La Paz Boliwia www.szlakiempodrozy.pl

Czy Struś Pędziwiatr odnalazłby się w La Paz?

Są na świecie miasta, w których to co najważniejsze, rozciągnięte jest na tak ogromnej powierzchni, że pragnienie zobaczenia wszystkiego kończy się… bolesnymi odciskami na stopach. Tymczasem boliwijskie La Paz jest wprost skrojone na miarę przyjemnej wizyty. Takiej, podczas której idealnie czułby się Struś Pędziwiatr :)

Szybkość zwiedzania poszczególnych miast ma zwykle dosyć duże znaczenie podczas wyboru destynacji. No bo jeśli ktoś ma lecieć na drugi koniec świata, to warto by wrócić z jakimiś wspomnieniami. I to niekoniecznie tymi z kilkunastogodzinnego lotu… Tymczasem owo południowoamerykańskie miasto, mimo że rozciągnięte na znacznym obszarze, właśnie idealnie wpije się w schemat pospiesznego zerknięcia nań okiem. Bo tak naprawdę mimo podziału na siedem głównych dzielnic: Mallasa, Zona Sur, San Antonio, Periferica, Max Paredes, Zona Centro i Cotahuma, wszystko co istotne znajduje się w centrum.

A skoro już o strusiu, to ciekawe jak te sympatyczny zwierzak zareagowałby na wiszące na Mercado de las Brujas (Targu Czarownic)... suszone lamy? Wybrukowana koślawo uliczka ściąga uwagę wszystkimi kolorami, jakie można sobie wyobrazić. Kolejne budki od podłogi po dach zagracone są wszelkimi rupieciami. Ale to ONE robią największe wrażenia. Dyndające na sznurkach lamy to jednak paskudny widok. Ale, jak twierdzą miejscowi, już starożytni wierzyli, że włożony w fundamenty nowo powstającego domu płód lamy, zapewni mieszkańcom dojście do szczęścia. Czego się to nie robi dla zyskania uśmiechu Fortuny… Zresztą zatrzymujący się przy sklepikach z tajemniczymi specyfikami, mającymi ponoć magiczne właściwości, tylko zdają się potwierdzać przywiązanie do dziwnych przekonań. Piętrzące się stosy ręcznie rzeźnianych figurek, głównie zwierząt, towarzyszą też na ul. Linares pełnej tandetnych pamiątek. Obdrapane ściany, gdzieniegdzie jeszcze zabazgrane ordynarnymi napisami, opadającej z każdym metrem uliczki sprawiają dziwne wrażenie. Wiszące nad głową, poplątane kable sugerują, pobyt w kraju trzeciego świata.

Z racji swego położenia na dużej wysokości przybywając do La Paz początkowy okres naznaczony jest koniecznością zaaklimatyzowania się, czyli funkcjonowania w mniejszym tempie.”

A tymczasem to La Paz to przecież siedziba rządu i prezydenta, choć akurat nie pełni konstytucyjnej roli stolicy. Wąska, jak na takie miasto ulica wkrótce się skończy. Ale zanim to nastąpi zaczynają się grube mury szczególnego kościoła. Basilica San Francisco (Iglesia San Francisco) do dziś pozostaje dowodem na chęć połączenia wiary chrześcijańskiej z kultem Matki Ziemi. A wszystko zaczęło się w 1549 r. Ruszająca wówczas budowa, mająca nadać kościołowi stylu baroku andyjskiego, zwanego tu mestizo miała świadczyć o tutejszej wyjątkowości. Trwające kolejne 32 lata prace zwieńczono wreszcie powstaniem oryginalnej bryła, której… nie dane było przetrwać. Nikt nie spodziewał się, że ledwie 30 lat później budynek złoży się jak domek z kart, nie wytrzymując ciężaru zalegające nań śniegu. Cały proces budowy trzeba było zaczynać więc od nowa. Ale to musiało potrwać… Fundamenty zaczęto stawiać dopiero w 1743 r., a końcowy efekt podziwiać można było po dekadzie. Konsekracja, odbywające się w 1758 r. pozwoliła się cieszyć wiernym z kościoła, wyposażonego w dodatkową wieżę w poł. XIX w. Gdy w połowie XX w. jej stan ponownie znacznie się pogorszył, remont trwał aż do 2006 r.

Iglesia San Francisco La Paz www.szlakiempodrozy.plIglesia San Francisco La Paz; źródło: Flickr

Fasadę poświęconego św. Franciszkowi z Asyżu kościoła ozdobili lokalni artyści tworząc na niej multum rzeźb. Popis dali zwłaszcza w miejscu gdzie widoczna jest figura patrona świątyni. Św. Franciszek otoczony jest ozdobami okazującymi roślinność w formie szyszek i kwiatów, oraz fruwających ptaków. Symbolikę rdzennych mieszkańców ukazują takie cuda jak: węże, smoki, tropikalne ptaki, oraz postacie w charakterystycznych południowoamerykańskich maskach. Wpatrując się w górną część elewacji zachwycić można się posągami wykutymi w skalnych kolumnach, z postaciami ważnymi dla Inków i ludu Tiahuanaco. Trzeba bowiem wiedzieć, że jako pierwszy na ziemie, na których dziś rozciąga się miasto przybył lud Ajmara. Indianie tego szczepu osiedlili się tu na przełomie XV i XVI w. Wkrótce, obserwując rdzenną ludność, odkryto wielkie złoża złota w okolicy. Środki na budowane, okazałe miasto jakby spadły z nieba. Tak w 1549 r. wytyczono plany nowego ośrodka miejskiego, na kartkach umieszczając zabudowania administracyjne, kościoły oraz wytyczając ulice, głównie biegnące prostopadle względem siebie.

Rzeźby na Iglesia San Francisco La Paz www.szlakiempodrozy.plRzeźby na Iglesia San Francisco La Paz; źródło: Flickr

W środku zaś kościół wypełniają trzy nawy. Ale i tak najbardziej charakterystycznym elementami są w nim lustra. Boliwijczycy wierzyli kiedyś, że jeśli czegoś się przestraszą lub dotknie ich coś złego wtedy dusza opuszcza ich ciało. Jej powrót zależał od tego czy delikwent wypowiedział słowa: ”duszo wróć do mnie”. Hiszpanie wykorzystywali to do nawracania na katolicyzm wbijając Boliwijczykom do głowy, że opuszczająca ich dusza zostaje zaklęta w kościelnym lustrze, wobec czego muszą do niego uczęszczać. Warto zatrzymać się też przy ołtarzach i ambonach, żywcem przeniesionych z kart barokowych podręczników rzeźbiarstwa. Jakby komuś było mało w katakumbach kościoła pochowani Pedro Murillo. Kto woli patrzeć na wszystko z góry, może wdrapać się na wieżę i rzucić okiem na panoramę La Paz z dzwonnicy. Wycieczki po z przewodnikiem (j. Hiszpański lub angielski) kosztują o. 20 bolivarów, czyli jakieś 3$.

Wnętrze Iglesia San Francisco w La Paz www.szlakiempodrozy.plWnętrze Iglesia San Francisco w La Paz; źródło: Flickr

Plac w La Paz i jego okolice

Pamiętacie o Strusiu Pędziwiatrze? No to gdyby sprintem przebiegł przez pobliski plac mógłby zatrzymać się dopiero pod Museo Tambo Quirquincho. Patrząc na kolorystykę okalających dziedziniec ścian można by dojść do wniosku, że ktoś zdecydowanie przesadził tu a artystyczną wizją. Granatowe ściany gryzą się tu z ciemną żółcią, i brązem drewnianych balkonów. Można rzec: klasyczna kolonialna zabudowa. Ale gdyby przenieść się w przeszłość, przystając tu można by wpaść w wir toczących się tu bitew. Co więcej nie obyło się tu i bez brutalnej egzekucji, której ofiarą , w 1810 r. padł tu walczący o niepodległość Boliwii Pedro Domingo Murillo, o czym opowiada wystawa placówki umieszczanej w tzw. tambo, niegdyś będącym magazynem na przeróżne towary.

Museo Tambo Quirquincho La Paz Boliwia www.szlakiempodrozy.plMuseo Tambo Quirquincho La Paz Boliwia; źródło: Flickr

W końcówce XVIII w. urządzono tu rezydencje potentata mleczarskiego Quirquincho. Potem pełnił role magazynu tytoniu i sali balowej a nawet… lodowiska. Na szczęście wszelkie przeróbki nie zniszczyły urokliwego stylu gmachu którego emanacją są kolonialne drzwi.

Dziś wewnętrzną fasadę zdobi XVIII w. rzeźba ukazującą koronę króla Hiszpanii. Na innej widać barokową arkadę, która przyjechała tu jako podarunek arcybiskupa,po rozebraniu klasztoru Concepción, w La Paz. Zbiory muzeum tworzą głównie kostiumy i maski karnawałowe, oraz kolekcja zdjęć dawnego La Paz. Są i starożytne, efektowne srebra i współczesna sztuka.

Ale warto się jednak nieco cofnąć na Plaza San Francisco (Plac św. Franciszka). Po co? A choćby, po to, by klapnąć sobie na schodach i w spokoju popatrzeć na najważniejsze miejsce w mieście. A jest na co, bo w 2011 r. powiększono go do 6100 m2 nadając mu przydomek Plaza Mayor. Przestronna miejscówka, dla przybywających zwłaszcza z innych kontynentów to prawdziwe „must see”. Niemal zawsze pełen ludzi wabi zwłaszcza wieczorami, gdy zjawiają się tu spacerowicze, których do zakupów usiłują nakłonić lokalni sprzedawcy, także przedstawiciele ludu Ajmara. Na placu urządzono dwa tarasy: na górze i na dole, ale i tak najgęściej okupowanym miejscem są schody, prowadzące na górną część tarasów. W 1952 r. to właśnie tu protestowali mieszkańcy La Paz podczas rewolucji; stał się też areną sprzeciwu ludności w 2003 r. kiedy wybuchła tzw. Boliwijska Wojna Gazowa – protesty przeciw prywatyzacji złóż gazu w kraju. Ale nic dziwnego, skoro pomieścić może aż 100 tys ludzi. Wspomniany górny taras to miejsce w którym widać Mercado Lanza – targ sięgający ul. Evaristo Valle i Plaza Eguino.

Plaza San Francisco La Paz www.szlakiempodrozy.plPlaza San Francisco La Paz; źródło: Flickr

Wiecie, że na placu nie można opędzić się od atrakcji turystycznych? Choć wiadomo: co kto lubi. Zajrzeć do Museo San Francisco jednak warto. Po pierwsze z racji samej siedziby. Tą jest bowiem dawny klasztor, pierwotnie ukończony w 1581. Ale solidna konstrukcja to to ie była. Gdy zaczęła kruszec w 1608 r. po czterech lata zostały z niej strzępy. W 2005 r. na szczęście udało się ukończyć remont, trwający… 40 lat! To oraz bliskość najważniejszego w mieście kościoła naznaczyło charakter wystaw: roi się od od przeróżnych elementów sztuki sakralnej. Oko cieszą też dziedzice w arkadami: Claustro Mayor i Claustro Antiguo.

A wracając do tego jak szybko ogarnąć tu można wszystkie najważniejsze miejsca, to ledwie dwie przecznice na zachód od wspomnianego kościoła św. Franciszka trafić można na niemałą niespodziankę. Bo jak się okazuje nie tylko Kolumbia wniosła spory wkład w rozprzestrzenianie po świecie narkotyków. Dowodem na to, że i Boliwijczycy parali się tym „biznesem” jest Museo de la Coca. Placówka ma jednak odczarować negatywne konotacje, zwracając uwagę na długa historię żucia liści koki. Specyfiku, który łagodzi problemy organizmu związane z dużą wysokością na której leży Boliwia. Wystawa pozwala także dowiedzieć się co nieco o tym jak dużą rolę roślina spełniała podczas ceremonii religijnych, oraz jak prawidłowo żuć liście koki. Więcej na oficjalnej witrynie.

I znów okazuje się, że wystarczy kila kroków by wejść w specyficzna okolicę. Szybkie znalezienie się na jednej z najważniejszych ulic miasta Avenida Mariscal Santa Cruz pozwala nieco liznąć historii Boliwii. Niestety wiadomości o protestach niezadowolonych z polityki i poziomu życia Boliwijczyków nie przebijają się polskich mediów. A szkoda, bo można by wówczas rzucić okiem właśnie na otwartą w 1946 r. arterię. Zabudowana wysokimi budynkami, hałaśliwa i pełna spalin droga wypełnia najniżej położną część miejskiej doliny rzeki, która w centrum jest przykryta. Jej nazwa zmienia się na całym odcinku kilkukrotnie, stąd warto zapamiętać nazwy: Montes, Mariscal, Santa Cruz, 16 de Julio, Villazon i Arce. Najbardziej reprezentacyjna jej częścią jest odcinek Avenida 16 de Julio tworzący tzw. Paseo del Prado.

Avenida Mariscal Santa Cruz La Paz Boliwia www.szlakiempodrozy.plAvenida Mariscal Santa Cruz La Paz Boliwia; źródło: Flickr

Kto woli inne klimaty z pewnością odnajdzie się na wąziutkiej ul. Socabaya, dawniej znanej jako miejsce pracy kowali. Dziś, szybko pokonywana acz nowocześnie zabudowana arteria sprawia, że w głowie jakby szumiał ten charakterystyczny świst z jakim Struś Pędziwiatr przemierza kolejne odcinki. Zajmujące kilka minut przejście na Plaza Murillo, stanowiący de facto rynek Starego Miasta pozwala zerknąć na pomnik bohatera narodowego Pedro Domingo Murillo. Tego statusu nie zyskał jednak kolejny powieszony na placu jegomość – były Gualbert Villaroel, którego tłum z furią wyciągnął siłą z pałacu, by powiesić na… latarni. I o tym przypomina dziś pomnik na placu.

Ale gdy w 1558 r. powstawał pomysł urządzania tu szczególnego miejsca zakładano zbudowanie tu najważniejszych obiektów w kraju: siedziby władz miejskich – Cabildo, katedry, skarbca i rezydencji biskupa (Casa Obispal). Koloniści zabrali się do pracy tworząc coś nad wyraz praktycznego – inicjując powstanie tu głównego źródła wody w mieście. Plac wypełniony rzeźbami damskich postaci będących ukazaniem nie czterech pór roku oraz muz sztuk: Malarstwa, Architektury, Muzyka i Rzeźby, to jednak dość specyficzne miejsce. Najprościej rzecz ujmując: lubiący karmić gołębie odnajdą się tu znakomicie. Gorzej, jeśli nie przejawia się do ptaków szczególnej miłości….

Plaza Murillo La Paz Boliwia www.szlakiempodrozy.plPlaza Murillo La Paz; źródło: Flickr

La Paz – miasto wiary i rządów

Brązowy kamień jaki służył do zbudowania stojącej na placu świątyni pewnie nie jednym śnił się po nocach. No bo jak to. Wierni doprowadzają do zbudowania zeń kościoła, ponosząc ogromne koszta, zarówno pieniężne jak pracy, a potem, co? Trwających siedem dekad(!), zbudowana już w 1692 r. świątynię i tak zostaje zburzona. A jednak… Powód okazał się prozaiczny: pęknięcia na ścianie, z każdym dniem widoczne były coraz bardziej. Co więc począć? Trzeba się wziąć na stawianie nowej – pomyśleli mieszkańcy i tak w marcu 1835 r. zaczęły piąć się górę ściany Catedral Metropolitana Nuestra Señora de La Paz. Zajmująca południową część placu budowano etapami aż do 1925 r.! Swoją drogą wiecie, że oficjalna nawa miasta brzmi właśnie Nuestra Señora de La Paz?

Czytaj dalej

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments