Dżakarta - Jakarta wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl

Dżakarta

Fala z wielką siłą uderza o brzeg lądu. Raz za razem wzburzona woda próbuje podmyć piasek z plaży i zabrać go z powrotem. Ten jednak się nie daje, uparcie wracając na brzeg Dżakarty. Odwieczna walka przypływu z odpływem urozmaicona jest tu jednak o jeszcze jeden element. W każdej sekundzie do Morza Jawajskiego, w okolicy zatoki, wpływają wody aż 13 rzek. W takich oto okolicznościach ruszam w trzewia tej wielkiej metropolii na wyspie Jawa.

A czeka mnie nie lada wyzwanie. Już samo połapanie się w tutejszym podziale administracyjnym i sensowym ułożeniu marszruty na zwiedzanie Dżakarty sprawia, że tworzony plan szybko się sypie. Lubię się zatracić w nowym otoczeniu, nie patrząc na urzędnicze podziały, ale jednak ponad 661 km² terenu robi swoje.

Atrakcje na Starym Mieście Dżakarty

A więc jestem! Wychodzę z chyboczącej się, choć już zacumowanej łodzi, czując jeszcze miękkie nogi. Twardy grunt pod nogami Portu Sunda Kelapa powoli sprawia, że czuję się pewniej. Wychodzę przez bramę i widzę jak na biało-niebieskim murku, zbieranina przedstawicieli każdego pokolenia, coś kombinuje. Widzę jak uważnie przypatrują się każdemu obcokrajowcowi. Chcą zarobić, to oczywiste… 

Na szczęście temperatura w Dżakarcie sprzyja przemieszaniu się. Zwykle w ciągu roku średnia jej wartość oscyluje między 25, a 28°C – całkiem przyzwoicie. Kwestia kiedy jechać, pozostaje więc otwarta! Zanim zaoferują mi cokolwiek, mijam ich i po 2 km spacerze przystaję na przystanku. Patrzę na rozkład, po czym… opuszczam przystanek i przechodzę na drugą stronie jezdni. Skoro panuje tu ruch lewostronny, to oczywiste, że spoglądałem na złą tablicę! Teraz już na dobrym rozkładzie sprawdzam co i jak. Zaznaczona czerwonym kolorem „24” kursuje co 20 minut. Ale mam szczęście; prezentowane na niebiesko dwie linie kursują co 5 minut. Gdy podjeżdża autobus i próbuję wgramolić się do środka z plecakiem nagle dochodzi do mnie, że przecież nawet nie wiem czy powinienem mieć już bilet. Może u kierowcy nie dostanę? Na szczęście jakoś udaje mi się załatwić sprawę i ruszam. Przez szybę migają mi tylko drzewa, odwracam więc głowę w poszukiwaniu czegoś ciekawszego. Betonowe kloce muru. To już wolę zieleń…

Oddalam się od portu wspominając jak to, w dawnych czasach, stanowił podstawę tutejszej gospodarki. To stąd w świat ruszały miliony ton przypraw korzennych. Słynący z 1,5 km nabrzeża port parł do przodu do 1817 r. Do dziś praca pali się w rękach miejscowym rybakom, który są jedynymi jego użytkownikami. Gdzieś tam majaczy mi wieża strażnicza Uitik, wzniesiona w XIX w. nieopodal rzeki, zastępując dawną komorę celną, zwaną tu Pabean. Niegdyś kupcy obdarowywali tu władców daniami, co zapewniało im możliwość prowadzenia interesów. Dziś dobijają do niego stare pinisi – dwużaglowe statki.

Krajobraz zaczyna się powoli zmieniać. Z zapyziałego, typowo przemysłowego, na miejski. To znak, że znajduję się już w Kota Tua – miejscu, gdzie biło serce historycznej osady – Batawii. Szukam wzrokiem przejawów działalności pewnego jegomościa; konkretnie projektanta. Był 1618 r. kiedy do Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, przybył Jan Pietersszoon Coen. To dzięki niemu architektura do dziś żywcem przypomina słynne europejskie miasta nad kanałami. Dzięki sprawnie działającemu portowi, pewnie inaczej się prezentującemu, niż to co właśnie widziałem, szybko się bogaciło. Tak w XVII w. stało prawdziwą namiastką Amsterdamu. Otoczone murem, chełpiące się własnym zamkiem było doprawdy czymś niezwykłym. Tak wyrosła metropolia otoczona biednymi kampung – wioskami, w których życie rdzennych mieszkańców upływało na uprawianiu ryżu i warzyw.

„Już w IV w. bliskość rzeki Ciliwung sprawiła, że założono tu port Sunda – ważny punkt handlowy. Przyjmując do siebie angielskie i portugalskie statki, rozrósł się za sprawą Holendrów. W XVI w. dzięki ładunkom pieprzu przynosił duże zyski”

Przejeżdżam Inner Ring Road, w otoczeniu nie pierwszej świeżości wiaduktów. Wreszcie bus staje, a ja wychodząc już rozglądam się za kolejnym, który dowiezie mnie do centrum. Tak sobie myślę, że skoro dotarłem tu morzem, to idealnym początkiem snucia się po Dżakarcie będzie wizyta w Muzeum Morskim (Museum Bahari). Wchodzę więc w boczną ulicę gdzie witają mnie dwie wbite w ziemię wielkie kotwice. Wiedząc, że jestem na dobrym tropie dostrzegam leżące na wybrukowanym chodniku armaty. Konkretnie dwie. Wreszcie wchodzę na zadbany plac otoczony ułożonymi w trójkąt parterowymi zabudowaniami. Czerwony dach i takie też otwarte okiennice sprawiają, że jasna elewacja ma w sobie namiastkę życia. Aż trudno uwierzyć, że niegdyś był tu zwykły magazyn. Zbudowali go Holendrzy w 1652 r., by składować w nim kawę, herbatę i tkaniny, nim te wyruszyły w świat. Dziś zaglądam do jego wnętrz i zerkam na to jak dawniej wyglądały statki handlowe. Kręcę się po salach, patrząc na wiekowe mapy i zdjęcia starej, dobrej Batawii.

Myśl o dawnej „holenderskości” nie opuszcza mnie, gdy w towarzystwie okropnie zaśmieconego pobocza idę wąską asfaltową dróżką, prowadzony przez Kanał Kali Krutuk. Przystaję na metalowej przeprawie, ledwie kilkanaście metrów od równolegle biegnącego Jembatan Kota Intan. Dochodzi do mnie, że przecież owa brązowa konstrukcja, podtrzymywana przez grube oczka metalowych łańcuchów, to XVII w., najstarszy most w Indonezji! Choć i tu nie obyło się tu bez ingerencji człowieka, kiedy to stare, zepsute drewniane części zastąpiono metalowymi.

Jembatan Kota Intan www.szlakiempodrozy.pl Jembatan Kota Intan; źródło: Wikipedia

Wściekłe odgłosy przejeżdżających co chwilę tuk-tuków i zdegenerowane zabudowania odprowadzają mnie do jednego z ciekawszych miejsc w tej części metropolii. Szkielet Dasaad Musin Concern do niedawna stanowiło jedno z najbardziej obleganych przez fotografów miejsc w mieście. Choć zaniedbany, przyciągał swym urokiem. Jeden z najstarszych budynków Indonezji to pochodna prac z 1857 r. Władze już dawno chciały go rozebrać, ale ciągły opór mieszkańców sprawił, że wciąż stanowił krajobraz miasta. Niedawno prezentował się jeszcze tak:

Dasaad Musin Concern Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Dasaad Musin Concern; źródło: Wikipedia

Dziś stoi tu już nowa konstrukcja, która jednak nie wzbudza zainteresowania. Ot, kolejny budynek po drodze.

Gdy po chwili wpadam na Taman Fatahillah – tutejszy rynek, próbuje sobie wyobrazić pewien dzień z 1627 roku. Wówczas „Nieuwe Markt” był o połowę mniejszy, ale za to sąsiadował z rzeką. Dziś te dawne czasy, to ledwie mgliste wspomnienie. Teraz niespiesznie spacerują po nim ludzie, mający akurat chwilę wolnego czasu. W dawnych kolonialnych budynkach urządzono placówki kulturalne – muzea. W najważniejszym z nich – Muzeum Historii Dżakarty, gnieżdżącym się w dawnym ratuszu, oglądam wiszące na ścianie egzemplarze broni i zamknięte za szklaną szybą, ładnie zdobione ceramiczne naczynia. Są stare szafy i kredensy, no i oczywiście obrazy. W sumie i sam budynek można uznać za eksponat, no bo czy budowla z 1710 r. nie zasługuje na taki przydomek? Nie wiem czy we wszystkich tutejszych 37 pokojach jest jakaś wystawa, ale całkiem tego sporo. Najstarsze przedmioty robią na mnie największe wrażenie – starożytne inskrypcje i miecze nie są tu wyjątkiem.

Muzeum Historii Dżakarty www.szlakiempodrozy.pl

Muzeum Historii Dżakarty; źródło: Flickr

Słynąca na cały kraj Cafe Batavia zawsze pęka w szwach, na co składają się wizyty zarówno miejscowych, jak i turystów. Na zewnątrz stoi kilka zielonych parasoli, które skryte są za dwumetrowymi drzewkami i nieco niższymi krzewami. Być na rynku i nie wejść do najstarszego budynku na rynku, sięgającego 1837 roku byłoby niewybaczalnym faux pas. Wypolerowane brązowe stoliki błyszczą, na każdym krześle leży biało czarowna miękka poduszka. Na niewielkim podwyższeniu przygrywa kapela składająca się z gitarzysty, perkusisty i człowieka siedzącego za keyboardem. Tu termin „przygrywanie do kotleta” ma zupełnie inny wydźwięk. Przechadzam się pp wnętrzach zerkając na setki zawieszonych na ścianach zdjęć – dowodu na popularność kawiarni, na których dostrzegam nawet członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Kto mógł się spodziewać, że w miejscu gdzie dawniej rezydowali gubernatorzy, a potem ulokowano magazyn w 1991 r. powstanie tak oldschoolowe miejsce.

Cafe Batavia Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Cafe Batavia; źródło: Flickr

Po obejrzeniu dwóch ciekawych miejsc rozlokowanych na osi północ-południe czas na kolejną parę. Tym razem na linię wschód-zachód. Patrzę na Muzeum Stuk Pieknych i Ceramiki, i czuję się… jakbym oglądał program informacyjny w TV, nadawany wprost spod Białego Domu w Waszyngtonie! Ukończony 70 lat później niż pierwowzór od początku, czyli 1870 r. mieścił Trybunał Sprawiedliwości. Potem przewinęła się przez niego holenderka armia, a nawet burmistrz miasta. W końcu wykorzystując dużą przestrzeń Prezydent Suharto umieścił tu obecną kolekcję – gliniane naczynia, misternie zdobione rzeźby i obrazy. Głównie azjatyckie, choć i na europejskie też można trafić.

Zajawka na kulturę mi nie przechodzi. Po chwili buszuję po Wayang Museum, które oferuje mi pokaz przedmiotów związanych z tradycyjnym, indonezyjskim teatrem lalek i masek – topeng. Ok, przyznaję, że nie mam pojęcia o co biega. Wgryzam się w temat za sparwą sporej części z 4 tyś wytworzonych egzemplarzy, z tak różnych surowców jak: drewno, skóra, trawa, a nawet liście kokosowe. Dziś emanuje stąd spokój, ale nie zawsze tak było… Były czasy, że dochodziły stąd odgłosy śpiewów i modlitw – stał tu wzniesiony w 1640 r. kościół. Po 92 latach został odnowiony, ale nie uśmiechnęło się do niego szczęście. Oto bowiem w 1808 r. został stary na proch przez trzęsienie ziemi. Na niedawnym miejscu kultu, w 1912 powstał magazyn, który w po ponad dwóch dekadach odnowiono w wybitnie holenderskim stylu.

Jalan Lada prowadzi mnie w kierunku Muzeum Banku Indonezji. Dawny zagrożony zniszczeniem wieżowiec z 1828, który mieścił szpital przejął „De Initche Bank”. Przejął i… zburzył, stawiając neorenesansowy gmach, udekorowany jawajskimi dodatkami. Nowa siedziba Banku Centralnego robiła wrażenie, ale wieku nie da się szukać. Po przeprowadzce instytucji postanowiono go zaadaptować na muzeum. Wchodzę do potężnego gmachu w którym za szybami prezentowane są stare środki płatnicze, w tym banknoty sięgające 1946 roku. Są też wydawane na przestrzeni lat albumy, kasy pancerne czy zdjęcia i makiety starych budynków bankowych i kantorów.

Muzeum Banku Indonezji - Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Muzeum Banku Indonezji; źródło: Flickr

Zastanawiałem się czy wizyta w sąsiednim Muzeum Banku Mandiri nie będzie przesadą, skoro dopiero co opuściłem podobny gmach. Ale wygrała ciekawość. Okazuje się, to przedstawiciele „Oranje” w 1933 oddali tu do użytku siedzibę krajowego Towarzystwa Handlowego, które potem mieściło różne instytucje finansowe. A koniec XX w. przyniósł otwarcie placówki kulturalnej, której motywem przewodnim jest oczywiście działalność banku. Kolekcja nie jest duża więc już po kilkunastu minutach, ukontentowany widokiem dawnych walut, papierów wartościowych czy holenderskiego sejfu wychodzę.

Transport w Dżakarcie

Zazdroszczę ludziom, którzy po rysach twarzy, wypowiadanych słowach czy też zachowaniu, bez trudu rozpoznają narodowość danego Azjaty. Ja, wkraczając w dzielnicę Glodok, dzierżącą miano tutejszej Chinatown, doskonale wiem, że nie mam na to szans.

Wąską, acz zatłoczoną ulicą, na której jadący na skuterach jeden za drugim robią nieziemski raban, powoli wczuwam się w tutejszy klimat. Jeśli nic się zaraz nie zmieni (a nic się na to nie zapowiada) kwartał ten obficie podlany jest sosem ubóstwa. Zabudowania, sprawiające wrażenie nie widzących farby od dziesięcioleci, gdzieniegdzie tylko ustępują miejsca nieco bardziej zadbanym miejscom – uchodzącym tu za prawdziwy rarytas. Ale mi to nie przeszkadza. Daję się porwać tłumowi, który tylko sobie znanym sposobem porusza się nie powodując na każdym kroku wypadku. Zaparkowane z boku niebieskie tuk-tuki, parkują obok dziwnie wyglądającym z zewnątrz, ale całkiem dobrze wyglądającym samochodom. Ludzie siedzą na zaimprowizowanych stołkach w miejsocwych barach. Mie mam wątpliowści, że gdyby odwiedził je przedstawiciel naszego sanepidu, w ciągu kilkudziesięciu sekund zostały zamknięte i opieczętowane…

Wtem za misternie wykutą bramą, zauważam Vihara Dharma Jaya Toasebio – pierwszą z trzech buddyjskich świątyń. Niestety, nie jest mi dane zajrzeć do środka, gdyż nie jestem „jednym z szanowanych obywateli”. Mijam 90° zakręt i stoję przed Kim Tek Ie, najstarszą chińską świątynią w mieście. Trzeba przyznać, że okazałą:

Kim Tek Ie Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Kim Tek Ie; źródło: Wikipedia

Oryginalne miejsce kultu stało tu od 1650 r., ale 90 lat później holenderscy żołnierze, wraz z Indonezyjczykami dokonując masakry na chińskich mieszkańcach Batawii, podpalili ją. 15 lat później stała już nowa, którą również liznęły płomienie – w 2015. Tym razem winna okazała się świeczka od której zajęła się plandeka, a za nią rzeźby i dach świątyni. Dziś już odnowiona stanowi ciekawy element okolicy.

Swe działania władze Indonezji odpokutowały dopiero w 2000 r. zezwalając na używanie przez miejscowa mniejszość chińskiego pisma. Co więcej, nie robią przeszkód podczas dorocznych obchodów Chińskiego Nowego Roku, kiedy to Glodok staje się najbardziej rozbawionym rewirem Dżakarty.

Włócząc się tak po dzielnicy wreszcie dostrzegam Muzeum Historii Lokalnej, stworzone w niezwykłym budynku Candra Naya. Jego historia, budynku znaczy, łączy się z losami rodziny Tamborów, należącej do chińskiego plemienia Khouw, przybyłego tu z prowincji Fujian. Członkowie rodu wywodzą się od kupca przybyłego tu z Państwa Środka ok. 1769 r. Rozwijając swą działalność zgromadził majątek, zajmując zazwyczaj wysokie szlacheckie stanowiska. Patrzę na reprezentujący typowo chiński styl gmach, z zakrzywionym dachem i bramą księżycową. Okazuje się, że mieścił kilka pomieszczeń, z których każde zajmowali konkretni członkowie rodziny, w tym konkubiny. Bogato zdobione wnętrza imponują misterną ornamentyką. Podnoszę głowę i zaważam, że szczyt budynku zdobi korona tou-kung, czyli bogato rzeźbione narożniki.

Candra Naya Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl Candra Naya; źródło: Flickr

Ale to nie koniec niezwykłej historii domu! W 1995 został rozebrany, by w na jego miejscu mógł powstać apartamentowiec. Nieoczekiwane problemy finansowe połączone z protestami miejscowych sprawiły, że szczęśliwie ocalałe części gmachu można było ponownie złożyć.

Rezydencja Teko Morah Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Rezydencja Teko Morah; źródło: Wikipedia

Nagle Chinatown się kończy. I to w takim stylu, jakby ktoś stojąc na skrzyżowaniu, sieknął mieczem. Czteropasmówką pędzą samochody i skutery. Wybieram zdecydowanie bezpieczniejszy chodnik i tak dochodzę do Muzeum Archiwum Narodowego (Gedung Arsip Nasional). Ledwo co wyswobodziłem się z chińskich okowów, a przed oczami mam indyjski styl. Za otwartą bramą dostrzegam jasny dom, który stawiano od 1755, by po dwóch latach jego lokatorem został wczesny gubernator Indii Wschodnich gen. Reinier de Klerk. Umierając w 1780 pozostawił po sobie nieruchomość o dwóch skrzydłach, z łazienką i aneksem kuchennym.

Narodowe Archiwum Indonezji w Dżakarcie www.szlakiempodrozy.pl

Narodowe Archiwum Indonezji; źródło: Wikipedia

Duży magazyn, lokum dla niewolników, stajnie i pomieszczanie na powozy uzupełniały kompleks, którego część zajmował też dom dla woźniców i strażników. O próżności właściciela świadczy fakt, iż mieszkało w im ok. 100 niewolników, z czego 16 należało do specjalnej grupy muzyków – wieczorami zabawiającej de Klerka i jego gości. Dom przechodzący z rąk do rąk, służył potem mi.n. za sierociniec. W 1925 r. przeszedł renowację, a nowe znaczenie zyskał, gdy zorganizowano tu Narodowe Archiwum Indonezji. Pogarszanie się stanu technicznego wymagało przeniesienia instytucji, a gmach zaczął niszczeć. W 1995 r. obchody 50-lecia niepodległości Indonezji sprawiły, że pojawiło się światełko w tunelu. Działalność rozpoczęła fundacja mająca na celu zbiórkę pieniędzy na renowację. Tak 1 listopada otwarto zmodernizowany dom, który jednak doskonale utrzymał swój XVIII w. wygląd.

Dzielnice Dżakarty

Zbudowania, prawdę Ci powiedzą

Gdy zbliżam się do położonego niespełna 3 km na południe Medan Merdeka (pl. Wolności) mam wrażenie jakbym się znalazł w innym świecie. Być może dlatego, że jeszcze nie miałem okazji zakosztować w tutejszej wolnej przestrzeni. Mała osada to stąd zuchwale ruszyła w swą podróż, która zakończyła się powstaniem dżakartańskiego potwora miejskiego. Wielki, szary słup z betonu – Monas, zwany tak z uwagi na skrócenie oficjalnej nazwy Monumen Nasional, oznaczającej Pomnik Narodowy, z godnością prezentuje się na tle oddalonych o dziesiątki kilometrów wieżowców.

Panorama Medan Medreka; źródło: Flickr

Podchodzę bliżej do marmurowego obelisku, górującego nad placem. Bez trudu dostrzegam płomień. Nie pali się jednak żywym ogniem; po prostu odlano go z brązu. Pierwotnie obudowano go blachami w kolorze złota ważącymi 33 kg; dziś to zacznie więcej. Po wejściu do wnętrza i dostaniu się szybko śmigającą windą, wypatruję charakterystycznych miejsc. Dzięki punkowi widokowemu potęga Dżakarty objawia mi się na nowo. I to nie tylko na górze, bo już po kilku minutach jestem w podziemiach pomnika. Zwiedzam„Salę Wolności” ukazującą 51 dioram, których tematem przewodnim jest walka toczona przez Indonezyjczyków z Holendrami. Prócz niej jest też ”Sala Kontemplacji” w której złożono indonezyjską „Deklarację Niepodległości” i zapis przemówienia, jakie wygłosił prezydent Sukarno będący „ojcem” konstrukcji. Opuszczam ten symbol determinacji, jaką odznaczał się naród w czasach dążeń do niepodległości Indonezji, bogatszy o kolejne doświadczenia.

Monsas

137 m wysokość
14 m wysokość płomienia
33 kg waga samych blach z których wykonano płomień
14,5 tony waga całego płomienia
77 z tylu tyle koncentrycznie ułożonych elementów zrobiono płomień
115 m wysokość na której mieści się punkt widokowy
1961-75 w tych latach powstawał

Czymże jest Monas wobec takiego placu Pałac Merdeka? Ledwie kruszyną. Ale oślepiająca biel, bijąca od tej jednej z sześciu rezydencji Prezydenta Indonezji, nie chowa głowy w piasek. Zresztą jak by mogła, mając za sobą taką przeszłość! No bo tak: zaczął powstawać w 1873, po tym jak 4 lata wcześniej gubernator kolonii gen Pieter Mijer wydał rozkaz rozpoczęcia prac. Korzystać mieli z niego gubernatorzy Holenderskich Indii Wschodnich.

Był 1875, gdy pierwszym lokatorem został Johan Wilhelm van Lansberge. Symbol indonezyjskiej chwały został jednak zbezczeszczony. Może nie w klasycznym rozumieniu, ale jednak. Zajęcie go przez Japończyków i uczynienie z niego siedziby dowódcy garnizonu, było jak wymierzenie siarczystego policzka całemu narodowi. Szkoda, że mogę mu się przyglądnąć tylko zza płotu. Dostrzegam obudowany dwoma bocznymi łukami gmach, którego fasadę zdobi sześć kolumn. Jednoczenie przychodzi mi do głowy, że Merdeka uwolnił się od drażniącego wydarzenia najlepiej jak mógł. To właśnie w jego murach, ogłoszono niepodległość Indonezji. W porywie radości zebrani tu ludzie wykrzyknęli wówczas: „Medreka!” oznaczające „Wolność!”. Gdy w podniosłym nastroju wiszącą dotąd holenderską flagę, zastąpiła nowa indonezyjska, poczucie dumy narodowej wręcz eksplodowało.

Wnętrza pałacu kryją kilka sal:

  • Ruang Kredensial (sala poświadczeń ) – stanowi wejście do pałacu; to tu odbywają się spotkania z dyplomatami i zagranicznymi gośćmi zapewnia; salę zdobią meble w stylu kolonialnym, obrazy i rzeźby z ceramiki
  • Ruang Jepara – pełna drewnianych rzeźb i mebli stanowiła niegdyś pokój w który pracował Prezydent Sukarno
  • Ruang Raden Saleh – był pomieszczeniem w którym urzędowała tutejsza Pierwsza Dama
  • Ruang Resepsi – to największe pomieszczenie, w którym organizowane są przyjęcia i bankiety , oraz uroczyste kolacje państwowe, spotkania międzynarodowe i imprezy kulturalne; ściany zdobią tu obrazy
  • Ruang Bendera Pusaka – czyli w dosłownym tłumaczeniu pokój z bibelotami, zwany też pokojem Regalii. Pomieszczenie słynie z przechowywania „Bendera Pusaka ” – pierwszej flagi Indonezji, która została podniesiona podczas indonezyjskiej Deklaracji Niepodległości 17 sierpnia 1945 r.

Patrzę na zegarek. Może warto poczekać do 17.00? W tworzącym wraz z Pałacem Negara, Pensjonatem Państwowym (Wisma Negara), Sekretariatem Negara (Sekretariat Stanu) i gmachem Bina Graha, kompleksie Pałacu Prezydenckiego odbędzie się wówczas ceremonia zmiany warty. Jakże dziwnie się złożyło z tym Pałacem Negra… Kolejna z rezydencji głowy państwa, ukończona na Veteran Street w 1804 r. jest bowiem kolejnym historycznym adresem. 8 marca 1942 stał się miejscem podpisania aktu kapitulacji Brytyjczyków, względem Japonii. Cieszę jeszcze oczy buchającymi w górę i tańczącymi na wietrze słupami wody w fontannie, po czym ruszam na przeciwległą stronę placu.

„W 1949 Indonezja uzyskawszy niepodległość od Holandii samodzielnie przejęła stery w mieście, doprowadzając do rozrastania się Dżakarty, która dziś jest gospodarczym centrum kraju.”

Na ścianie Jakarta City Hall (Balai Kota DKI) siedzibie władz regionu, dostrzegam dwie obszerne kilkudziesięciometrowe, reklamowe płachty. Niby promujące jakieś lokalne wydarzenia, ale czy to rzeczywiście najlepsze miejsce? Mam poważne wątpliwości… Przecież kompleks zawiera m.in. najstarszą część ratusza w Dżakarcie. Nie dalej jak w 1972 wybudowano tu jednak 24 p. wieżowiec, czyli budynek G na wzór zachodnich drapaczy chmur.

Jakarta City Hall Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Jakarta City Hall; źródło: Wikipedia

Przechadzam się w tę i z powrotem po placu, by znaleźć najlepszą perspektywę na dostrzeżenie tego, co uchwytne. Jakiegoś ułamka chwili, która sprawi, że zapamiętam ten moment na zawsze. Ale ten, przynajmniej na razie, nie nadchodzi. Nad czubkami coś jednak wystaje. No tak, terminy „wolność” i „niepodległość„ odnoszą się nie tylko do placu.

Podążając za majaczącym w górze elementem dochodzę do meczetu Masdźid Istiqlal – czyli „meczetu Niepodległości”. Islamscy wierni chcąc wznieść dla siebie godny punkt do modlitw, w 1978 wybrali biały marmur. Jego układanie rozpoczęli w miejscu gdzie niegdyś Holendrzy wznieśli wojskową twierdzę. W dzień otwarcia największy meczet w całej Azji Południowo-Wschodniej, pękał w szwach. Notabene, może pomieścić 200 tyś wiernych: główna sala, balkon i skrzydło to miejsce dla 61 tys osób; wstępny gmach mieści 8 tyś; sala na II p. – 51 tyś ludzi, zaś korytarze i reszta może zmieścić 81 tyś wiernych!

Dziś na drodze dojazdowej stoi budka strażnicza i opuszczony właśnie szlaban. Ale to nie tak, że świątynia jest zamknięta. Wokół widzę rzesze ludzi. Zerkam na wabik, który mnie tu przywiódł – samotny minaret. Tylko jeden, z uwagi na symbolikę – jedność Boga. No, może i jeden, ale za to wysoki na ponad 66,66 m – przychodzi mi do głowy. Czytałem wcześniej, że ta wysokość to pochodna 6666 wszystkich wierszy Koranu. Trzeba przyznać, że kompleks – trzeci co do wielkości sunnicki meczet świata, to dzieło życia Wahida Hasyima, dawnego Ministra ds. Religii. W 1953 założył specjalny komitet, zaś lokalizację wybrał sam Sukarno, stając na stanowisku, że tak doniosły projekt powinien zostać zrealizowany w najbardziej godnym miejscu. Tak wybrał sąsiedztwo placu Merdeka.

Meczet Istiqlal w Dżakarcie www.szlakiempodrozy.pl

Meczet Istiqlal; źródło: Flickr

Wspominałem już o symbolice? No tak, ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Tu aż od niej kipi! Jak się okazuje można do niego wejść jedną z 7 bram, symbolizujących tyleż właśnie islamskich Niebios; każdą z nich nazwano Al-Asmaul-Husna, nawiązując do imion islamskiego Boga. Nad główną salą modlitewną rozpościera się 45 m wysokości kopuła, której liczba metrów ma odnosić się do 1945 roku, w którym to proklamowano niepodległość Indonezji. Przy kopule widzę wieżę w kształcie półksiężyca i gwiazdy – symbol islamu. A skoro już o kopule, to podtrzymujące je 12 kolumn pokrytych stalą, jest odniesieniem do – jak wierzą sunnici – 12 dnia trzeciego miesiąca roku, w którym to na świat przyszedł prorok Mahomet. Uff, mało?

Meczet ma główne piętro i cztery poziomy balkonów, co daje cyfrę 5 –korespondującą z tylomaż prawdami islamu. A, zapomniałbym… wejście do głównej sali kryje kopuła o średnicy 8 m – cyfry korelującej z ósmym miesiącem roku – sierpniem, w którym Indonezja świętuje odzyskanie niepodległości. Jak w każdym meczecie najważniejsze miejsce stanowią minbar i mihrab. Główna ściana pokryta jest tu metaloplastyką z kaligrafią arabską, na której wpisano imię Boga po prawej stronie i imię proroka Mahometa po lewej.

Wierzenia Dżakarty

Ile jest takich miejsc, w których występuje naturalna, niczym nieskrępowana bliskość różnych świątyń? Dżakarta nie ma z tym problemu, co więcej chełpi się swą tolerancją religijną. Trzy minuty zajmuje mi przejście mostem, by trafić wprost do rzymskokatolickiej Katedry Wniebowzięcia NMP (St. Mary of the Assumption Cathedral). Wzniesiona dla części z ok. 3% mieszkańców całego kraju, którzy są katolikami, ma typowo neogotyckie cechy. Mury z ułożonych na sobie potężnych kamieni, w założeniu miały ukazywać potęgę kościoła i to w pełni się udało.

Katedra Wniebowzięcia NMP w Dżakarcie www.szlakiempodrozy.pl

Katedra Wniebowzięcia NMP w Dżakarcie; źródło: Wikipedia

Wchodzę do zaprojektowanej na planie krzyża budowli ukończonej w 1901 r., po dekadzie prac. W środku witają mnie kremowe ściany. Przechadzam się główną nawą spoglądając na towarzyszące mi w drodze do obrazy. Kościół niby jest długi na 60 m, ale nie czuję tu tego, by to monstrum na mnie napierało. Z zewnątrz robi zupełnie inne wrażenie. Szerokiek na 5 i 10 m przejście wprowadza nawet coś na kształt intymności. Stojąc już na przodzie, w centralnym portalu widzę posąg Matki Boskiej, z łacińskim napisem: „Beatam Me Dicentes Omnes Generationes” – „Wszystkie pokolenia będą nazywać mnie błogosławionym”.

Wiecie, że katedra ma trzy ołtarze? Po lewej stronie spoglądam na „Ołtarz Najświętszej Maryi Panny” z 1915, po prawej „Ołtarz Świętego Józefa” z 1922. Ale to główny, wykonany w Holandii w 1922, jest najważniejszy. Prawa nawa nęci mnie Tronem Biskupa nazywany, tu „Katedrą”. Wrażenie robi na mnie również okrągły witraż – w formie rozet św. Katarzyny.

Gdy stoję ponownie przed kościołem szukam wzrokiem końca wież. Każda z trzech ma swoją nazwę. 60 m to północna „Turris Davidica” – „Wieża Dawida”, mająca symbolizować Maryję jako „schronienie i obrończynię przeciw mocy ciemności”. Wieża południowa to „Wieża Kości Słoniowej” – której to jasna barwa symbolizuje czystość Najświętszej Dziewicy i to na niej dostrzegam zegar i dzwon. Ostatnia, sięga 45 m licząc od ziemi i określa się ją „Wieżą Anioła”. Warto by było zerknąć na to wszystko z wysokości, ale chór jest na stałe zamknięty. Władze kościelne obawiały się, że duża ilość ludzi może przyczynić się do jego zawalenia. Przez to na piętrze działa Muzeum Katedralne z kielichami i szatami liturgicznymi, do które zwiedzać można samodzielnie.

„Cały region stołeczny czyli 6392 km2 zamieszkuje około 9,3 mln mieszkańców. Liczna ludności Dżakarty daje jej 12. miejsce pod tym względem świecie! Jednocześnie miasto jest częścią ogromnego obszaru metropolitalnego – Jebodetabek (661 km2), zamieszkałego przez 23 mln ludzi, a składającego się z części prowincji Zachodniej Jawy i Banten. Jako, że ów obszar stworzono z Dżakarty (JAkarta), BOgor, DEpok, Tangeran i BEKasi powstałego olbrzyma nazwano JABODEBEK.”

Immanuel Church

Drugi dowód na tolerancję Dżakarty? Protestancki Immanuel Church – na Jl. Medan Merdeka Timur 10. Po kwadransie jestem już na miejscu, o czym informuje mnie wbita w trawiastą ziemię tabliczka. Przechodzę przez bramę o patrzę na to co też w 1934 wymyślili projektanci. Holendrzy materializowali go od 24 sierpnia 1835. kiedy to wbudowano pierwszy kamień. Koniec prac nastąpił, co do dnia, dokładnie po 4 latach. Nazywając go „Willemskerk” uhonorowali swego króla Wilhelma I. Ta ”państwowość” przejawia się też w jego roli historycznej – przechowuje się tu niderlandzką „Biblię Państwową”, wydrukowaną w 1748 roku. Było to pierwsze tłumaczenie na język niderlandzki, dokonane z oryginalnych egzemplarzy: hebrajskiego, aramejskiego i greckiego!

Galeria Narodowa Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Galeria Narodowa (Galeri Nasional) – placówka zainaugurowała działalność w 1999. Nakierowana jest na sztuki wizualne i mieści 1770 eksponatów, których twórcami są Indonezyjczycy i artyści z zagranicy. Galeria zajmuje budynek z 1817 r., zbudowany przez Holendrów. Źródło foto: Flickr

Były takie czasy, kiedy rodowici Jawajczycy mieli możliwość osiedlania się wyłącznie poza granicami Batawii; tak holenderskie władze minimalizowały ryzyko wystąpienia buntu. Ale nadszedł feralny 1699 rok. Trzęsienie ziemi zmiotło dużą część miasta. Jakby tego było mało, kanały do których stale spływała zanieczyszczona woda, stały się wylęgarnią chorób. Szalała malaria. Próbując ratować własną skórę Holendrzy postanowili zbudować nowe osiedle – Weltevreden, dzięki czemu w XIX w. sytuacja zaczęła się normować. To tu przeniosło się administracyjne serce Holenderskich Indii Wschodnich. Co nie zmienia faktu, że rdzennych Indonezyjczyków pozostawiono samych sobie. Gdy gmachy urzędów zaczęto wypychać na południowe obrzeża, w starym centrum pozostali tylko kupcy.

A, cegła z rozbieranych zabudowań posłużyła do tworzenia nowych gmachów. Tak właśnie powstał m.in. Gedung A.A. Maramis, czyli obecna siedziba Ministerstwa Finansów, czy też gamach elitarnego klubu “Harmony Society”.

Nieudany pomnik Dżakarty

Tak analizując przeszłość miasta, można się nabawić dreszczy. Po pierwsze: dawnych mieszkańców nie oszczędzały choroby, w tym epidemie cholery, malarii i duru brzusznego. Połączenie tego z korupcyjnymi działaniami urzędników sprawiło, że miasto upadło bardzo nisko. Koniec XVIII w. przyniósł mu początek końca. Opuszczane każdego dnia budynki, podmywane przez zanieczyszczoną, wylewającą się cyklicznie wodą z kanałów sprawiło, że w XIX w. miasto postanowiono zburzyć. Kilkanaście kilometrów dalej wzniesiono nowe osiedle Weltevreden, dzisiejszy Gambir. Kolejne epidemie w 1835 i 1870 przetrzebiły ludność dzielnicy, do tego stopnia, że de facto okolicę można było uznać za opuszczoną.

Gdy trafiam pod pomnik Monumen Patung Pembebasan Irian Jaya już wiem, że nie zostanie to najcieplej wspominanie przeze mnie miejsce Dżakarty. Zdecydowanie nie zachwyca swym kształtem. Zachcianka Sukarno na placu Lapangan Banteng, który nagle zamarzył sobie zapełnić pusty plac, była przerostem formy nad treścią. Oczywiście nie neguję chęci nawiązania do spornego terytorium – Irianu Zachodniego, która do 2001 była jeszcze w granicach kraju. Ale czy to wymagało powstania… tego czegoś. Wiem, że dla miejscowych ten zrywający kajdany, krzyczący mężczyzna, od razu na myśl przywodzi wyzwolenie się spod „opieki” kolonistów, ale chyba można to było lepiej zaplanować. Patriotyczny wymiar podkreślać miał rozmiar pomnika – 11 m postać stoi na 20 m prostokątnym podwyższeniu. Ale mimo tego coś tu jest nie tak…

West Irian Liberation Monument Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

West Irian Liberation Monument; źródło: Flickr

Poruszając się wciąż w bliskości ścisłego centrum wracam na pl. Merdeka. Już w XVIII w. w kręgach kultury pojawił się pomysł na zorganizowanie placówki, która stanie się domem dla najważniejszych zbiorów Indonezji. Trzeba jednak czekać aż do 1868 r, by marzenie się ziściło. Muzeum Narodowe więc stanęło na centralnym dziedzińcu miasta. Wchodzę przez główne drzwi do holu, w którym po obu stronach stoją posągi buddy. Ciemna posadzka, tu i ówdzie poszczerbiona, wiedzie mnie do sali w której na ścianie wisi ogromna mapa Indonezji, ukazująca różnymi kolorami pochodzenie konkretnych grup etnicznych tutejszego narodu. Główne eksponaty tworzą dziś antyki, książki, czy wyroby rękodzielnicze gromadzone przez Holendrów w okresie sprawowania tu swych rządów w XIX i XX w. Chodząc po salach zapoznaję się z przedmiotami sztuki hinduskiej i buddyjskiej. Gdy na zewnętrznym dziedzińcu mam okazję spojrzeć na znalezione podczas wykopalisk artefakty z czasów prehistorycznych, mam gęsią skórkę. Wracam do wnętrza zagubić się pośród numizmatów, tekstyliów i ceramiki. Sporo dowiaduję się też o tym, jak dawniej wyglądały praktyki religijne Indonezyjczyków. Na zobaczenie wszystkich 141 tys artefaktów nie mam jednak czasu…

W związku z tym bogactwem ruszam szlakiem najważniejszych elementów podzielonych tu na kilka części, z których najstarsza to Gedung Gajah – skrzydło zbudowane przez holenderskich zarządców Indii Wschodnich. Tematycznie wystawy ułożono tak:

  • kamienne rzeźby – rzeźby, relikwie i inskrypcje zebrane z wszystkich wysp reprezentujące hindusko-buddyjskiej sztukę starożytną. Są więc posągi buddy, oraz bóstw Ganeszy, Wisznu, Śiwy i Agastii
  • kolekcja archeologii i etnografii – ze złotem i relikwiami, posągiem Pradżniaparamity; złotą biżuterią: bransoletkami i pierścionkami z rubinami, diamentami; jest też broń; kolekcja ceramiki z Chin, Japonii, Wietnamu, Tajlandii i Birmy
  • kolekcja prehistorii – z czaszkami i szkieletami dawnych mieszkańców tych ziem, kamiennymi narzędziami i toporami
  • kolekcja z brązu
  • kolekcja tekstylna
  • kolekcja numizmatów

Gdy wychodzę głównymi drzwi mam okazję przekonać się na własne oczy, dlaczego przez miejscowych muzeum zwane jest „Budynkiem Słonia”. Na ok. 2 m piedestale stoi sympatyczne wyglądające zwierzę. Tylko dlaczego zielone? Więcej informacji tutaj.

„Przybycie Japończyków, którzy w okresie II wojny światowej opanowali Jawę przyniosło zmianę nazwy miasta na Dżakarta. Szybko przybywająca ludność, sprawiła, że już wkrótce na mapie świata pojawiło się kolejne milionowe miasto.”

Wrażliwi na sztukę

Zostawiam za sobą główny plac kierując się na północ. Jeszcze raz, „w biegu” łypię na meczet i katedrę. Tuż za nimi na ul. Pos ciemnoszara breja, bo trudno to nazwać wodą, płynąca kanałem towarzyszy mi do Centrum Sztuki Jakarta Art Building. Jasno-szare kolumny, jak zresztą i cała ukazująca mi się w tym kolorze sala koncertowa stoi tu od 1821 roku. Już wcześniej Holender Herman Willem Daendels, zastanawiał się jak wzbogacić ofertę kulturalną miasta. W 1814 Brytyjczyk Stamford Raffles przeszedł do czynów i tak wkrótce pobliżu placu Waterlooplein stanęła… najzwyklejsza bambusowa konstrukcja. I to zbudowana przez kogo! Wyobrażacie sobie, że dziś przy budowie jakiegoś teatru uwijają się żołnierze? A to właśnie angielskie wojsko wzniosło obiekt przeznaczony na 250 osób.

Tyle, że wkrótce Indonezją ponownie rządzili Holendrzy. A i zbudowany naprędce obiekt zaczynał się sypać. Czternaście miesięcy trwały prace pozwalając na stworzenie neoklasycznego gmachu, którego inauguracja wypadła w październiku 1821, gdy na deskach wystawiono szekspirowskiego ”Otella”. Z czasem opiekę nad teatre, przejął rząd. Jakaż musiała tu być atmosfera podczas pierwszych spektakli! Oczami wyobraźni widzę używane wówczas świece i lampy naftowe. W 1864 w powietrzu wyczuć można było już delikatną woń gazowych lamp. Tak wpisały się charakter teatru, że nawet po doprowadzeniu elektryczności w1882, stanowiły one podstawę oświetlenia.

Japońscy dowódcy wojskowi nie byli przesadnie wyczuleni na uroku tutejszych przedstawień. Okupując kraj w l.1942-45 urządzili tu kwaterę wojskową. A potem? Sukarno już w wolnym państwie zorganizował tu Centralny Indonezyjski Komitet Narodowy. Przez mury przewinęli się też wykładowcy i studenci Uniwersytetu Indonezji, czy aktorzy Narodowej Akademii Teatralnej.

Na nabrzeżu

Porzucam centrum, co nie znaczy, że da mi to choć chwilę wytchnienia. Co to, to nie. Wybrzeże miasta na północy – Waterbom słynie z najlepszego parku rozrywkowego w stolicy Indonezji! Pierwszy w historii w kraju, od 1993 ściąga zarówno młodych jak i starych. Podczas gdy ci pierwsi szaleją na zjeżdżalniach, urozmaicając to sobie przejażdżkami na napompowanych kołach, starsi wylegują się ze szklaneczkami na leżakach. Chętnych zapraszam tutaj. Tuż obok dwa pola golfowe okupują ubrani w koszulki polo, machający kijami. Preferujący inny sposób spędzania czasu buszują zaś pośród półek sklepowych kompleksu Baywalk Mall.

Ja tymczasem żądny innych doznać ruszam w kierunku elektrowni PT PJB UP Muara Karang. Tak wiem, dziwne mam zachcianki. O tym, że nie był to najlepszy pomysł dowiaduję się, gdy bezskutecznie szukam drogi, by objeść teren przedsiębiorstwa. Coż, pozostało ruszyć przez most na wschód i tak też robię. Tyle, że przy stoczni Muara nadchodzi powtórka.

„Dżakarta tonie, będąc jest najszybciej osuwającym się miastem na Ziemi; północna cześć miasta niknie pod wodą w tempie 25 cm rocznie. Wszystko za sprawią wzniesienia ciężkich budowli na podmokłym gruncie.”

Ta sobie myślę, że jeśli w Indonezji nadają wyróżnienia za najlepsze projekty rewitalizacyjne, to Ancol Jakarta Bay City powinna zostać dostrzeżona. Dziś jest tu pełen luksus, czego dowodem hotele, pola golfowe i baseny. Można tu pograć też kręgle. Tych. którzy preferują spokojniejsze spędzanie czasu, skusi pewnie możliwość zakupów na targowisku z miejscowym rękodziełem. A przecież przeszłości było tu zwykłe mokradło… Jest i park Sea World (Świat Morza) i park rozrywki Dunia Fantasi z diabelskim młynem i kolejkami górskimi.

W drodze do innych gospodarczych symboli wybrzeża – stoczni Daya Radar Utama i elektrowni Pembangkit Listrik Tenaga Gas Dan Uap Tanjung Priok (UPJP Indonesia Power) natykam się na pomnik „Bende Ancol”. Przywodzi mi na myśl typowo azjatycki komponent krajobrazu. Wielki pozłacaby dzwon podwieszono tu pod trzema tu pod trzema rurami, w formie ostrosłupa.

Jakarta International Expo www.szlakiempodrozy.pl

 

Jakarta International Expo – sala kongresowa i wystawowa ze 100 tyś m2 powierzchni zbudowana w 2010 roku.   We wnętrzu jest pięć sal mogących pomieścić od 5 do 12 tyś ludzi. Organizowane są były festiwale, targi i wybory Miss Dżakarty. Źródło foto: Flickr

Od mostu Jembatan Kota Intan do muzeum

Stoję na zwykłym metalowym moście pokrytym asfaltem. Co chwilę przechadzką się nim piesi, co jakiś czas przelatuje z niego z rykiem tuk-tuk. Ale to nie on, a przeciągnięty kilkanaście metrów dalej Most Kota Intan stał się typowym „must see” Dżakarty. Brązowawy, wygięty w mały łuk, łączy przez swą konstrukcję stal z drewnem. Zwany przez miejscowych ”Pasar Ayam” powstał w 1628 i co ciekawe jego stan nie powoduje szybszego bicia serca u jego użytkowników. Zadbana, bezpieczna przeprawa przeszła kilka remontów. Bordowa konstrukcja znana jest z różnych określeń, dominujących w przeszłości. Holendrzy nazwali go „Engelse Brug”. Dumni, jak zawsze, Brytyjczycy musieli oczywiście nazwać go „Britain Bridge”, jako że w pobliżu działała wówczas ich baza wojskowa. Gdy do głosu ponownie doszli Holendrzy zmienili jego nazwę na „Het Middlepun Brug”, choć na co dzień mawiali, że przeszli przez „centralny”.

Jembatan Kota Intan Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Jembatan Kota Intan; źródło: Wikipedia

Chyba nie warto bym dalej wyłącznie dreptał. Mam już sporo kilometrów w nogach, a do tego okolica jest wybitnie nieciekawa. Wielki remont drogowy sprawia, że ruch jest potężny. Czekam więc na więc na autobus. Kilka przystanków sprawia, kilkukilometrowa trasa upływa mi na sprawnie. Myślałem, że jak znajdę się na bocznej drodze, gdzie katolicy zbudowali sobie kościół Santa Maria de Fatima, będzie luźniej. Ale gdzie tam! Ten ścisk, z małymi wyjątkami towarzyszy mi wszędzie. Ów kościół to efekt przybycia tu tu salwatorianina, ojca Wilhelmusa Krause Van Eeden – przybusza z Austrii, który prócz niego wzniósł szkołę i akademik. Po nim parafię objął inny członek zgromadzenia Austriak Antonius Loew, któremu pomagał ks. Leitenbauer – kierownik szkoły. Kościół powstał w 1954, jednak już 14 lat późnej, z uwagi na ilość wiernych msze trzeba było odprawiać gdzie indziej. Co ciekawe zaprojektowany został w typowo chińskim stylu. Nowy kościół, na 600 wiernych w 1970 przejęli jezuici, a skierowany tu ojciec Otello odnowił kościół, do dziś służący parafianom.

Ponownie wsiadam w autobus, wysupłując z kieszeni rupie. Po półgodzinie jazdy linią M12 stoję przy Yayasan Sikh Gurdwara, czy też jak kto woli Gurdwara Pasar Baru. Członkowie ekumenicznie nastawionej religii, zwana Sikhizmem zbudowali tu w 1955 świątynię. Z czasem biednie urządzony budynek zrekonstruowano, a w 1984 postanowiono odnowić jego tylną część. By do niej wejść muszę jednak się przygotować. Ściągam buty, obmywam nogi i ręce. Na głowę zakładam wiszący na wieszaku, udostępniony specjalnie, takim jak ja, kapelusz. Wchodzę do środka i widzę to:

Świątynia Gurdwara Dżakarta www.szlakiempodrozy.plŚwiątynia Gurdwara Dżakarta; źródło: www.jakarta100bars.com

Wiecie, że lokalni wyznawcy mają możliwość urządzania na II piętrze wesela? Prócz nich miejsce zapełnia się szczególnie podczas festiwalu żniw Vaisakh i Gurupurbs – święta jednego z dziesięciu obecnych w wyznaniu guru.

No dobrze, ale chwila rozrywki też by się przydała. Tylko gdzie tu można doświadczyć odrobiny wytchnienia? Analizuje mapę i mój wybór pada na Jakarta Aquarium. Nie żebym był jakimś wielkim fanem pływających zwierzątek, ale z 600 gatunków zwierząt, pewnie coś mi się spodoba. Jak pomyślałem tak też robię. W panującym wewnątrz mroku rozświetlanym za pomocą to niebieskich, to zielonych, a to fioletowych elementów wystroju z ciekawością patrzę na tunel z wydrami. Dalej „wyścigi” urządzają sobie ślimaki i kraby, które miały to szczęście, że trafiły tutaj, a nie na pierwszy lepszy targ. „Raz kozie śmierć”- myślę sobie, dając się namówić na aquatrekking. Przebieram się kostium, nakładam hełm i wpadam do wielkiego basenu. A tu… nurkuję razem z różnymi gatunkami ryb, płaszczek i innych stworzeń, o których istnieniu nie miałem nawet pojęcia! Zafascynowani przygodami o kapitanie Nemo, okupują zaś pomieszczenie imitujące łódź podwodną… Więcej tutaj.

Już dawno przestałem mieć wątpliwości co do tego, że nad Dżakartą unosi się duch. Duch Prezydenta Sukarno… Jego wszechobecność czuję wchodząc w Jl. Tomang Raya, gdzie wydaje się, że wizja rozwoju ojczyzny polityka w pełni się sprawdziła. Centrum serwisowe firmy Samsung; jeden z największych producentów słodyczy i napojów w kraju Mauora Indach; wytwarzający produkty globalnych gigantów. I synonim nowoczesności – Starbucks. Co prawda okolica niczym nie przypomina gustownych okolic amerykańskich, czy chińskich dzielnic gospodarczych, ale to nie znaczy, że droga do Planetarium jest mordęgą. Gdy wreszcie melduję się na Jl. Cikini Raya 73 widzę jakby… UFO? No może nie aż tak, ale skojarzenie jednak się pojawiło

Obiekt powstał z inspiracji prezydenta kraju – Bunga Karno. Dziś placówka jest nie tylko miejscem do którego ściągają ludzie w poszukiwaniu dodatkowej porcji wiedzy i rozrywki. Szczęście tutejszego planetarium objawia się w jego specyficznym położeniu ma mapie świata, przez co jednocześnie obserwować można zarówno półkulę północną jak i południową. Ale jest też miejscem w którym naukowcy prowadzą swe badania. Najprościej ujmując, czasy jego tworzenia, stanowiły pasmo wzlotów i upadków. Te drugie to pokłosie braku funduszy. Ostatecznie obiekt, z trzema dostępnymi salami, oddano do użytku w listopadzie 1968. Od tego czasu teleskopy skierowane w niebo pełnią swą role, po każdorazowym otworzeniu dachu. Link: https://planetarium.jakarta.go.id/

„Wielkie odrodzenie XIX w. Dżakarty to efekt m.in. Chińczyków. Przybywający tu prowadzić interesy, handlując kauczukiem z czasem osiedlali się, stale odnawiając okolicę. Po tym jak Indonezja odzyskała kontrolę nad terenem, cały rejon przeniesiono jednak w inne miejsce, a Stare Miasto ponownie niszczało. W 2014 r. ruszył projekt mający na celi rewitalizację obszaru. Dzięki projektowi „Jakarta Old Town Reborn”, budynku zyskał ponownie blask.”

Może i to moje zdobywanie stolicy Indonezji przypomina niesforne harce pijanego zająca, ale ja tak lubię. Ponownie zanurzam się w tkance miejskiej ruszając w wyprawę na południe. Na Jl.Thamin napierają na mnie luksusowe wieżowce. Na jednym w oczy rzuca mi się „LV”, kolejny dowód na potęgę odzieżowego włoskiego giganta Louis Vuitton. Na szczęście zieleń sprawia, że okolica nie została wyzuta z wszystkich drzew. Z czasem asysta wysokościowców ustaje, przez co mam okazję zerknąć na inne oblicze otwierającej się przede mną strefy. Ale nie tak prędko… W narożniku rekreacyjnego założenia architektonicznego dumnie stoi mieniąca się szarością hala Centrum Kongresowego Balai Sidang Jakarta miejsce organizowania imprez i eventów: koncertów muzycznych i wystaw. Sala plenarna może pomieścić 5 tyś ludzi; prócz niej jest aż 13 pomieszczeń o różnej wielkości. W tym także sale o pow. 3060 m2 i 6075 m2; sala kongresową o pow. 3921 m2. Ponadto jest tu kuchnia zajmująca 1500 m2 na 10 tyś ludzi! Oddany do użytku w 1974 obiekt posiada również okrągłą salę teatralną!

Wreszcie docieram do sedna. A to wybija ze… sportu. IV Igrzyska Azjatyckie, których organizacji podjęła się Indonezja wzbudziła w prezydencie Sukarno apetyt na pokazanie światu, że kraj ten nie wypadł sroce spod ogona. Tak powstał kompleks sportowy Ikada (dziś Gelora Bung Karno). Wielofunkcyjny stadion to prawdziwy olbrzym, zasiąść na nim może 77 193 widzów. Prócz samego boiska jest tu też strzelnica, murawa do baseballa i basen. Ale to było za mało. Przywódca zamarzył sobie czegoś więcej i tak na wolnej przestrzeni wzniesiono Selamat Datang Monument (Monumen Selamat Datang ) ukazujący… machającą na powitanie parę, na środku zbiornika wodnego, ze strzelającymi w górę słupami wody.

Balai Sidang Dżakarta www.szlakiempodrozy.pl

Balai Sidang Jakarta; źródło: Wikipedia

Wiecie, że Dżakarta ma swoje World Trade Center? Nie dzieli mnie od niego jakaś wielka odległość, więc podejmuje zadanie. Przyznam szczerze, że tylko z uwagi na nazwę rzuciłem się na pomysł odwiedzania tego miejsca. I to by było tyle. To co widzę, z prawdziwymi, amerykańskimi wieżami, nie ma to nic wspólnego. Kompleks sześciu budynków powstawał etapami, od 1986 roku. Ostatni, a zarazem najwyższy oddano do użytku jednak stosunkowo niedawno, w 2017 roku.

World Trade Center w Dżakarcie www.szlakiempodrozy.pl

World Trade Center w Dżakarcie; źródło: Wikipedia

Muzea Dżakarty

Muzeum Tekstyliów (TextileMuseum) To dowód na to, jak zróżnicowana jest jest pod względem regionalnym indonezyjska produkcja tkanin. Niemal każda prowincja wniosła coś ożywczego w działanie branży. Otwarte w 1973 r., dzięki staraniom ówczesnego gubernatora stolicy Aliego Sadikina, muzeum mieści dziś 2350 odmian różnorakich materiałów, zarówno starożytnych, jak i współczesnych. Co więcej sporo można się tu dowiedzieć o samym procesie wytwarzania tkanin. W należącym do kompleksu ogrodzie hodowane są rośliny, z których pozyskuje się naturalne barwnik ido tkanin. W pokoju są stare narzędzia tkackie z różnych epok i regionów. Co więcej na kilku z nich spróbować można swych sił i wytworzyć samemu produkt.
Sasmita Loka Ahmad Yani Museum Nieruchomość ta była dawniej rezydencją należącą do dyrektora europejskiej firmy. W połowie XX w. przerobiono ja jednak na mieszkania należące do wojskowych. Tak znalazł się tu m.in. gen Ahmad Yani, którego niestety w tym miejscu dosięgły kule. Został bowiem rozstrzelany przez członków prokomunistycznej organizacji „Ruch 30 września”. W 1965 r. wdowa po generale, która po jego śmierci wyprowadziła się pod inny adres, pomogła zorganizować tu muzeum. Tak zachowano oryginalne wyposażenie wnętrza.
Muzeum i Galeria Sztuki Bentara Budaya To miejsce gdzie zanurzyć się można w kolekcji zebranej przez lata przez Jakob Eatamę, kolekcjonera rzeźby obrazów i grafiki. Niezwykle bogaty zbiorów liczy ponad 570 płócien i ponad 600 ceramicznych przedmiotów z Państwa Środka i Indonezji. Wszystko to mieści się w tradycyjnym jawajskim domu zwanym tu „Omah Kudus”. Więcej tutaj.
 

Proclamation Monument

 

Dziś może trudno w to uwierzyć ale razem z otaczającym go parkiem wyglądał w 1945 r. zupełnie inaczej. Wtedy miejsce to zajmował dom, a którego to werandy przyszły prezydent Sukarno z przejęciem ogłosił następująca niepodległość Indonezji. Rok później stał tu już pomnik. Dziś odbywają się tu ważne uroczystości państwowe. Co ciekaw w sierpniu sam Sukarno rozkazał zburzenie domu i rozbiórka pomnika uznając, ze miejsce to powinno być bardziej okazałe. W 1972 pomnik powrócił na mapę Dżakarty za sprawą gubernatora miasta Ali Sadikina.
Muzeum Satria Mandala Wystawa sił zbrojnych; zobaczyć tu można pojazdy wojskowe i broń: granaty karabiny, także chorągwie poszczególnych eskadr. Co więcej są tu zbiory ze starszych lat prezentujące znacznie bardziej prymitywne narzędzia wali jak zaostrzone pałeczki bambusowe. Więcej pod tym adresem.
Museum Polri  Muzeum Wojska – z przedmiotami znajdującymi się przez lata na wyposażeniu armii.
Muzeum Indonezja Miejsce, które jakby przenosi ludzi na Bali; na trzech kondygnacjach znaleźć tu można dzieła sztuki i wyroby rękodzielnicze.
Muzeum Pałacu Prezydenckiego (Museum Purna Bhakti Pertiwi) Jest pochodną działalności pierwszej damy Iu Tien Suharto, która zgromadziła i udostępniła należącą do rodziny kolekcję antyków dzieł sztuki i rożnych pamiątek, ofiarowanych przez lata przez przedstawicieli innych państw.
Muzeum Nauki Na Jl. Taman Mini Raya, na południowych obrzeżach miasta to miejsce z planetarium, oraz udostępnionym miejscem przypominającym przestrzeń kosmiczną, w której można sobie zrobić zdjęcie w kostiumie astronauty..Tutejsze wystawy przybliżają historie podboju kosmosu, oraz prezentują – dosłownie rzecz ujmując  – kosmiczną technologię. Co więcej stale działa sala kinowa oferująca projekcję filmów w technologi 5D. Dzieci mogą się wyszaleć w parku wodnym z basenami, zjeżdżalniami. Skorzystać można tez z części w której postrzelać można laserowymi pistoletami zupełnie, jak w „Gwiezdnych Wojnach”. Więcej tutaj.
Muzeum indonezyjskich znaczków pocztowych (Museum Prangko Indonesia) Jego założycielką była Tien Soeharto. Tak 29 września 1983 r. doszło do jego inauguracji, którą uczcił swą obecnością nawet Prezydent kraju. Zbiory, zawierające zarówno krajowe jak i międzynarodowe okazy, to jednak nie wszytko co można tu zastać. Udostępniono też projekcję zawierającą slajdy, ukazujące proces powstawania znaczków. Stąd obecne tu stare cylindry i narzędzia drukarskie- pięciokolorowe maszyny do tłoczenia, napędzane przez silniki. Na korytarzach i salach wystawowych zerknąć można są na pochodzące z Bali i Jawy rzeźby i posągi. W sali 3 zerknąć można na znaczki wydawane w l.1864-1950 ukazujące cały przekrój historii państwa. Wówczas to zarówno Holendrzy jak i Japończycy wykorzystywali znaczki, by umieścić na nich własne motywy kulturalne i turystyczne, Jest tez zbiór wydany z okazji 10. rocznicy utworzenia Republiki Indonezji. W sali nr 4 znaleźć można znaczki z okresu 1950-1993, a w sali 5 są stemple pocztowe ułożone według dat ich użytkowania u tematów, jakie wówczas na nich umieszczano w tym: tematyka społeczna, turystyka, zwierzęta środowisko i ludzie. Jest i sala dla miłośników harcerstwa i sportu, gdzie prezentowane są tu znaczki związane z taką tematyką.
Bartele Gallery Jedną z najciekawszych galerii w Dżakarcie. Tylko tutaj zobaczyć można m.in. pierwszą mapę Azji wydrukowana w języku angielskim z 1626 roku, autorstwa John Speeda. Jest też ciekawa mapa Moluków przygotowana przez Petra Planciusa pierwszego hydrografa na tym terenie, wykonana w 1598. Jest i mapa Kontynentu Południowego ukazująca podróże i odkrycia słynnego Abla Tasmana, stanowiąca de facto pierwsza angielską mapa poświęconą wyłącznie Australii! Nie mogło zabraknąć tu także ukazania rodzimych stron na mapie Batawi z ok. 1733. Polecam zajrzeć na stronę oficjalną, gdzie zerknąć można na owe cuda kartografii.

Południowa część miasta

Jeśli jeszcze, przez niedopatrzenie, nie wspomniałem o korkach, to już śpieszę z doniesieniami. Co tu się wyrabia!? Niemal 7 km arteria Jalan Thamrin, przechodząca potem w Jalan Sudirman jest źródłem zatorów niemal do samego końca, na południu miasta! Czas spędzony za kółkiem pięciopasmowej drogi pozwala zaznajomić się z lokalizacją centrów handlowych i drapaczy chmur. Stanowi też miejsce, z którym zmierzyć się muszą przybywający do miasta, zwłaszcza ci z wypchanymi portfelami, których stać na zamieszkanie w położonych tu Hotel Indonesia Kempinsky, czy Grand Hayatt Jakarta.

Pech chce, że właśnie nią kieruję się do pewnego szczególnego miejsca. Gdy odbijam w lewo, a następnie w prawo mam okazję przekonać się, jak świetnym miejscem jest tutejszy park miniatur – Taman Mini Indonesia Indach. Jego nazwę tłumaczy się jako Piękna Indonezja w Miniaturze. Tylko tu mam cały kraj na wyciągnięcie ręki. Ośrodek zaprojektowano tak by każdy z pawilonów, reprezentował daną prowincję kraju. Gdy dowiaduję się, że wszystko co oglądam, zostało wykonane przez ludzi zamieszkujących właśnie dany region, z materiałów które rzeczywiście stanowią tam budulec, postanawiam eksplorować to miejsce do utraty sił. Tak zagłębiam się w tajemnice kolorowych, lokalnych strojów i przedmiotów wykonanych własnoręcznie przez daną społeczność. Próbuję określić, która ze świątyń zasługuje na miano mojego prywatnego odkrycia. Gdy dochodzę do sekcji poświęconej muzyce, w uszach słyszę dźwięki instrumentów. A przecież plan był zupełnie inny. W świadomości twórców pojawił się jako „zwykły” park, w którym można by było poobserwować ptaki. Dekadę po otwarciu, czyli w 1986, był już kompletnym obiektem pełnym papug, pawi, jastrzębi i mniej znanych okazów. Tematyczne ogrody, ułożone wedle gatunków kwiatów wydzielą woń jaśminu, ziół i orchidei.

Do wszystkiego nie sposób nawiązać, ale działają tu też m.in:

  • Muzeum Transportu
  • Muzeum Nauki Pusat Peragaan Iptek – Kemenristekdikti
  • Museum Prangko Indonesia (Stamp Museum Indonesia)Museum Prangko Indonesia
  • Museum Tionghoa
  • Gedung Storage Museum Nasional
  • Museum Keprajuritan Tmii

Z pełną oferta zapoznać się można tutaj.

Około 10 km na zachód, pokonanych samochodem w iście ekspresowym tempie 13 minut ukazuje urbi et orbi tropikalny park z działającym w jego obrębie Ragunan Zoo. 140 ha powierzchni stanowi miejsce, w którym ruszam odkryć tajemnice około 3 tyś gatunków zwierząt. Wśród nich także żyjące na tutejszych ziemiach jak sumatrzańskie tygrysy, warany z komodo i orangutany. Jeśli nie potraficie sobie wyobrazić o czym mówię to fakt, iż to 3. największy park zoologiczny na świecie powinien zadziałać na wyobraźnię. Jako, że skonstruowano tu kolejkę linową, część zobaczyć można z lotu ptaka. A warto, oj warto…

Wolisz metropolie na kontynencie amerykańskim – zapraszam w  podróż po Mexico City.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments