Cuenca Ekwador www.szlakiempodrozy.pl

Cuenca – ekwadorski klejnot

Samolot z ogłuszającym hukiem podchodzi do lądowania na równy, jak stół, pas. Część przebywających akurat na sąsiednich ulicach ludzi zatyka uszy. Od lat psioczą na konieczność codziennego znoszenia startów i lądowań. Reszta już nawet nie reaguje; przyzwyczaiła się. Jakby chciała tylko powiedzieć: ot, cała nasza ekwadorska Cuenca.

Wychodzę z sali przylotów będąc jednym z 50 tyś pasażerów, jakich się tu miesięcznie obsługuje. Szybko na drugą stronę Avenue Espana i już jestem na głównym dworcu autobusowym miasta. Na El Terminal Terrestre, mijam głównie ciągnących wielkie walizki turystów. Jakoś udaje mi się znaleźć odpowiednie stanowisko i po chwili korzystam z linii mającej zawieść mnie do centrum

Przebicie się przez wąskie uliczki, zajmuje ledwie kwadrans. Nieskrępowana wysoką zabudową Cuenca powoli odsłania przede mną swą przeszłość. Póki co wcale nie mam wrażenia, że jestem jednym z największych miast Ekwadoru. Jakby tutejsze 637 tyś mieszkańców magicznie się rozproszyło.

Znajduję hotel, melduję się i zostawiam bambetle. Miejscówka w centrum, istotnie ma swoje zalety. Przystaję na przejściu na czerwonym świetle i od razu po oczach bije, że… wszyscy stoją. Choć droga jest naprawdę wąska, a ruchu nie ma, nikt z rozmysłem nie próbuje nawet „nielegalnie” przebiec. Jak na latynoskie warunki, niezwykłe.

Cuenca na żywo

Czy ja zawsze w trakcie wizyt muszę trafić na jakieś wykopy i remonty? Ledwo co zacząłem zwiedzanie Cuenci, a już trafiam na zdartą nawierzchnię, ogrodzoną żółtymi barierkami. Przyglądam się różnokolorowym elewacjom; część, jak widzę, pamięta jeszcze stare czasy. Cześć w ogóle nie ujrzała tynku, ale to nie tak, że to jakiś dramat. Gdzieniegdzie przezierają gustownie odnowione obiekty, czy wręcz futurystyczne bryły, choćby salonu samochodowego. No tak, przecież pod każdą szerokością geograficzną, jest tak samo – business is business. Pieniądz robi pieniądz… Szeroki chodnik obsadzony jest ledwo zipiącymi drzewkami, nie sięgającymi nawet dwóch metrów wysokości. Cienkie na dwa palce pnie, przywiązane są co prawda do deski, ale przy każdym mocniejszym podmuchu wyginają się do granic możliwości. Jakoś nie wróże im przyszłości…

A szkoda, bo wieża Iglesia de San Blas prezentowałaby się na takim tle lepiej. Nie żeby obecnie czegoś jej brakowało Ładnie ozdobiona, jakby tajemniczo skryta za ceglane mury. Dotykam chropowatej ściany idąc ku wejściu, To otwiera się od strony placu, ściślej rzecz biorąc w jego narożniku. Ładnie zdobione drzwi jakby miały przenieść. Styl fasady z różowego marmuru jako żywo przypomina romańskie bryły. Zadzieram głowę wpatruję się we wnękę, gdzie wciśnięto figurę patrona św. Błażeja z Sebasty – biskupa i i męczennika rodem z Armenii. Na dnia odczytuję napis, z nazwę kościoła Wiecie, ze przez cztery wieki to tu kończyło się miasto? Tak, tak, dalej na wschód rozciągały się niegdyś tjuż tylko nieużytki…

Iglesia de San Blas Cuenca www.szlakiempodrozy.plIglesia de San Blas Cuenca; źródło: Wikipedia

Zadrzewiony niewielki plac naprzeciw kościoła niegdyś szumnie nazwano parkiem. Ok, jest trochę trawnika i drzew otulających stojącą pośrodku fontannę, ale bez przesady… Na drewnianych łakomca ustawionych naokoło siedzą miejscowi. Część ożywczo konferuje, inni cieszą się samotnością.

Nie daje mi spokoju określenie „Parque San Blas”, ale… logika w tym jest. Przecież jestem w Centro Historico, pełnej kolonialnej i republikańskiej architektury rodem z Hiszpanii. A skoro tak, to chwytliwa nazwa się przecież przydaje. Nawet pomimo tego, że przecież w 1999 r. tę cześć miasta wpisano na listę dziedzictwa UNESCO. Patrzę na, zamykający plac od zachodu, Casa de la Provincia. Umieszczone nad drzwiami flagi co prawda nie łopoczą, ale swą funcję wykonują bez zarzutu. Po prawej mam flagę Ekwadoru, po lewej czerwono-żółta flagę miasta, którą w oczywistym związku z Hiszpanią. Ten nawiązano w 1534 r., gdy do miasta przybyli Iberyjczycy. Francisco Pizarro wydelegował Rodrigo Núñezq de Bonill jako zarządcę okręgu prowincji Cañaris / Tomebamba, a ten cztery lata później na równinie Paucarbamba wzniósł małą osadę.

W ekwadorskim rytmie Cuenci

Postanawiam dać się porwać miastu. Nadzieja, że mnie zaskoczy jest znacznie silniejsza niż podążanie wyglansowanymi przez całe rzesze turystów szlakami. W końcu na 124 km2 powierzchni muszę znaleźć coś oryginalnego. Ułożoną w jodełkę jezdnią co chwila coś przejeżdża. Ludzie na chodnikach wciskają się w najmniejszy choćby cień. A ten akurat, w okolicach południa, na ul. Mariscal Sucre dają wyłącznie unoszące się nad wejściami do sklepów części balkonów. Wszystkie zresztą spod jednej sztancy, kremowo-brązowe. Tu cafeteria, tam restaurante. Wreszcie zauważam coś ożywczego – mały sklepik. W koszu kolorowe kwiaty, jak się okazuje sztuczne. Z wnętrza jakby uwolnić próbowały się dyndające balony. Wypisz wymaluj, takie nasze „wszystko po 3 złote” 🙂 Co jakiś czas otwarte bramy prowadzą na podwórza domów. Wykorzystuję okazję i przy budzącym już inne wrażenie bankiem biorę kurs na lewo. Mijam dostawcę napojów, z charakterystycznym, biało czerwonym logo Coca-Coli. Wreszcie przystaję przed jednolitą białą ścianą, bez jakichkolwiek oznaczeń czy zdobień. Gdyby nie pionowa ściana z wykutymi otworami i majaczącym wysoko na dachu krzyżem, nigdy bym nie wpadł na to, że to już.

Rozbijam skorupę przyzwyczajeń, jakimi zwykle się kieruję i najpierw zaglądam do muzeum klasztornego Museo de Las Conceptas. Jak się okazuje jego powstanie łączą się z przekazaniem przez zakonnice wnętrz, celem ukazania bogatego dziedzictwa kulturowo miasta. Buszuję po misternie urządzonych, posegregowanych na 18 części wystawach. Na ścianach wyeksponowano 64 obrazy o tematyce religijnej. W kolejnych salach zerkam na część z 250 rzeźb religijnych, starych mebli, czy produktów rzemieślniczych.

Okrążam cały zespół klasztorny, przystając wreszcie przez zielonymi drzwiami. Roi się na nich od misternych rzeźb. Choć na pierwszy rzut oka dwuskrzydłowe wejście robi wrażenie zaniedbanego, orientuję się, że taki właśnie był zamysł. Wszak otaczający je portal tworzą misternie rzeźbione brązowe elementy, jakby naklejone na bieloną ścianę. Nieststym to wszystko na co dane mi jest rzucić okiem jeśli chodzi o Klasztor Niepokalanego Poczęcia (Convento de las Conceptas). Dalej osoby świeckie nie mając wstępu; życie religijne wspólnoty nie może zostać naruszone. Pozostaje uwierzyć na słowo, że wokół dziedzińców ciągną się arkady, łączące się z celami.

“Cuenca zwana jest Atenami Ekwadoru i Czerwonym Miastem.”

Calle Luis Cordero wita mniej urokliwym widokiem drewnianych balkonów. Okazałe drewniane poręcze i prezentująca się tak samo efektownie stolarka okienna, jako żywo przypomina o hiszpańskich naleciałościach. Z tej charakterystycznej dla miasta brązowej poświaty elewacji wyłania się coś co nie pasuje. Zielona fasada parterowej restauracji ti ten sam kolor tym razem już żeliwnej balustrady balkonu nie okazuje się jednak potworem. Ba, wprowadza nawet miłe zaskoczenie, dzięki któremu miasto nie męczy swą jedno-wymiarowością.

Wreszcie otwiera się przede mną Parque Calderon. Tak gęsto obsadzony drzewami, że gdy siadam na ławce czują się jakby odcięty od świata. Wysokie palmy dające cień i różne krzewy sprawiają, że początkowo ma się wrażenie, przebywania poza miastem. To subiektywne odczucie po chwili jednak mija. Zewsząd dochodzą bowiem głowy przechodniów i okupujących ławki ludzi.

Dwie katedry

Skoro czar prysł skupiam się na okolicy. Kręcę głową to w prawo, tow lewo nie mogąc się zdecydować która pierwsza. Stara czy nowa? Bo Cuenca ma dwie katedry! Wreszcie postanawiam, by wybrał za mnie… czas. A skoro tak to mijam furtkę mrużę oczy stojąc prze białą odbijającą promienie słońca. A tak przy okazji, warto wspomnieć, że w średnia temperatura w mieście to jakieś 15° C. Gorzej z marcem i kwietniem, gdy nadchodzi pora deszczowa z większą częstotliwością i ilością opadów. Latem też zresztą bez szaleństw, upałów się tu nie uświadczy raczej coś pomiędzy 12 a 25 ° C.

A Catedral Vieja? W końcu była tu pierwsza, ona czyli – Stara Katedra. Jak zdążyłem się przekonać drzwi już wcześniej, drzwi tutejszych zabudowań stanowią prawdziwe działa sztuki, nie inaczej jest i teraz. Otwarte na oścież, pełne rzeźbień zapraszają do środka sakralnego tworu ukończonego po dekadzie prac w 1568 r. Jednokolorowa posadzka w brązowych płytkach, wypełniona jest ciągnącym się niemal pod sam ołtarz rzędem zwykłych krzeseł. No dobrze, może nie zwykłych, bo jednak dość wygodnych. Takich z czerwonym obiciem siedzisk i wysokim oparciem

Catedral Vieja Cuenca www.szlakiempodrozy.plCatedral Vieja Cuenca; źródło: Wikipedia

Całą długość ławy wyznaczają pomalowane na różowo kolumny. Zakończone na półokrągło podtrzymują zielonkawy strop ozdobiony kasetonami. Wpierw jednak obracam się i zerkam na chór, gdzie jak przypuszczałem znajduję organy. Potężny instrument, choć milczy, i tak robi wrażenie skrząc się na złoto. Na wyłożone parkietem podwyższenie wiodą trzy schodki. O dziwo nie zauważam tu klasycznego ołtarza! Wiecie, takiego przy którym odprawia się msze. Ten duży na ścianie już jest. Dostrzegam na nim postać Chrystusa i jego uczniów. A po jego bokach na ścianie, wszelkimi kolorami, naniesiono malowidła. I to nie tylko ukazujące świętych, ale coś jak na wpół zasłonięte okienka. Jakby loże operowe…

I można by pomyśleć, że wszystko było OK. Kościół stał, msze i nabożeństwa odprawiano. Sęk, w tym, że niedługo po otwarciu nie był w stanie już pomieścić wiernych. Przyszłość przyniosła mu więc zorganizowanie tu muzeum. Tak w Muzeum Starej Katedry znalazły się elementy sztukąi religijnej i nieużywane już przedmioty liturgiczna. A nade wszystko wstępny projektu Nowej Katedry (Niepokalanego Poczęcia).

Katakumby katedralne

Ale to nie mała placówka sprawia, że cierpnie mi skóra. Wchodzę w katakumby, gdzie pochowano posługujących w prowincji Azuay księgarzy. Jak się okazuje pierwsze pogrzeby odbyły się tu w 1600 r.

Korzystając z 32 stopni i tak staję przez grobami. Spoczywający tu ludzie swego czasu stanowili najbardziej szanowaną cześć społeczności. Dowiaduję się, że tam gdzie są jeszcze wolne miejsca, spoczną lokalni biskupi. Catacumbas Catedral de Cuenca to też miejsce szczególne. Kiedyś kościoły projektowano tak, by zmieścić na ich tyle cmentarz. Tu zaplanowano dwa; jeden dla zmarłych z majętnych, oraz hierarchów kościelnych i drugi, na którym odbywały się pogrzeby nie należących do elity. Gdy na tym pierwszym postanowiono przywrócić porządek ułożono 2 tys kości i czaszek!

Gdy 2 października 1885 r. na placu rozpoczynającej się budowy pojawili się pierwsi pracownicy, wszystkim oznajmiali, że tworzą swoisty gotycko-renesansowy miks. Nie wiem czy zdawali sobie sprawę z tego, że Catedral Nueva, projektu niemieckiego zakonnik Juana Bautista Stiehle ma być jednym z największych kościołów świata?I Wizji bp Leóna Garrido zakładała bowiem jasno – ma powstać ogromny kościół i basta!

4 listopada 1820 r. miejscowi pokonali w zrywie niepodległościowym lojalistyczne oddziały Hiszpanii i tak część mieszkańców cztery dni później ogłosiła powstanie Republiki Cuenca. Hiszpanie odbili po roku ziemie, ale wobec ataku Jose Antonio Sucre 24 maja 1822 r. miast zyskało niezależność od Hiszpanii.”

O tyle dobrze, że przynajmniej surowców nie trzeba było wozić z daleko. Ot, skorzystano z pobliskich wyrobisk. Kamień i piasek dowożono z pobliskich rzek, cegłę i wapienny kamień wypalano zaś w piecach używanych jeszcze przez rdzennych mieszkańców. Ale zanim można było rozpocząć wznoszenie konstrukcji trzeba był odprowadzić zbierająca się w ziemi wodę. Wykonano więc potrzebny drenaż, a 12 grudnia 1886 wkopano kamień węgielny.

Catedral Nueva Cuenca Ekwador www.szlakiempodrozy.plCatedral Nueva Cuenca Ekwador; źródło: Flickr

I co? I zabrakło pieniędzy. Mimo wprowadzenia obowiązkowego podatku, funduszy wciąż było mało. No, ale jeśli brakujące materiały i narzędzia sprawdzano z dalekiej Europy, nie dziwota, że w 1903 r. prace wstrzymano. Niby potem coś tam próbowano robić, ale efekty przyszły tak naprawdę w… 1941 r. kiedy zaczęto wznosić zadaszenia. Tylko co z tego, skoro zbliżając się do połowy XX w. wciąż zmagano się ze wznoszeniem kopuły. Wreszcie w 1954 r, pojawił się na efektowna posadzka z marmuru, a w l.60., z Europy ściągnięto posągi Chrystusa i św. Anny Co ciekawe aż do grudnia 1970 r. w nowej katedrze odbywały się tylko najważniejsze uroczystości.

Liczby katedry:

Pojemność: 8 tyś wiernych
Wymiary: 105 x 43,5 m
Wysokość kopuły: 53 m
Średnica kopuły 12 m
Dł. krypty:  96 m

Katedralne krypty

Biegnąca środkiem główna jest tak ciemna , że ledwo co wiedzę. Poświata z punktowych światełek dwóch bocznych, niższych ław ledwo tu dociera. Ale co ciekawe te wcale nie pełnią wyłącznie funkcji architektonicznej. Ich cechą jest także gromadzenie powietrza, dzięki czemu w środku bez zbierające się tłumy nie mdleją…

Zerkam na boki, gdzie w niszach, w blasku małych żarówek stoi 11 ołtarzy. Wypełniające je rzeźby świętych okazują się wyrazem specyficznej wiary miejscowych. Zerkam na ołtarz Najświętszego Sakramentu, w nawie północnej. Brązowe ściany potęgują atmosferę tajemnicy. Wpadające przez ę rozety i boczne witraże, światło jest tak filtrowane, że niewiele daje.

Myślami wracam do dawnych czasów kiedy to w sali rozdziałów, zbierali się członkowie Kapituły Katedralnej. Dziś z racji tego, że owa forma spotkań duchownych została zniesiona mieści: obrazy lokalnych biskupów, starożytne przedmioty o religijnej wartości historycznej i pierwotny model katedry.

Imponujące wnętrze katedry w ekwadorskiej Cuence www.szlakiempodrozy.plImponujące wnętrze katedry w ekwadorskiej Cuence; źródło: Flickr

Wreszcie dochodzę do prezbiterium. Mimo że tu także jest ciemno kopuła lśni złotem. Doprawdy, efektowny ten baldachimu. Wyrzeźbiony z drewna cedrowego przygotowany został w oparciu o wygląd słynnego odpowiednika z Bazyliki Św. Piotra. Omiatam wzrokiem cztery wysokie kolumny Salomon, ustawione na marmurowych podstawach. Wiecie, takie spiralne, dodatkowo z motywami roślinnymi i korynckimi. Zadzieram głowę sięgając i 20 m od posadzki widzę rzeźby aniołów, najadające mu dodatkowego smaczku.

Z Ołtarzem głównym sąsiaduje zakrystia. Nie jest jednak zwykłym miejscem przebierania się księża. Przechowywane są tu ozdoby, święte naczynia i inne przedmioty używane do sprawowania liturgii. Dodatkowo to stąd ruszają uroczyste procesje świąteczne.”

Zostawiam ołtarz za sobą i pędzą do miejsca specyficznego. Zaczyna się nietypowo. Ot, widzę długą, alejkę. Po chwili dostrzegam pierwsze sklepienia. Spoczywają w nich biskupi i szanowani obywatele miasta. Całość zajmuje 11 małych mauzoleów, 192 skarbców i 210 urn na szczątki. No tak przecież już w 1778 r. w mieście mieszkało 18 916 ludzi.

Wiecie, że katedra w Cuence ma sześć kopuł nad prezbiterium i nawą centralną? Trzy najwyższe pokryte są kafelkami, reszta jest ceglana. Wszystkie są w stylu renesansowym, a największa ma wew średnicę 12 m i pnie się na wys. 53 m.

Wreszcie postanawiam spojrzeć na miasto z góry. Wchodzę na Taras św. Anny, na tzw Wschodnim Chórze, między wieżami. Niemal wszystko jest tu ceglane. Staje na podwyższeniu między dwoma wieżami. Zerkam jeszcze na rzeźbę św Anny, patronki miasta, która jakby spokojnie przypatrywała się temu co dzieje się na mieście. Żadne z drzew w parku przed katedra nie sięga tej wysokości. Przenoszę wzrok na dachy zabudowań miasta, za którymi rozciąga się panowania wzgórz. Widok jest oszałamiający! No ale przecież to jedna z największych świątyń Ameryki Łacińskiej!

Kolory Cuenci

Już na dole wpadam na Plaza de las Flores, gdzie od stoisk z kwiatami niesie się przyjemny zapach. Ledwie zerkam na tutejsze Iglesia del Carmen de la Asuncion i Santuario Mariano del Carmen de la Asunción., nie bardzo wiedząc, po co je tu tak tu poupychali…

Po spędzaniu multum czasu w kościołach należy się chwila niesapnięcia od adresów sakralnych. Tym samym rezygnuję z wizyty w Iglesia de San Alfonso. Czy wiele tracę? Wystarczy spojrzeć:

Iglesia de San Alfonso Cuenca www.szlakiempodrozy.plIglesia de San Alfonso Cuenca; źródło: Flickr

Stoi sobie od 1875 r. emanując neogotykiem, dwoma 42 m wieżami. Jeśli komuś zależ może wejść zaznajomić się z symbolami świątyni obrazem pt. „Niebo i czyściec” i drewnianym ołtarzem. Ja sobie odpuszczam.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *