Wspaniała Siodemka Domów Trynidad i Tobago wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl

Wspaniała Siódemka Domów

Dwie wyspy, jeden kraj. Geograficznie Ameryka Południowa, choć tak naprawdę wielu o tym zapomina. A może pamiętasz na co dzień o takim państwie jak Trynidad i Tobago? A tu też można się zachwycić, i to nie tylko stylem życia. Skoro kraj mały to i miasta małe. Ale czy to znaczy, że nie warte uwagi? Warto jednak Port-of-Spain dać szansę. Tym bardziej, że Wspaniała Siódemka Domów, w oryginale Magnificent Seven Houses, mieści się na jednej ulicy – Maraval Road!

A wszystko zaczęło się od… pożaru. Pustoszący miasto ogień zajmując swego czasu część ówczesnych zbudowań sprawił, że trzeba było wznieść nowe. Tak okolice zajmującego 1,1 km2 Queen’s Park Savannah stały się jednym z najczęściej wybranych adresów podczas turystycznych, i nie tylko, wizyt w stolicy Trynidadu i Tobago.

Jego zachodni kraniec sąsiaduje tymczasem z Maraval Road – ulicą szczególną. Ale nie zawsze tak było. Do początku XX w. rozciągały się tu, odstraszające swym zapachem, gospodarstwa hodowlane.

A wracając do ulicy… Hołubione przez miejscowych uznane zostały za najpiękniejsze gmachy miasta. Istna mieszanina stylów, począwszy od francuskiego stylów kolonialnego, przez przypominające szkockie rezydencje magnackie, elementy wyjęte żywcem z Indii, po podobizny mauretańskich budowli, to nic innego jak miejscowe „must see.”

Nie całkiem oryginalny zamek Stollmeyera

Był sobie człowiek; konkretnie Charles Fourier Stollmeyer. Pewnego dnia pragnąc okazałego domu zaczął wznosić, co wkrótce nazwano najprościej jak się da – „Zamkiem Stollmeyera”. Ciągnąca się dwa lata budowa budowa, choć nie nastrajała optymistycznie, to jednak wywarła pożądany efekt. Tu specjalnie importowana ze Starego Kontynentu cegłę, tam wapień no i i ten włoski marmur. Och…

Wpatrując się w szaro-kremową konstrukcję można mieć jednak spore wątpliwości, jeśli chodzi o oryginalność jego wyglądu. Zresztą, wystroju także. Niby wszystko piękne. Wyłożony czarno-białą szachownicą taras z jednej strony i lśniące drewniane deski podłogowe z drugiej. Brązowe drzwi, z szybami pełnymi naniesionych nań gustownie mozaik.

A jednak okazuje się że stojący przy 31 Maraval Road pałacyk nie jest wcale taki nowatorski. Oto bowiem przybywający z na zawołanie szkocki architekt Robert Gillies, garściami czerpał z rodowitego Balmoral Castle. Gdy w 1904 wspaniała posiadłość, z pięknymi wieżyczkami była gotowa pani Stollmeyer zawyrokowała, iż… woli mniej wystawny dom i tu mieszkać nie będzie!

Zamek Stollmeyera Port-of-Spain

Zamek Stollmeyera; źródło: Flickr

Na zajęcie porzuconego przez niedoszłą panią domu ochotę miał za to syn – Conrad,który wraz z żona uwił sibie gniazdko nazywanie przez nią salą “Killarney” – na cześć szkockiego miasta. Kto bogatemu zabroni?

Wojskowa aktywność amerykańskich siła na Karaibach sprawiła, że w trakcie II wojny ów niezwykły dom zajęła armia. Po niej wrócił do rodziny Stollmeyerów, którzy sprawowali nad nim pieczę do początku l. 70, kiedy to chętkę nań wyraził Jessy Henry A. Mahabir. Po siedmiu latach trafił pod kuratelę państwa, które u progu XXI w. przeprowadziło w nim remont, dzięki któremu z pałacyku do 2007 r, cieszyli się pracownicy premiera i zagraniczni politycy, goszczący tu w czasie oficjalnych wizyt. Najnowsza historia przyniosła przekazanie zarządzania domu Ministerstwu Rozwoju Społeczności, Kultury i Sztuki.

Kolejny „Biały Dom”

Wystarczy przejść 70 m dalej. I co? Bielutki Whitehall zapiera dech w piersiach. Zieli balkony urozmaicają jasną fasadę dodając jej sznytu. Poprowadzone lewą i prawa strona schody ozdabiają dwie wysokie statuy i kwietniki z drzewkami.

Jak przystało na największą rezydencję ulicy, i ona ma swe nieszablonowo układające się dzieje. Ich ciekawość podsycają zapalające się nocą lampy. Rzucające na rezydencję snopy światła, generacją niesamowity magnetyzm.

Whitehall Port-of-Spain www.szlakiempodrozy.pl

Whitehall; źródło: Flickr

Tym razem w roli głównej występuje majętny plantator kakao Joseph Leon Agostini. Przejawiający zresztą jak się okazało wcale tak małe umiejętności w zakresie przenoszenia na papier architektonicznych koncepcji. Nie każdemu jest przecież dane wykonać projekt, zachłystując się mauretańskim stylem rodem z basenu Morze Śródziemnego. Budowanym trzy lata, a ukończonym w w 1904 r. okazem jednak długi się nie nacieszył. Gorzej, że inaczej niż w przypadku Zamku Stollmeyera, w grę nie wchodziła irracjonalne odrzucenie działa życia, a po prostu jego… zakończenia. Tym razem, nie tak jak w przypadku, wyżej przytoczonej historii. Zmarły w 1906 Agostini zostawił więc okazały gmach rodzinie, która już p o czterech latach stwierdziła, że to dla niej… A raczej do tego wniosku doszedł bank, który nie otrzymując rat kredytowych zajął dom, odzyskując fundusze po tym jak nabył go działający na wenezuelskim rynku amerykański biznesmen Robert Henderson.

Temu przynajmniej dolarów nie brakowało. Inwestując wielkie środki nadał Whitehall, wzniesionej koralowca rezydencji nowy wymiar. Gdy w testamencie zapisał do rodzinie Seigertów, wydawało się że i ta rodzina odciśnie na nim swe piętno.

Ale historii była przewrotna. Wybuch II wojny światowej sprawił że do miasta zjechały tabuny wojsk USA i tak odbywały się tu narady mające wyeliminować wrogie naloty.

Po wojnie zorganizowani tam centrum kultury, bibliotekę i z czasem i siedzibę archiwów narodowych. Wszystko to w ciągu czterech lat! Nad opuszczonym, niszczejącym, od 1949 do 1954 r gmachem zlitował się rząd Trynidadu i Tobago, lokując w nim Prefederalny Rząd Tymczasowy przed utworzeniem Federacji Indii Zachodnich; a po uzyskaniu niepodległości siedzibę

Odnowiony z mozołem w 2000 r. Whitehall władze zajmowały do 2009 r.

Dom Whitehall Trynidad i Tobago www.szlakiempodrozy.pl

Dom Whitehall; źródło: Flickr

Arcybiskup też mieszkał

Rdzawe elementy Pałacu Arcybiskupa (Archbishops House) przy 27 Maraval Road nie mają nawet za bardzo z czym kontrastować. Mdły ni to róż, ni to beż czy owa oficjalna rezydencja kościelnego hierarchy. Był 1903 r. kiedy ówczesny zarządca kościoła, a zarazem piąty z kolei abp Port of Spain Patrick Vincent Flood postanowił ruszyć z budową odpowiedniego domu.

Ściągnięty tu irlandzki architekt zaproponował indyjski styl łącząc w projekcie przyjemnie z pożytecznym. Orientalny akcent podparty słynnymi ciemnymi pokojami, mającymi przynosić ukojenie w gorące dni sprawdzały się znakomicie. Drugą z owych cech wypełniało również umieszczenie w nim kaplicy i zakrystii, które zajęły cześć piętra.

Gdy na kńncu dodano rozbudowaną weranda otaczając gmach, z miejsca nadała adresowi charakteru. Z czasem teren posiadłości uzupełniono letnim domem oraz stajniami, połączanymi z głównym domem galerią wiodącą zachodnim skrzydłem. W 1904 r prace ukończono pod nadzorem George’a Browna. Wykorzystując marmur oraz czerwony granit z Irlandii, oraz wykorzystując lokalne drzewo, głównie cedrowe do wyprodukowania zdobionych boazeria schodów i podłóg, triumfalnie nadano mu range skarnu architektury.

Archbishops House Port-of-Spain Trynidad i Tobago www.szlakiempodrozy.pl

Archibishops House; źródło: Flickr

Do 1969 r. wielkich zmian w konstrukcji nie wprowadzano. Hierarcha cieszył się więc względy spokojem Wkrótce jednak w ręce ponownie wzięli go budowlańcy, tym razem kompletnie zmieniając jego charakter. Tak urzeczywistniła się wizja Sonny’ego Selliera. Bazowała ona na wykształceniu w zachodniej części nowego elementu mieszczącego kancelarię. Dom letniskowy i stajnie zrównano zaś z ziemia, a w ich miejsce stworzono nowe mieszkanie. Problem w tym, że nie zawsze zawracano sobie głowę utrzymaniem spójności wyglądu, na szczęście łukowate okna na piętrze do dziś cieszą oko. Kończąc prace modernizacyjne na drzwiami zamieszczono herb, okazujący Ducha Świętego, omiatającego wzrokiem Trzy Wzgórza Trynidadu. Całości dopełna krzyż i łacińska sentencja: „Omnia Omnibus” – Wszystko dla wszystkich ludzi. Parter, zajmowany przez biura: samego Arcybiskupa i jego sekretarza, bibliotekę i jadalnię. W tej zaś Piętro przeznaczono na salę konferencyjną i pomieszczenia mieszkalne.

„W domu swego czasu mieszkał Monsignor Anthony Pantin, pierwszy arcybiskup, który urodził się na terenie Trynidadu.”

Wieża emanuje zaś religijną symboliką. Życzeniem arcybiskupa znalazły się tam elementy mający zwracać uwagę na doniosłą rolę Kościoła. Szczególnym czasem w historii wieży był czas, gdy przebywający w jedynym tutejszym pomieszczeniu abp Dowling, doczekał w odizolowaniu do końca swych dni. Chorujący na trąd dominikanin, jako jedyny zamieszkiwał wówczas wieżę. Co dziś stoi tu wiklinowe krzesło, w którym rankiem znaleziono śpiącego wiecznym snem arcybiskupa.

Damski gust

Widniejący przy 23 Maraval Road Mille Fleurs, to idealna inscenizacja powszechnie znanego powiedzonka mówiącego, tym, iż owszem głową rodziny jest mąż i ojciec, ale to żona i zarazem matka jest szyją, która nią kręci. Wiele do powiedzenia w trakcie jego budowy miała bowiem małżonka dr Enrique Prady, w 1904 r. z lubością doglądała prowadzonych prac. Para mieszkała w nim do 1923 r. po czym nowym nabywcą okazał się Joseph Salvatori. Ale jego córka miała już plany i tak w 1973 r. wszedł w ręce George’a Malouka, który zaś sześć lat później zaoferował go rządowi Trynidadu i Tobago.

Mille Fleurs Port-od-Spain Wspaniała Siódemka Domów www.szlakiempodrozy.pl

Mille Fleurs; źródło: Wikipedia

Dom stowarzyszenia prawniczego latami kojarzył się z ulokowanymi w nim… celami. Zbudowany przez George’a Brown’a z Trinidad Trading Company w całkiem nieodległych czasach, do 2000 r. służył jako siedziba Ministerstwa Kultury, po czym wzięli go we władanie urzędnicy z resortu środowiska.

Do dziś budynek cechują skomplikowane sztukaterie, balustrady schodów, zwane tralkami. Schody z Do marmuru z mnóstwem zdobień i żeliwnymi kolumnami wpisują się w niezwykły charakter miejsca. Ale nie miało ono szczęścia. Przez jakiś czas nieużytkowany, popadł w gorszy stan. Na szczęści ratunek przyszedł w porę, choć nie obywało się bez komplikacji. Rozpoczętą w 2006 renowację, wkrótce wstrzymano… na 5 lat.

Obecny Mille Fleurs Trynidad i Tobago www.szlakiempodrozy.pl

Obecny Mille Fleurs; źródło: Flickr

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *