Arequipa Peru www.szlakiempodrozy.pl

Arequipa w 24 godziny

Pomysł na latynoski „city break”? Wielu marzy o Rio, jeszcze inni o Buenos Aires. Ja tymczasem wybieram Peru i to wcale nie stolicę. Dla mnie nie mniej kusząca jest Arequipa.

Jest godz. 9.00, kiedy z centralnego placu Arequipy – Plaza de Armas, ruszam w ambitny rajd po mieście. Otoczony najważniejszymi zabudowaniami nie tracę więc czasu i przy szumie lejącej się z kamiennej fontanny i na niesłyszalny znak, wygrywanej na trąbce przez postać zwaną… „Tuturutu” – miedzianej rzeźby, ruszam przed siebie. Co prawa wedle legendy dźwięk miał miał ostrzegać mieszkańców przed zbliżającym się wrogiem, ale co tam, mnie służy jako starter.

Obchodzę niemal kwadratowy plac. Masywne budynki z wielkich bloków kamienia, mają w sobie coś niezwykłego. Wprawne oko pewnie zauważy mauretańskie naleciałości, ale tak naprawdę, wiele z nich stoi tu od… 2002 roku. Ot, rekonstrukcja oryginalnych zabudowań po trzęsieniu ziemi, które pierwotnie stanowiły doskonały dowód na bogactwo miasta pochodzące z położenia na szlaku handlu srebrem i wełną.

Potężna Basilica Catedral ściąga moją uwagę dwoma identycznymi wieżami, zakończonymi krzyżami. Na pierwszy rzut oka od razu dostrzegam kolumny. Multum kolumn…

Basilica Catedral Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Basilica Catedral; źródło: Flickr

Wodzę wzrokiem po jasno szarym kamieniu. Już w środku przystaję na centralnie umieszczonej na posadzce rozecie, skąd mam idealny pogląd na obydwie strony świątyni. Z jednej emanuje jasno oświetlona wnęka z głównym ołtarzem; z drewnianymi, pełnymi zdobień stelami. Białe zdobienia nad najważniejszym elementem kościoła sprawiają, że do najbogatszych wnętrz nie mogę tego zaliczyć. Ale to akurat dobrze… Nie lubię przesady.

Obracam głowę i przed oczami staje mi ambona. Wspaniale rzeźbiony drewniany okaz przygotował pewien francuski artysta w 1879. Ale gdzie Francja, a gdzie Peru? – pytam siebie. Okazuje się, że jeśli ma się znajomości, to wcale nie tak daleko… Owo prawdziwe działo sztuki, miejscowi zawdzięczają akurat córce pewnego arystokraty, która sprowadziła ją do miasta. Podążam bocznymi nawami w zupełnej ciszy, słysząc tylko niosące się echo moich kroków. Nagle ni stąd ni zowąd przypomina mi się pożar pierwszej świątyni budowanej w l612-56. Tak się składa, że praktycznie nic po niej nie zostało. Została zmieniona w kompletne zgliszcza przez trzęsącą się ziemię. Tak więc to co widzę dziś, ukończono w pełni 1844. Przechodzę przez całą długość, by z bliska łypnąć na organy kościelne. Wiecie, że instrument wykonano w Belgii?

Wnętrza katedry w Arequipie www.szlakiempodrozy.plWnętrza katedry w Arequipie w Peru www.szlakiempodrozy.pl

Wnętrza katedry w Arequipie; źródło: Flickr

Gdy w 2001 miasto nawiedziło kolejne wielkie trzęsienie ziemi o sile 8,4 w skali Richtera, zawaliła się wieża katedry, a śmierć pochłonęła 74 osoby!

Dziś w jej sąsiedztwie działa katedralne muzeum, których najstarsze eksponaty mają nawet 440 lat! Zaliczają się do nich obrazy religijne, narzędzia liturgiczne. Prócz nich nabyć tu można pocztówki, ze zdjęciami niemal wszystkich elementów bazyliki.

Dochodzi 11.00, gdy wracam na plac i w trzy minuty przemierzam drogę do kościoła La Compañia. Nie ma chyba lepszej okazji, by w Arequipie zatracić się w zdobieniach! A z fasady prowadzonej przez jezuitów świątyni aż wylewają się wszelkie spirale, wieńce, kwiaty i winorośl. Wyciągam aparat by uwiecznić owo architektoniczne cudo. W gąszczu ornamentyki dostrzegam motywy zwierzęce w postaci ptaków. Całości dopełnia zaś herb miasta oraz wyrytą liczną „1698” – sugerująca rok, w którym gmach otrzymał swój pierwotny kształt. Gdy Simón de Barrientos, w połowie XVII w. nadawał fasadzie wygląd, umieścił tu muszlę i płaskorzeźby apostoła Jakuba, nawiązując do słynnego hiszpańskiego sanktuariumMrużę oczy by dostrzec jego sylwetkę, która przybrała tu wojowniczą postawę. Dosiadająca konia postać, z szablą w dłoni robi, groźne wrażenie…

Kamienne szare płyty wyznaczające drogę pod sam ołtarz, bodaj jedyny element szarości. Skapujące, z centralnie umieszczonego ołtarza złoto, już przy wejściu oślepia. Mijam brązowe ławki, tak zwykłe, że tworzą wprost definicję dysonansu. Jeśli w katedrze było dla kogoś za biednie, tu może wyrównać swe wrażenia… Pokryta złotem ambona przyczepiona do filaru, to „mały pikuś”. Tuż za nią, nadal po lewej, rozpościera się wysoki boczny altar, którego jedynymi niepokrytymi lśniącym złotem częściami jest dziewięć figur. Po prawej niemal idealnie odwzorowana konstrukcja także pyszni się złocistą barwą.

Ołtarz w Iglesia La Compañía Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Ołtarz w Iglesia La Compañía; źródło: Flickr

Choć oczywiście świątynię budowali europejscy przybysze, przemycono tu elementy indiańskie, choćby na twarzach aniołów, czy w zdobieniach zawierających pióra. Wreszcie świdruję wzrokiem główny ołtarz, sklecony z aż 447 sztuk cedrowego i dębowego drewna. Uzupełniając konstrukcję dodano jeszcze 21 olch i wierzby!

Przystaję pod złoconym „Ołtarzem Założycieli”, z obliczami kilku duchownych zakonu. W prawej nawie natykam się na „Sprawiedliwego Sędziego” – słyną rzeźbą, która w każdy Wielki Wtorek zabierana jest z kościoła przez wiernych, by przejść ulicami miasta w odświętnej procesji.

„Zakrystia kościoła mieści kaplicę – Capilla de San Ingacio, z sufitem pełnym jest małych obrazów, okazujących rosnącą w peruwiańskiej dżungli roślinność oraz złote rzeźby.”

Wreszcie zmierzam na wieżę – punkt widokowy. Wchodząc na górę wypominam, że przecież już 1578 umyślono wbić tu pierwszą łopatę. No, ale trzęsienie ziemi i opóźnienie prac do sprawiło, że dopiero w 1590 brat Diego Felipe, zarządzając wznoszeniem murów skorzystał z kamienia wydobywanego w okolicach wulkanu Misti.

Iglesia de la Compañía Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Iglesia de la Compañía; źródło: Wikipedia

Wybija dwunasta, gdy zapełnioną ludźmi Cale Alvarez Thomas, ruszam ku kolejnemu celowi. Ledwie cztery minuty wystarcza mi dotarcie przed drzwi pomarańczowego gmachu na dachu którego widzę reklamę z nazwą „Pałac Kurczaków”. Niezły potworek – myślę sobie. Tlye, że to nie on jest moim celem. Wpatruję się w stojący tuż obok szary budynek, którego kamienne ściany pełne małych, acz zauważalnych dziur dziś gromadzi nie lada ciekawostki. Drewniana balustrada na piętrze nie jest jednak jedynym jego wyróżnikiem. Tym pozostają niezmienne stare okazy. Muzeum Archeologiczne. Placówka posiadająca w swej kolekcji 14 tyś różnorakich przedmiotów wita mnie tkaninami, ceramiką oraz… kośćmi czaszkami. Inkaskie pozostałości, pamiątki z czasów kolonialnych, czy osobna sala poświęcona wyłącznie meblom sprawia, że przepadam na pełną godzinę.

Spod targu ku alpakom

Jest 14.00. Gdy po godzinie kontaktu z miejscowymi pamiątkami wychodzę z placówki szukam oznak kolejnych atrakcji. Nagle, nie wiadomo skąd świta mi w głowie, że przecież dziś sobota, a: „Jak sobota to, tylko do Lidla na Mercado San Camilo!” Ledwie dwa skręty i już podążam ul. św. Kamila na najbardziej znane targowisko w mieście. Przed wejściem widzę tłumy. Wchodzę do hali, która od 1938 stanowi miejsce pracy kolejnych pokoleń handlowców. Zadaszona przestrzeń sprawia, że temperatura jest tu wyraźnie niższa niż w palących promieniach słońca. Przy każdym stoisku klienci przebierają w towarach. Na wysokich, barowych stołkach siedzą miejscowi dyskutując o czym popadnie. Przedzieram się przez ciżbę ludzi, przystając co chwila przy kolejnych stoiskach. Pod zadaszoną konstrukcją, pieniądze non stop znikają w rękach sprzedawców, zaś produkty spożywcze, tekstylia i wszelkiej maści przedmioty gospodarstwa domowego lądują w siatkach konsumentów. Feeria barw i zapachów bijących z kramów z owocami, warzywami jest tak wielka, że po pół godzinie wleczenia się w te i we wte, muszę ochłonąć. Dostrzegam schody prowadzące na piętro, skąd podziwiam zręcznie lawirujących przepełnionymi alejkami tubylców. Tak właśnie wygląda prawdziwe życie Arequipie…

Mercado San Camilo Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Mercado San Camilo; źródło: Flickr

Atmosfera targowiska i możliwość przypatrywaniu się zwykłemu życiu Arequipeños rozleniwiło mnie. No, ale miasto wzywa! Tym razem wybieram Calle Peru próbując mimo ścisku utrzymać się na chodniku. Gdy widzę jednak, że tłum niejednokrotnie mimo trąbiących kierowców, bez pardonu wdziera się co chwilę na jezdnię. Nie jest to może najrozsądniejsze, ale z moich obserwacji wynika, że przynajmniej skuteczne… Wiszące nad głową słońce sprawia, że nie mam gdzie uciec przed ukropem. Rozciągnięte co jakiś czas nad sklepami daszki niewiele pomagają. Balansując na chodniku, mijany przez jadące z naprzeciwka jednokierunkową droga samochody, dostrzegam po lewej Parque Duhamel. Wąski, acz długi, ogrodzony trawnik z zasadzonymi palmami magicznie mnie ściąga. Wkręcam więc i po chwili staję przed pomnikiem francuskiego księdza, który jak informuje tabliczka założył College St.Vincent de Paul, która z czasem stała się jedną z najważniejszych szkół w mieście pod koniec XIX w. Stojąca na cokole postać Hopolita Duhamel,wspomina postać, która wsławiła się wykształceniem pierwszego w dziejach peruwiańskiego kardynała.

Zostawiam za sobą niebieskie, brzoskwiniowe i zielone odcienie kolejnych kamienic na Calle Peru i na klejnym skrzyżowaniu obieram kurs w lewo. Pokryty kostką, przyjemny deptak – Calle Mercaderes, kuszący zwłaszcza restauracjami co chwila urozmaicają niskie drzewa sięgające maksymalnie 2 metrów. Zerkam na odnowiony w 2010, po siedmiu dekadach od założenia Teatro Municipal de Arequipa. Wysoko nad głową dostrzegam misterne rzeźbienia układające się w herb instytucji, okolony artystycznymi zawijasami. Zaraz za teatrem wpadam na stojącego ze stoiskiem sprzedającego gazety i pamiątki, na oko, 50-latka. Zakupuję magnes i z poczuciem satysfakcji nową zdobyczą rzucam okiem na bogato rzeźbiony łuk nad wejściem do filii „Interbank”.

Na ulicach jakby się nieco przerzedziło, jakby na zawołanie gospodyń domowych, że obiad dziś o 15.00. Tym samym poruszanie się po obejmującym aż 63 km2 terenu jest łatwiejsze. Tak, dumając nad tym, jak w XVIII w. miasto uległo gruntownemu przeobrażeniu, za sprawą pojawiających tu okazałych domostw i rezydencji patrycjuszy, idę dalej. Wiem, że mijam owe wspomniane budynki, niejednokrotnie o tym nie wiedząc. Skryte za ciężkimi drewnianymi drzwiami, wyposażonymi w kołatki z zakratowanymi oknami i balkonami, chronią obszerne wewnętrzne dziedzińce. Ale jeden jest szczególny. Wchodzę przez bramę Casa Ricketts (Casona Tristan del Pozo). Wita mnie ułożona w szachownicę, nierówna podłoga stanowiąca plac gmachu, który powstał z myślą uczynienia z niego siedziby seminarium. Stojący przy bramie strażnik dowodzi, że o pierwotnym przeznaczeniu dawno to już zapomniano. Dziś mury z 1738 mieszczą Banco Continental– muzeum i galerię sztuki z płótnami zarówno starożytnych jak i miejscowych twórców, kolekcją peruwiańskich środków pieniężnych i mebli.

Casa Ricketts Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Casa Ricketts; źródło: Flickr

Niepostrzeżenie dochodzi szesnasta. Słońce wciąż przypala. Przechodzę na drugą stronę ulicy i po chwili skręcam w lewo w Calle Coral. Białe ściany ustępują wkrótce pomarańczowo-żółtym elevación. Wreszcie staję na rogu Moral i Bolivar i… nerwowo rozglądam się wokół. Skonsternowany zaczepiam przechodzącą obok grupkę miejscowych rzucając hasło: Casa de Moral” i odpowiadają mi wyciągnięte w stronę Domu Morwy ręce. Nie ma mowy po pomyłce… Rzeczywiście, nad drzwiami zbudowanego w 1733 roku gmachu dostrzegam efektowne rzeźby – pumy, w których paszczach wiją się węże. Skądinąd, chyba niespecjalnie dobrze musi się to kojarzyć, z działającą tu dziś instytucją finansową – Banco Sur.

Dziedziniec Casa de Moral Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Dziedziniec Casa de Moral; źródło: Flickr

Kierując się, niejako okrężną ścieżką docieram do kolejnego punktu z mojej listy. Towarzyszące mi krzewy, wystające z drewnianych skrzynek z ziemią, urozmaicających Calle Bolivar odprowadzają mnie 500 m do palacio Goyenche. Ok, z typowym pałacem konstrukcja ma niewiele wspólnego. Ale co poradzić, skoro XVII w kolonialny dom, nad którym pracował architekt Gaspar Beza, wykorzystując pozostałości starej nieruchomości miał akurat taka wizję? Zresztą, brutalnie to zabrzmi, ale i tak przecież runąłby w trakcie trzęsienia ziemi w 1782…

Palacio de Goyeneche Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Palacio de Goyeneche; źródło Wikipedia

W środku witają mnie „zygzakowato” ułożone brązowe płytki. Idelanie komponują się z wiszącymi na ścianach obrazami, których ilość sprawia, że mam wrażenie jakbym znalazł się w galerii. Wchodzę na mały plac, którego środek zajmuje trawnik z ładnie zasadzonymi klombami roślin. Omiatam spojrzeniem wewnętrzne ściany, z godnie prezentującymi się balkonami. Gdy dawniej wprowadzał się tu miejski biskup, nie śnił nawet, że w przyszłości gmach stanie się jednym z najważniejszych adresów w całym Peru, na który pieczę trzyma dziś Centralny Bank Rezerw Peru. Stąd poi wejściu w drzwi umieszczone za zakrętem zanurzam się sale Museo Banco Central de Reserva del Perú”. Stąpając po marmurowej podłodze przyglądam się starym kasom, które jako żywo przypominają te ze starych westernów. W tutejszych murach otwartych w 1929 roku, przez pół wieku gromadzono środki pieniężne Peruwiańczyków, których stał było na odkładanie grosza na przyszłość. Spodziewając się dedykowanych branży finansowej zbiorów: monet, banknotów, czy tez sejfów jestem nieco zawiedziony. Okazuje się bowiem, że takowych przedmiotów jest tu jak na lekarstwo, królują zaś zakupione przez bank, w ramach lokowania pieniędzy, obrazy.

Kontroluję czas – kilka minut po 17. No, najwyższa pora na Juanitę! Nie, nie chodzi mi po głowie wizyta u jakiejś peruwiańskiej piękności, czy wysączenie drinka o takowej nazwie… Uzmysławiam sobie, że cel ogarnięcia miasta w dobę w niczym nie jest zagrożony. Postanawiam więc zwolnić i nacieszyć się kolejnymi adresami w Arequpie.

Skręcam w lewo i po chwili przystaję pod Museo Santuarios Andinos. Wchodzę na kwadratowy dziedziniec, obfitujący w ciemno-czerwone barwy. Identyczna posadzka, jak w pałacu Goyenche, prowadzi mnie z sali do sali. Wreszcie docieram do, nie bez kozery, nazwanej najważniejszym eksponatem Peru – Jauanity! Wspaniale zachowana, zabalsamowana mumia kobiety – pierwsze pokryte środkami konserwującymi ciało przedstawicielki płci pięknej, jakie udało się odnaleźć w tutejszym wulkanie Ampato.

Museo Santuarios Andinos Arequipa www.szlakiempodrozy.pl

Museo Santuarios Andinos; źródło: Flickr

Wspomagam pamięć tabliczką opisującą szokujące okrycie z 1995. Wówczas to w drodze na tutejszy szczyt Nevado Ampato (6288 m n.p.m.), archeolog Johan Reinhard natknął się na leżąca w lodzie, owinięta w tkaninę z alpaki dziewczynkę. Zwana dziś niekiedy Damą z Ampato, w chwili rytualnie zadanej śmierci miała ok. 13 lat. Żyjąca ok. 1400-1450 roku, była premierowym znaleziskiem, pozwalającym poprzez dalsze poszukiwania i badania uznać, że Inkowie składali dzieci w ofierze bogom. Podczas wizyty oglądam 20-minutowy film ukazujący historię odkrycia niezwykłej mumii. Wychodząc myślę, że wydanie 20 sol, czyli jakichś 23 zł, było dobrą inwestycją…

„Dziś to drugi co do wielkości ośrodek miejski kraju, w którym na co dzień żyje ok. 987 tyś ludzi. Co dzień ulice miasta pełne są turystów; rocznie ściąga ich do Arequipye 1,2 miliona!”

Wciąż mając przed oczami mumię postanawiam ruszyć do Monasterio de Santa Catalina. Czuję, że kondycja mi siada. Uparcie jednak podążam swym rytmem. Piętnaście kolejnych minut zajmuje mi pokonanie nieco ponad pół kilometra. Wreszcie wychodzę z objęć ul. Santa Catalina i staję przed XIV w. klasztorem, który po raz pierwszy udostępniono postronnym w 1970 roku. Dotąd przez 400 lat funkcjonowała okrywała go mgła tajemnicy. O jego ciekawej i momentami wcale takiej „nieświętej” przeszłości szerzej będzie można poczytać innym razem.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *