Recenzja Pasja życia Jacek Pałkiewicz

Recenzja książki „Pasja życia”

Jacek Pałkiewicz jest autorem wielu pozycji o tematyce podróżniczej. Podróżując niemal „od zawsze” pewnego dnia postanowił przelać na papier swoje wspomnienia. 

Niezwykła płodność autora skutkowała pojawieniem się na rynku wydawniczym kilkudziesięciu propozycji dla czytelników. Ja zaś, po raz pierwszy, miałem okazję zetkną się z Pałkiewiczem za sprawą „Pasji życia”.

Wydana przez wydawnictwo”Książka i Wiedza” w 2003 roku, stanowi zbiór opowiadań, w formie reportaży, z wielu podróży odbytych w różnym okresie życia autora, a także relacją z prowadzonego przez Jacka Pałkiewicza szkolenia kosmonautów.

Stanowiąca typową literatura faktu, nie jest jednak pozycją dla ludzi, którzy szukają w książce dowcipu. Co więcej nie polecam jej także tym, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z literaturą podróżniczą. Dlaczego?

Głównie za sprawą języka, jakim została napisana. Poważny styl, niełatwy w odbiorze, bez jakichkolwiek wstawek humorystycznych, dziś stanowi raczej przeszkodę w obiorze opisywanych historii i relacjonowaniu wypraw. „Pasja życia” jest raczej pigułką wiedzy o opisywanych miejscach, mogąc być punktem wyjścia dla tych którzy raczej szukają niezwykłych miejsc.

Opowiadania nawiązują do jego pobytów w różnych częściach świata. Jest więc opowieść Somalii, Syberii, czy wstawka o chilijskiej pustyni Atakama. Nie mogło również zabraknąć swoistego sprawozdania z pobytu Ameryce Południowej. Okraszony odkryciem źródła Amazonki stanowi plastyczne ukazanie tamtejszych, dzikich okolic.

Ponadto w trakcji jej lektury wyczuwałem dużą dozę, pewniej „wyższości. Nie wiem czy wynikającej z dużego mniemania o sobie autora, czy też raczej topornego stylu przyjętej narracji.

Ze zbioru opowiadań osobiście przypadły mi do gustu. Pierwszy traktujący o słynnym kambodżańskim kompleksie świątynnym Angkor Wat; drugi opisujący jeden z najbardziej fascynujących adresów na Czarnym Lądzie – namibijskie Wybrzeże Szkieletów.

Jeśli zaś chodzi o walory wizualne to… w zasadzie nie ma o czym pisać. Malutkie, czarno białe zdjęcia, dodano chyba tylko po to, by czymś zapełnić dodatkowe stronice. Dołączenie fotografii tej jakości, do dziś wydawanych publikacji, byłoby istnym samobójstwem wizerunkowym. Komfort czytania obniża też spora waga egzemplarza.

W 2002 roku na półkach księgarń, za sprawą wydawnictwa „Zysk i S-ka” pojawiło się nowe, 558 stronicowe, wydanie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *