Hagia Sofia wyrozniajacy

Hagia Sofia – Cud Stambułu


Stambuł w swych granicach gromadzi kilkadziesiąt obiektów, będących na żelaznej liście „must see”. Ale Hagia Sofia jest tym, bez czego podróż do tej wielkiej metropolii, nie może być uznana za kompletną. Nie bez przyczyny mówi się o niej, że jest „ósmym cudem świata”.

Stoję na ulicy Ayasofya Meydani. Starsze pokolenie miejscowych siedzi na ławkach, dyskutując między sobą w małych grupach. Młodsi przechadzają się wokół z oczami wpatrzonymi w smartfony. Kolejny dzień z reszty życia. Kwintesencja rutyny…

Nagle pojawia się mała grupka. Mówią w niezrozumiałym dla tutejszych języku, co jednak nie powoduje ich żadnej reakcji. Oni są do tego przyzwyczajeni. Czekam na zewnątrz, aż tłum w końcu ruszy z miejsca. Ścisk potęguje u mnie poczcie wyjątkowości. Być może jestem tu ostatni raz, wobec czego staram się jakoś wyostrzyć zmysły.

Niemal słyszę w uszach głos pokrzykiwania Justyniana: „Szybciej, szybciej”. Patrze na nią i nie przychodzi mi nic innego do głowy jak tylko myśl – jakie to wielkie! Jednocześnie wspaniałe i przytłaczające. Perła!

Kupuję w kasie bilet płacąc 40 lirów tureckich, czyli jakieś 27 zł. A jakby kogoś interesowały godziny otwarcia obietku ,to na koniec siperpnia 2019 wygląda to tak:

  • kwiecień – październik: 900-1900

  • listopad – marzec: 900-1700

Więcej prakycznych informacji na oficjalnej stronie. http://ayasofyamuzesi.gov.tr/en/visiting-information

Historyczny start

Jak wszystko co potężne, a przede wszystkim mocno zakorzenione w historii Hagia Sofia również wzbudza szereg kontrowersji. Muzułmanom nie podoba się fakt, iż z meczetu, w którym powinna królować modlitwa zrobiono atrakcję turystyczną. Otwarcie tu muzeum na zawsze zmieniło charakter tego miejsca. Dziś jej kopuła to jeden z symboli Stambułu, jednej z największych metropolii świata.

Spoglądam więc w górę przyglądając się temu, co stało się inspiracją dla twórców Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Jakoś nie mogę pojąć, że to, co uznawane jest za jeden z symboli potęgi ludzkiego umysłu w dziedzinie konstrukcji, powstał… metodą prób i błędów. Tak, tak… To niesamowite, jak olbrzymią rolę w trakcie prac odgrywał tu przypadek!

Katedrę budowały dwa zespoły ludzi. Każdy składał się z 5 tyś robotników, nad którymi czuwało 50 mistrzów.

Podnoszę głowę i spoglądam na majaczący, gdzieś tam wysoko, złoty czubek budowli. Przypominam sobie, że miejsce w którym obecnie wznosi się Hagia Sofia, już wcześniej uznawane było za święte. Nawiązanie w nazwie do św. Zofii, tłumaczonego z greki, sugerowało to zresztą od początku. Przecież już Konstantynus zbudował tu Kościół Mądrości Bożej (Wielki Kościół). Po tym jak spłonął w 404 roku, dekadę później sfinansował kolejny; ten dotrwał do stycznia 532, kiedy to zamieszki w Konstantynopolu sprawiły, że katedrę zniszczono. Niemal wyczuwam swąd, jak wówczas niósł się w powietrzu. Wielka bitwa miejscowych zakończyła się jednak niespodziewanie.

Cesarz Justynian, jak rzadko który, przekuł klęskę w sukces. To co było jego życiowym idée fixe powstało z kompletnych zgliszcz. I to ledwie pięć lat! Budowla natychmiast zyskała miano najwspanialszej ze wszystkich świątyni chrześcijańskich. A jemu zapewniło miejsce w historii na zawsze.

27 grudnia 537 roku, sobota. Dzień na który przewidziano wielkie otwarcie nowej świątyni. Pięć lat i dziesięć miesięcy od wbicia pierwszej łopaty na plac budowy, w końcu urzeczywistnił się wielki sen Justyniana. Ten dumnie kroczył na czele procesji. Do historii przeszły słowa cesarza: „Chwała ci, Boże, że pozwoliłeś mi dokonać takiego dzieła!” oraz „Salomonie! Prześcignąłem cię! ”

Rozmiar Hagia Sofia:

32 m szerokość ze wschodu na zachód
32 m  szerokość ze północy na południe
56 m wysokość

Zresztą można powiedzieć, że to właśnie pęd do uwielbienia był jego głównym motorem działania.

Był tak duży, że miesiąc po zamieszkach, czyszczono teren pod dzieło jego życia. To jakim był człowiekiem najpełniej ilustruje cytat: „Był mężczyzną sympatycznym, o jasnych kędzierzawych włosach, średniego wzrostu, krępym, nie nazbyt urodziwym, ale i niebrzydkim. I chociaż miał niezwykłe poczucie obowiązku, był, by tak rzec, pracoholikiem – jeszcze za życia zyskał przydomek „bezsenny cesarz”, ponieważ starał się obywać jak najmniejszą ilością snu, by podołać wszystkim zadaniom – potrafił również, gdy naszła go ochota, całkowicie odprężyć się w wesołym towarzystwie.”

Sigrid Maria Grössing, Kobiety za kulisami historii, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2002, ISBN 8311095914, tłum. Barbara i Daniel Lulińscy, s. 14.

Hagia Sofia i kopuła problemów

Nie, powyższe zdanie to nie kolejny tytuł przygód o Harrum Potterze 🙂 Ot, po prostu pierwsze skojarzenie ze, śmiało można powiedzieć, batalią jaką stoczyli z przeciwnościami konstruktorzy dachu. 

Otrząsam się z myśli, które krążą po historycznych wydarzeniach, wciąż wpatrując się w kopułę. Jakby miała w sobie jakiś ładunek magnetyczny, ściągając mój wzrok… Przez 1000 lat powodowała, że Hagia Sofia szczyciła się mianem największego kościoła na świecie. Znak rozpoznawczy; jednocześnie wyraz próżności i megalomani Justyniana. Kopuła miała być najwyższa na świecie i basta!

Ale, ileż było z nią problemów! Ileż włosów z głowy wyrwali sobie Izydor i Antemios! Kopuła musiała być z lekkiego materiału. Jej masywność połączona z częstym występowaniem trzęsień ziemi mogła zniweczyć bowiem cały projekt. Wielcy architekci znaleźli rozwiązanie – pucolana. Wulkaniczny pył, który po zmieszaniu z wodą i wapnem idealnie nadawał się na kolumny i łuki. Tylko, skąd go wziąć?

Antemios z Izydorem wybrali się więc z misją na Rodos. Poszukiwania lekkiego materiału uwieńczone zostały znalezieniem odpowiednich cegieł. Wypalano je w specjalny sposób, w temperaturze 800° C, co nadawało im niesamowitą lekkość. Co więcej cegły kryły w sobie tajemnicę swego pochodzenia. Oto bowiem, niemal na każdej z nich, wypalono znak inrofmujacy o jej miejscu docelowym – Konstantynopolu.

Budulec więc jest. Tylko jak go połączyć? Mając na uwadze rozmach budowli równie istotna, co cegła, jest zaprawa łącząca kolejne warstwy. Tu sprawa była jasna – im więcej tym lepiej. Dlatego też grubość kładzionej zaprawy odpowiadała grubości cegieł. Jako, że obydwa elementy wykonano z tego samego materiału, całość idealnie się ze sobą związała! Co więcej, powstałe w późniejszych latach mikropęknięcia i szczeliny, do dziś dzięki temu same się zasklepiają! Tymczasem staram się nieco zmienić perspektywę. Wchodzę w Kabasakal, by przejść nią na północ, ku wejściu.

Zimne wnętrza Hagia Sofia

Zimne wnętrza Hagia Sofia; źródło: Pixabay

Nagle mijam tablicę informacyjną, przytaczającą kilka faktów:

  1. Kościół wybudowany przez cesarza Teodozjusza II na planie bazyliki,
  2. Otwarty do kultu w 415 roku,
  3. Zniszczony przez pożar podczas Rewolucji Nika wzbudzonej przeciw Justynianowi.

Ot, historia w pigułce..

Spoglądam niżej na dziwne, grube mury ustawione pod lekkim kątem. Nie pasują tu – to moja pierwsza myśl. I nie ma się czemu dziwić. Można za to zwalić winę na Justyniana, a właściwie jego niepohamowaną gigantomanię. Kopuła jest wysoka na 56 m, jednocześnie mając średnicę 31 metrów. Nic dziwnego, że powstawała etapami. Najpierw krążyny – drewniane podpory pod schnący beton.

Aby usadowić ją na czubku konieczne było stworzenie takiej podstawy, która wytrzymałaby jej ciężar. Tę stworzyły filary, które połączono łukami. Same łuki mają 35 m szerokości. A więc co… można już przejść do usadzenia kolubryny? Nie tak szybko… Nasadzenie jej ot tak, na nic by się zdało, kopuła natychmiast by pękła. Okrągła kopuła na kwadratowym fundamencie – to nie może się dobrze skończyć. Szybko wymyślono więc 8-kątną podstawę, stworzoną dzięki tzw. pendentywom, lub jak kto woli żagielkom. Te trójkątne elementy sprawiły, że waga kopuły rozkładała się równoramienne na wszystkie kopuły.

Ale zjak t na budowie. Gdzie rozwiązano jeden problem, powstał nowy. Filary z pewnością po osadzeniu kopuły zaczęły chybotać się na boki. Co więcej nawa główna była takich rozmiarów, że trzeba było równie potężnego dachu.

Kościół konsekrowano dwa razy: w w 537 i w 553, w tym drugim przypadku po pracach konserwatorskich kopuły, która ucierpiała wskutek trzęsienia ziemi.

Idę więc dalej szukać śladów pewnej decyzji. Można powiedzieć, że brzemiennej w skutkach… Okrążając Hagia Sofię od strony północnej kroczę wzdłuż muru, tylko troszeczkę ozdobionego szlaczkami na cegłach. Prę do przodu ulicą Soğuk Çeşme Sk, gdy kończący się mur odsłania ogródek z licznymi małymi altankami. Kolejny skręt w lewo, i w głowie pojawia się refleksja, że pomysł poszerzenia kościoła zakrawał na szaleństwo. Rozbudowanie go w bok, poprzez dodatkowe łuki umieszczone wewnątrz już stojących, sprawiło, że można było wsadzić półkopuły i na nich oprzeć boki wielkiej, centralnej kopuły. Zabieg sprawdził się w 100%.

Ale tylko początkowo… Po latach i one zaczęły pękać. Nie pozostało więc nic innego, jak tylko ustawić kolejne podpory, tym razem na zewnątrz. Pierwsze dodał architekt Mimar Sinan. W kolejnych latach pojawiały się kolejne, a w tym samym czasie kwadrat, który miał stanowić podstawę rozchodził się na boki. W końcu podjęto decyzję – trzeba zmienić kopułę! Eliptyczny kształt iinna krzywizna zagwarantować miały powodzenie.

Tymczasem jeden z budowniczych Antemiusz zmarł; Izydor został sam. Wytwarzający wciąż presję Justynian nie chciał jednak słyszeć o kolejnych opóźnieniach. Poganiany Izydor zdecydował – stworzy eliptyczną kopułę, niecą słabszą, ale musi ją wznieść! To co widoczne jest dziś, to właśnie efekt jego ciężkiej pracy.

Ale co w środku?

Dach dachem, ale przecież to nie on stanowi miejsce modlitw wiernych. Ogromna przestrzeń wewnątrz, dla modlących się – to miała być esencja budowli.

Pora na punkt kulminacyjny. Nie po to się tu tłukłem, żeby rzucić okiem na zewnętrzną część i powiedzieć: güle güle – do wiedzenia. Spoglądam w górę mając na uwadze, że nade mną spoczywa wielki i ogromnie ciężki dach. Nic dziwnego, że wzmocnienie konstrukcji było głównym zadaniem budowniczych. Wzniesiono więc dodatkowe przejścia po każdej stronie nawy, tak by biegły przez całą długość budynku. Nad przejściami ulokowano korytarze osłonięte kolumnadami. Ich zadanie było proste – przenosić ciężar kopuły do fundamentów, maksymalnie chroniąc boki kościoła. Pomysł jedno – wykonanie drugie. Gdyby ściany korytarzy biegły w całości z dołu do góry, wszystko było by dobrze. Ale przecież są w nich dziury, stanowiące de facto galerię. Dziury w łukach zaś osłabiają ich konstrukcję, co w połączeniu z ogromnym ciężarem kamienia z jakich były wykonane groziło zawaleniem.

Pokryty freskami sufit Hagia Sofia

Pokryty freskami sufit Hagia Sofia; źródło: Flickr

Z poczuciem niepokoju wchodzę więc dalej. Ten od razu mija. Wiszące żyrandole oświetlają błyszczące marmurowe kolumny; do tego ubogacone delikatnymi rzeźbieniami. W 535 roku, w trzecim roku trwania budowy imponująca budowla nadal nie była gotowa. Justynian nie posiadający w sobie, delikatnie mówiąc, wielkich pokładów cierpliwości non-stop marudził. Wnętrze świątyni pozostawiało wiele do życzenia.

Tymczasem złote mozaiki lśnią do dziś. Efekt potęguje właśnie gra świateł. Wspomniane mozaiki to, tak naprawdę, 30 milionów małych płytek; oryginalnie zwą się tessera. Światło wpadając przez okna, odbija się od marmuru, tworząc niesamowitą scenerię. I jeszcze te żyrandole. Na wyciągnięcie ręki!

Imponujące wnętrze Hagia Sofia

Imponujące wnętrze Hagia Sofia; źródło: Flickr

W gwarze głosów, głównie zachwycających się bogactwem i misternymi wykończeniami, przebija się myśl, że przecież cesarz Justynian oprócz dyktowania katorżniczego tempa prac, swą wizję opierał właśnie na najlepszych dostępnych materiałach. Dzieło jego życia nie mogło być tworzone z czego popadnie. Rzadki i drogi kamień szybko stał się brakującym elementem. Jako, że środki finansowe nie pozwalały na zakup kolejnej partii, nieco oszukiwano podczas budowy…

Malowidła Hagia Sofia

Hagia Sophia – malowidła; źródło: Flickr

Wytężam więc wzrok szukając owych braków. To na końcu każdej nawy użyto porfitu, próbując ukryć wpadkę. Wypatruję tego, co powinno automatycznie rzucić się w oczy. Niektóre kolumny są przecież nawet 30 cm krótsze. Uśmiałem się czytając, że wniosek z tego płynie jeden: „zachachmęcono” je z innej budowli 🙂 Na szczęście podstawy i szczyty kolumn podpierających całość są wykonane z ołowiu. Nic dziwnego, że przetrwały 1500 lat! Z ulgą stwierdzam, że nic na głowę nie powinno mi spaść…

Farba na suficie centralnej kopuły, jak i mniejszych, bocznych – odłazi. Zastanawia mnie to czy nie można było o to zadbać. Ale przecież naiwny nie jestem… Ogrom kosztów i prac musi być póki co nie do przeskoczenia. A przecież wiele z nich pochodzi z późniejszych okresów. Dodawane sukcesywnie zmieniały nastrój wnętrza; ozdabiały świątynię od samego początku. Co więcej każdy cesarz, za punkt honoru, przyjął sobie dodanie własnych części tak, by wejść na stałe do historii. To nieszczególnie się udało.

Jeszcze w pierwszej połowie VIII wieku uznano, że… trzeba je usunąć. Rozkaz niszczenia wydał Leon III i trwał on ponad 120 lat! Nigdy już nie powróciły. Wizerunków świętych tu nie przewidziano. Justynian chciał uniknać bowiem kłopotliwej sytuacji, związanej z posądzeniem ich użycie, w czasach w których tego nie stosowano. Kolejny dramat nastapił w 989. Ponownie trzęsienie ziemii pokazało swą wielką moc. Kopuła ponownie podupadła. Kolejne dwa lata trwała jej odbudowa.

Malowidła naścienne w Stambulskiej Hagia SofiaMalowidła w Hagia Sofia; źródło: Flickr

Wsadź palec!

Co prawda Hagia Sofia jako kościół był głównie miejscem modlitw, jednak nie zapomniano tu o ceremoniale jaki towarzyszył świeckim władcom. Nie dziwi więc obecność tronu cesarskiego, uznawanego wówczas za… centrum świata. Dziś usadowiony jest w zachodniej części.

Ale to nie wszystko. W południowym krańcu galerii w XI wieku cesarzowa chytrze zadbała o to, by zostać zapamiętana na zawsze. Oto Zoe postanowiła uświetnić twarz męża Konstantyna IX Monomachusa tworząc mozaikę z jego twarzy. Gorzej, że Konstantyn nie był jej pierwszym mężem… Przed nim tworzono mozaiki Romana III Argyrosama i Michała IV Paflagończyka, których podobizny wg żony „nie warte” były ocalenia… Traf chciał, że tym razem to mąż ją przeżył, co zapewniło mu miejsce w „mozaikowej historii” na zawsze.

Nawa boczna mieści „płaczącą kolumnę”. Położona na lewo od Wrót Królewskich ma podobno w sobie coś magicznego. Miejsce, które dziś charakteryzuje wyżłobienie w marmurze i które postanowiono otoczyć mosiądzem powstało przez dotyk milionów ludzi. Legenda mówi, że cierpiący na potworne migreny Justynian właśnie tu pozbył się swej dolegliwości. Także i ja choć, nie mam z migreną problemów, wkładam palec w otwór „pocącej kolumny”, jak również się o niej mówi i zgodnie ze zwyczajem wykonuję pełny obót ręki. Powiadają, że jeśli po wyciągnięciu kciuk jest wilgotny wypowiedziane życzenie się spełni…

Wsadź kciuk Hagia Sophia kciuk

To nalezy wsadzić kciuk będąc w Hagia Sofia; źródło: Flickr

Niedocenieni twórcy Hagia Sofia

Aż dziw bierze, że twórcy tego, co można podziwiać do dziś, na stałe nie zadomowili się w pamięci ludzkości. Któż bowiem pamięta Izydorze z Miletu, czy Antemiuszu z Tralles. Ich nowatorskie na ówczesne czasy plany były wprost imponujące. Kreśląc plany zaplanowali cztery narożniki, z kluczowa rolą filarów. To one miały utrzymywać kopułę nad główna nawą, długości 31 metrów. Ten gigantyczny dach miał zwieńczyć całe dzieło.

O tym jak zmieniła się ta konstrukcja niech świadczy fakt, iż niegdyś zapalenie świec w środku sprawiało, że budowla służyła za… latarnię morską.

Islam nadciąga

Siły zachodniego cesarstwa „upodobały” sobie to miejsce podczas jednej ze swoich krucjat. Wściekłe ataki sprawiły, że początek XIII w. przyniósł ówczesnej Hagii Sofii gehennę. Dla splądrowanego i zbezczeszczonego obiektu przybył jednak ratunek. Katolicy, którzy przejęli nad nim pieczę sprawowali tu nabożeństwa aą do pamiętnego 1453 roku, kiedy to ekumeniczne nabożeństwo katolików i prawosławnych zamknęło pewien etap.

W 1453 sułtan Mehmed II Zdobywca po opanowaniu miasta, 29 maja miał wydać rozkaz. Rozszerzająca się nowa religia – islam, zawładnęła Turcją. Poszły za tym konkretne czyny i niedawny chrześcijański powód do dumy zastąpiła muzułmański meczet. Stąd właśnie na zewnątrz się charakterystyczne minarety; pierwszy pojawił się w 1481.

W środku zaś Minbar, z którego imam wygłasza kazania, oraz Mihrab – półokrągła nisza w ścianie wskazująca Mekkę. Marmurowy ołtarz zgrabnie osadzono w złotej wnęce. Turcy nie niszcząc wnętrza, wszystkie elementy chrześcijańskie zatynkowali. Architekt Sinan dodał wówczas minarety, mihrab i minbar. Wszystko jednak było odchylone o 10° w kierunku południowym od pożądanej osi wskazującej położenie Mekki. Wiodąca rolę odegrał Sulejman Wspaniały. Sułtan pielęgnując muzułmańską tradycję według której wizerunki ludzi i zwierząt nie powinny powstawać nakazał zasłonić mozaiki.

Zmierzch nad Hagia Sofia

Zmierzch nad Hagia Sophia; źródło: Flickr

Ale nie wszystkie. Traf chciał, że część dokonane tego przy użyciu gipsu. Wydobyto je na zewnątrz dopiero w latach 30. XX wieku, a wpływ na to miała decyzja Atatürk z 1936 roku, który laicyzując Turcję przekształcił meczet w muzeum. Dzięki temu dziś chodząc ścieżkami muzeum przyglądać się można wizerunkom aniołów i świętych.

Po upadku imperium osmańskiego Turcja stała się laicką republiką. Mustafa Kemal Atatürk w 1934 polecił, aby świątynia, która przez 916 lat służyła chrześcijanom, a przez 481 lat muzułmanom, została zmieniona w muzeum.

Nowa kopuła

Jestem w nawie południowej. Podnoszę głowę i oczom ukazują się się wizerunki Chrystusa, NMP i Jana Chrzciciela.

Ważną datą dla Hagia Sofia okazał się 14 grudnia 1557, gdy trzęsienie ziemi poważnie uszkodziło kopułę. Pękniętą cesarz kazał natychmiast naprawić. By tego dokonać konieczne było wzniesienie spiralnych schodów na zewnątrz, przy każdym z filarów. 7 maja 1558 podczas prowadzonych napraw, kopuła jednak runęła. Okazało, się że jej eliptyczna konstrukcja nigdy nie spoczywała równo na podstawie. Ale to nie kopuła była wadliwa. Umieszczono w niej bowiem 40 okien, widocznych w cylindrze. I to cylinder nie wytrzymał trzęsienia ziemi.

Izydor młodszy – siostrzeniec pierwszego budowniczego, stworzył nową kopułę. Wiedział, że usuwając cylinder pozbędzie się problemu. Tylko jak, skoro wcześniej bez niego nie było możliwości stworzenia takiej konstrukcji. Pomogła zmiana kształtu kopuły, która nie była już idealnie półkolista, a nieco mniejsza. To zagwarantowało jej mocniejsze, choć węższe usadowienie. Co więcej po jej zbudowaniu, stała samotnie cały rok, tak by zapewnić jej siłę. I tak stoi do dziś, mimo że wstrząsy sejsmiczne nie ustawały.

Wychodząc, przystaję jeszcze raz przed drzwiami. Oto jestem jednym z 3 milionów 300 tysięcy osób, które w ciągu roku odwiedzają to miejsce. Podnoszę głowę nad wejście do świątyni, by spojrzeć na mozaikę. Ta z X wieku przedstawia Konstantyna Wielkiego i Justynian, którzy przekazują Istambuł oraz samą świątynię Hagia Sofia w opiekę NMP i Dzieciątka. Może jeszcze kiedyś tu wrócę?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *