La Paz Boliwia www.szlakiempodrozy.pl

Czy Struś Pędziwiatr odnalazłby się w La Paz?

Co ciekawe można zauważyć wielką dysproporcje w jej wyglądzie. Zbudowana na dość pochyłym terenie, od tyłu charakteryzuje się tym, że od strony ul. Potosi przyjrzeć się można ścianie stojącej aż 12 m niżej niż front. Z klasycystycznego stylu wybijają się barokowe elementy.

W 2015 r. zostało LA Paz zostało uznane jednym z Nowych 7 Cudów Miast.”

Wchodząc do środka można się zdziwić. Wyglądająca z zewnątrz na masywną, a co za ty idzie kojarzoną z ciemnym wnętrzem konstrukcja, emanuje nad wyraz jasnością. Wszystko to jest zasługą dobrze rozmieszczonych witraży, które o dziwo pozwalają na wniknięcie do środka dużej ilości światła. Stąpając po szaro-czarnej mozaice, i mijając brązowe ławki dotrzeć moża wprost pod główny ołtarz, który w niczym nie przypomina efekciarskich ołtarzy znanych katedr. Co więcej, próżno na ścianach szukać także obrazów. Ascetyczny wygląd, podkreślany kamiennymi filarami wypełnia co prawda pięć naw, ale tak naprawdę niczym się nie różnią.

W tej sytuacji, aby docenić kunszt budowniczych nie rozpoznaje nic innego jak… wyjść na zewnątrz. Choć i na to miejscowi musieli poczekać. Majestatyczne wieże pojawiły się tu bowiem dopiero 1988 r., tym samym zresztą, w którym jej mury przekroczył papież Jan Paweł II.

Catedral Metropolitana Nuestra Señora de La Paz www.szlakiempodrozy.plCatedral Metropolitana Nuestra Señora de La Paz; źródło: Flickr

Wracając myślami do Strusia Pędziwiatra, dojść można do wniosku, że tu na owym boliwijskim placu miałby spore problemy. Po prostu, nie miałby tu żadnego pola do swych dzikich harców. Przylegający do katedry Pałac Prezydencki z 1853 r z pomarańczowych barwach robi przyjemne wrażenie. Robiłby może nawet lepsze, gdyby nie składająca się z kilku osób czuwająca straż honorowa. Chroniąca siedzibę najważniejszego przedstawiciela władzy pilnie strzeże szczycącej się niezwykłym przydomkiem nieruchomości. Palacio Quemado, czyli „Spalony Pałac” – tak właśnie miejscowi na co dzień określają budynek. A wszytko przez to, że pachnący nowością gmach, tuż po otwarciu, w 1875 r. doszczętnie zniszczył ogień, po tym jak szturmujący siedzibę władzy ludzie nie zdołali go zdobyć.

Mimo swej długiej historii najciekawsze wydarzenie związane z obiektem dotyczy… morderstwie, jakie popełniono w jednym z pokojów. Otóż prezydent, mający zapędy dyktatorskie, niezadowolony z tego, że do pracy wyciekł jego list podczas kłótni zaatakował swego asystenta. Próbując powstrzymać prezydenta , jego bratanek Federico Lafaye, wyciągnął pistolet i… strzelił do wuja. Ten zmarł kilka godzin później.

Po pamiętnym pożarze w 1882 r. ruszono z odbudową, a cztery dekady później urządzono gruntową przebudowę. Tak zniknęły przypałacowe stajnie; powstała zaś okazała sala. Za prezydentury Víctor Paz Estenssoro dodano mural ze scenami rewolucji narodowej.

Na pałac składa się kilka charakterystycznych pomieszczeń

  • W “Czerwonym pokoju” odbywają się oficjalne potania i przyjęcia. Nazwa odwołuje się do kolory wnętrza zwłaszcza dywany. Na ścianach widać malowidła nawiązują do walki o niepodległość. Wypełniają go okazałe meble stylu Ludwika XVI.
  • Hol luster – na II p. od ul. Ayacucho wykorzystywany jest w trakcie spotkań z rezydującymi w kraju dyplomatami. Wypełniają co lustra zdobione złotem, obrazy, a całość oświetlają ładne żyrandole.
  • Sala prezydentów (Pokój Portretowy) – na I p. de facto jesy małym muzeum z obrazami dawnych rządzących krajem osobistości. Widać tu mundury armii, stroje z epoki władców, flagi.
  • Główna jadalnia – zapełnia się w trakcie oficjalnych obiadów i kolacji. W środku są meble w stylu rokoko
  • Gabinet – na trzecim piętrze; z owalnym stołem i krzesłami w stylu Ludwika XVI; na ścianie wisi portret marszałka Andrésa de Santa Cruz. Charakterunadaj białe marmury u kolumny jońskie wciśnięte rogi sali.
  • Biuro Prezydenta na 3 p. z mahoniowym biurkiem, za którym na ścianie widać obraz marszałka Andrés de Santa Cruz.
  • Sypialnia Prezydencka – na 3p. z eklektycznym srebrnym łóżkiem;z pokojem sąsiaduje prywatna łazienka i osobna klatka schodowa

Palacio Quemado La Paz www.szlakiempodrozy.plPalacio Quemado La Paz; źródło: Flickr

Wystarczy się odwrócić, by dojść do winsoku, że Palacio Legislativo de Bolivia (Congreso Nacional) kojarzyć może się z… krówką. Nie takim małym zwierzątkiem, ale cukierkiem. Przynajmniej kolorystycznie, prawda?

Palacio Legislativo de Bolivia La Paz www.szlakiempodrozy.plPalacio Legislativo de Bolivia; źródło: Flickr

Gdy w 1905 r. został ukończony, natychmiast zajęli go parlamentarzyści. Klasycystyczny budynek powstał jako architektoniczne uzupełnienie siedziby prezydenta, przez co, jak widać, oba niewiele się od siebie różnią.

Zasadzone na placu drzewa dające momentami cień sprawiają, że część widoku jest dość szczelnie zasłonięta. Do stojącego w rogu Palacio diez de Medina z 1775 r. trzeba więc po prostu podejść. A warto, bo Museo Nacional de Arte, zajmujące tę kolonialną nieruchomość to dość bogata placówka. Zresztą od budowy domu było tu ciekawie. W pierwszych latach służył bowiem burmistrzowi miasta, a z czasem mieścił hotel „Gilbert”. W jego murach słuchać było także charakterystyczny szelest kart i toczącej się kulki podczas gry w ruletkę. Ale i kasyno zamknięto. Tak puste wnętrza w 1964 r. zajęły bogate zbiory przez co jej trzy piętra wypełniają elementy sztuki prekolumbijskiej, okazy rodem z epoki kolonialnej, oraz prace współczesnych twórców. Za skarby uważane są XVII w. płótna autorstwa Melchiora Pereza de Holgiuna i Gregoria Gamarry

Perełki boliwijskiego La Paz

La Paz, wielkie powierzchniowo miasto, zajmujące 225 km2 kusi wciąż nowych przybyszów. Z ich policzeniem miewają tu problem, przez co jedne dane mówią o 758,8 tyś, inne nawet o milionie. Co ich ściąga. Może widoki? Ułożenie dolinie, otoczonej pasmami Cordlilliera Real byłoby silnym magnesem, ale leżące na samym dole ścisłe centrum jednak gęsto zabudowane. A, że dzielnice zapełniają wysokościowce to ludzi na ulicach tu sporo.

Po raz kolejny okuje się, że tempo zwiedzania La Paz należy do jednego z największych. Stykająca się z pl. Murillo wąska uliczka. Ingavi już po kilkudziesięciu krokach w oferuje widok na mury Iglesia de Santo Domingo. Bogate rzeźbienia na froncie oraz wieża od 1760 r. nadają mu stylu mestizo. Ale w XIX w. postanowiono zmienić wystrój kościoła i tak w środki pojawiły się elementy klasycystyczne. Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się 1590 r. kiedy kiedy powstał tu klasztor.

Iglesia de Santo Domingo La Paz www.szlakiempodrozy.plIglesia de Santo Domingo La Paz; źródło: Flickr

Dziurawa, wąska droga. Ale za to chodnik z obu stron równy. No cóż, miasta mają swe priorytety. Będący jednym z czterech rogowych budynków w tym miejscu Museo Nacional de Etnografia y Folklore, to jedyny z tej grupy, którego nie wzięli pod lupę graficiarze. To jakaś forma docenienia tego kolonialnego pałacu markizów Villaverde z 1730 r., czy co? Gdy go budowano zaplanowano tu trzy dziedzińce. Do dziś uchował się tylko jeden, wypełniony łukiem w barokowej stylistyce. Wiodące do środka schody przenoszą w elegancki świat. Na zewnątrz w narożniku widać drewniany, ładnie zdobiony balkon zamocowany tu w XVII w., wcześniej zdobiący inną nieruchomość. W 1974 r. jego wnętrza wykorzystano do założenia placówki kulturalnej, której wyznacznikiem stały się wszelkie przedmioty ukazujące bogactwo lokalnej kultury, na czele z maskami nakładanymi przez rdzennych mieszkańców w trakcie ceremonii religijnych, instrumentami muzycznymi, ceramiką i misternie tkanymi materiałami. Udało się tu zebrać 30 tys eksponatów. Szczegóły wystaw na oficjalnej stronie muzeum.

A’propos autochtonów. Pewnego dnia pracujący ciężko Indianie, traktowani przez kolonizatorów, jak niewolnicy wreszcie się zbuntowali. Był 1781 r. kiedy siły złożone z 40 tyś powstańców otoczyły miasto, nie nie pozwalając przez sześc miesięcy złapać oddechu przybyszom z Europy. Potomkowie konkwistadorów nie mogąc sobie poradzić wezwali więc wsparcie z dzisiejszego Peru i Argentyny. Efekt był łatwy do przewidzenia – wojowniczy Tupac Katari, stojący na czele Indian został ujęty i brutalnie zamordowany przez poćwiartowanie. Mimo tego miejscowy lud się nie poddał. Najpierw kolejne nieudane powstanie w 1809 r. a potem zakończony sukcesem zryw w 1925 r. przyniósł miejscowym wolność. Tyle tylko, że wcale nie oznaczały to sielanki. Walka o władze bywała brutalna – prezydenci byli równie często obalani jak wybierani.

Jednokierunkową ul. Genaro Sanjines wypełniają eleganckie budynki. Perełką jest tu jednak Teatro Municipal Alberto Saavedra Perez, który wedle miejscowych jest najstarszym gmachem Ameryki Południowej, w którym wystawiano spektakle! Ile ma to związku z prawda nie wiadomo, ale za to po renowacji w 2006 r. prezentuje się okazale. Ruszająca w 1934 r, budowa pochłonęła spore sumy, ale efekt jaki uzyskano 9 lat później był oszałamiający. Ale jak mogło być inaczej, skoro główny architekt José Nuñez del Prado przyjął, iż najlepiej w La Paz sprawdzi się zaczerpnięcie we włoskiej, konkretnie weneckiej sztuce. Naśladując położony w Italii teatr przez lata przechodził renowacje. I dziś prezentuje się dość dobrze.

Teatro Municipal Alberto Saavedra Perez La Paz Boliwia www.szlakiempodrozy.plTeatro Municipal Alberto Saavedra Perez; źródło: Flickr

Fenomen Calle Jaen

Biedny Struś Pędziwiatr… Calle Jaen – taka ładna uliczka. A on nie miałby tu czego szukać… Wąski deptak wyłączony z ruchu samochodowego wypełniony jest bowiem taka ilością interesujących muzeów, że nim by się rozpędził, musiałby stawać. Żadnej litości 🙂

Do tego, pełna kolorowych domostw uliczka oferuje widok na pobliskie wzgórza, więc jak nie przystanąć? Gdy władze nad La Paz sprawowali hiszpańscy koloniści miejscowi zwali ją Kaura Kachna, co oznaczało ni miej, ni więcej jak „targ lam”, co podyktowane było handlem tymi zwierzętami. Boliwijczycy nie traktują jaje jako jednej z wielu ulic miasta, a jako szczególny adres – wszystko przez to, że swoje domy mieli tu boliwijscy bohaterowie narodowi Apolinar Jaen i Pedro Domingo Murillo – zabici przez władze hiszpańskie. Wkraczam w ulicę i co widzę: jak okiem sięgnąć każdy z domów ma tu inny kolor. I to nie wtaki sposób, że oczy bolą od patrzenia, ale wręcz przeciwnie!

Fenomenalna Calle Jaen w La Paz www.szlakiempodrozy.plFenomenalna Calle Jaen w La Paz; źródło: Flickr

A, że ulicę śmiało można nazwać muzealną. – mieści się przy niej aż pięć takich instytucji, pora na wejście w gąszcz historii:

  • Museo Costumbrista Juan de Vargas – w białym gmachu; ukazuje historię miasta z początków XX w.; wypełnione fotografiami i figurkami ukazującymi tradycyjne stroje poszczególnych części społeczeństwa, najciekawszym okazem jest figurka ukazująca powieszenia Murilla.
  • Museo del Litoral Boliviano – dokumentujące Wojnę o Pacyfik z l.1879-84, której następstwem była utrata przez państwo dostępu do oceanu. Wypełniają je okazy broni, mundury i portrety wojskowych.
  • Museo de Metales Preciosos – czyli Muzeum Metali Szlachetnych; z przedmiotami z najcenniejszych kruszców złota i srebra, w tym inkaska biżuterią ludu Tiwanaku.
  • Museo Casa Pedro Domingo Murillo – XVIII w. czerwony dom ozdobiony portalem z kamienia. Mieszkał w nim walczący o niepodległość bohater narodowy. W środku zgromadzono barokowe meble i okazy sztuki kolonialnie. Do tego tekstylia, porcelanę i szkło używane przez nieleżącą do elity społeczność.
  • Museo de Instrumentos Musicaless – na Jean 711; z kolekcją tradycyjnych instrumentów, w tym charango – odmianą 10 strunowej mandoliny. W środku roi się od instrumentów perkusyjnych, smyczkowych i dętych.

Gwar i historia 

W głowie szumi ten charakterystyczny świst z jakim Struś Pędziwiatr przemierza kolejne ulice. To mogły sobie pohasać… Główna ulica miasta oficjalnie nosząca nazwę Avenida de 16 Julio. W weekendy wypełniona handlarzami i spacerowiczami, w tygodniu samochodami.

Swoją drogą ciekawe jak to było w 1605 r., kiedy wydobywanie złota, z racji małych złóż skończyło się. Władze i mieszkańcy stanęli przez koniecznością wymyślenia nowego pomysłu na funkcjonowanie. Z pomocą przyszło położenie geograficzne miasta. Skoro złoża w srebra w Potosi okazały się gigantyczne, a trzeba je było transportować do portu, stojące na trasie La Paz idealnie nadawało się na miejsce w którym mógł zakwitnąć handel.

Hałas kiwa ulica wypełniona jest pomnikami historycznych postaci. Jest więc Simon Bolivar na koni dzierżący szablę w ręce, czy postać Krzysztofa Kolumba. Na południowym końcu ulicy dostrzec można jeszcze obelisk gen Sucre. Szeroka laeja, co ciekawe z okazałym chodnikiem w środku to odlanie miejsce na obserwację codziennego życia Boliwijczyków. Spieszących się do pracy, robiących zakupy, korzystających z komunikacji miejskiej.

“La Paz wieczorami zmienia się tętniące życiem miasto. Ludzie wypełniają wówczas tzw. peñas, kluby muzyczne w których króluje muzyka…ludowa. Trzeba jednak uważać, łatwo wówczas paść łupem złodziei, zwłaszcza kieszonkowców.”

I właśnie pośród tej „zwyczajności” mieści się Museo de Arte Contemporaneo (Muzeum Sztuki Współczesnej), wypełnione pracami artystów z XX i XXI w. zarówno autorów krajowych jak i cudzoziemców. Sam gmach to powstała w XIX w. rezydencja, w której jednak później maczali palce znamienici architekci. Przeróbki m.in. Eiffela pozwoliły stworzyć wspaniały obiekt. Co kryją wnętrza? A to różnie: multum płócien, ceramiki, rzeźb ukazujących historię podboju Inków. Całość warto przyjąć w skróconej formie, bowiem – jak wt w La Paz – niedaleko znów jest coś ciekawego.

Tym razem Museo Nacional de Arqueologia ułatwiające zrozumienie życia jakie prowadzili członkowi ludu Tiwanaku. Choć wiele z ich pozostałości ukradli Hiszpanie, a to co zostało m.in. czaszki zebrano tutaj. A, że jest tego 18 tyś eksponatów to wiadomo, że zwiedzanie trochę trwa.

Ale takie ponowne zanurzenie w przeszłości La Paz na zakończenie wizyty, nawet się przydaje. Coś tam zawsze zostanie w głowie…

A… Co warto jeszcze wiedzieć? La Paz stanowi dziś najważniejszy ośrodek transportowy w Boliwii; to tędy przebiegają najważniejsze drogi. Stąd te tutejszy dworzec autobusowy – Terminal de Buses wciśnięty między Av. Peru a Av. Montes robi wrażenie. Obsługuje połączenia do największych miast kraju. Tworzący wręcz siatkę uliczek dworzec położony jest na wzniesieniu. Sam gmach stanowi wielką halę, której kształt nadał są, Gustav Eiffel – ten od słynnej paryskiej wieży! Na dworzec warto zajrzeć z praktyczność powodu – to tu swą siedzibą na Informacja Turystyczna.

No, to teraz już wszystko. Adiós La Paz!

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments