Miasta Kanady - Toronto, Vancouver, Ottawa, Montreal www.szlakiempodrozy.pl

4 miasta Kanady o których warto coś wiedzieć. Toronto, Montreal, Vancouver i Ottawa.

Czy miasta Kanady potrafią oczarować? Zależy kogo, można by zapytać. Toronto jest tak różnorodne, że trudno się połapać o co w tym chodzi; Montreal stanowi zaś swoistą europejską enklawę. W Vancouver czuć morka bryzę, a najmniejsza Ottawa stanowi stolicę. Ale nad wszystkimi jnosi się świst hokejowego krążka.

To, w jaki sposób powstawała Kanada najlepiej widać po Toronto. To miasto jest ogromne – zajmuje 841 km2. Wyobraźcie sobie po prostu, że Warszawa i Kraków to jeden ośrodek miejski Bo właśnie gdyby je połączyć, było by niemal identyczne. Żyje tu ponad 2,5 miliona ludzi. Ale to nie znaczy, że panuje tu chaos. Wręcz przeciwnie! Toronto to ład urbanistyczny, przebieg ulic cechuje prostota. Patrząc na plan miasta mam wrażenie, że wyszło spod linijki. Niegdyś chlubiło się swymi rekordami – Younge Street szczyciła się mianem najdłuższej drogi na świecie.

Zamykasz oczy, myślisz Toronto i co widzisz? Pewnie 553 metrową wieżę telewizyjną CN Tower. Z umiejscowionej na górze, obracającej się restauracji widok jest obłędny.

Ale Toronto to przede wszystkim ludzie, najlepsza ilustracja wielokulturowości tego miasta. Wiele mniejszości etnicznych, żyje tu w swoich diasporach.

Moc dzielnic Toronto

Dzielnice Toronto są różnorodne, tak samo jak same miasta Kanady. Chinatown rozciąga się na południu. Kształtem przypomina nieregularny krzyż, którego środkiem jest skrzyżowanie Spadina Ave i Dundas St. West. Niska zabudowa sprawia, że nie ma się uczucia, że ściany budynków napierają na przechadzających się ulicami ludzi. A miało by na co, bo chińskich sklepów i restauracji jest tu od groma! Nad wszystkimi oczywiście unoszą się szyldy – najczęściej dwujęzyczne: chińskie znaczki pojawiają się w otoczeniu angielskich liter.

Chinatown Toronto - miasta Kanady www.szlakiempodrozy.pl

Chinatown Toronto; źródło: flikcr

Kensington Market, położoną tuż obok, z żydowskiego targowiska na własne potrzeby zaadaptowali przybysze z Azji, Afryki i krajów arabskich. Wąziutkie uliczki zajmują tu zarówno sklepy, jak i domy mieszkalne. Chętnych zapraszam na oficjalną stronę.

Greccy osadnicy wybrali The Danforth, której bieg wytycza Danforth Ave. Czasem mam wrażenie, że to jedna z greckich wysp. Jako, że cała ulica ciągnie się 10 km, nie brakuje przy niej rozmaitych sklepów i firm usługowych. Ich elewacje mienią się różnymi barwami; w otoczeniu przypominających cegłę ścian, co rusz przewijają się upstrzone różnymi barwami sąsiednie fasady. Interesującymi obiektami są tu kościoły – Danfrod Chirch z nietypową niską wieżą oraz, niemal naprzeciwko, ewangelicki Eastminster United Church. Jako, że wszystkie budowle są najwyżej jednopiętrowe, słońce – nie mając barier – rozświetla całość swoim blaskiem. Jedyny wyłom w krajobrazie stanowią wieżowce Main Square Apartments, ale przecież gdzieś tutejsi ludzie muszą mieszkać…

„Teren na którym stworzono Toronto stale ulega podwyższaniu. Owo „unoszenie się” sprawia, że co roku całe miasto podnosi się o 2 milimetry”

Bardzo podobna do Danford jest Korea Town. Także oparta na jednej, głównej ulicy – Bloor St W. Zamieszkują ją imigranci z Korei i Wietnamu. Tu także poraża mnie wielość kolorów szyldów reklamowych.

Korea Town w Toronto - największym mieście Kanady www.szlakiempodrozy.pl

Korea Town; źródło: Flickr

Namiastkę Irlandii stanowi niewielka Cabbagetown, gdzie początkowo osiedlali się imigranci z wyspy. Jednak głównie są tu zwykłe domy mieszkalne. Północną cześć dzielnicy stanowią nekropolie, dwa cmentarze.

Społeczności tworzą tutaj swoje małe miasteczka. Przykłady? Proszę bardzo:

  • Little Italy to kwadrat, który zamieszkuje największa grupa Włochów poza granicami własnego kraju. Około 650 tysięczna mniejszość, stworzyła „osadę”, kóra na pierwszy rzut oka jest bardziej uboga, niż wcześniej przybliżone skupiska mniejszości. Są więc restaruacje i pizzerie rodem z Italii, ale także sklepy sportowe z koszulkami Juventusu i innych klubów piłkarskich Serie A. Wiadomo, calcio dla Włochów ponad wszystko…
  • Little Portugal to skupisko około 170 tysięcy Portugalczyków. Południowa cześć to ładne domki, lecz centrum będące sąsiedztwem nie jest szczególnie wyraziste. Szczególnie biorąc pod uwagę inne „zagraniczne” dzielnice
  • Roncesvalles Ave to „nasza ziemia”, zamieszkana główne przez Polaków i ich potomków, szacuje się że jest ich 170 tysięcy. Dowodem na przywiązanie do ojczyzny są choćby restauracje: cafepolonez.ca i chopinrestaurant.com. W kwestii architektury domy poprzetykane są blokami mieszkalnymi, zaś pod numerem 156 zbudowano kościół polskiej parafii pw. św. Kazimierza. Zaś Naprzeciwko działa swojsko brzmiąca apteka „Solarski pharmacy”. Polacy całkiem jednak nie zawładnęli dzielnicą, czego dowodem choćby Grecka Katedra Kościoła Ortodoksyjnego i Świątynia Hinduska na Sonauren Ave.
  • Litttle India, to już około 350 tysięczna enklawa ludzi pochodzenia indyjskiego; można przejechać tu nawet się rikszą

Centrum prawdę Ci powie

Rządy w prowincji sprawuje się z Ontario Legislature Building – parlamentu i siedziby gubernatora. Z budynkiem z 1892 roku łączy się ciekawa historia: otóż cegłę z którego powstał dostarczono z… więzienia, jako produkt wykonany przez osadzonych. Wewnątrz podziwiać można rozmaite rzeźby. Dwie wieże stojące po bokach w zamierzeniu miały mieścić także zegary, jednak jak to bywa – ekonomia okazała się bezlitosna i funduszy zabrakło.

Po powstaniu obiekt… skrytykowano. Kanadyjczycy uznali, że projekt jest nazbyt… amerykański i nie wyraża ich ducha. Historia OLB naznaczona jest także dramatem – niegdyś bowiem pożar strawił m.in. bibliotekę legislacyjną.

Ontario Legislature Building www.szlakiempodrozy.pl

Ontario Legislature Building położony jest w otoczeniu parku – Queens Park i kampusu uniwersyteckiego; źródło: Flickr

Idę na nabrzeże, gdzie zaczyna swój bieg Bay Street. Wyznaczona przy wyspach torontońskich to taka tutejsza Wall Street. Widzę ciąg instytucji finansowych i gospodarczych. Patrzę w górę na drapacze chmur, które szybko muszę opuścić wzrok gdyż ścisk jest potężny. Mijają mnie bankierzy w gustownych garniturach spieszący się do pracy, jak i zwykli przechodnie. Czuję się maleńki jak mrówka. Nowoczesność – to chyba najlepsze słowo oddające charakter tej ulicy. Idę, czytając szyldy: Delloite, Ernst&Young i rodzime: The Bank Of Nova Scotia, czy Bank of Monreal.

„Bardzo ważne miejsce dla Kanadyjczyków to siedziba Air Canada Centre – hali hokejowej z 1999 roku. Jednak mecze na lodzie to nie jedyne jej przeznaczenie; publiczności prezentują się tu także koszykarze Raptors i gracze lacrosse Rock. W pobliżu Bay Street jest jest także Hockey Hall of Fame. To galeria sław tego sportu, wraz z muzeum poświęconym tej dyscyplinie.”

Nagle skrzyżowanie Bay Street wpada na Queen Street i moim oczom ukazuje się stary ratusz – Old City Hall. Głowa do góry i mój wzrok przykuwa wieża zegarowa, wznosząca się niemal 104 metry w górę. Ten budynek z 1899 roku, ma swój urok. Nieregularny kształt ścian i wąskie okna przywodzą mi na myśl zamki bądź pałace.

Jednak wszystko ma swój koniec. Władze miasta uznały, że lepsza będzie nowa siedziba. Tuż obok ustawiono nowoczesną bryłę, na którą składają się dwa, niemal półkoliste budynki, z wejściem przypominającym spodek. Wcześniej, w 1957 r. rozpisano konkurs, w którym wzięło udział… 520 architektów. Zwyciężyła wizja Fina Viljo Revella z Helsinek. Po czterech latach budowy 13 września 1965 jego działalność zainaugurowano.

Old City Hall Toronto www.szlakiempodrozy.pl

Old City Hall Toronto; źródło: Flickr

Podziemne Toronto ma jakby inny wymiar. To tu ciągnie się niemal 30 kilometrów przejść i oczywiście stacje metra. Miękka gleba na jakiej stworzono to megapolis, idealnie nadaje się do tworzenia tego typu przedsięwzięć.

Ale dość łażenia po tym mieście Kanady! Czas na odpoczynek. Tylko gdzie? Najlepiej chyba na plaży. Ktoś zapyta, gdzie tu plaża, skoro stąd do oceanu 800 kilometrów? The Beaches, a właściwie Woodbine Beach to miejsce wypoczynku nad Jeziorem Ontario.

Ale mnie jakoś mało tego relaksu. Pora skierować się do High Parku, największego i najpopularniejszego parku miejskiego w kraju. To co prawda 12 kilometrów na wchód od plaży, ale dla chcącego…

Cztery linie metra, które łącznie jeżdżą po 70 kilometrach tras, zatrzymując się na 69 stacjach pozwolą sprawie poruszać się po tej wielkiej aglomeracji. Tym samym dotrzeć można na wschodnie obrzeże miasta, gdzie ulokowano zoo.

Montreal, czyli francuskie miasto Kanady

Tak jak Toronto jest mozaiką różnych kultur, tak Montreal można nazwać „małą Francją”. Wszędzie słyszę charakterystycznie wypowiadane „r”, widzę napisy na znakach i witrynach sklepów. To wszystko jasno sugeruje tutejsze pochodzenie. Naprawę jestem w Ameryce, bo ma wrażenie, że zaraz zobaczę wieżę Eiffla?

Zastanawiam się co zrobić, aby wspomnienie tej betonowej dżungli wryło mi się w pamięć. Oczywiście stanąć na szczycie wzgórza Mont-Royal – symbolu Montralu , z którego roztacza się panorama tej zamieszkiwanej przez ponad 1,6 miliona ludzi metropolii. Choć nie zajmuje całej powierzchni Île de Montréal – Wyspy Montrealu, to jednak pozostaje w centrum zainteresowania.

Nie mogę też przegapić Montral Tower – największej pochylonej wieży na świecie!

A, wracając do pochodzenia tego miasta Kanady, to choć chlubi się tą swoją „francuskością”, to nie uniknęło napływu innych mniejszości. Włoskie, portugalskie, greckie czy żydowskie grupy gnieżdżą się w Bouleverd St-Laurent. Zresztą trochę to dla mnie dziwne: jak przewrotna bywa historia… Francuzi uciekali ze swojego kraju na nowy kontynent, pragnąc nowego życia – odległego od swej ojczyzny, która w ich mniemaniu rzucała im kłody pod nogi. A dziś, maksymalnie celebrują się owe związki z Francją…

Jako, że niegdyś ten teren zamieszkiwali Indianie Irokezi, Europejczycy za punkt honoru stawiali sobie nawrócenie ich na wiarę chrześcijańską. Nowi przybysze wzięli się do pracy i stąd m.in. Basilique de Notre Dame. Z zewnątrz wielkiego wrażenie na mnie nie robi. Ot, dwie kwadratowe wieże z zegarami po bokach. A zapomniałbym, one mają swoje imiona! Zachodnia to „Wytrwałość”, wschodnia – „Powściągliwość”.

Basilique de Notre Dame Montreal www.szlakiempodrozy.pl

Basilique de Notre Dame; źródło: Flickr

Wewnątrz jest już jednak inaczej, a ołtarz główny z bocznymi stallami, czyli drewnianymi ławkami to już perełka. Środkowa część przedstawia scenę ukrzyżowania, z Chrystusem w otoczeniu Maryji, św. Jana i Marii Magdaleny.

Wcześniej, u zarania osadnictwa na tych ziemiach postawiono tu kaplicę jezuicką. Gdy sytuacja dojrzała, w latach 1672–83 zbudowano już większy kościół, ale w stylu barokowym. Ten jednak uchował się tylko do końca XIX w., gdyż wiernym nie starczało miejsca.

Pozostaję w tematyce religijnej, kierując się do Cathedrale Marie-Reine-du-Monde, która jest kopią bazyliki św. Piotra w skali 1:3. Powstała pod koniec XIX w.

Cathedrale Marie-Reine-du-Monde Montreal www.szlakiempodrozy.pl

Cathedrale Marie-Reine-du-Monde; Źródło: Flickr

Świeckie sprawy załatwiane są już gdzie indziej, choćby w Palais de Justice. To już trzecia z kolei siedziba władzy sądowniczej w Montralu. Kto uważa, że jego położenie w dzielnicy Old Montreal jakoś wpłynęło na jego architekturę musi być rozczarowany. Nic z tych rzeczy – to na wskroś nowoczesny obiekt z granitu i metalu.

Palais de Justice Montral www.szlakiempodrozy.pl

Palais de Justice Montreal;źródło: Flickr

Przystaję, żeby popatrzeć ma to jak tuż obok mieszkańcy zmierzają do Hotel de Ville – tutejszego ratusza. Ja także wchodzę do środka. Co wiedzę? Bogactwo i przepych, których uosobieniem jest wnętrze z marmuru. Moje wrażenie potęguje punktowe oświetlenie w korytarzach i hallu. Zastanawiam się czy skoczyć do pobliskiego Chateu de Ramezay z 1705 roku, niegdysiejszego małego zamku, dziś pełniącego rolę muzeum.

„Wiesz, że Marche Bonsecours (Bonsecours Market) to niegdyś główna hala targowa Montrealu, która na samym początku była siedzibą Parlamentu Dolnej Kanady? Długa, choć niewysoka, jak na standardy tego rodzaju budowli dziś mieści wiele różnych, małych sklepików i firm. Jest także galeria sztuki i muzeum mody.”

Na razie stoję w środkowym przejściu pomiędzy wcześniejszymi budynkami, czyli na Placu Jacques-Cartier. Moją uwagę zwraca Kolumna Nelsona – najstarszy pomnik w mieście. Horatio Nelson, był admirałem brytyjskiej floty, który wsławił się pokonaniem wrogich Francuzów.

Symbol Montrealu to mało powiedziane!

Sami właściciele i zarządzający wieżowca Place Ville Marie lubują się określaniu tego miejsca jako „klejnotu architektury” i „symbolu Montrealu”. Czy tak jest w rzeczywistości? Trudno powiedzieć. Ja wiem jedno: w pełni uosabia prestiż tego miasta . Na całość składają się cztery drapacze chmur, tworzące kompleksowo krzyż, oraz inne pobliskie budowle:

Place Ville Marie www.szlakiempodrozy.pl

Źródło: Flickr

900 miejsc parkingowych, umiejscowienie przy stacji metra, dwóch liniach podmiejskich pociągów i przystanków autobusowych napędza biznes. Wchodzę do środka próbując sobie wyobrazić liczbę zer jakie pojawiają się w zyskach luksusowych sklepów, choć pewnie obroty punków usługowych i restauracji też nie są małe. Całość zajmuje 314 384 m2 powierzchni! Nieco zagubiony zastanawiam się co by było gdyby nagle nadeszło trzęsienie ziemi. No ta, konstrukcja przecież została tak przygotowana, by jak najbardziej uchronić wieżowiec przed taka ewentualnością – oficjalna strona.

Montreal jest skupiskiem placówek kulturalnych, a Musee des Beaux-Arts de Montréal, czyli muzeum sztuk pięknych ma status największego na świecie!

3,5 miliarda lat historii życia na naszej planecie musiało pozostawić swoje ślady. Idę je więc obejrzeć. Musee Redpath na Uniwersytecie McGill’a, badając te kwestie stworzyło kolekcję skupiającą się na historii naturalnej, kultur świata i mineralogii. Oglądam tu eksponaty w postaci pozostałości dinozaurów, muszli i mumii, w otoczeniu minerałów jakie wydaje ziemia Quebecu.

Było coś dla wzroku, więc pora na dopieszczenie mego zmysłu słuchu. Place des Arts, na 75 Saint-Catherine St., to kompleks pięciu sal koncertowych, ułożonych jedna na drugiej, stanowiący de facto konstrukcję piramidy. Jednocześnie to także Salle Wilfred Pelletier, dom miejskiej orkiestry symfonicznej.

Place des Arts Montral www.szlakiempodrozy.pl

Place des Arts; Źródło: Flickr

Chyba zgłodniałem. Na szczęście Rue Crescent to dokładnie 600 m esencja tutejszej gastronomii. Wąziutka i niepozorna, oferuje różne smaki. Mijam restauracje i bistra ulokowane zarówno w tutejszych piwnicach jak i nad poziomem ulicy. Widzę, że sześć stolików gnieździ się także na samej drodze potęgując ścisk. Ale warto tu przyjść. Może przy wejściu od południowej strony nie można się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia, ale następne kroki sprawią, że uczucie z pewnością się pojawi.

Być w Montrealu i nie przejechać się metrem? Nie ma mowy! Jedną z czterech linii muszę zaliczyć, przecież pierwszą otwarto w 1966.

Imprezowe Vancouver

Pierwsze co rzuca mi się w oczy w Vancouver, to fakt, że w porównaniu z wcześniejszymi ośrodkami miejskimi wcale nie jest duże. Ale za to bardzo istotne! Rzesza organizowanych tu wystaw, czy zawodów sportowych na stałe wpisała się w charakter tego miasta Kanady. Jako zapalony kibic sportowy wciąż pamiętam Igrzyska Olimpijskie 2010 z których Justyna Kowalczyk wróciła z trzema medalami. Notabene, trzeba przypomnieć, że część konkurencji rozgrywano w położonym 125 km na północ Whistler.

Vancouver, największe miasto wschodniej Kanady różni się od tego co proponują oddalone o minimum 4380 kilometrów inne wielkie miejscowości kraju. Na myśl przychodzi mi tutaj słowo „samotność”. Do najbliższego dużego przecież Calgary jest 970 km!

Myślę sobie, że może właśnie ta odległość sprawia, że miasto jest tak nowoczesne i zamożne? Zarządzający przez lata nauczyli się tego, że współpraca z zagranicznymi metropoliami zapewni tutejszym ludziom bogactwo.

Zresztą najlepszym przykładem tej tezy jest Pan-Pacific Hotel Vancouver, którego budowa pochłonęła rekordową w Kanadzie kwotę 100 milionów $. Ekskluzywność tego pięciogwiazdkowego obiektu wyraża choćby to zdjęcie:

Pan-Pacific Hotel Vancouver www.szlakiempodrozy.pl

Pan-Pacific Hotel Vancouver; źródło: Flickr

Innym znanym hotelem jest położony tuż obok Canadian Pacific Waterfront Center Hotel. Obydwa sąsiadują z pawilonem Canada Place – pamiątką prestiżowej wystawy Expo ’86, której organizacja była jednym z elementów świętowania stulecia tego miasta.

Dzielnice Vancouver to: Gastown, Robson Street, Granville Island Public Market, Chinatown i Grouse Moutain.”

Gdzie by tu odetchnąć? O, jakiś park. No dobrze, nie jakiś, a Stanley Park. Zaraz, zaraz. Stanley, jak ten puchar NHL? Tan sam! Stanley to niegdysiejszy gubernator który został właśnie patronem Pucharu. Decyduję się przejść przynajmniej trochę najpopularniejszą trasą – naokoło zieleńca. Dlaczego nie całą. Ha, 10 kilometrów, to jednak nieco za dużo, jak na mnie.

Sam spacer to jednak nie jest rozrywka dla wszystkich. Ale widzę, że zaradzono temu dość skutecznie. Na terenie parku znajduje się Aquarium Marine Science Center, powstałe w 1956 roku. To raj dla miłośników przyrody, oglądać tu można: delfiny, lwy morskie, pingwiny, żółwie morskie, ryby, meduzy i żaby. Wszystko czego dusza zapragnie! Wystarczy spojrzeć tutaj.

Nieco na uboczu zgiełku tworzonego przez zwiedzających pozostaje UBC Museum, czyli placówka mieszcząca się na terenie kampusu tutejszego uniwersytetu. Muzeum Antropologii słynie z eksponatów ukazujących indiańskie totemy i rzeźby, ale wystawy są tak bogate, że wizytę trzeba zaplanować pod swój gust. Powracając do centrum kontynuuję moje muzealne wątki, zaglądając go Vancouver Museum – największego w całej Kanadzie. Fajnie ukazuje ono przeszłość kraju opowiadając historię życia rdzennych mieszkańców tych ziem.

Dla mnie najciekawsze jest jednak Vancouver Maritime Museum. Z zewnątrz wygląda jak chatka, ale wnętrze to już… statek. Konkretnie rzecz ujmując szkuner „St.Roch”. W dawnych czasach służył Kanadyjskiej Policji Konnej do eksploracji terenów Arktyki.

Szkuner St.Roch www.szlakiempodrozy.pl

Szkuner „St.Roch”; źródło: Flickr

Ottawa – wreszcie stolica!

Być może ktoś się już zorientował, że przecież do tej pory nie było ani słowa o stolicy. Być może dziwił się tym, a nawet obraził: „Jak to? Tak bez stolicy?”. Ale powód by się znalazł. Choćby to, że Ottawa, to miasto Kanady nie mające nawet miliona mieszkańców – według oficjalnych statystyk z 2016 roku zamieszkuje je970 tysięcy ludzi.

Po drugie miasto to na stolicę Kanady wybrała królowa Wiktoria, niejako „narzucając” wolę Kanadyjczykom. Dlaczego akurat tak? Tego nie wie nikt… Trzeba jednak przyznać, że wywołało to szok, gdyż ówczesna Ottawa słynęła z przestępczości, fatalnych warunków życia, a ludzie chętnie raczyli się trunkami wywołując przy tym burdy.

Całe tutejsze życie toczy się w jego północno-środkowej części, a pozostały teren to tak naprawdę lasy i pola rolne. Północną granicą Ottawy jest rzeka o nazwie… Ottawa, która stanowi granicę między regionami Ontario, a Quebeckiem. Miejskimi kanałami latem władają statki wycieczkowe.

Dziś stolica Kanady to, można rzec, miasto instytucji władzy. Idę więc zobaczyć jej potęgę. Tę polityczną reprezentuje parlament, którego gmach budowano w latach 1859-65. W końcu nadszedł 6 czerwca 1966, w budynku zgromadziły się znakomitości Kanady, by zainaugurować nowy rozdział w historii państwa, otwierając gmach. Z ciekawostek warto przytoczyć, że mają gotycki styl i że po pożarze z lutego 1916 roku parlament został szybko odbudowany już lipcu, w dodatku z dodatkowym piętrem.

Ottawa Parliment www.szlakiempodrozy.pl

Ottawa Parliment; źródło: Flickr

Po wyjściu spoglądam w bok na Royal Canadian Mint – Mennicę Królewską i Bibliotekę Narodową. Ta pierwsza wciąż wykonuje swoje zadania wybijając monety z wizerunkami zwierząt. Zaś biblioteka – no cóż: architekturą na kolana nie powala, ale przecież nie taka jest jej rola.

Royal Canadian Mint Ottawa www.szlakiempodrozy.pl

Royal Canadian Mint Ottawa; Źródło: Wikipedia

Galeria Narodowa (National Gallery Of Canada) tuż przy Alexandra Bridge kusi eksponatami z zakresu malarstwa, sztuki współczesnej i fotografii także europejskiej i azjatyckiej. Ale Ottawa to przede wszystkim muzea. Najpopularniejsze z ich to Muzeum Wojny, Nauki i Techniki z kolekcją parowozów oraz Musee Canadien des Civilisations odnoszące się do tradycji rdzennych mieszkańców.

Ostatni akt kulturalnej hegemonii, tego miasta Kanady stanowi opera mieszcząca się w National Arts Centre, która otworzyła podwoje w 1969 r. Kosztowała bagatela 46 mln $. Obiekt ma 1.158.000 m².

Podzielona jest na cztery kondygnacje:

  • Southam Hall ma 2323 miejsc, z których publiczność podziwia spektakle teatralne, przedstawiania baletowe oraz oczywiście wystawiane opery
  • Teatr z publicznością na 897 miejsc
  • Studio – czy; mniejsza scena teatralna na 300 miejsc
  • ostatnie piętro z 150 krzesłami – gdzie realizowane są programy społeczne mające popularyzować kulturę

National Arts Centre Ottawa www.szlakiempodrozy.pl

National Arts Centre; źródło: flickr

To już koniec wizyty w miastach Kanady. Pora wracać.

Wróć na stronę główną

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
margo
margo
1 rok temu

Hello mates, its wonderful paragraph concerning educationand entirely explained, keep it up all the time.