Singapur wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl

Lśniący Singapur

Czy Singapurczycy mają fantazję? Takie pytanie nagle pojawiło mi się w głowie, już na samym początku. Azjaci znani są raczej z ogromnego poświęcenia i pracowitości, niż uzewnętrzniania swoich emocji. Z drugiej strony, żadne inne miejsce na Wschodzie, może poza Indiami, nie może być chyba uznane za swoistą ostoję „brytyjskości”.

Nagle zdałem sobie sprawę, że przecież znajduję się w najlepszym miejscu, by zaspokoić tę swoją ciekawość! Nie będzie chyba lepszej okazji niż dojście do jakiś wniosków, podczas obserwacji nieco jajowatego podjazdu Hotelu Raffles, na Beach Road. Przy pulpicie stoi wystrojony w elegancji garnitur concierge. Zabawne, że ta z francuska nazywana funkcja, przyszła mi do głowy. Akurat tutaj? Wiedząc, jakimi epitetami lubią obrzucać się przedstawiciele obu nacji…

Spoglądam na zegarek. Dochodzi szesnasta. Czyżby to już? Nieprzebranych tłumów jednak nie widzę. Co nie nie oznacza, że pracownicy, nie są przygotowani. Wszak skosztowanie „tego” koktajlu, jest tu niemal świętością. Ciekawe, czy napój rzeczywiście ma identyczny smak, jak ten z 1815, kiedy sporządził go tu po raz pierwszy Thomas Stamford Raffles? Któż mógł przypuszczać, że wcielający się na chwilę w rolę barmana mężczyzna, kilka lat później podpisze z ówczesnym szachem Johoru – Husajnem dokument, który odmieni na zawsze dalsze losy Singapuru…

Gdy Brytyjczycy w 1819 wydzierżawili Singapur od sułtana stało się jasne, że wiele się tu zmieni. Negocjując ów interes Raffles oczyma wyobraźni widział, jak dzięki temu jego ukochana ojczyzna wykorzystuje go do budowy przyczółka, skąd kontrolować będzie handel na Dalekim Wschodzie. Marzenie stało się faktem i tak Singapur stał się potęgą gospodarczą regionu, a powstanie Kanału Sueskiego okazało się milowym krokiem ku powstaniu portu morskiego. I tym samym uwerturą, do wejścia w skład elitarnego grona najbogatszych państw świata

Custom House w Singapurze www.szlakiempodrozy.plCustom House – z 1960 roku; pierwotnie powstał jako siedziba policji i siedziba urzędu celnego. Dziś działają tu restauracje i bary. Źródło foto: Flickr

Obrazu wspomnianej zmiany dopełnia fakt, iż zaczynam się tu czuć bardziej jak w Anglii, niż w azjatyckiej metropolii. Towarzyszące mi na każdym kroku angielskie nazwy ulic i obiektów sprawiają, że zaczyna się czuć jak w Europie. Gdy przystaję przed oślepiającą bielą anglikańską katedrą św. Andrzeja, czuję że „azjatyckości” tu nie uświadczę. Ale za to czuję się jak ktoś ważny. Wszystko przez na rozciągający się przede mną dywan w kolorze morskim. Stąpam po miękkim materiale, mijając brązowe ławki. Mrużę oczy przed oślepiającym światłem wpadającym do jasnego wnętrza. Wetknięte okra szybki z witrażami, pełne są historycznych postaci, przynależących do Singapuru przez lata. Dostrzegam więc postacie Rafflesa, Johna Crawfurda, pierwszego brytyjskiego rezydenta w Singapurze. O, a tam jest nawet William Butterworth – gubernator, który rozpoczął budowę tej świątyni.

Niektóre z nich poszły w mak, w czasie II wojny światowej. Wcześniej przeczytałem, że katedra powstała z datków szkockich wiernych. Nic dziwnego, że nazwano ją na cześć św. Andrzeja – patrona Szkocji. Granatowy kolor nad ołtarzem i w okolicach chóru wyraźnie nawiązuje do szkockich barw narodowych. Jakby owej symboliki było mało, w godło katedry wkomponowano krzyż św. Andrzeja. Białe ściany, tu i ówdzie pokryte są rozmaitymi tablicami. Nie mogę uwierzyć, że powstały z mieszanki… białek i skorupek z jajek, limonek, cukru i potłuczonych skorup orzechów kokosowych. Można rzec, że neogotycki kościół, konsekrowany w 1862, utrzymany jest w szkockim i angielskim. O patronie już wspomniałem, ale wiecie, że całość otrzymała wygląd przypominający gotyckie opactwa? Wprost do canterburskiej katedry nawiązuje przywieziony z niej kamień, który wkomponowano w słup przy pulpicie, dekorując go repliką krzyża z głównej katedry anglikańskiej. W podtrzymującej ambonę, dostrzegam zaś zaś krzyż z… trzech gwoździ. Pokryty srebrem, pierwotnie był częścią XIV w. katedry w Coventry.

Katedra Singapur www.szlakiempodrozy.pl Katedra w Singapurze www.szlakiempodrozy.pl

Katedra w Singapurze; źródło: Wikipedia

Miło, że najważniejszy chrześcijański kościół w kraju, nie przytłacza. Może z uwagi na fakt, że nie została zbudowana zgodnie z planem? Okazuje się, że w planach wieża była dwukrotnie wyższa. Los spłatał jednak figla; taka konstrukcja mogła się po prostu zawalić. Wieżę więc obniżono i dodano iglicę. Co więcej jako, że nie była budowana przez mistrzów w swym fachu, a skazańców dowiezionych z Indii, projekt trzeba było dostosować do ich umiejętności budowlanych. Ci ukończyli zadanie w pięć lat, w 1861. Wspinam się na wieżę, gdzie czekają na mnie dzwony sprzed 130 lat. Niektóre nazwane imieniem apostołów, w trakcie uruchamiania są obracane, co wydobywa z nich pełnię dźwięku. Przekonuję się o tym chwilę później, już na dole gdy wysłuchuję wygrywanej melodii „Amazing Grace” i „Joy to the World”.

A’propos chóru, to w tej parafii powstała pierwsza w Singapurze organizacja muzyczna – właśnie kościelny chór. Katedrę można zwiedzać w dni powszednie od poniedziałku do piątku razem z przewodnikiem. Start obchodu o godzinie 10.30 i 15. W jego trakcie można wejść do miejsc, do których dostęp jest ograniczony np. Kaplica Narodzenia i Wschodnie Okna. Co ciekawe działa tu przykatedralna kawiarnia. Więcej tutaj.

Władcze centrum

Był czerwiec 1819 roku, gdy Raffles nakazał objęcie obecnego Padang specjalną troską. Zamierzenia były ambitne: przekształcenie zieleńca, dawniej będącego areną szumnie obchodzonych 9 sierpnia uroczystości święta narodowego, w miejsce z którego mogło by w przyszłości korzystać całe społeczeństwo. Tak ziemię te objął we władanie inżynier William Farquhar. Problem w tym, że choć mianowany bezpośrednio przez gubernatora i mający działać wyłącznie na jego polecenie, dopuścił sie nielojalności… Mając inną wizję, opierającą się na zaprojektowaniu tu przestrzeni dla firm handlowych, dokonał swoistego sabotażu. Wracający do Singapuru w październiku 1822 Raffles doznał szoku. W jednej chwili wpadł w furię, odebrał wszelkie pełnomocnictwa Farquharowi i powołał specjalną komisję, do opracowania nowego projektu. Ale jak tego dokonać, skoro pierwotna lokalizacja – Park Esplanade została już zagospodarowana? Wybór Rafflesa padł na Padang. Wkrótce park otoczyły, nie burzące wyobrażenia Rafflesa cztery budynki, w tym gmach Sądu Najwyższego i domy. Po dwóch latach budowy w sierpniu 1939 roku sędziowie objęli urząd we władanie. Podnoszę głowę, aby zerknąć na umieszczone wówczas na frontonie rzeźby, małe postaci – alegorie sprawiedliwości. Pod nimi dumnie stoją kolumny korynckie, dodające niezbędnej powagi instytucji. Gdy minęły tragiczne wydarzenia II wojny, mury te stały się areną najważniejszych rozpraw, podczas których na ławach oskarżonych siedzieli członkowie japońskiej armii cesarskiej.

„Podczas budowy, dokładnie 31 marca 1937 zamieszczono tu kapsułę czasu, z sześcioma miejscowymi gazetami i ówczesnymi monetami. Choć dokładnej daty jej otwarcia nie wytyczono, przyjęto że ma zostać odzyskana ok. 3000 r.”

Ciepło i wilgoć robią swoje i gdy wkraczam w zadrzewiony teren Parku Esplanade. Koszulka lepi mi się do ciała. Przechadzam się wytyczoną tu, jeszcze za kolonialnych czasów promenadą Queen Elisabeth Walk. To właśnie na porastającej w większym stopniu niż dziś trawie, po otwarciu parku w 1843 Brytyjczycy oddawali się spacerom i grze w krykieta. W 1991 przebudowano, przy czym akurat ostała się tablica z byłego „Pomnika Nieznanego Żołnierza, który wzniosła tu indyjska armia w 1945, a który wkrótce potem sam Lord Louis Mountbatten kazał zniszczyć. Przysiadam na trawie i wpatruję się w… statek kosmiczny? No, chyba nie… Fakt, faktem, że tylko stąd widać wpisany w teren na tyłach galerii nowy gmach Sądu Najwyższego (Supreme Court).

Sąsiadujący z nim Stary Ratusz (Old City Hall) to iście interesujący gmach, z 1923 roku. Greckie kolumny i wielkie schody idealnie oddają ducha historii. 12 grudnia 1945 gen Louis Mountbatten tutaj przyjął formalną kapitulacją Singapuru, z ust japońskiego gen. Itagakoi. Po chwili jestem już w środku budynki, pełniącego dziś bazę dla Narodowej Galerii Singapuru. Obrazy na ścianach odprowadzają mnie do ciekawej sali, wyłożonej lśniącą brązową boazerią. Świetnie komponująca się z czerwonymi ścianami, pozytywnie nastraja do zapoznania się z małymi obrazkami, starymi książkami i fotografiami. Przyciąga mnie ujęta w formię okręgu wystawę, tuż pod rotundą. Odkąd w 2005 roku przebudowany budynek sądu przeobrażono w galerię, najcenniejsze dzieła sztuki tworzą tu obrazy włoskich twórców. Opuszając miejsce, które jest także siedziba biblioteki prawniczej, postanawiam tu jeszcze wrócić. Podobno nocą to miejsce magiczne. Oświetlona galeria i oddalone nieco od niej drapacze chmur robią niesamowite wrażenie.

Old City Hall Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Old City Hall; źródło: Flickr

Na bruku z czerwonej kostki zastanawiam się skąd wzięła się nazwa „Parliament Place” skoro odnosi się ona do zwykłej ulicy? Uważam, że zdecydowanie tę nazwę miał otrzymać ów placyk, a nie wąska jednokierunkowa uliczka. Ale, może jestem zbyt drobiazgowy… W niczym nie ujmuje to bogactwu jakie stało się udziałem Domu Sztuk Sztuki. Oj, zdecydowanie lepiej brzmi „The Arts House”. Dawny gmach parlamentu, z l.30 XIX w., 170 lat od otwarcia wypełniają kulturalne imprezy. I jak to w całym kraju, tak i tu pewnie nic podobnego by nie powstało, gdyby nie Raffles. Pewnego dnia zafascynowany tym miejscem kreślił wizję jego przyszłości. Wiedział, że bez zgody Temenggonga – lokalnego szlachcica nic nie wskóra. Udał się więc doń z wizytą, przekonując go do oddania gruntu pod cele kulturalne. Gdy w 1826 na miejsce wkroczył ekipa budowlana po roku jego gabinety zajęli sędziowie, a potem też urzędnicy. Gorsze czasy nadeszły, gdy po jego korytarzach chodzili… pracownicy otwartych tu w połowie XX w. magazynów. Parlamentarzyści zakotwiczyli w nim w tuż po uzyskaniu niepodległości w 1965, stanowiąc w nim prawo aż do 1999. Najstarszy budynek kolonialny w mieście dziś prowadzi szereg projektów kulturalnych. Tuż obok stoi nowy budynek parlamentu, w którym od 1999 obradują tutejsze władze.

 Fontanna Tan Kim Senga Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Fontanna Tan Kim Senga; źródło: Flickr

Stężenie europejskich nazw na skrawku singapurskiej ziemi, powoli staje się nieznośne. Może dlatego, z takim zainteresowaniem spoglądam na drugi z tutejszych monumentów. Ośmiokątna pagoda upamiętnia Lim Bo Senga, uznawanego za bohatera narodowego w walce z Japonią w 1937. Wkrótce na końcu zieleńca pragnienie poczucia azjatyckiego klimatu, ziszcza się jeszcze bardziej. Niebiesko-biała fontanna Tan Kim Senga wspomina bogatego kupca, który wniósł wielki wkład w rozwój Singapuru, bezinteresownie fundując szpitale i poprawiając stan infrastruktury wodociągowej. Czyż więc właśnie fontanna nie jest idealnym podziękowaniem za ów wkład? Tym bardziej, że jest naprawdę niczego sobie – szczególnie umieszczone na niej muzy i wizerunek Posejdona.

Park War Memorial Singapur www.szlakiempodrozy.pl

Park War Memorial – wspomina cywilów, którzy doświadczyli okrutności japońskich żołnierzy podczas II wojny światowej. Masakra na tutejszej lubości została odkryta dopiero w 1962. Ich pamięć postanowiono uczcić, i tak pięć lat później stanął tu pomnik, otrzymując kształt czterech wysokich na 43 m „pałeczek”. Źródło foto: Wikipedia

Nieciekawą Coleman St. żegnam, by na końcu Hill St natknąć się na coś wybitnie niekonwencjonalnego. I nie chodzi nawet o sam gigantyczny rozmiar Old Hill Police Station, ale o wprowadzające ożywczy element 927 okiennic. Pomalowane, na trzy kolory: zielony, żółty i czerwony stanowią tak pocztówkowy krajobraz, że z marszu wyciągam aparat i robię serię zdjęć.

Źródło: Flickr

Gmach jest też ilustracja tego, jak bardzo historia może wodzić za nos. Nigdy bym nie pomyślał, że taka konstrukcja powstała w 1934, po to by… ulokować w nim posterunek i więzienie. A do tego w trakcie II wojny światowej Japończycy przetrzymywali w nim jeńców wojennych.

Gdy 250 m dalej przed, pod numerem 62 na Hill St oczami staje mi Główna Remiza Straży Pożarnej (Central Fire Station) mam nadzieję, że działające w jej wnętrzach muzeum jest otwarte Mam szczęście i bez przeszkód wchodzę do środka najstarszej remizy w kraju, z 1908 roku.

Czerwone, półokrągłe drzwi są akurat zamknięte ale to bez znaczenia. Ważne że osobnym wejściem wchodzę wprost do działającej tu Galerii Tradycji Obrony Cywilnej, której największym skarbem jest wóz strażacki z 1905 roku! Ruszam dalej ukradkiem spoglądając ma maleńką bryłę kościoła obrządku ormiańskiego pw. Grzegorza Oświeciciela. Złote litery przytwierdzone do pod dachem jednoznacznie informują mnie, że stoi tu od 1835. A to oznacza, że jest najstarszym obiektem chrześcijańskiego kultu na terenie Singapuru! I po raz kolejny można powiedzieć, że nie było by go, gdyby nie Sir Stamford Raffles. Do pracy w założonym przez niego porcie właśnie z Armenii zjechali jedni z pierwszych pracowników.

Dochodzę do końca Hill St, wkraczam Victoria St i odnajduję pyszniący się tu Chijmes. Gdy miasto zyskiwało dopiero swą tożsamość wzniesiono tu klasztor. W 1960 dobudowano kościół i w zasadzie dziś tylko on ma coś wspólnego z praktykowaniem religii. Klasztor bowiem nie przerwał a jego mury zaadoptowano na centrum handlowe, zachowując jednak oryginalną architekturę neogotycką.

Renowacja w stylu Clarke Quay

Jakoś trudno mi objąć rozumem tutejsze rozmieszenie dzielnic. W teorii modną Clarke Quay, utworzono w obrębie ulic: River Valley Road, Tan Tye Place i North Boat Quay. W praktyce dla mnie to wszystko jest bardziej płynne. Nie zmienia się jedno – to miejsce w którym trudno spokój, także w nocy. Oblegane wciąż knajpki to najlepszy dowód na to, jak ze zdewastowanych magazynów uczynić atut na miarę XXI wieku. A przecież już dwa wieki temu w owej przemysłowe okolicy robota wprost paliła się w rękach pracowników. Stąd też po upadku firm, jak kania dżdżu, potrzebowała „nowego otwarcia”. Przemysł zamienił ją w wydzielająca straszną woń okolicę, a tutejsze wody zyskały konsystencję odstraszającej smrodem brei. Ale rząd stanął na wysokości zadania i w II połowie XX w przekształcił ją w pełne rozrywek i sklepów miejsce. Ambicją ówczesnych włodarzy było zachowanie starych, remontowanych zabudować, aczkolwiek nie do końca się tu udało. Stąd mam wrażenie otaczającej mnie dwoistości.

Panorama Clarke Quay; źródło: Flickr

Prócz uratowanych, zabytkowych nieruchomości widzę nowoczesne konstrukcje. To jak udało się na nowo sformatować tę część miasta, co najlepiej dostrzegam w jej północnej części dzielnicy, tworzącej dziś Park Fort Canning. Pełen zieleni, zwano Zakazanym Wzgórzem Bukit Larangan), już w czasie gdy Singapur dopiero co się tworzył. Z czasem stał się oazą, kryjących się za wysokimi murami, pięknych pałaców,, do których dostępu broniły dodatkowo bagna. „Idealne miejsce na fort!” – wykrzyknęły pewnego dnia 1860 roku brytyjskie władze. I tak postawiły okazałą zbrojownię wraz z barakami dla żołnierzy. A jak to w zwyczaju mają wyspiarze, jeśli powstaje coś takiego, to po wrze dni musi robić wrażenie. Stąd, trzy razy wciągu doby, oddawano tu salwy armatnie, jasny znak nadejścia nowego dnia, południa oraz zmierzchu. Do dziś przetrwał tu schron z figurami żołnierzy m.in. gen Percivala.

A’propos znanych osobistości – dzielnica przyjęła nazwę na cześć Sir Andrew Clarke’a – brytyjskiego oficera. Wykorzystując doświadczenia zabrane z Nowej Zelandii, po mianowaniu na stanowisko gubernatora Singapuru w l.1873-75 stał się tym, który wyniósł tutejszy port do rangi hegemona na półwyspie malajskim.

„Singapur odzyskała niezależność od Wielkiej Brytanii w 1963; później rozwijając się niemal w szalonym tempie przez co dziś jest jednym z najbogatszych państw na świecie!”

Wykorzystując fakt, że stąd do Narodowego Muzeum Singapuru, to o rzut kamieniem korzystam z okazji. Po opłaceniu biletu w kwocie 15$ staję w holu otwartej w 1887 roku placówki. Przechadzając się po wnętrzach, w których ulokowano aż 11 stałych wystaw, zanurzam się w odmętach historii i kultury. W salach pełno przedmiotów należących do dawnych, singapurskich tancerzy. Wreszcie staje przed dumę placówki – 11-oma srebrami narodowymi, w tym kamieniem singapurskim, skałami z naniesionymi nań X w. inskrypcjami czy też pochodzącymi z XIV w. ozdobami z Majapahit. Znajduję również:

  • elementy ukazujące specyfikę lokalnych wiejskich społeczności z l. 50 i 60 XX w., oraz tajemnice magii i nadprzyrodzonych wierzeń tradycyjnych społeczeństwach całej Azji Południowo-Wschodniej.
  • wystawę dokumentującą przeobrażenia jakie zaszły za czasów brytyjskich rządów, a nawet przeszłości wyspy z początków XIV w.
  • historię czasów II wojny – w postaci ubranych w mundury manekinów, repliki broni, a nawet modelu japońskiego czołgu z czasów II wojny. A skoro już mowa o tym to jest i patriotyczna wystawa ukazująca charakter i poświęcenie narodu.
  • historię natury – co uwidaczniają dwie wystawy o tutejszych drzewach, lasach

W drodze do Boat Quay, oczyma wyobraźni widzę, jak wiele zyskać mogli by Polacy, gdyby podobne projekty zrealizowano u nas. Okolica ta to bowiem istna perełka rewitalizacji, pełna wiktoriańskich nieruchomości. Gdy otwarto Kanał Sueski parowce dobijały do tutejszych brzegów, sprawiając, iż w l. 60 XIX w. to właśnie tu biło serce portu, odpowiadające za 75% obsługi wszystkich ładunków. Rzeka tworzyła bowiem niegdyś „autostradę”, która transportowano niemal wszystkie ładunki handlowe. Podmokły teren, usiany drewnianymi domami na palach i pomostami wkrótce potem osuszono. Już po kilku latach stanowił „okno na świat” tutejszego głównie ryżem i kawą, ale także stalą, cyną czy gumą. Czasy „eldorado” trwały do lat 60 XX w. Uruchomienie nowoczesnego centrum ładunkowego, z portem kontenerowym w Pasir Panjang sprawiło, że niemal z dnia na dzień okolica zamarła. Przez sześć lat teren niszczał. Wreszcie władze podjęły się rewitalizacji terenu, czego efektem są odnowione zabudowania. Co prawda dziś nie mieszkają tu już ludzie, ale za to działają sklepy, restauracje i bary.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *