Port Royal – pirackie miasto Jamajki

Seria filmów „Piraci z Karibów” niewątpliwie okazała się wielkim sukcesem. Jednak znaczenie ciekawiej niż ich fabuła rysuje się piracka rzeczywistość. Tą są m.in. niezwykłe koleje losu Port Royal – jamajskiego miasta piratów. Miasta mające go w sobie jakiś dziwny magnetyzm..

Jamajka – wyspa na Morzu Karaibskim. Choć pierwszy stopę postawił tu Krzysztof Kolumb, a zanim hiszpańscy osadnicy to już w 1655 stało się angielską kolonią. W zamierzeniu europejczyków idealny punkt wypadowy, z którego można było prowadzić brutalną walkę z Hiszpanią o nowe lądy.

A Anglicy potrafili z całą mocą wykorzystywać wszelkie sposoby na osiagnięcie celu. Nie dziwota więc, że zaangażowali do tego osoby o delikatnie mównią marnej reputacji. Przestępcy i niewolnicy, dotąd zamieszkujący wyspekę Tortuga stali się częstymi gośćmi na tzw. Hispanioli. Zaś łupiąc hiszpańskie statki stawali solą w oku brytyjczyków. Wkróetce wzniesiono piracką twierdzę o wymiarach 16 x 3 km, którą przed huraganami osłaniać miał naturalny kształt półwyspu. Szukając uciech wpadali do Port Royal, czyniąc zeń najsłynniejszą piracką metropolię wszech czasów.

W owym ulokowanym na Karaibach lubieżnym mieście wkrótce zaroiło się od ludzi. Choć dziś 8 tysięczna społeczność nie robi wrażenia, to trzeba pamiętać, że na owe czasy była gigantyczna. Najsłynniejszym mieszkańcem osady był bodaj Czarnobrody, czyli najbardziej znany korsarz świata Edward Teach.

Choć historia tego karaibskiego miasta sięga 1509 roku, to jednak jego XVII w. przygody na stałe zapisały się na kartach historii. Wszystko za sprawą Henrego Morgana, mającego już za sobą liczne „sukcesy” w podboju i łupieniu ziem Kuby, Panamy i Wenezueli. To, że regularnie przeplatał je hulaszczym życiem, w opinii brytyjskich władz, nie przeszkadzało nominacji na kapitana korsarzy i gubernatora Jamajki. Co więcej to dzięki niemu Port Royal stało się korsarską stolicą świata, ekonomicznie wprost rozkwitając. Nic dziwnego skoro łupiący statki korsarze regularnie wydawali zrabowane pieniądze. A że Port Kingston mógł pomieścić wiele statków; wkrótce Anglicy zaproponowali piratom współpracę. Ci napadać mieli wyłącznie hiszpańskie statki, a ¾ zrabowanego złota i srebra mogli sobie zostawić korsarze. Napływający do miasta handlarze i rzemieślicy z czasem dorabiali się fortun. Setki karczm, tawern i barów nigdy nie pustoszały… Dochodzące do Londynu relacje z wydarzeń jakie się to rozgrywały, nie raz powodowały oburzenie konserwatywnie nastawionej do życia angielskiej społeczności. Już wówczas spekulowano o boskiej interwencji, karze za hulaszczy tryb życia…

Jamajskie kąty dziś

Była piracka wioska ulokowana jest dziś na końcu Palisadoes, ciągnącej się 11 kilometrów mierzei. W 1936 zbudowano tu drogę, poświęcając kokosową plantację. Dzisiejsza Queen Street dawniej dalej wchodziła w morze; na jej końcu powstały twierdze i mury mające chronić przed najeźdcami. Już sam dojazd do Port Royal robi wrażenie. W połowie wąskiej, 14-kilometrowej Norman Manley Highway widzę pojedynczy pas startowy tutejszego lotniska. Kolejne kilometry nie różnią się niczym od początku dwypasmowej, asfaltowej szosy. W XVII wieku mieściła się się tu główna baza marynarki Zjednoczonego Królestwa. Co cieawe, Palisadoes de facto powstała sama. Ot naniosło się tu piachu i kamieni, tworząc coś co dziś spełnia rolę falochronu. Obecnie na głębokości zaledwie 9 metrów mieszczą się pozostałości tego fantastycznego, 5-cio hektarowego, zatopionego miasta. Nurkując w wodzie oczom ukazują się okryte koralowcami ruiny budowli. Tętniace niegdyś życiem domy i potężne forty zatopione w słonej wodzie…

Wojskowa przeszłość Port Royal

Fort James to jeden z najważniejeszych budynków. Stał u wejścia do portu. Co ciekawe… zniknął. Potężne mury jakby rozpłynęły się w powietrzu… Ale jak widomo w przyrodzie nic nie ginie. Lwią jego część odnaleziono daleko od pierwotnego położenia – fort osunął się do zatoki, a następnie prądy morskie popchnęły go w głąb, gdzie został rozerwany przez tsunami.

Piewszą budowlą wzniesioną przez brytyjczyków na Jamajce był jednak Fort Charles. Wszystko co tu wzniesiono charakteryzuje się ceglaną konstrukcją. Znalezienie się w entourage’u nieotynkowanych fasad sprawia, że łatwiej sobie mi wyobrazić dawne pirackie czasy tej okolicy. Fort powstawał pięć lat, by w 1655 roku pełnić już w pełni są wojskową rolę. W czasach admirała Neslona szczycił się 36 potężnymi działami, zawsze gotowymi na odparcie francuskiego ataku.

Fort Charles Port Royal www.szlakiempodrozy.pl

Źródło: Flickr

O tym jak wyglądały przekonuję się przysiadając w cieniu drzewa na ławce. Przede mną, na drewnianiej podstawie dumnie prezentuje się… lufa armaty. Podobno dowódca wielokrotnie przechadzał się w miejscu, gdzie dziś ulokowany jest tzw. Pokład Nelsona. De facto jego zabudowa kształtem przypominała… statek. Potem jego wartość bojowa znacznie wzrosła, pojawiło się ponad 100 stanowisk ogniowych, które obsługiwało około 500 żołnierzy.

Zaglądam do działającego tu Museum Morskiego. Wstęp jest całkowicie darmowy, a na otrzymaję opiekę przewodnika. https://www.portroyalsoundfoundation.org/.

Tutejszy cmentarz św. Piotra był świadkiem niesłychanej historii. Otóż 27 czerwca 1692 roku trzęsienie… sprawiło, że ziemia wciągnęła tu jednego z mieszkańców. Dziś w miejscu tym znajduje się Grobowiec Galdy’ego. Myli się jednak ten, kto myśli iż to wówczas zakończył on swoje życie. Wręcz przeciwnie! Galdy dożył sędziwego wieku, wówczas w ostatniej chwili wyrywając się ze szponów śmierci.Fascynujące Port Royal www.szlakiempodrozy.pl

Źródło: Flickr

W 1687 roku jak za dotnięciem czarodziejsiej różdżki wszystko się zmieniło. Przyjęto nowe prawo zakazujące obecności pirackim armadom, a tuch którzy nie podporządkowali się surowym przepisom po prostu skazywano na śmierć…

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *