Atuty i felery Montevideo

Też lubicie jak Was coś zaskoczy? My wprost uwielbiamy, gdy nowe miejsce jawi się nam jako niekończona się niespodzianka. Mamy wrażenie, że właśnie jedną z największych zalet Montevideo jest, tak uwielbiana przez nas, dwoistość. Obojętnie, której ulicy by nie wybrać, chcąc przedostać się z zachodniej, portowej części miasta na starówkę, zawsze coś rzuca się w oczy.

Teraz jednak szybko wymieniamy spojrzenia czując, że zaraz wydarzy się coś nieprzewidzianego i trzeba będzie żwawo przebierać nogami. A może nawet sprawdzić swe możliwości w sprincie. Ściany nie widzące widzące farby – chyba od dziesięcioleci – to stały element okolicy, bez znaczenia którą uliczką właśnie podążamy.

Wyszło na to, że próbujemy okiełznać jedną z nich – Buenos Aires. Swoją drogą ciekawa nazwa, skoro Urugwajczycy z obywatelami Argentyny, żyją jak pies z kotem… Mijajmy zamknięte na cztery spusty parterowe lokale. Doniczki na balkonach powyżej jasno wskazują jednak, że domy są zamieszkane. Stojąc przed 8 p. blokiem, na równoległej Avenida Reconquista, patrzymy na siedzibę Ministerstwa Edukacji. Prawie, jak nasze PRL-owskie budynki. Jakby osmolony, brązowawy budynek stojący via-a-vis, tylko dzięki tabliczce i małemu krzyżykowi na dachu informuje o swym przeznaczeniu. Jeśli ktoś zapuszczając się tu widzi w tym ewidentny feler, to my wręcz przeciwnie! Bo to jest właśnie prawdziwe Montevideo!

Początki w stolicy Urugwaju

No dobrze… może zabrzmiło to zbyt entuzjastycznie. Nawet my do zajmującej jakieś 10 km2 okolicy, nie mamy odwagę zapuścić. Poniekąd za dnia o bezpiecznej, ale po zamknięciu urzędów i banków już raczej nie. Wieczorny spacer po arenie z pustostanami okupowanymi przez drobnych przestępców, nie jest tu najmądrzejszym pomysłem.

Wkraczamy w Ciudad Vieja, z górującym na Plaza Independencia (Placem Niepodległości) najważniejszym pomnikiem w kraju. Istotnie, tę główną część starówki można porównać do… góry lodowej. Ale spokojnie, żadnego dziwacznego tworu tu nie ma. Taka metafora przyszła na, do głowy za prawą jej przeznaczenia. Podobnie jak na lodowcach, także i tu mamy do czynienia z położoną poniżej niewidoczną częścią. Górująca sylwetka bohatera narodowego Josego Artigasa na koniu od 1977 sąsiaduje bowiem z wejściem do podziemnego mauzoleum.

Po zejściu do wnętrza przed oczami stają nam pełne napisów ściany, wspominające o odważnych działaniach generała, walczącego o niepodległość Urugwaju. Małe światełka wmontowane w pięć stopni, prowadzą nas na środek pomieszczenia, gdzie natykamy się na urnę z jego prochami. Osłonięta grubym szkłem, stale pilnowana jest przez dwóch stojących na warcie żołnierzy w reprezentacyjnych mundurach.

Plaza Independencia Montevideo www.szlakiempodrozy.plPlaza Independencia Montevideo; źródło: Flickr

Puerta Ciudadela Montevideo www.szlakiempodrozy.plPuerta Ciudadela Montevideo; źródło: Wikipedia

Po wyjściu stajemy na pełnym kolonialnej zabudowy centralnym placu miasta. Mrużąc oczy omiatamy wytyczony w 1836 teren. O jest brama… Okazuje się, że kamienna baszta dawniej zamykana strzegła śniących w łóżkach mieszkańców. Ale to co widzimy dziś, zerkając na Puerta de la Ciudadela, to tylko pochodząca z 1959 r. rekonstrukcja. Wydaje się, że nie zmieniło się za to jedno: tak jak kiedyś, oddziela tę część od centrum – pełnego nowoczesności, skupionego wzdłuż ul 18 de Julio. Pierwotna brama budowana była w l.1741-80, do 1877 tworząc jedną w wielu granic wojskowej cytadeli Montevideo.

Idealnie tę tutejszą niespójność widzimy podnosząc wzrok nad bramę, gdzie 90 m wyżej majaczy nam dach Edificio Ciudadela. Omiatamy wzrokiem położone tuż nad poziomem ulicy komercyjne pomieszczenia, tego modernistyczny tworu z 1958 r., by finalnie sięgnąć wyżej położonych okien mieszkań. W opozycji do poprzednich adresów brudne szyby, wraz z rzeszą klimatyzatorów są dziwacznym elementami rynku. Aż muszę się uszczypnąć. Nie, to jednak nie omamy… Zresztą, spójrzcie sami:

Edificio Ciudadela Montevideo Urugwaj www.szlakiempodrozy.plEdificio Ciudadela; źródło: Wikipedia

Był maj 1874 r., gdy do nieruchomości, dziś znanej jako Museo de la Casa de Gioberno, wprowadzał się pewien finansista. Konkretnie Francisco Candelario Estéves. Nie przypuszczając jak potoczy się jego życie, przyzwyczajony do życia w luksusie zapragnął wystawnego domu. Słowo stało się ciałem i tak powstała rezydencja „Palacio Estevez”. Tylko wiecie jak to jest, jeśli nie potrafi się liczyć… Wkrótce, na jego utrzymanie wkrótce okazał się… za biedny. W rezultacie po bankrucie, już od banków, odkupiło go państwo – zatrzymując jednak historyczną nazwę.

Tak na kolonialnym domu, z dziesięcioma kolumnami doryckimi, umieszczono Herb Narodowy. Wielki dzień nadszedł dla niego 25 maja 1880, gdy ówczesny Prezydent Urugwaju Francisco Antonino Vidal, zorganizował tu obchody wieńczące starania o sprowadzenia szczątków bohatera narodowego gen José de San Martína. Odtąd, aż do 1985, obradowali w nim urugwajscy senatorowie, a dziś w jego murach muzeum, ukazuje zbiory zorientowane są na ukazanie historii byłych Prezydentów Urugwaju.

Plac, kawa i kultura

Historyczne place, na całym świecie są takie same. Gdzie się nie odwrócisz… dupa z tyłu coś ciekawego 🙂 I ten walor śródmieścia Montevideo naprawdę ujmuje. Tym razem los obdarował nas Palacio Salvo. Z uwagi na sposób budowy, nie sposób doliczyć się tutejszych 27. pięter, co nie znaczy że ich nie ma. Wierzymy na słowo… Podczas gdy 105 m budynek zaplanowali miejscowi przedsiębiorcy – bracia Salvo, projekt przygotował Włoch Mario Palanti. Nigdy by nam do głowy nie przyszło, że jest w nim dziś jest 370 mieszkań! Wiecie, że w momencie jego otwarcia, w 1927 r., był najwyższym gmachem w Ameryce Południowej?!

Nasze myśli błądzą jednak w przeszłości. Próbujemy wyobrazić sobie gwar, w „ten dzień”, gdy w działającej tu wówczas kawiarni „La Giralda” pierwszy raz odegrano słynną muzykę tango, skomponowaną przez Gerarda Matosa Rordiqueza. Zresztą wyobraźni nie musimy specjalnie nadwyrężać. Po prostu, wchodzimy do środka, gdzie na parterze mieści się Museo del Tango „La Cumparsita”. Serwowane nam tu opowieści i zewnętrzne, rzucające się w oczy, wykusze nieco ożywają budynek, bo tak z ręką na sercu – gdyby nie one, to… zalatywało by z niego taką architektoniczną nudą, że dłuższe spoglądanie na niego mogło by się skończyć ziewaniem… Jak to powiedział Wąski w „Kilerów 2-dwóch”? – „No… Parę niedociągnięć jest…”. Więcej o placowe tutaj.

Torre Ejecutiva w Montevideo Urugwaj www.szlakiempodrozy.plTorre Ejecutiva na Plaza Independencia 710; otwarty w 2009 po 46… latach budowy gmach rządowy, w którym jest biuro Prezydenta. Nic dziwnego, że jego budowa pochłonęła, bagatela 20 milionów $. Pierwotnie 12 piętrowy gmach, wysoki na 56 m miał mieścić siedzibę sądu. Źródło foto: Wikipedia

Nie wiem czy fascynuje Was światek operowy, ale my bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zajrzeli do neoklasycystycznego Teatro Solis. Choć akurat nie ze względu na wystawianą sztukę. Wystarczy nam już sam fakt, iż to bodaj jedyna na świecie instytucja kulturalna, która komunikuje o rozpoczęciu spektaklu poprzez zapalenie, na szczycie dachu, czerwonego światełka. Dziwaczna tradycja kultywowana jest od samego otwarcia przybytku 26 sierpnia 1856, kiedy to na publiczności usiadł komplet 1500 osób. No, jest tu wytwornie…

Mieniąca się czerwienią, efektownie podświetlana sala gościła już niemal wszystkie klasyczne przedstawienia. W związku z dalszymi pracami, z czasem zmieniona architektoniczna bryła zyskała skrzydła, w których dziś mieszczą się dwie kulinarne segmenty. I o ile w „Allegro Caffe, za sprawą najzwyklejszych drewnianych krzeseł i stolików można się tu poczuć jak w… barze mlecznym, o tyle „Rava Avis” emanuje taką elegancją, że od jej wnętrz wprost nie można oderwać wzroku. Szczegółowe informacje tutaj. 

 

Centrum prawdę ci powie

Hałaśliwa, za sprawą co chwila przystających i ruszających autobusów i ciągnącego się sznura samochodów. Noewątpliwoe Avenida 18 de Julio z początku jest dokładnie taka, jak podejrzewaliśmy. Paskudne opary spalin atakują każdego z tłumu pieszych. Ale, o dziwo, nikt tu się nie spieszy… Żadnych klaksonów, czy wygrażania pięściami przez kierowców. Mimo, że to stolica, nie widać tu tego klasycznego pędu. A przecież w Montevideo mieszka połowa ludności kraju, czyli jakieś… 1,3 miliona ludzi!

Jeszcze bardziej dziwi jednak fakt, że gdy zjawili się tu Hiszpanie, nie było ty niczego. No dobrze, może nie aż tak… Wszak teren okupowali przybysze z Europy. Był 22 listopada 1723, gdy Portugalczyk Manuel de Freytas Fonseca postanowił wznieść tutaj fort, nazywając go Montevideo. Ale to nie znaczyło, że walka o nowe ziemie była zakończona. Co to, to nie… Równo dwa miesiące później 22 stycznia 1724 r. o nowego miasta przybyli Hiszpanie. Ich wyprawa z Buenos Aires, której przewodził Bask Bruno Mauricio de Zabala, miała jeden cel – przepędzić Portugalczyków i zająć miasto.

“Jednym z ciekawszych obiektów kulturalnych jest Museo de las Telecomunicaciones – z kolekcją wiekowych aparatów, narzędzi służących do układania linii oraz… rekonstrukcją strychu na którym pracował wynalazca telefonu Alexander Graham Bell.”

Teraz główna arteria ciągnie się 3 km, będąc najpierw adresem wielu rezydencji, a następnie domów, biur i sklepów. Jedyny wyłom w ciągu zabudowań dostrzegamy na Plaza Cagancha, pośrodku którego w górę strzela tyczkowata „Columne de la Paz”. Ale to nie jej budowa, a zupełnie inne wydarzanie sprawia, że jeden z wielu placów, do dziś jest chętnie wspominany. Był listopad 1982, kiedy rzemieślnicy z Montevideo uznali, że tylko działając pod wspólnym szyldem odniosą biznesowy sukces.

W związku z tym, jeszcze w tym samym roku, właśnie tutaj zdążyli zorganizować pierwszą imprezę. Choć rękodzielnicy przenosili się potem wielokrotnie, koniec końców na rogu Castellanos i Piedras od podstaw stworzyli miejsce, gdzie dziś buszujemy w różnych produktach rękodzielniczych. Tak wynajdujemy coś bardziej oryginalnego, niż magnes na lodówkę 🙂 Na Mercado de los Artesanos, bo o nim mowa przebieramy wśród ręcznie szytych pasków, torebek i portfeli, a nawet ubrań i biżuterii. Gdybyśmy nałogowo pochłaniali yerba mate, czulibyśmy się tu jak w raju, wybierając coś ze wspaniale dekorowanych tykw do picia napoju. Oficjalna strona.

Mijamy zaparkowane na poboczu dostawczaki, z wrażeniem obecności się w jakimś… dziwnym śnie wariata. No bo czy to normalne, by krok za krokiem, najpierw cieszyć oczy ładnie utrzymanymi i zdobionymi kamienicami, by za chwilę uciekać wzrokiem od szpecących skrzynek klimatyzacyjnych, na paskudnych wieżowcach? W takim oto entourage’u dochodzimy do Palacio Municipal.

Przede wszystkim, ratusz nie jest wybitnym dziełem i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Ale skazę tę idealnie maskuje historia o marzeniach. Jak w wielu przypadkach niespełnionych… Gdy w 1936 r. ruszyła budowa, takowym dla architekta Mauricio Cravotto, było stworzenie najwyższego gmachu w stolicy, sięgającego 114 m wysokości. Niestety, oszczędności wymusiły rezygnację z pierwotnego planu i tak dziś ma „ledwie” 78 m, mieszcząc Muzeum Historii Sztuki (MuHAr).

Palacio-Municipal w Montevideo www.szlakiempodrozy.plPalacio Municipal; źródło: Flickr

Aha, no i nie zapominamy oczywiście o Palacio Diaz! Wiecie, jak to jest z podróbkami, nie? Cóż, ten oto betonowy kolos w stylu art deco na Avenida 18 de Julio, miał od chwili otwarcia, w 1929 naśladować nowojorski Empire State Building. Tymczasem na parterze widzimy tandetne, czerwone serduszka naklejone na szybę i butik z ciuchami, o których można powiedzieć wszystko, ale nie to, by zachęcały do kupna. No, nie wyszło i jakoś szczególnie nas to nie dziwi…

Palacio Diaz Montevideo www.szlakiempodrozy.pl

Palacio Diaz Montevideo; źródło: Wikipedia

Cabildo Montevideo www.szlakiempodrozy.pl Cabildo w Montevideo; źródło: Wikipedia

Wreszcie przychodzi nam wkroczyć w elitarne okolice na Ciudad Vieja. Na Plaza Martiz (Plaza Constitucion) siadamy na ławce i wpatrujemy się w pierwszą miejską fontannę, jeszcze z 1871. Jakby odcinając się od świata patrzymy jak z trzech poziomów, marmurowa konstrukcja rozpyla drobinki wody. Ale coś nie daje nam spokoju. Podchodzimy bliżej i czujemy się jak na skondensowanym wykładzie o historii miasta. To Tarcza Narodowa z symbolami kwadratu, młotka i kompasu; to przywodzące na myśl przyrodę: rój, grabie i kosy.

Pełne symboli tablice trzymają dzieci i… delfiny, a całość wieńczy postać brzdąca spijającego wodę z… miski. Próbujemy się wczytać w napisy wspominające historyczne wydarzenia i postacie, pracujące nad zaopatrzeniem miasta w wodę. Fontanna szybko sprawia, że odzyskujemy wigor przysięgając sobie, że wrócimy tu w sobotę, na Mercado del Puerto – targ staroci. A tymczasem musi nam wystarczyć „robiący za atrakcję” Cabildo – stary ratusz, a zarazem pierwsza siedziba władz miasta i państwa. Ukończony w 1869, do połowy XX w. był siedzibą MSZ. Dziś w zaprojektowanym przez Tomasa Taribo mieści się w nim muzeum historyczne.

“Dzielnica Prado jest pełna jest kościołów, choć akurat głównie kojarzona jest za sprawą wielkiego parku oraz siedziby słynnego klubu River Plate.”

Połyskujące brązowe ławki w katedrze NMP z 1804 zwanej Iglesia Martiz, wypełniają mozaikowe posadzki w rozety. Kremowe wnętrza największego kościoła w kraju, pękały w szwach w 1988 gdy, podczas pielgrzymki, gościł tu Jan Paweł II. I tak się składa, że w tym samym miejscu w 1740 powstał pierwszy murowany kościół. Uznano jednak, że potrzeba czegoś znacznie większego i dostojnego. Tak po kolejnym półwieczu położono kamień węgielny pod nową świątynię projektu Thomasa Toribio. No to teraz, już wiemy o co biega.

Wchodzimy do neoklasycystycznej bryły Catedral Metropolitana. Gdy 93 lata po otwarciu z Watykanu napłynęła wieść o uznaniu przez Leona XIII kościołem arcybiskupa Montevideo, wkrótce w murach świątyni zaczęto składać szczątki ważnych osobistości. Dlatego też spoczywają tu: pierwszy biskupa w Urugwaju Jacinto Vera, pierwszey kardynał pochodzący z Urugwaju Antonio María Barbieriego, czy Prezydent kraju Joaquín Suárez. Nie wiemy jak Wy, ale dla nas co za dużo to niezdrowo. A tu wnętrze obfituje w tle złoceń, że gdziekolwiek nie obrócimy głowy, w oczy aż szczypie bijące się od nich światło…

Wnętrze Catedral Metropolitana Montevideo Urugwaj www.szlakiempodrozy.plCatedral Metropolitana; źródło: Flickr

Jak po sznurku wąską ul. Roncon, tak zabudowaną, że niemal nie dochodzi tu światło słoneczne, trafiamy na Plaza Zabala. Miszmasz asfaltu, małych wysepek trawy i zasadzonych drzew dawniej tworzył część fortu. Choć zerkamy na konny pomnik Bruno Mauricio de Zabali, nie zatrzymujemu się jednak na dłużej. Naszym docelowym puntem jest bowiem sąsiadujący z nim Palacio Taranco. Wpatrując się balkonowe rzeźbienia, samoistnie w głowie dudnią nam odgłosy śmiechu.

Krótka przerwa

Jakby za z sprawą magii, zasiadamy w wygodnym fotelu dawnego Casa de Comedias, podczas inauguracyjnego przedstawiania w 1793 roku. Po otrząśnięciu wspominamy, że o późniejszy Teatr San Felipe nie przetrwał próby czasu, przez co na jego ruinach trzej bracia Ortiz de Taranco: Felixa, Jose i Hermenegilda, zbudowali sobie pałac. A wizję mieli ciekawą: całe wyposażenie zostało wykonane we Francji i sprowadzone tutaj. Matko, czego tu nie było: podłogi z dębu wersalskiego, europejskie meble, ozdoby i działa sztuki – wszystko to wypełniało stworzony na planu kwadratu gmach!

Mając to na uwadze nie dziwi, że do dziś kryją się tu marmurowe schody do głównej sali, jadalni, tarasu i punktu widokowego. Kogoś dziwi, że elegancie ściany są dziś domem Muzeum Sztuki Dekoracyjnej?

Palacio Taranco Montevideo www.szlakiempodrozy.plPalacio Taranco; źródło: Wikipedia

Palacio Piria Montevideo www.szlakiempodrozy.plPalacio Piria – to siedziba Sądu Najwyższego. Ukończony w 1917 roku gmach pierwotnie był rezydencją Francisco Pirii, który wykazał się stworzeniem Piriapolis. Żródło foto: Wikipedia

Krocząc w stronę portu promowego, przystajemy przy Mercado del Puerto. W odległych czasach zabytkowa hala, dawniej mieściła dworzec obsługiwany przez autobusy konne. Dziś to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w całym Urugwaju. Już od samego wejścia czujemy unoszący się aromat mięsa z rusztu, serwowanego przez kilkanaście knajpek. Siedzący przy stolikach, bądź wysokich barowych krzesłach, miejscowi zanurzają widelce w typowych urugwajskich potrawach. Co chwila moczą usta w medio y medio – trunku przyrządzanym z równych porcji białego wytrawnego i czerwonego słodkiego wina.

Nad głową majaczy nam półokrągły dach. Zbudowana w nieznanej dotąd w Urugwaju technice, wykorzystującej żelazne szkielety ha;a była niegdyś hołubiona. O skali przedsięwzięcia świadczy fakt, że w Europie dopiero w 1889, tym sposobem stworzono… wieżę Eiffla. A tutaj? Po trzech latach prac, w 1869 sam Prezydent Lorenzo Battle uroczyście otworzył targ z mięsem, warzywami i owocami. W wyniku dalszych prac wnętrze poprzetykane jest małymi budkami w których w weekendy rzemieślnicy, muzycy i malarze z dumą prezentują swe dzieła szerszej publiczności. Wychodząc, z daleka patrzymy, na pracujący na pełnych obrotach Port Montevideo.

Mercado del Puerto Montevideo Urugwaj www.szlakiempodrozy.plMercado del Puerto; źródło: Flickr

Gdy okazuje się, że tuż tuż, jest szansa na zatopienie się w tutejszych stylach muzycznych, nie marnujemy czasu. Szczególnie ubóstwiane tu candombe i murga, zajmują poczesne miejsce w Museo del Carnaval. Ciemna sala, w której jedyne światło pada z małych lampek skierowanych wprost na wiszące na ścianach pamiątki, ukazują nam ukazuje historię wszelkich karnawałowych hamozi.

Pobyt pośród masek i kostiumów napawa nas chęcią do zabawy, ale od tutejszego pracownika dowiadujemy się, że nasz pobyt tutaj, jest swego rodzaju cudem. Dlaczego? Ano dlatego, że gdy Montevideo dopiero zyskiwało swe dzisiejsze rysy – między 1924 a 1730 r. – część tego terenu położona była jeszcze pod wodą. Co więcej, biegły tędy pierwsze miejskie mury! Przed ostatnią dekadą XIX w. stanęły tu baraki i magazyny, później zajmowane też przez żołnierzy. Ostatnią wojskową rolę budynek pełnił jednak, gdy mieściła się w nich siedziba Marynarki Wojennej. Więcej znajdziecie tu.

Nareszcie! Wpadamy w objęcia Rambla – 24 km alei, stanowiącej najdłuższą ulicę miasta. Od jednej strony atakuje nas hałas samochodów. Z drugiej, jakby uspokajały fale uderzające o nabrzeże, wytyczone w 1929 r. Co dzień na spacer udają się tu setki tysięcy ludzi, a Ci którzy nie maja nic do roboty, oddają się wędkowaniu, bądź stawiają na bardziej wymagające sporty. Pokonując ja całą, od portu aż do granic miasta, można by się zmęczyć, ale mały spacer nie zaszkodzi. Coś nam się wydaje, że stworzenie tu deptaku było strzałem w dziesiątkę. Widzimy to wieczorem, gdy zjawiamy się tu ponowie, by ocenić jak toczy się tu prawdziwe życie zwykłych mieszkańców Montevideo. Krótko mówiąc: dzierżąc charakterystyczne kubki z yerba mate, siedzą i gadają ze znajomymi.

Międzynarodowe okolice

Wiecie, że Montevideo podzielone jest na 8 gmin (oznaczonych od A do G), 16 ośrodków społeczności lokalnej i 62 aż dzielnic? Po kilku dniach pobytu w mieście, zjawiliśmy się w końcu w jednej z dzielnic – Aguada i wiedzieliśmy co mamy z tym zrobić. W jedno miejsce koniecznie trzeba tu zajrzeć. Opuszczony, stary dworzec kolejowy Estación Central General Artigas, użytkowany był od 15 lipca 1897 r. Został zamknięty 1 marca 2003 r.

Estación Central General Artigas Montevideo www.szlakiempodrozy.plEstación Central General Artigas; źródło: Flickr

Stacja Central General Artigas Montevideo Urugwaj www.szlakiempodrozy.pl Stacja Central General Artigas; źródło: Flickr

Chcąc przedrzeć się do centrum dzielnicy wczytujemy się w nazwę ulicy. Zaczynamy na Avenida Paraguay i tak lawina… ruszyła z pełną mocą. Innymi słowy, kluczymy po uliczkach pełnych takiego miksu zabudowań, że nie zdecydował by się tego nazwać żaden specjalista od urbanizacji! No i te nazwy: Venezuela, Nicaragua, Guatemala, Panama, Colombia, poprzetykane ulicami Nueva York, Asusnion, czy Lima.

Najzwyklejsze ze zwykłych zabudowań wreszcie ustępują jednak Palacio Legislativo. To tu politycy obu izb Zgromadzenia Ogólnego – Izby Reprezentantów i Senatu tworzą prawo. Pokonujemy kilkanaście, wcale nie niskich schodów prowadzących do potężnego, budzącego poczucie dostojeństwa obiektu.

Palacio Legislativo Montevideo Urugwaj www.szlakiempodrozy.plPalacio Legislativo; źródło: Flickr

Wiecie, że jego historia wiąże się z obchodami 100 lecia niepodległości kraju? W 1902 r. ogłoszono konkurs na nową siedzibę władz. Sześć lat później przystąpiono do prac, zmieniając jednak nieco pierwotny projekt. Nie wiemy jak to jest, że zawsze w takich przypadkach przekraczane są terminy? Tu jednak „pojechali po całości”. No bo, czy uroczyste otwarcie 25 sierpnia 1925 miało sens, skoro budowlańcy skończyli dopiero w… 1964? Może to duma narodowa? Tak się nam skojarzyło patrząc na łopocząca urugwajską flagę, wciągnięta na maszt. Eklektyczny styl z neoklasycznymi wzorami kryje jednak nie tylko sale posiedzeń, ale też Bibliotekę Władzy Ustawodawczej.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *