacznie bardziej prymitywne narzędzia wali jak zaostrzone pałeczki bambusowe. Więcej pod tym adresem.
Museum Polri  Muzeum Wojska – z przedmiotami znajdującymi się przez lata na wyposażeniu armii.
Muzeum Indonezja Miejsce, które jakby przenosi ludzi na Bali; na trzech kondygnacjach znaleźć tu można dzieła sztuki i wyroby rękodzielnicze.
Muzeum Pałacu Prezydenckiego (Museum Purna Bhakti Pertiwi) Jest pochodną działalności pierwszej damy Iu Tien Suharto, która zgromadziła i udostępniła należącą do rodziny kolekcję antyków dzieł sztuki i rożnych pamiątek, ofiarowanych przez lata przez przedstawicieli innych państw.
Muzeum Nauki Na Jl. Taman Mini Raya, na południowych obrzeżach miasta to miejsce z planetarium, oraz udostępnionym miejscem przypominającym przestrzeń kosmiczną, w której można sobie zrobić zdjęcie w kostiumie astronauty..Tutejsze wystawy przybliżają historie podboju kosmosu, oraz prezentują – dosłownie rzecz ujmując  – kosmiczną technologię. Co więcej stale działa sala kinowa oferująca projekcję filmów w technologi 5D. Dzieci mogą się wyszaleć w parku wodnym z basenami, zjeżdżalniami. Skorzystać można tez z części w której postrzelać można laserowymi pistoletami zupełnie, jak w „Gwiezdnych Wojnach”. Więcej tutaj.
Muzeum indonezyjskich znaczków pocztowych (Museum Prangko Indonesia) Jego założycielką była Tien Soeharto. Tak 29 września 1983 r. doszło do jego inauguracji, którą uczcił swą obecnością nawet Prezydent kraju. Zbiory, zawierające zarówno krajowe jak i międzynarodowe okazy, to jednak nie wszytko co można tu zastać. Udostępniono też projekcję zawierającą slajdy, ukazujące proces powstawania znaczków. Stąd obecne tu stare cylindry i narzędzia drukarskie- pięciokolorowe maszyny do tłoczenia, napędzane przez silniki. Na korytarzach i salach wystawowych zerknąć można są na pochodzące z Bali i Jawy rzeźby i posągi. W sali 3 zerknąć można na znaczki wydawane w l.1864-1950 ukazujące cały przekrój historii państwa. Wówczas to zarówno Holendrzy jak i Japończycy wykorzystywali znaczki, by umieścić na nich własne motywy kulturalne i turystyczne, Jest tez zbiór wydany z okazji 10. rocznicy utworzenia Republiki Indonezji. W sali nr 4 znaleźć można znaczki z okresu 1950-1993, a w sali 5 są stemple pocztowe ułożone według dat ich użytkowania u tematów, jakie wówczas na nich umieszczano w tym: tematyka społeczna, turystyka, zwierzęta środowisko i ludzie. Jest i sala dla miłośników harcerstwa i sportu, gdzie prezentowane są tu znaczki związane z taką tematyką.
Bartele Gallery Jedną z najciekawszych galerii w Dżakarcie. Tylko tutaj zobaczyć można m.in. pierwszą mapę Azji wydrukowana w języku angielskim z 1626 roku, autorstwa John Speeda. Jest też ciekawa mapa Moluków przygotowana przez Petra Planciusa pierwszego hydrografa na tym terenie, wykonana w 1598. Jest i mapa Kontynentu Południowego ukazująca podróże i odkrycia słynnego Abla Tasmana, stanowiąca de facto pierwsza angielską mapa poświęconą wyłącznie Australii! Nie mogło zabraknąć tu także ukazania rodzimych stron na mapie Batawi z ok. 1733. Polecam zajrzeć na stronę oficjalną, gdzie zerknąć można na owe cuda kartografii.

Południowa część miasta

Jeśli jeszcze, przez niedopatrzenie, nie wspomniałem o korkach, to już śpieszę z doniesieniami. Co tu się wyrabia!? Niemal 7 km arteria Jalan Thamrin, przechodząca potem w Jalan Sudirman jest źródłem zatorów niemal do samego końca, na południu miasta! Czas spędzony za kółkiem pięciopasmowej drogi pozwala zaznajomić się z lokalizacją centrów handlowych i drapaczy chmur. Stanowi też miejsce, z którym zmierzyć się muszą przybywający do miasta, zwłaszcza ci z wypchanymi portfelami, których stać na zamieszkanie w położonych tu Hotel Indonesia Kempinsky, czy Grand Hayatt Jakarta.

Pech chce, że właśnie nią kieruję się do pewnego szczególnego miejsca. Gdy odbijam w lewo, a następnie w prawo mam okazję przekonać się, jak świetnym miejscem jest tutejszy park miniatur – Taman Mini Indonesia Indach. Jego nazwę tłumaczy się jako Piękna Indonezja w Miniaturze. Tylko tu mam cały kraj na wyciągnięcie ręki. Ośrodek zaprojektowano tak by każdy z pawilonów, reprezentował daną prowincję kraju. Gdy dowiaduję się, że wszystko co oglądam, zostało wykonane przez ludzi zamieszkujących właśnie dany region, z materiałów które rzeczywiście stanowią tam budulec, postanawiam eksplorować to miejsce do utraty sił. Tak zagłębiam się w tajemnice kolorowych, lokalnych strojów i przedmiotów wykonanych własnoręcznie przez daną społeczność. Próbuję określić, która ze świątyń zasługuje na miano mojego prywatnego odkrycia. Gdy dochodzę do sekcji poświęconej muzyce, w uszach słyszę dźwięki instrumentów. A przecież plan był zupełnie inny. W świadomości twórców pojawił się jako „zwykły” park, w którym można by było poobserwować ptaki. Dekadę po otwarciu, czyli w 1986, był już kompletnym obiektem pełnym papug, pawi, jastrzębi i mniej znanych okazów. Tematyczne ogrody, ułożone wedle gatunków kwiatów wydzielą woń jaśminu, ziół i orchidei.

Do wszystkiego nie sposób nawiązać, ale działają tu też m.in:

  • Muzeum Transportu
  • Muzeum Nauki Pusat Peragaan Iptek – Kemenristekdikti
  • Museum Prangko Indonesia (Stamp Museum Indonesia)Museum Prangko Indonesia
  • Museum Tionghoa
  • Gedung Storage Museum Nasional
  • Museum Keprajuritan Tmii

Z pełną oferta zapoznać się można tutaj.

Około 10 km na zachód, pokonanych samochodem w iście ekspresowym tempie 13 minut ukazuje urbi et orbi tropikalny park z działającym w jego obrębie Ragunan Zoo. 140 ha powierzchni stanowi miejsce, w którym ruszam odkryć tajemnice około 3 tyś gatunków zwierząt. Wśród nich także żyjące na tutejszych ziemiach jak sumatrzańskie tygrysy, warany z komodo i orangutany. Jeśli nie potraficie sobie wyobrazić o czym mówię to fakt, iż to 3. największy park zoologiczny na świecie powinien zadziałać na wyobraźnię. Jako, że skonstruowano tu kolejkę linową, część zobaczyć można z lotu ptaka. A warto, oj warto…

Wolisz metropolie na kontynencie amerykańskim – zapraszam w  podróż po Mexico City.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *