Cordoba wyrozniajacy www.szlakiempodrozy.pl 2

Aktywna Cordoba

Cordoba idealnie nadaje się do tego, by pobudzić swe zmysły podczas zwykłych, codziennych czynności. I właśnie tak należy podejść do tego, co ma do zaoferowania to trzecie, co do wielkości pod względem mieszkańców, miasto Argentyny.

Wyjątkowość Cordoby objawia się w jej wielokulturowości. Dziś ta różnorodność jest już rozmyta, ale przeżywała boom podczas napływu Hiszpanów, Włochów, Brytyjczyków, czy Skandynawów. Swoje trzy gorsze dorzucili też przedstawiciele Europy Wschodniej, w tym Polacy.

Miasto, dziś większe powierzchniowo od Warszawy (576 km2), założono 24 czerwca 1573 jako Cordoba La Llana de la Nueva Andalucia. Owo nawiązanie do hiszpańskiego regionu, w przyszłości będzie miało wielkie znaczenie, gdy władze z całą mocą… będą się chciały odciąć od europejskich korzeni.

Szukającym nowego miejsca do życia Hiszpanom wystarczyło to, że w okolicy znaleziono złoża metalu i kamienia. Szybko zajęli tereny na których dotąd mieszkali Comechingones, rdzenna ludnoś, której potomkowie stanowią dziś około 30 tys. wśród niemal 1,4 miliona meszkańców.

Co jednak można robić w tym mieście? Okazuje się, że… wiele rzeczy. Ja jednak chcę najpierw wiedzieć, czy nie zaskoczy mnie ulewa, wichura lub inne niesprzyjające warunki pogodowe. Tak oto staję przed Museo de Meteorológico Nacional. Obserwatorium powstałe z inspiracji prezydenta Sarmiento to dziś najważniejszy ośrodek prognozujący pogodę w całym kraju. Do 1885 roku to właśnie stąd wypływały zapewnienia „proroków” od warunków atmosferycznych.

Słuchać muzyki ulicznych grajków na Plaza San Martin

Najważniejszy plac miasta – Plaza San Martin opanowali muzycy i sprzedawcy. Na skwerze wytyczonym w 1577 główny bohater dumnie dosiada wierchowca. Patrząc sylwetkę z brązu mam wrażenie, że idealnie oddaje werwę z jaką walczył o niepodległość Argentyny. Wrażenie to potęguje dolatująca do uszu melodia, która jakby wprawiała w waleczny nastrój. To, co zaskakuje w pomniku, to mnóstwo różnych tabliczek. Tak jakby monument był tu tylko dodatkiem. Że powstał tylko po to, by upchnąć kilkanaście przykręconych doń małych szyldów.

Po równo ułożonych płytach podłogowych spacerują ludzie. Dzieci biegają, wrzeszcząc i śmiejąc się, zagłuszając wydobywającą się z instrumentów melodię. Jeśli ktoś chciałby tu przyjść i przysiąść, by odetchnąć w ciszy – nie ma szans. Spoglądam na wypielęgnowane trawniki i drzewa, otoczone niewysokimi barierkami. Mógłbym doświadczyć tego, że zielony kolor uspokaja, gdyby nie panujacy tu rozgardiasz…

Plaza San Martin a argentyńskiej Cordobie

Plaza San Martin Cordoba; źródło: Flickr

Mój wzrok przyciaga Recova del Cabildo – punkt informacji turystystycznej. Przechodzę pod jasnymi łukowatymi filarami by wejść na mały dziedziniec. Kto wie, może uda mi się znaleźć jakieś ciekawe materiały? Jednocześnie przypominam sobie o historii tego miejsca. Aż dziw bierze, że pochodzi z 1588. Ale to już „wina” przebudowy z 1784, w której palce maczał markiz Sobremonte, którego postać przewienie się tu jeszcze później. Kolejne łuki dodano później, ale Recova del Cabildo od zawsze tętnił życiem. Jego mury były świadkami tworzenia się tutejszej wspólnoty, choćby w trakcie obrad tutejszej rady. Ale jako, że wszystko z reguły dąży do równowagi częstymi „gośćmi” byli tu wieźniowe, dla których przygotowano tu cele. To w nich rozlegały się krzyki torturowanych przez juntę wojskową w latach 70. XX w.

Recova del Cabildo nocą

Nocne przejście Recova del Cabildo; źródło: Flickr

Dostrzegam stojącą tu w rogu katedrę, ale na razie postanawiam ja minąć. Będzie jeszcze na to czas… Tymczasem spoglądam na łopoczącą flagę Argentyny, dumnie powiewającą na maszcie – o dziwo nie na samym środku placu, a właśnie nieopodal katedry.

– Uczyć się

Udaję się na teren kompleksu jezuitów, gdzie działa Universidad Nacional de Cordoba. Przechodząc mijam niskie budynki na wąskiej Calle Independencia, gdzie atakują mnie różnokolorowe szyldy tutejszych „biznesów”. Na skrzyżowanoiu łapię trochę oddechu,by ponownie zanurzyć się w miejskiej dżungli. Na końcu ulica przechodzi w jednkierunkową Avenida HipolitoYrigoyen. Przemierzam ją wraz dzisiątkiami samochodów, sunących w tym samym kierunku co ja. Spoglądam na kikunastopiętrowe bloki, by ponownie po chwili wyjść na nieco bardziej otwartć przestrzeń, i dalej prosto na rondo. Tu przystaję, by… zastanowić się „co autor miał na myśli”.

Okrąły plac zajmuje bowiem paskudny trawnik, który otaczają bezsensownie bryły betonu. Wreszcie dochodzę do miejscowej uczelni i ponownie nie wierzę oczom! Niski, szarawy budynek z zasłonietymi oknami – to chyba najwłaściwsze określenie.

Jak to mośliwe, że to najstarsza uczelnia Ameryki Południowej, kształcąca studentów od 1613? A do tego muzeum i biblioteka? Spacerujac krużgankami kompleksu dojść można do ogrodów i pomnika założyciela uczelni biskupa Trejo y Sanabrii. Ze względu na uczelnię Cordona nazywana była”La Docta” – uczona. Wspomniani jezuici opuścili mury uczelni w 1767, kiedy to król Carlos III postanowił się ich pozbyć.

niversidad Nacional de Cordoba

Universidad Nacional de Cordoba; źródło: Flickr

Postanawiam jeszcze zerknąć na położone o rzut kamieniem Ciudad Universitaria. W miasteczku uniwersyteckiem wśród budynków różnych wydziałów rozpoznać można różne style. W oczy rzuca się głównie Senat, choć jest tu też aula na 400 osób. Wszystko ulokowane wśrod drzew poprzecinanych alejkami spacerowymi.

Pora wrócić do centrum. Tam znajduje się jeszcze jedna uczelnia – Colegio Nacional de Montserrat. Intrygujące sceny rozegrały się tu w 1998, kiedy to wykładowcy i studenci byli świadkami prawdziwej rewolucji. Otóż w założonej przez Ignacio Duarte Quiros uczelni, po raz pierwszy pojawiły się wówczas… dziewczyny. Pierwsze co zwraca moją uwagę to wieża zegarowa. W środku cenne malowidła ścienne Claudia Boggina w głównym salonie ozdabiają budynek, przez który przeiwinęły się tysiące studentów. Największym prestiżem uczelnia szczyciła, gdy pieczę sprawowali nad nią jezuici w l. 1687-1767. Potem szkołę przejął inny zakon – franciszkanów. Wydawało by się, że okolica uczelni świcić będzie przykładem, tymczasem w oczy rzucaja się szpecąca ściany i odłażąca całymi płatami farba

– „Odchamiać się”

Mam szczęście. Po drugiej stronie ulicy natrafiam na kolejne ciekawe miejsce. Teatro del Libertador General San Martin, dawniej znany jako Teatro Rivera Indarte, który wiąże się z historią życia Ramóna J. Cárcano – ministra sprawiedliwości całej prowincji Cordoba. Wielki orędownik kultury za punkt honoru postawił sobie utworzenie w mieście wspaniałej placówki, sali na 1000 osób. W 1887 rozpoczęto prace, by 26 kwietnia 1891 oficjalnie jego marzenie się urzeczwistniło. Dziś prócz teatru w budynku, którego fasadę przy wejściu podtrzymuje po sześć koumn na dwóch kondygnacjach; działa też Museo del Teatro y de la Musica – gromadząca zdjęcia, partytury i dawne programy wystawianych tu sztuk.

cordoba - wnętrze Teatro del Libertador General San Martin  w

Wnętrze Teatro del Libertador General San Martin; źródło: Flickr

 

Fasada Teatro del Libertador General San Martin

Fasada Teatro del Libertador General San Martin; źródło: Flickr

Ledwie 10 minut spaceru dzieli mnie od Museo Historico Provincial. Postanawiam więc z tego skorzystać i udaję się zobaczyć obiekt, z czysto historycznego punktu widzenia wyjątkowy. Skręcając w wąską uliczkę niemal nie przegapiam celu. To jest ta dawna rezydencja markizów Sobremonte? To najstarszy gmach w mieście? Spoglądam na białe, choć nieco przykurzone mury stając na rogu ulic Rosario Santa Fe i Ituzaingo. Miejscowi mówią, że to kolonialny skarb. Prawdą jest, że powstał w 1752, choć osiem lat przeszedł zmiany. Ale żeby skarb? Pierwszym lokatorem został, jego budowniczy Don José Rodríguez – hiszpański kupiec. Ale to nie on, a gubernator Cordoby markiz de Sobremonte rozsławił nieruchomość. Dziś wnętrza, w których mieści się aż 26 pokoi, kryją zbiory związane z dawną kulturą, także gauchów, oraz instrumenty muzyczne, ceramikę i meble. Procz tego znaleźć tu można kilka sztuk broni. No i jest kaplica. Zdumiejwające, zważywszy na moje pierwsze wrażenie…

Pobliskie skrzyżowanie pełne jest ludzi. Spieszcy się dokądś ludzie wymijają się, nie bacząc na sygnalizację świetlną. Ze spokojem przyglądają się temu wygodnie siedzący, przy stolikach, amatorzy kawy. Na rogu dostrzegam studio tatuażu, naprzeciw zaś Caja de Jubilaciones, placówkę funduszu emerytalnego.

By trafić do jednej z ciekawszych wystaw w mieście trafiam do oddalonego o jakieś 1,5 km parku Sarimento. Przy ruchliwej czteropasmowej szosie przedzielonej ścieżką dla pieszych i rowerzystów stoi niepozorna siedziba placówki. Museo de Ciencias Naturales założone przez wielebnego Jerónimo Lavagna skusiło mnie przedmiotami z dziedziny geologii, paleontologii, botaniki i zoologii. Najciekawsze zbiory to meteoryty z skały ze skorupy ziemskiej, a także repliki wielkich ssaków, żyjące na ziemi miliony lat temu.

A zapomniałbym… Pamiętacie moją wędrówkę ulicą Hipólito Yrigoyen. Będąc tam warto zwrócić zajrzeć na skrzyżowanie z Chacabuco. To tu miesci się Palacio Ferreyra rezydencja, za którą stoi postać Ernesta Sansona. Ów francuski architekt zjawił się tu w 1916, by opracować ciekawy projekt budynku. Nie dziwi więc, powstał w konwencji francuskiego władcy, Ludwika XVI. Dziś pałac przekształcono w Muzeum Sztuk Pięknych Evity Perón. Ale tak po prawdzie, to pierwsze na co zwróciłem uwagę, to przypominające sportowy puchar rzeźby na dachu. W środku stapam po posadzce stworznej z milionów malutkich płytek, z których misternie ułożono mozaikę. Przechadzając się zerkam na obrazy i rzeźby. Wchodzę do centralnej części pałacu i natychmiast… przypomina mi się scena z „Titanica”, w kórej to Rose schodzi po imponujących schodach. Tutejsze stopnie nie są może, aż tak genialne, ale z uznaniem należy spokrzeć na balustradę z poręczą. Żelazne zawijasy dodają temu miejscu powagi i dostojeństwa.

– Odpocząć i napić się kawy lub wina

Ale ja przecież jestem teraz w zupełnie innej części miasta! I dobrze, bo czuję, że czas odsapnąć. „Chillout” zaczynam w Parque Sarmiento, zieleńcu zaprojektowanym przez Carlosa Thays'a w XIX w. Pewnie słyszeliście o tzw. „Belle Epoque”? Ten park to jej kwintesencja…

Tuż po wejściu do parku rozciąga się sztuczne jezioro, a właściwie basen, z przerzuconym przez wodę mostkiem. Krystalicznie czysta woda wprost oślepia. Udaję się w prawo spojrzeć na to, jak radzi sobie tutejsze zoo. Jardin Zoologico wita mnie małą bramką z daszkiem, zbudowaną chyba z cegły, ale pomalowaną na przyjemny, jasny kolor. W kasie, która przybrała tu formę okrągłej dziury kupuję bilet. Wchodzę do środka, powstałegi już w 1915 komplesku.

Wejście do zoo Cordoba

Zoo w argentyńskiej Cordobie; źródło: Wikipedia

A sam park? Obsadzono po tym, jak w 1871 roku na tym terenie urządzono wystawę narodową, którą zorganizował prezydent Domingo Faustino Sarmiento. Teren postanowiono zagospodarować i tak w 1889 zjawił się tu Carlos Thay's. Do dziś mówi się, że jest „zielonym płucem” Cordoby.

O wystawie przypomina budynek w której uwagę zwraca stolarka i wyszukane żelazne zdobienia.

Jeśli w argentyńskiej Cordobie najdzie cię chęć poczucia greckiego klimatu to właśnie to jest idealne miejsce. Wszystko z sprawą amfiteatru. Lubiący kwiaty muszą zernąć na tutejszy ogród różany, w którym w górę strzela woda w fontannach.

W tym samym czasie, co zoo otwarto mieszczące się w okolicy Provincial Museum of Fine Arts, które potem nazwano imieneniem tutejszego malarza Emilio Caraffa. Będąc w parku nie sposób nie zauważyć Faro del Bicentenario – 80 m wieży, która nazwano „El Faro del Bicentenario” – Latarnią Dwusetlecia.

W oddali majaczy mi monumentalnych rozmiarów Rueda Eiffel – diabelski młyn, którego średnica wynosi 27 m. Wjeżdżając na górę z kabin podziwiam panoramę okolicy. Co jednak słynny Eiffel, ma do tej konstrukcji? Otóż, wieść niesie, że prefabrykaty zostały wykonane we Francji pod okiem samego mistrza. Co ciekawe wcześniej koło zostało ulokowane w mieście San Miguel de Tucumán, gdzie stanowiło atrakcję tamtejszego parku rozrywki. A do Cordoby przeniesiono je w 1918, po tym jak rząd całej prowincji wysupłał 23 tys pesos.
Rueda Eiffel Cordoba

Rueda Eiffel z oddali; Wikipedia

114 ha Parque San Martin na północnym-zachodzie miasta to idealne miejsce na aktywny wypoczynek. Działający tu miejski ośrodek sportu i rekreacji stworzył możliwość grania w piłkę nożną, koszykówkę, czy też przejażdżki na rowerze. Stracisz siły? Bez obaw! Ot, wystarczy się wybrać do pobliskiego Centro de Arte Contemporaneo – centrum sztuki współczesnej.

Parque Las Heras ma dość dziwną lokalizację; jego granice wyznaczają mosty: Centenario i Antartida. Jego obejście zajmuje mi może kwadrans… Ale przenieśmy się na chwilę w lata 80. XIX w. Miguel Ángel Juárez Celman przechadzając się po okolicy spoglądał na kolonialną architekturę miasta. W końcu ten przejaw byłej hiszpańskiej hegemoni zaczął go uwierać. Tak powstała wizja nowoczensego argentyńskiego miasta, której przejawem miał być m.in. park. Dziś z nowoczesnością to miejsce nie ma wiele wspólnego. Ale paradoksalnie kto wie, może to właśnie pieczołowite dbanie o intersy mieszkańcow i dążenie do budowy tego zakątka sprawiło, że szanowany Juarez Celman został potem prezydentem?

Okolice parków Sarmiento i San Martin sprawiają, że zbliżam się do jednej z ciekawszych dzielnic miasta. Güemes, bo o niej mowa, z kawarniami, barami, knajpkami to również świetnie miejsce do tego, by nabrać trochę dystansu do życia. Zresztą handel wpisał się w jej funkcjonowanie na samym początku, od urządzenia Plaza de Carretas w 1862. Kolorytu nowej cześci miasta dodali imigranci, którzy osiedlając się tu naznaczyli ją swymi dawnymi ojczyznami. Nic dziwnego, że z Güemes ma w sobie coś z uroczych Włoch, pełnej pasji Hiszpanii i bliskowschodniej niecierpliwości. Dzielnica słynie z La Cañada – kanału, nad którym umieszczono deptak otoczony drzewami. W weekendy ściągają tu ludzie wypocząć i pochodzić po targu sztuki i rzemiosła.

 

La Cañada w Cordobie nocą

La Cañada nocą; źródło: Flickr

Od miejscowych można usłyszeć, że wino w Cordobie jest wyjątkowe. No cóż, podobnego zdania są wszyscy mieszkańcy winiarkich miejscowości na świecie. Jaki może być lepszy sposób skonfrontowania się z tezą, niż zdanie się na własny smak… Kto wie może uda trafić na szczepy pochodzące z orginalnych sadzonek jezuickich braci, który w XVII stuleciu rozpoczęli tutejszą trunkową historię. Jak głosi fama. pierwszy w wytworzonym tu winie zamoczył usta hiszpański król Filip V, któremu bardzo przypadło do gustu.

Nie tylko wino stało się towarem eksportowym miasta. Cordoba mocno związała się również z przemysłem lotniczym. Gdy w 1927 rozpoczęto tu produkcją samolotów dla armii, nikt nie przypuszczał, że ćwierć wieku później miasto stanie się potęgą w tym biznesie. Dziś jej wyznacznikiem jest Fábrica Militar de Aviones, która od 1944 rok montuje także włsnem opatentowane samoloty Nowy rodział firmy zapoczatkowano w 1951, kiedy to postanowiono produkować również samochody.

– Pojeździć komunikacją miejską i zobaczyć dworce

Choć już w 2008 powstały plany uruchomienia miejskiego metra, prace koncepcyjne przeciągają się. Według planów powstać mają trzy linie, które w całości ciągnąć się będą 26 km.

Na razie wystarczyć więc muszą autobusy. Cho miasto ma również dwa dworce kolejowe. Lubię dworce… Przystając przy nich na jakiś czas można bowiem wynuć pewne wnićoski. Szczególnie gdy spogląda się na dwie grupy ludzi. Na twarzach przybywających do miasta zwykle maluje się niecierpliwość, pomieszana z nadzieją i ekscytacją. Z mowy ciała opuszczających dane miejsce można jeszcze więcej wyczytać. Rozczarowanie i znieszmaczenie towarzyszą tym, który zawiedlli się na mieście, bądź ich mieszkańcach. Roześmiane buzie – to już wyraz pełnej aprobaty.

  • Mitre – po wielu perturbacjach linia łączaca Cordobę z Rosario została uruchomiona w marcu 1870 roku. Niemym świadkiem transportu kolejowego w mieście została stacja kolejowa Cordoba-Mitre, której neoklasycystyczny budynek w 1995 roku uznano za pomnik historycznego dziedzictwa miasta. Co z tego skoro dziś widok psują gryzmoły napisane sprayem na niewysoki m murku okalajacym dworzec. Na szczęscie sama elewacja dworca szczęśliwie uniknęła artystycznych, w mniemaniu autorów bohomazów.

Dworzec Mitre Córdoba

D​worzec Mitre Córdoba; źródło: Wikipedia

Po drugiej stronie torów rozicaga się już przestrzeń, ktorą zajmuje centrum konferencyjno-rozrywkowe „Centro Cívico del Bicentenario Brigadier General Juan Bautista Bustos. Nigdzie indziej nie zobaczę już takiego kształtu – to pierwsze co przyszło i na myśl.

No bo, czy komuś przyszło by do głowy stawiać takie coś:

Centro Cívico del Bicentenario Brigadier General Juan Bautista Bustos

Centro Cívico del Bicentenario Brigadier General Juan Bautista Bustos;źródło: Wikipedia

  • Estacion Alta – powstała w 1981 roku, po tym jak ruszyła linia łącząca miasto z Cruz del Eje. W czerwcu 2009 została jedynie terminalem, zaś później z uwagi na fakt… rzuccania przez dzieciaki kamieniami w pociągi stację zlikwidowano. W stary dworzec Alta postanowiono tchnąc w życie tworząc z niego siedzibę obrad rady miejskiej. Od 2015 roku znów działa tu terminal. Kremowa elewacja główje cześci gmachu ładnie kontrastuje z obecnymi po bokach ceglanymi częściami obiektu.

Wąskotorowa szybka kolej, łącząca Cordobę z Buenos Aires pędzi z prędkością 320 km/h.

– Zrobić zakupy

Najważniejsze centrum handlowe w mieście? Zdecydowanie Patio Olmos! Idealny przykład tego, jak z nieużytków stworzyć prawdziwą perełkę. Gdy 4 listopada 1909 następowało wielkie otwarcie, nikt nie spodziewał się, że ludzie kiedykolwiek będą robić tu zakupy. Pierwotnie obiekt był bowiem… szkołą. Budynek utrzymany w okrągłym kształcie zapewniać miał 100% efektywność wykorzystania swej powierzchni. W końcu jednak nadszedł czarny dzień 1977 roku, w którym trzęsienie ziemi skończyło się jego „edukacyjną” historię. Dopiero w 1995, za sprawą nowej inwestycji, jego mury ponownie odżyły. Dziś lokale okupują najbardziej znane marki świata, ściagające rzesze klientów…

Patio Olmos

Patio Olmos; źródło: Flickr

Ale ja tam wolę Paseo de Las Artes – targ uliczny, działający tylko w weekendy. Idealne miejsce by znaleźć pamiątkę z wizyty w mieście. Rozglądam się po straganach z lokalnymi produktami, rękodziełem, w tym biżuterią. Spacer umilają mi krzykliwe kolory, widoczne na każdej z oferowanych przed sprzedawców tkanin, bądź na artystycznych płótnach tworzonych przez mieszkających nieopodal malarzy.

W 2007 w dzielnicy Nowa Kordoba postanowiono stworzyć siedlisko kultury. Tak rozkwitło Paseo del Buen Pastor – pasaż handlowy, w którym miejscowi świetnie się odnajdują. Pośród restauracji i sklepów, na tle fonntann obracam się wśród wytworów argentyńskiej tradycji. Przeszłość obiektu nawiązuje zarówno do szlachetnych wydarzeń z przeszłości, jak i obecności w tym miejscu osób o nikczemnej reputacji. Te pierwsze łączą się nierozewalanie z powstaniem w 1901 roku Paseo del Buen Pastor. Jego mury natychmiast przejął klasztor, urządzjąc kaplicę. Po okresie słania modlitw do niebios, nastały tu zupełnie inne zwyczaje. Ot, tak postanowiono zorganizować tu… więzienie dla kobiet. Po rewitaizacji w 2007 dziś to miejsce gdzie odbywają się koncerty, a na co dzień można napiś się kawy w ładnie urządzonych lokalach.

Paseo del Buen Pastor Cordoba

Paseo del Buen Pastor Cordoba; źródło: Flickr

– kibicować

Stadiony w Cordobie:
Estadio Mario Alberto Kempes Estadio Boutique (Talleres)
obiekt zarówno piłkarski jak i lekkoatletyczny

oficjalna jego nazwa to Estadio Francisco Cabases

powstał ma MŚ w piłce nożnej w 1978, budowa trwała dwa lata stadion na 16500 widzów
pierwszy mecz rozegrano na nim 16 maja 1974 oficjalnie otwarty 21 października 1931
pojemność: 46 083 widzów na co co dzień występuje na nim klub Talleres de Cordoba
rozmiar boiska: 105×70 m rozmiar boiska: 102×69 m
w l.2010/11 unowocześniony: dodano telebimy, przebudowano łuki  
obecną nazwe otrzymał w 2010, uhonorowano Mario Alberto Kempesa – króla strzelców MŚ 1976  

Estadio Mario Kempes Cordoba

Estadio Mario Alberto Kempes; źródło: Wikipedia

Stadion La Boutique Talleres Cordoba

Estadio Boutique; źródło: Wikipedia

– Modlić się

Po wszystkich grzechach jakie udało mi się, jak dotąd, popełnić nawiedził mnie strach przed potępieniem 🙂 Ruszam więc w „pielgrzymkę”, by spróbować choćby odkupić część win…

Tutaj, jak niegdzie indziej, mam do tego idealne warunki. Na każdym kroku jest bowiem jakiś kościół. To efekt działaności jezuitów, którzy „opanowali” miasto na przełomie XVII/XVIII w. i stąd ruszyli na teren obu Ameryk. Całkeim wytrwale nawracali pogańską rdzenną ludność. Jako, że środki na ich działalność płynęły szerokim i wartkim strumieniem z Europy, budowali wspaniałe ośrodki misyjne: kościoły i rezydencje. Ale tylko do 1767 roku, gdy król Hiszpanii Carlos III postanowił wypędzić misjonarzy…

Czy jest lepsze miejsce na odkupienie win niż katedra? Nie wydaje mi się. Catedral de Nuestra Señora de la Asunción de Córdoba to prawdziwa duma Argentyńczyków. Dlaczego? Choćby z tego względu, iż jest pierwszym budynkiem w kraju, który przyjął kolonialny wystrój. Gdy w lipcu 1577 założyciel miasta Jerónimo Luis de Cabrera przeznaczył grunt pod budowę nowego kościoła, pewnie nie spodziewał się że pierwsza łopata zostanie wbita w ziemię dopiero po 13-stu latach.

Zresztą, to był dopiero początek… Wydaje się, że nad światynią zawisło jakieś fatum. Całość rozpadła się bowiem już w 1677. Dopiero sześć lat później przystąpiono do budowy nowej. Także i ta nie szła jednak obiecująco…

Wtedy pojawił się biskup, który momentalnie skaperował Andrésa Bianchi. Budowniczy-jezuita nie miał jednak okazji spojrzeć na swe dzieło, gdyż zmarłw 1740. Gdy równo trzy dekady później stały obie wieże wydawało się, że trud dobiega końca. Dobiegł, ale w 1784, kiedy to kościół konsekrowano. Nic dziwnego, że sprawia wrażenie wielkiej mieszanki stylów. Tu renesansowy portyk, tam barokowa kopuła i iglica. Do tego owe dwie symetrycznie umieszczone wieże w bardzo iście stylu.

Mijam dużą bramę z kutego żelaza. W środku jest mroczno i chłodno. Spoglądam na trzy wielkie nawy i grube potężne kolumny. Wreszcie dopada mnie wrażenie jakbym znalazł się w… kopalni złota. Wszystko nim kipi! A raczej nie nim, a złotą farbą, która pokrywa wszystko wokoło. Uchował się jedynie XIX w. ołtarz ze srebra – stojący na miejscu starego, dziś ozdabiającego kościół w mieście Tulumba. Jakże dziwnie wyglądają tu ławki! Zazwyczaj katedry pełne są masywnych, ciężkich i długich siedzisk. A tutaj, wprrost emanuje z nich delitatność. Jeśli to zamierzone działanie, to w pełni zamierzam mu przyklasąć.

Unoszę głowę spoglądając na sufitowe freski. Mimo tego, iż mieszanina kolorów jest tu spora, to wszystko wydaje się na swoim miejscu. Oba boczne oltarze prócz środkowych obrazów zawierają po dwie figury, jakby pilnujące płócien.

Nagle gasną główne światła. Żarówki palą się tylko w kilku bocznych kinkietach. W jednej sekundzie dosięga mnie powaga. Nie, żeby dotychczas jej nie było, ale dopiero teraz coś mnie przeszyło. Jakby na zawołanie przypominam sobie, że kiedyś przecież nad świątynnią owo fatum zawisało… Otóż, w przeszości majętni wierni ofiarowali do katedry klejnoty i perły. Nie zagościły one jednak w nim długo – splądrownie kościoła na zawsze pozbawiło go kosztowności.

Argentyńska Catedral Córdoba

Catedral Córdoba; źródło: Flickr

Wnętrze Catedral CórdobaWnętrze Catedral Córdoba; źródło: Flickr

Leonor de Tejeda y Mirabal – kobieta, która całe swe życie związała z Cordobą. Nie dziwne, że do dziś mieszkańcy miasta o niej pamiętają. Zwłaszcza, gdy mijają klasztorny kościół Santa Catalina de Siena. Założyła go w 1613 właśnie wdowa po Manuelu de Fonseca y Contreras, przekazując swój dom na cel religijny. Tak stanął tu pierwszy klasztor w całej prowincji. To co widać dziś, to efekt budowy w XIX w. nowego budynku.

O kolejnych osobistościch, które wpisały się w religijną historię Cordoby przypomuana sobie dalej. Don Juan de Tejeda i Ana Maria Guzmanto -to właśnie z ich inspiracji powstał Iglesia de Santa Teresa y Convento de las Carmelitas, czyli dom sióstr Karmelitanek zwanych tu Las Teresas – terezjankami. Wraz z przyległym kościołem św. Teresy powstał w 1717. Druga połowa XVIII w. przyniosła mu duże przeobrażenie. Zachwycam się więc ołtarzem z „Santa Teresa de Jesus”, drewnianym chórrm, z pięknie wykończoną stolarką. Eięcej czeka na mnie w przuklasztornym Museo de Arte Religioso – Muzeum Sztuki Sakralnej.

Przybyli tu jezuici, w 1589 zbudowali kaplicę, mieściła się na Calle Caseros. Dziś stoją tu budynki , które chroni lista UNESCO. Są to kościół, XVII w. Capilla Domestica, w której sufit z belek z drewna i trzciny powiązano rzemieniami z surowej krowiej skóry. Dziś niestety nie można tego dostrzec, gdyż pokrywa to tynk u płótno na którym z kolei utworzoni malowidła. Całość tworzy tzw „Blok Jezuitów”. Już po konsekracji w 1671 sukcesywnie jej wnętrze piękniało, dzięki zdobieniom dodawanym przez kolejnych artystów.

Tymczasem jestem już w kościół La Campania de Jesus. Wiecie, że ma w sobie coś pargwajskiego. A właściwie nie „coś”, a łuk wykonany z pochodzącego właśnie z tego kraju cedru. Nie sposób go nie dostrzec jako, że ma kształt odwróconej łodzi. W środku z uwagą patrzę na belki, a jakże, z drzewa cedrowego. Pokrycie dachu sklejono takim klejem, że po 300 latach wciąż nie przepuszcza żadnej kropli wody! W środku zlejduję kilka barokowych ołtarzy, główny cedrowy również w tym stylu pochodzi z XVIII wieku. Na ścianach wewnątrz jest kamieniarka – z marmuru, którą dodano w XIX w.

Ołtarz Iglesia Compañia de Jesus Cordoba

Ołtarz Iglesia Compañia de Jesus Cordoba; źródło: Wikipedia

Ostatnim akcentem katolickiej wiary jaki zamierzam odwiedzić jest Convento y Iglesia de San Francisco – teren pod kompleks zakonowi franciszkanów podarował Jeronimo Luis de Cabrera. Już w 1575 zbudowano tu kaplicę. Obecna świątynia to efekt prac z lat 1796-1813. Spacerując po wnętrzu, renesansowym transepcie warto podnieść głowę by spojrzeć na rzeźby w stylu barokowym. Na zewnątrz w oczy rzuca się przede wszystkim pomarańczowa kopuła oraz wieże.

Pora wrócić do codzinności. A szkoda…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *