Trzesace się Christchurch www.szlakiempodrozy.pl

Oblicza trzęsącego się Christchurch

Można by sądzić, że Christchurch w pełni oddaje nowozelandzkiego ducha. Na logikę – gdzie powinien być od bardziej widoczny, niż w ośrodku, które stało się premierowym miastem kraju? Już 31 lipca 1856 otrzymało bowiem prawa miejskie.

Dziś to trzecia zarówno pod względem powierzchni jak i ludności miejscowość na kraju. Ale jako, że historia pełna jest paradoksów, Christchurch – najbardziej bodaj w Nowej Zelandii, odzwierciedla „angielskość”. Jednak, przede wszystkim, przeszłość miasta wciśniętego w zatokę Pegaza na Pacyfiku naznaczone jest tragedią setek tysięcy ludzi.

O tym jak potoczą się losy miasta w XX wieku, nie miał pojęcia Irlandczyk John Robert Godley. Osoba z wybitnie nietypowymi zainteresowaniami – zarządzaniem koloniami. Jego koncepcje przebiły się do świadomości odpowiednich osób i tak, po licznych podróżach, dotarł do Nowej Zelandii, gdzie podjął pracę jako zarządca nowej osady – Christchurch właśnie.

Godley zaplanował miejsce, które w swe granice przyjmować miało wyłącznie ludzi określanych mianem „elity”. Owa wyjątkowość polegała na życiu w trzeźwości, uczciwości i pracowitości. W 1850 roku przybyli pierwsi z „wybranych” – dokładnie 792 osoby. Jak mawiał Woody Allen: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”. Tak też było i tym razem…

4 września 2010 wśród mieszkańców tego misternie zaplanowanego miasta zapanował popłoch. Oto nad ranem, o 4:35 obudził ich wstrząs. Najpierw lekki. Z czasem nasilając się, wywołał jednoznaczne skojarzenia. Trzęsienie ziemi! Meble w domach zaczęły tańczyć; przybierające na sile drgania wkrótce uszkodziły kanalizację. Woda z całą mocą wytrysnęła przez migiem pojawiające się w ziemi szczeliny. Ściany z miejsca oplotła pajęczyna pęknięć. Zrywające się linie energetyczne tylko spotęgowały atmosferę strachu. Fasady domów zaczęły odpadać, jakby ktoś walił w nie młotkiem. Przechodząca z siłą 7,1 w skali Richtera fala atakowała wszystko, co stanęło jej na drodze. W zdarzeniu rany odniosło 6500 tysiąca osób; ucierpiało 25 tysięcy domów.

Dziś jest spokojnie. Ludzie korzystają ze świetnie zaplanowanej trasy tramwajowej. Ta okrążając śródmieście, zatrzymuje się na siedemnastu przystankach. Świetnym rozwiązaniem jest zakup biletu całodniowego, który pozwala na wsiadanie i wysiadanie, kiedy tylko najdzie ochota.

Tramwaj w nowozelandzkim Christchurch Tramwaj w Christchurch; źródło: Flickr

Mapa tramwajowa ChristchurchMapa tramwajowa Christchurch; źródło: Wikipedia

Christchurch położone jest na antypodach Polski; jest najdalej położonym od granic Polski miastem powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Od Warszawy dzieli je dokładnie 17 703 km.

Tłok w centrum

Zmierzam do Central City. Tu bije serce miasta. Wciśnięte między cztery ulice: Bealey Avenue, Fitzgerald Avenue, Moorhouse Avenue i Deans Avenue centrum to doskonałe miejsce do tego, by zobaczyć coś ciekawego, zjeść i wypić kawę i wreszcie odpocząć na skrawku zieleni. Zresztą o ulicach można by rozprawiać godzinami, gdyż ich nazwy wprost nawiązują do angielskich miast, diecezji kościelnych i innych obiektów.

Postanawiam zacząć od wschodnich uliczek. Na wspomnianej Fitzgerald Avenue panuje tłok. Samochody, zderzak w zderzak, poruszają się w ślimaczym tempie – oczywiście lewą stroną jezdni. Obydwa kierunki jezdni rozdziela zielony pas trawy, poprzetykany drzewami. Co jakiś czas na skrzyżowaniu słychać ryczące silniki samochodów, którymi kierowcy ruszają z przymusowego świetlnego postoju. Ot, zwykła codzienność. Jedna z głównych arterii miasta to oaza zarówno licznych drobnych przedsiębiorców jak i większych sklepów. Co chwila w oczy kłuje kolejny szyld. Biegnąca równoległe niespełna 400 metrów na zachód Barbadoes Street jest niemal jej kalką. Aż do krzyżowania z Hereford Street.

Tu zerkam na Cardboard Cathedral, która stanowi bolesną pamiątkę po trzęsieniu ziemi. De facto to świątynia zastępcza, w której pomieścić się może około 700 wiernych. Ma dokładne 21 metrów wysokości. W jasnej, kremowej poświacie stoi kilkanaście rzędów zwykłych drewnianych krzeseł. Ołtarz i ambona z tego samego budulca utrzymana jest w podobnej kolorystyce. Jedynym wyróżnikiem jest umieszczony po przeciwnej stronie wielokolorowy witraż składający się 47-miu trójkątów.

Cardboard Cathedral w ChristchurchCardboard Cathedral; źródło: Pixabay

Niewiele się namyślając postanawiam ruszyć śladem rzeki, stanowiącej północną granicę miasta. Uchodzi do oceanu tuż za Fitzgerald Avenue, niespiesznie płynąc strumieniem na zachód. Jej brzeg na całej długości usiany jest trawnikami, co nadaje mojej przechadzce jakby wiejskiego klimatu, wzmaganego dodatkowo słyszalnym szumem sunącej miarowym tempem wody. Po pewnym czasie trafiam do Victoria Square w którym znajduję trzy małe okrągłe placyki. Zbliżam się do strzelającej w górę wodą Fontanny Fowkner. Niezbyt urodziwa… Ciekawszy jest położony o rzut kamieniem mleczno-biały pomnik – niestety urwana tabliczka sprawia, że nie mogę zaznajomić się z historią jegomościa, stojącego na cokole. Ostatnim parkowym przystankiem jest brązowa postać stojąca na podwyższeniu tuż nieopodal skrzyżowania Colombo St. z Arnagh St..

Kasyno w Christchurch

Miejskie kasyno, którego nie można pomylić z niczym innym. Fasada Christchurch Cassino przypominana koło ruletki. Ciekawe ile fortun powstało tu w  jedną noc? Źródło: Flickr

Ale to nie ten park, a Botanic Garden słusznie stanowi chlubę mieszkańców i władz miejskich. Wybieram się więc na przechadzką do miejsca, które powstało w 1863 roku. Mijam szklarnie i grządki pełne subtropikalnych wielokolorowych i pustynnych roślin. Co ciekawe całych 21 hektarach nie można jeździć rowerem, zabronione jest także przyprowadzanie psów. Komercyjnym sercem paru jest Centrum Turystyczne – sala konferencyjna, kawiarnia i pawilon wystawy opowiadającej o mieście i regionie. Spoglądam na miłośników kwiatów, którzy z zachwytem przyglądają się: różom, daliom, begoniom i wielu innym okazom W parku organizowane są też rożne imprezy, a młode pary biorą tu śluby i urządzają sesje fotograficzne. Wirtualną wycieczką można odbyć tutaj.

Parki i ogrody to zresztą miejska chluba, jest ich sporo – Cranmer, Latimer. 165-hektarowy Hagley jest bodaj najbardziej zatłoczony. W otwartej w 1855 przestrzeni ulokowane są nowoczesne place zabaw na których śmigają dzieci. Ogrodami przechadzają się spokojnie spacerowicze, zaś alejkami biegają amatorzy joggingu.

Pozostałości trzesienia

Na drugim końcu tej arterii w znalazło się miejsce na pewien historyczny pomnik. Wieża Zegarowa Królowej Wiktorii stanęła tu 1930 roku… przez przypadek. A był to tak… Włodarze, zgromadzeni Rady Regionu Canterbury pragnęli ozdobić swą siedzibę okazałą wieżą. Wszystko było już gotowe, gdy okazało się, że konstrukcja jest… zbyt ciężka. I tak, na trzy dekady trafiła do magazynu. Po 33 latach przypomniano sobie o niej i uroczyście nadano jej imię Królowej Wiktorii, świętując jej jubileusz panowania. Wcześniej zdobiła róg ulic: Manchester Street, High Street i Lichfeld Street, lecz w pewnym momencie uznano, że stwarza zagrożenie dla samochodów.

Uszkodzona Wieża Zegarowa Królowej Wiktorii w ChristchurchUszkodzona Wieża Zegarowa Królowej Wiktorii; źródło: Flickr

W okolicy parku natykam się na restauracyjną uliczkę New Regent Street, gdzie zamówić można typowo europejski obiad i połakomić się na włoskie gelato. Deptak, zamknięty dla ruchu samochodowego, ale co ciekawe z szynami tramwajowym, szczęśliwie uniknął większych zniszczeń podczas trzęsienia ziemi. Co nie znaczy, że obyło się bez renowacji – ta pochłonęła 3 miliony $! Pierwszy raz ulicę otwarto dokładnie 1 czerwca 1932 roku. Wówczas zajęte były ledwie 3 z 40 przygotowanych pod sklepy edwardiańskich kamienic, do czego przyczynił się panujący wówczas kryzys gospodarczy.

Dziś oglądam pomalowane trzema kolorowe piętra kamienic. Żółta, zielona i niebieska barwa następuje po sobie w ciągu. Partery zajmują sklepy i kawiarnie i bary, o czym przekonuję się musząc lawirować między wystawionymi na środku drogi stolikami, które ponownie zapełniły się po przeprowadzonym z pompą otwarciu w sobotę 20 kwietnia 2013.

W tym miejscu szczególnie przekonują się o złośliwości losu. Pieczołowicie odnowiony deptak 14 lutego 2016 roku, o jakże symbolicznej godzinie 13:13, ponownie został poważnie uszkodzony. Wstrząsy o sile 5,9 w skali Richtera w całym pozbawiły miasto 500 budynków. Pojawiajac się na głębokości 8 km w głąb ziemi i rezonując na powierzchnię odcięły energię elektryczną i doprowadziły do powstania licznych zapadlisk.

New Regent StreetNew Regent Street; źródło: Wikipedia

Być może kulinarna uczta, której tu doświadczyłem natchnie mnie do skorzystania z bliskości Isaac Theatre Royal? Pięknie urządzona na styl edwardiański placówka, była trzecią utworzoną w mieście. Gdy ruszano z pracami w listopadzie 1906 roku od razu wiedziano, że stanie się miejscową perełką. Sala w kształcie klasycznej podkowy kusiła wspaniałą akustyką. 22 lata po otwarciu, w czasie modernizacji, jedyną nietkniętą częścią pozostała wspaniała kopuła gmachu. Co ciekawe historia powtórzyła się w 2004, kiedy to unowocześniając obiekt zburzono oryginalną szatnię i wieżę, by wznieść nową, betonową konstrukcję i powiększyć garderobę. I wszystko było pięknie, gdyby wstrząsy sejsmiczne z 2011 roku… Modernizacja, która pochłonęła 6,3 miliona $ spełzła na niczym. Audytorium i foyer nigdy nie odzyskało swego pierwotnego blasku, choć muszę przyznać, że zrobiono wszystko co było w mocy. Na ścianach, które niedawno zgięły się jak zapałka nie ma śladu; malowidła na kopule misternie zrekontrowano, a tynki odzyskały dekoracyjne elementy. I choć dodatkowo unowocześniono pomieszczenia publiczne, dostosowując wszystko do potrzeb osób niepełnosprawnych, mam wrażenie, że część magii wyparowała stąd bezpowrotnie… Nowe otwarcie nastapiło we wrześniu 2014 roku.

Isaac Theatre Royal

Isaac Theatre Royal; źródło: Wikipedia

22 luty 2011. Wtorek. Ludzie, jak gdyby nigdy nic wykonują zwykłe, codzienne zajęcia. W salonie fryzjerskim ustawione na pełną moc suszarki modelują misternie ułożone fryzury. Pracownicy biurowi, odwracając na chwilę od monitorów myślą o zbliżającym się lunchu. Wtem o 12:51 wszystko wokół zaczyna wirować. Szyby w witrynach zaczynają się dygotać, przedmioty z półek z hukiem spadają na podłogę. Później specjaliści orzekli, że to wstrząs wtórny pamiętnego wydarzenia sprzed pięciu miesięcy. Znacznie poważniejszy w skutkach. O ile wcześniej udało się wszystkim wyjść z niego cało, o tyle teraz moc 6,1 w skali Richtera sprawiła, że zginęło aż 185 osób. Wiele gmachów zostało startych w pył.

Miasto dzieli się na 24 dzielnice wewnętrzne oraz 42 dzielnice zewnątrzne, typowe przedmieścia.

Rytm życia miasta wyznacza jego południowo-wschodnia część. To tu bije jego serce. Zachodnia część prócz więzienia i zoo, do zaoferowania ma niewiele. Chyba, że ktoś lubi zieleń – tej znajdzie tu pod dostatkiem.

Opuszczam teatr wychodząc na Cathedral Square, gdzie wspomniana siła wykonała największe szkody. W podpartej wielką, masywną , żelazną konstrukcją ścianie widzę ogromną dziurę. Robi piorunujący efekt. Na ziemi leżą kamienie, niegdyś tworzące solidne ściany anglikańskiej, neogotyckiej świątyni. Nawet one nie były jednak w stanie przetrzymać niszczycielskiej siły przyrody. Ale jak mogło być inaczej skoro to już szóste falowanie ziemi, jakie ją naruszyło. To lutowe uderzając z całą mocą sprawiło, że podjęto decyzję o rozbiorce pozostałości po wieży.

Pierwotnby wygląd katedry w Christchurch

Zawalona Katedra ChristchurchKatedra przed i po trzęsieniu ziami; źródła: Flickr

Historia katedry rozpoczęła się w 1864, jednak prace ciągnęły się ślimaczym tempem z uwagi na brak środków. Wreszcie w 1904 hojny biskup postanowił wziął na siebie to zadanie i sam sfinansował budowę ze środków kurii. Przed trzęsieniem ziemi wieża katedry była fajnym wyzwaniem, bo czyż nie jest nim wejście po 194 schodach? Wówczas wierni zachwycali się także ołtrzem, w który wkomponowano rzeźby z drzewa kauri, oraz tronem pierwszego biskupa Christchurch – Harpera.

Wizyta na placu pod katedrą nierozerwalnie wiąże się ze spotkaniem Czarnoksiężnika, czyli Iana Brackenbury Chanell – imigranta przybyłego z Australii. Ten przyodziewając czarną tunikę przemawia do ludzi, nie pomijając zasadniczo żadnego tematu. Określany jest ty mianem z uwagi na strój jaki przyodziewa. W pewnym momencie stał się solą w oku lokalnych władz, które strzały się go pozbyć. Obronili go ludzie, zaś kolejni włodarze miejscy uczulili zeń prawdziwą atrakcję placu. Wydarzenia z 2011 roku sprawiły, że podjąć decyzje o zakończeniu działalności, tłumacząc bólem po zniszczeniu jego ukochanego miasta. Nie wytrwał w niej długo, sprzeciwiając się rozróbce uszkodzonej katedry. Do dziś można go spotkać w trakcie spaceru po centralnym planu miasta.

Czarodziej z Christchurch przed stojącą jeszcze katedrą

Czarodziej z Christchurch przed stojąca jeszcze katedrą; źródło: Wikipedia

Na Cathedral Square stoją także:

  • Chief Post Office – dwupiętrowy ceglany budynek poczty z 1879 roku; dziś działa tu informacja turystyczna i restauracje; jego wieżę wyróżnia replika słynnego Zegara Westminsterskiego

  • Old Government Building – z 1913, dawna siedziba organizacji rządowych, potem hotel, przez trzęsienie ziemi uszkodzony; położony tuż za katedrą

  • Hotel Novotel Cathedral Square – 4 gwiazdkowy, ze 154-ema pokojami, 5-cioma salami konferencyjnymi z max. powierzchnią 116 m², oraz restauracją i barem

  • Godley Statue – dwumetrowy pomnik Johna Roberta Godleya z brązu

  • małe restauracji i bary

Znakiem potęgi drgań ziemi jakie nawiedziły miasto w lutym 2011 są ruiny Canterbury Provincial Council Buildings. Gmachy regionalnych władz zaprojektował Benjamin W. Mountfort. Do trwającej 7 lat budowy przystąpiono w 1858; całość wraz z cenną „Kamienną Komnatą” runęła w lutym 2011.

Oryginalny Canterbury Provincial Council Builging w Christchurch Ruiny Canterbury Provincial Council Buildings w ChristchurchCanterbury Provincial Council Builgig przed i po trzęsieniu ziemi; źródło: Wikipedia

Ponadto nie przetrwały:

  • St Elmo Courts – ośmiopiętrowy wieżowiec z 1930 o żelbetonowej konstrukcji

  • The Press Building – na Placu Katedralnym, gmach z 1919 roku był pierwszym wykonanym w technologii zbrojonego betonu

  • Kościół św. Łukasza – poświęcony w 1909

 

Kolejny akt mojego szlajania się po Christchurch, to wizyta na „Moście Pamięci”. Tu czas na „polski akcent” został uroczyście oddany do użytku w nasze Święto Niepodległości – 11 listopada 1924 roku. Ceremoni przewodniczył admirał floty, a zarazem gubernator regionalny Lord Jellicoe. To trzy łukowa konstrukcja, z której jeden człon zdecydowanie góruje nad małymi, bocznymi elementami. Podchodzę bliżej, gdyż moją uwagę zwracają wyryte w niej, po obu stronach, napisy. Łatwo dostrzegam siedzące po bokach lwy. Czytam umieszczone stu słowa – to nazwy państw: Mesopothamia, France, Belgium, Palestine, Egypt, Gallipoli. Cóż to za wyliczanka? Otóż przejście „Bridge of Remembrance” skłaniać ma do refleksji o poświeceniu, jakim charakteryzowali się walczący w I i II wojnie światowej Nowozelandczycy. A, że największe bitwy rozegrały się właśnie w tych regionach, postanowiono zamieścić właśnie ich nazwy.

Bridge of Remembrance

Bridge of Remembrance; źródło: Wikipedia

Pobliże rzeki kusi wypadem do Antigua Boat Shed. Mieszczące się tu garaże na łodzie, tuż przy rzece Avon z całą mocą wbiły się w pejzaż miasta w 1882 roku. Niski domek, pomalowany w zielono-białe paski, to dziś nie tylko magazyn łódek, ale miejsce gdzie mogę usiąść i w spokoju wypić kawę. No dobrze, z tym spokojem przesadziłem bo za plecami biegnie ulica po której ciągle coś przejeżdża…

W Christchurch jest aż 30 tysiecy parkingów, zarówno miejskich jak i prywatnych, co sytuuje miasto w czubie najlepiej zorganizowanych przestrzeni parkingowych świata!

Muzealno religijne okolice

Centrum Sztuki Christchurch to kolejny przykład na to jak zapewnić życie starym, zabytkowym budynkom. A, że tych w całym kompleksie jest sporo, bo aż 23, to było nad czym myśleć… Jednym z ciekawszych jest „Dux de Lux”, oddalone o kilka minut przechadzki. Dziś kwitnie tu życie kulinarno-rozrywkowe. Nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o Johnie Lewisie, dla którego w istocie powstał. Kupiec nie nacieszył się nim jednak długo, i po kilkukrotnym przechodzeniu z rąk do rąk, wreszcie w 1936 trafił w objęcie studentów i wykładowców wydziału chemicznego Uniwersytetu Canterbury.

Także i tu nie da się wyprzeć ze świadomości wydarzeń z 2011 roku. Potężne ruchy tektoniczne uszkodziły go bowiem na tyle poważnie, że na korytarzach i w salach, po raz pierwszy od dawien dawna zapanowała cisza…

Canterbury Museum w Central City, działające od 1867, dopiero trzy lata później otrzymało swą siedzibę na stałe. Gotycki gmach z racji stale powiększających się zbiorów rozbudowywano. W lutym 2011 część fasady odpadła, jednak szkielet nie został naruszony. Ciekawą wystawa są zbiory opowiadające historię miasta przed przybyciem europejczykow. Co ciekawe wiele tu informacji o badaniach Antarktydy.

Christchurch Art Gallery

Trzęsienia nie szczędziły nowego gmachu Christchurch Art Gallery – galerii nowozelandzkiej sztuki. Jej otwarcia dokonano 13 lutego 2016… dzień przed nadejściem niszczycielskich wstrząsów

W obrębie ścisłego centrum mieści się także druga miejska katedra. Podchodzę do rzymskokatolickiej Cathedral of the Blessed Sacrament przy Baradoes Street. Patrzę na pozbawioną dzwonnic, odgrodzoną żelazną siatką świątynię wpisującą się w „potrzęsieniowy” krajobraz miasta, Gdy rozpoczynano jej tworzenie na początku XX w. zwieziono tu 3400 m³ kamienia, 110 m³ betonu i 90 ton stali. Kolumny jońskie u wejścia oraz styl włoskiego renesansu został bogato zaakcentowany. Po 4 września 2010 postanowiono ją zamknąć, by wzmocnić jej konstrukcję. Nic z tego… Ponowny wstrząs w lutym dopełnić jednak dzieła zniszczenia. Dzwonnice runęły jak domek z kart, witraże które cudem ocalały poprzednie wstrzący rozsypały się w drobny mak. Końcowy akt napisało trzęsienie z czerwca 2011, po którym zburzono kopułę. O przyszłości kościoła jeszcze nie zdecydowano…

Skutki trzęsiania ziemi na Cathedral of Blessed Sacrament

Cathedral of Blessed Sacrament po trzęsieniu; źródło: Flickr

Na obrzeżach Christchurch

Położenie poza centrym, z dala od gwaru, hałasu i zawrotnego tempa życia nie oznacza, że automatycznie degradacji rejonu. Przekonuję się to tym na zachodnim krańcu miasta. Międzynarodowe Centrum Antarktyczne to jedna z miejskich perełek. Ulokowane przy porcie lotniczym, to miejsce gdzie ramię w ramię pracują badacze z Nowej Zelandii, USA i Włoch. International Antarctic Centre oferuje multum atrakcji jak: przeżycie antarktycznego sztormu, przyjrzenia się historii domów zostawionych przez jej wielkich eksploratorów: Scotta i Shackletona. W lodowej jaskini w temperaturze –18 stopni C można poczuć się jak wielcy polarnicy podczas prawdziwej antarktycznej burzy. Jakby tego było czeka mnie przejażdżka oryginalnym pojazdem antarktycznym! Po więcej informacji zapraszam tutaj.

Wracając na chwilę do lotniska – w 1953 roku. Jako główny punkt lotniczy na Wyspie Południowej, a zarazem drugi pod względem wielkości w Nowej Zelandii odprawia rocznie ponad 6 milionów paserów.

Po „zamrożeniu” pora się rozruszać. Ruszam drogą na południe do bazy wojskowej Wigram, gdzie mieści się Muzeum Sił Powietrznych Nowej Zelandii. Jego powstanie to efekt uczczenia 50. rocznicy działalności tutejszych sił powietrznych w 1987. Dziś jednocześnie gratka dla miłośników „latających militariów”. Prócz modeli samolotów i helikopterów eksponaty tworzą same silniki lotnicze, pamiątki, odznaczenia i dokumenty.

Transport miejski obsługiwany jest przez autobusy, oraz tramwaje w tym linię obsługiwaną przez zabytkowe wagony, poruszające się m.in. Worcester Boulevard. Połączenia kolejowe realizuje ”South Island Main Trunk Railway”, obsługując jedną tutejszą stację pasażerską, oraz liczne linie towarowe.

Ciekawym miejscem rozrywki w mieście jest Science Alive. Otóż owo interaktywne centrum nauki, mieści się w gmachu dawnego dworca kolejowego. Świetny pomysł! Najbardziej oblegana jest jest zjeżdżalnia – największa w kraju! Co więcej można też przeżyć trening astronautów!

Południowo wschodnie tereny miasta także każą zwrócić na siebie uwagę. Postanawiam wykorzystać fakt, iż znajduje się na nich jedna z największych atrakcji – Gondola- link do Kolejka górska Skyline . Jej terminal znajdujący się na 445 m wzgórzu Mount Cavendish. Rejs długą na 1000 metrów trasą pozwala zaobserwować panoramę miasta. Jej budowa pochłonęła aż 111mln nowozelandzkich $! Łącznie zawiera 19 kabin, mogących pomieścić wywieźć na górę 812 podróżnych. Otworzona w październiku 2011 roku inwestycja stanęła po trzęsieniach ziemi, lecz udało się ja ponownie uruchomić

Stacja Christchurch GondolaChristchurch Gongola; źródło: Wikipedia

Historia trzęsień ziemi tego obszaru znalazła ujście w dedykowanej tym wydarzeniom placówce kulturalnej. Sale „Quake City” pełne są fotografii, nagrań wideo oraz przedmiotów, które ukazują skutki z jakimi borykali się ludzie po jego zakończeniu.

A skoro mowa o nauce, to trzeba powiedzieć jasno: jeśli się kształcić to tylko w Christchurch! Miasto to prawdziwe zagłębie naukowe. Szkół jest tu od groma!

Edukacyjną tematyką wypada zakończyć wizytę w tym nowozelandzkim „trzęsącym się” mieście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *