Dżolfa, Joubareh - dzielnice irańskiego miasta Isfahan

Dżolfa i Joubareh – dzielnice mniejszości w Isfahanie

Jeśli spojrzeć na Isfahan, jako całość wyłania się obraz dwumilionowej metropolii, niemal pośrodku Iranu. Ale w jej obrębie znaleźć można jednak dwie dzielnice, które jakby nie pasowały do tutejszego wyobrażenia dawnej Persji. A jakby tego było mało znaleźć w w można polskie akcenty.

Historyczne migracje naznaczyły to miasto na zawsze. Nasiąkając przybywającymi mniejszościami już październiku 1605 w stało się enklawą, 300-tyś grupy z zagranicy. Ludzi, którzy opuszczając swój kraj – Armenię, ruszyli szukać nowego miejsca do życia. Tak docierając w końcu do Isfahanu, osiedlili się w miejscu, które wkrótce przyjęło nazwą ich dawnego miasta – Dżolfa.

Mający żyłkę do handlu nowi przybysze, dbając zachowanie swej kultury, wedle przyjmujących ich dysydentów mieli wnieść spory wkład w rozwój terenu. Ówcześnie panujący szach Abbas I Wielki doskonale widział na co się pisze. Łaknąc sławy i popularności postawił na nowych przybyszów, którzy w jego planach mieli wnieść wiano w rozwój całego regionu. Jak pomyślał, tak zrobił, zezwalając Ormianom w 1617 na handel jedwabiem.

Ich pozycja wkrótce zaczęła rosnąć, zresztą tak samo jak bogactwo. To tylko utwierdziło rządzących w tym, że poszli słuszną drogą. Efektem było przyznanie liczącej 42 tyś grupie kolejnych przywilejów. Jak wielokrotnie bywało w historii, dobrze prosperujące ziemie szybko stały się celem zakusów obcych, pragnących szybko przejąć kontrolę nad bogatym rejonem. Tym razem ręką, jak po swoje wyciągnęli agańczycy, plądrując Dżolfę do cna…

Irańczycy, którzy przypatrywali się całemu złu, jakie im wyrządzano wkrótce ponownie doszli w mieście do głosu. Rządy Nadira Szacha ponownie wprowadziły ich na ścieżkę rozwoju i powiększania majątków. Przy dużym wsparciu, przejawiającym się choćby w zwolnieniu z podatków, wznieśli w mieście budynki, które do dziś służą jako siedziba administracji publicznej.

Dzielnica ormiańska

Większość z ćwierć miliona irańskich Ormian zajęło dzielnicę, która swym kształtem odzwierciedlała niemal idealny prostokąt.

Jego północno-wschodni róg to jednocześnie północna granica dzielnicy. Tu na Middle Nazar Street w 1628 pojawił się Beit-al-Lahm – kościół Betlejemski. Wyjątkowy obiekt, słynący z największej kopuły w mieście. Bogato zdobione, lecz malutkie wnętrze sprawia, że mam wrażenie pewnej nierealności. Poświata bijąca z jedynego tu żyrandola, zwisającego z idealnie wymierzonego środka kopuły, sprawia że pieczołowicie wykonane 72 obrazy pobłyskują. Bogactwo szczegółów, w połączaniu z malowidłami ściennymi tworzy wyjątkowa kompozycję.

Nie wiem na czym zatrzymać wzrok. Macham głową to w lewo, to prawo, podnosząc i opuszczając głowę. Próbuję się odnaleźć w otocznio inskrypcji, epatujących niezrozumiałą dla mnie gmatwaniną zawijasów – ormiańskich liter.

Fundatorem świątyni był bogaty kupiec Khaje Petros

A no właśnie: podnosząc wzrok… Niesamowitość tego miejsca, właśnie wtedy, uderza mnie z całą mocą. Jak to się stało, że stojąc na podłodze z idealnie ociosanych kamieni, trudno mi dostrzec jej zdobienia? Chyba wysokość robi swoje, to wszak 26 metrów… Okrągłą podstawę kopuły ozdabia sześć ściennych obrazów. Zwracam uwagę, iż każde łączy znajdujący się na nim jakiś odcień błękitu.

Po chwili jestem już na tutejszym placu, witającym mnie niewielkich rozmiarów fontanną. Szumiąca woda, sprawia, że na chwilę przysiadam na ławce, by delektować się chwilą spokoju. Grupy starszych mieszkańców miasta opanowały inne ławki. Gawędząc co jakiś czas podnoszą głos artykułując swe sądy.

Zostawiam ich, by poderwać się i ruszyć w 400 metrowy spacer. Kremowe mury prowadzą mnie do Katedry Świętego Zbawiciela, określanej tu Katedrą Vank.

Mury katedry Vank w dzielnicy DżolfaKatedra Vank Dżolfa Isfahan; Źródło: Flickr

Iran to nie jest miejsce, w którym chrześcijanie mają łatwo. Są jednak wyjątki, a jednym z nich jest właśnie ona. Budowana w latach 1655-64 powstała w miejscu, gdzie Ormianie w już wcześniej stworzyli miejsce kultu. Pierwszy kościół przetrwał jednak ledwie pół wieku i został zrównany z ziemią, by stworzyć miejsce na nowy – większy i bardziej okazały. Przechodzę przez uchylone drzwi bramy, schodząc po trzech stopniach. Dopiero teraz dane mi jest zobaczyć budowlę w pełnej kras. Przed umiejscowionym po prawej stronie wejściem do świątyni stoi otwarta, oparta na czterech kolumnach wieża. Tuż nad jej małym spiczastym dachem dostrzegam dzwon – teraz milczący. Mijam wieżę, wchodząc do katedry.

Myślałem, że feeria barw jaką ujrzałem w Beit-al-Lahm, pozostanie mi w pamięci na zawsze. Tymczasem teraz obawiam, że wspomnienia sprzed zaledwie kilku minut zostaną całkowicie wyparte. Jeśli wtedy mówiłem o misternie wykonanej pracy, to… tu zabranie mi pewnie określenia. Mam wrażenie, że nie zabrakło tu ukazania żadnej z biblijnej scen!

Nad jednym z wejść dostrzegam sceny ostatniej wieczerzy. Nad drugim czeka na mnie kolejna ciekawostka – tryptyk przedstawiający niebo, ziemię i piekło. To ostatnie pełne jest powykrzywianych ludzkich ciał, odzianych czerwonymi szatami. Bezpośrednio nad budzącym grozę obrazem… panuje sielska atmosfera niebiańskiego raju. Dominuje błękit i ubrane na biało niewiasty. Dostrzegam także stworzenie Adama i Ewy, śmierć Abla ginącego z rąk brata, ukrzyżowanie i Wniebowstąpienie Jezusa.

Wnętrza katedry VankMalowidła w katedrze Vank; źródło: Flickr

Myślę o tym, jak wiele pracy musiano włożyć w ich powstanie. Katedra stanęła tu 1664 roku.

Produktów twórczości artystycznej jest u tak wiele, że niemal zapominam, że nie znajduję się w muzeum. Zresztą… pora je odwiedzić. Przykatedralna placówka to doskonała okazja, by poznać historię Ormian w tej dzielnicy. Oglądam więc stroje na których misternie wyhaftowano zdobienia, manuskrypty, obrazy, a nawet tak „zwykłe” eksponaty, jak dywany. Ach i jeszcze niezwykłą Biblię, która przyjęła kształt 7-gramowej książki – uchodzącej za najmniejszy tekst napisany w siedmiu językach!

Północne część dzielnicy to także miejsce gdzie umiejscowiono niemal wszystkie punkty gastronomiczne.

Wychodząc z muzeum natykam się na pomnik, który od 1975 przypomina o pełnej bólu i cierpienia historii, jaka stała się udziałem Ormian, w trakcie I wojny światowej. Historię masakry, jakiej na ich narodzie dopuścili się Turcy, uwidaczniają fotografie oraz mapy.

W okowach sztuki

Czy Dżolfa to muzyczne centrum Isfahanu? Wypada odpowiedzieć twierdząco, głównie z uwagi na tutejsze „Isfahan Music Museum”. Założyli je lokalni muzycy Mehrdad Jeihooni i Shahriar Shokrani, szybko nabywając około 300 eksponatów. Wchodzę pooglądać zbiory w postaci różnego typu gitar, bębnów, fletów i harf. Nic dziwnego, że stało się jednym z najlepiej wyposażonych ośrodków na świecie. W trakcie zwiedzania można nawet usłyszeć koncert, tradycyjnej perskiej muzyki!

Śmiało można powiedzieć, że Dżolfa to także dzielnica kościołów. Prócz katedry są tu bowiem i inne ormiańskie świątynie:

  • Kościół pw. NPM – z kaplicą z dwoma obrazami powstałymi w Wenecji 300 lat temu

  • Kościół pw. św. Jakuba – z 1607 roku, zbudownay na planie krzyża, co ciekawe w 1843 stracił jedno z ramion

  • Kościół pw. św. Jerzego – w 1611 trafiły tu cenne przedmioty z katedry w Eczmiadzynie w Armenii, które skradł Abbas I; część z nich jak choćby relikwie św. Grzegorza Oświęciciela wróciły jednak na swe dawne miejsce. Jest tu mozaika z 1719 nad wejściem, a na niej trzech zoroastyjskich magów składa hołd narodzonemu Jezusowi.

Ponadto na południu funkcjonuje także meczet Pachenar.

2,5 kilometra na południe od Dżolfy, na ulicy Hakim Nezami znajduje się cmentarz. Postanawiam go odwiedzić, z uwagi na obecność polskich grobów. Nekropolia mieści kwaterę w której znalazło się kilkanaście grobów naszych rodaków. To dziś jedyna pozostałość po grupie około 20 tyś polskich sierot, które przybyły do miasta w latach 1942-44 wraz z armią gen. Andersa.

Ale kto myśli, że Dżolfa to tylko religia, ten jest w błędzie. Dzielnica przejawia także ambicje naukowe, stąd obecność Art'university of Isfahan, który od 1999 stanowi oddzielną placówkę dydaktyczną, wydzieloną z głównej uczelni miasta.

Śladami Żydów w Joubareh

O tym jak wielkim tyglem kulturowym jest Isfahan, dowodzi dzielnica żydowska – Joubareh. Położona bliżej ceterum, na północ od Dżolfy jest najstarszą częścią miasta. Istnieje od IX w. p.n.e.!

Do XII w. nosiła nazwę jasno wskazująca na jej charakter – Daroljahud, co oznaczało „Dom Żydów”. W przeciwieństwie do dzisiejszego statusu, w przeszłości stanowiła centralną część miasta.

Malowidła w synagodze Mullah Jacob - dzielnica JoubarehWnętrze synagogi Mullah Jacob; źródło: Flickr

Ale w 1968 kwartał ten opuściła biedniejsza część żydowskiego społeczeństwa, emigrując na stałe do Izraela. Dziś natkać się można jeszcze na około 100 rodzin żydowskich. Ich egzystencja przypomina typowe życie Żydów – opiera się na handlu na straganach i wizytach w synagodze.

Jedna z nich – Amu Shoaya, zwraca uwagę białymi drzwiami, na których na mozaice umieszczono ładnie wykaligrafowane cytaty z Tory w języku hebrajskim i perskim. Dziś bryła synagogi leży obok minaretów – pozostałości po meczetach.

Amu Schoaja Joubareh

Amu Schoaja Joubareh; Źródło: Wikipedia

Dalej trafić można na Dar al Ziafeh na ul. Kamal – bramę wjazdową do miasta z XIV w. Ale nie taką zwykłą… Zdobią ją dwa wysokie minarety, na których w języku kufickim wypisano imiona kilku imamów, którzy sprawowali nad nią pieczę.

Do minaretu Chehel Dokhtaran zdążyli się przyzwyczaić nie tylko współcześnie żyjący, ale także wiele poprzedzających ich pokoleń. Skierowana w stronę Mekki wieża 1112 roku, nazywana jest minaretem „40-stu dziewczyn”. Związana jest z nim zresztą interesująca historia, której bohaterkami są dziewczyny, które nie mogły długo wyjść za mąż. W ich imieniu rodzice przybywali tu z… orzechami włoskimi, które rozbijali na jego progu. Tak uzyskane,, jadalne orzechy wraz z rodzynkami rozdawali w prezencie przechodniom, co mało to zapewnić ich pociechom szybkie znalezienie męża.

Co ciekawe Chehel Dokhtaran znany jest też jako Garlang. Problem w tym, iż nazwa powstała z… przekręcenia nazwiska przybyłego tu z Anglii Jamesa Lorance'a Garlanda – archidiakona, który przybywszy z Anglii w 1897, chciał nawracać Żydów. Swą działalność prowadził 36 lat, aż do śmierci. Wejście na jego szczyt minaretu wiąże się z pokonaniem spiralnych schodów. Wysoka na 21 metrów wieża pierwotnie sięgała nawet wyżej, lecz pewnego dnia postanowiono ją obniżyć.

Chehel Dokhtaran Joubareh

Chehel Dokhtaran; źródło: flickr

A oto meczet Jameh zwany „Meczetem Piątkowym” – to największy tego typu obiekt w Iranie, którego historia sięga ponad 900 lat.

Meczet JamehMeczet Jameh źródło: Flickr

Docierając pod ostatni punkt wizyty w żydowskiej Joubareh, czuję się jak mrówka. Przyglądam się okrągłej, wysokiej konstrukcji pokrytej zdobieniami. Tak, oto Minaret Sabran. No właśnie minaret, a nie meczet…

Badacze twierdzą, że i on tu kiedyś stał. Z tym, że ocalała jednie konstrukcja, której nazwę przetłumaczyć można jako”głowa karawany Sarban”. Jedynie technika jej budowy pozwala oszacować czas jej powstania, datowany na lata między 1130-1155 rokiem.

Joubareh - minaret Sarban

Minaret Sarban; źródło: Wikipedia

Na cegłach i płytkach z glazury dostrzegam napisy. Wytężam wzrok by przeczytać litery, składające się na imiona: Muhammada, Abubakra, Omara, Osmana i Ali. Interesujące, że do dziś toczona jest dyskusja na temat jego wysokości. Choć oficjalnie uznano, że sięga 54 metrów część badaczy uparcie twierdzi, że jest sześć metrów niższy.

No cóż, jakąś tajemnicę dzielnica musi przecież mieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *