Ajutthaja – tajskie miasto światyń

Początek XVII wieku. W Paryżu żyje około 400 tysięcy ludzi. W tym samym czasie w odległej Tajlandii, w mieście Ajutthaja, 80 kilometrów od Bangkoku, mieszka milion osób! To pokazuje z czym mam do czynienia. Ówczesna metropolia była centrum tutejszego imperium, jego stolicą. To tu kwitł handel napędzany przez kupców robiących interesy z Chińczykami i Hindusami.

Dziś mieszkańców jest tu… 66 tysięcy. Żyją na terenie o powierzchni 14,84 km², de facto będącym sztuczną wyspą położoną nad rzeką Menam, która skądinąd łączy się tu z dwoma innymi ciekami wodnymi.

Około 1350 roku formujący nowe tajskie królestwo Ramathibodi I, uznał że ów teren doskonale nadaje się na zaludnienie. Będący wówczas w drodze władca, noszący przydomek U-thong, przemierzał teren po tym jak w jego mieście wybuchała epidemia cholery. A, że znany był był z tęgiej głowy, czego dowiódł spisując obowiązujące prawa, szybko uporał się z założeniem tajskiego „państwa”, które zwane było syjamskim.

Podbite miasta m.in. Sukhothai, Kamphaeng Phet i Phitsanulok, choć nigdy formalnie nie były zjednoczone, szybko stały się ważnym ośrodkiem. Za panowania Naraia w latach 1665-88 była nawet centrum Khmerów, którzy opuścili słynny Angkor. Kolejne podboje nie szły jednak już tak łatwo. Szczególny opór stawiali Birmańczycy. Nie poddawał się też sułtanat Malakki, który wspierany przez potężne Chiny, w końcu uległ ale… Portugalczykom.

W XII wieku miasto otaczał mur długości 12 km, zamykający pierścieniem dostęp do miasta. Zbudowano też 17 fortów, niemal 100 bram, a miasto przecinało 140 km kanałów nad którymi budowano mosty.

Chodząc po mieście, przypominam sobie, jak Ayutthaja rosła jako stolica. Będąc miastem przez który przebiegał niezwykle istotny gospodarczo szlak łączący Chiny i Indie zwrócił uwagę europejskich mocarstw. W 1511 roku zawitali tu Portugalczycy. Pragnęli robić interesy, w związku z czym pokojowe wizyty kończyło zwykle podpisanie umów handlowych. Potem, wietrząc szanse na zyski, pojawili się m.in. Duńczycy, Swymi działaniami doprowadzili do tego, że stali się potęgą pośrednicząca w handlu ryżem.

Rozwój terenu sprawił, że Uparaja Naresuan ogłosił niepodległość Ayutthayi w 1584. To jednak nie powstrzymało kolejnych najeźdźców z Birmy. Śmierć Naresuana przyniosła ponownie poddaństwo od 1614, choć formalnie królem był Ekathotsarot. Walcząc o swoje, dogadał się z Holendrami, którzy założyli tu faktorię. Ajutthaja wkrótce stała się polem działań Anglików i Francuzów. Ekathotsarot panował 15 lat.

Złoty Wiek” Ayutthayi rozpoczęty w latach 20. XVIII wieku pomimo walk z Wietnamczykami był jednym wielkim pasmem sukcesów. Ściągający tu przybysze zakładali własne dzielnice; port ciągle żył, obsługując przybywające galeony na których pokładzie dostarczano armat i karabinów. Następnie oferowano je w handlu wymiennym na zwierzęce skóry, także z rekinów; drewno z dżungli i setki ton ryżu. Do tego oczywiście ryby, kokosyi… wódka lambanog.

Zawitali tu i misjonarze z Francji. Jako wykształceni przywieźli ze sobą prasę drukarską. Z Japoni przybywał papier, biżuteria i miecze. Chiny były zaś dostarczyciele, tego, co miały najlepszego: jedwabiu i porcelany.

Bogactwo pochodzące z handlu, ale i środków pozyskanych od podbitych ziem inwestowano w budowanie wspaniałych pałaców i świątyń. Królewskie siedziby skapywały złotem i srebrem. Na ścianach dumnie wisiały obrazy.

Świątynia Wat Phra Mahathat jest znana dzięki z nietypowemu fragmentowi rzeźby Buddy. Głowa bóstwa wrosła tu bowiem w korzenie figowca. Zaczęto jej budowę w XIV w, odbywały się w niej ceremonie królewskie. W 2005 roku podczas prac archeologicznych znaleziono tu szkatułkę z drogocenna zawartością.

Ale w końcu nastąpił kres. Ajutthaja jako łakomy kąsek stała się celem ataku birmańskich wojsk. Ich władca Hsinbyushin zajął północne tajskie ziemie, ruszając na Ajutthaję. W styczeńiu 1766 armia 50 tyś żołnierzy stanęła przed murami miasta. Europejczycy w popłuchu zaczęli uciekać. Uznali, że to nie była ich bitwa…

Lepiej wyposażeni najeźdźcy zmusili miejscowych do odwrotu. Król Ekkathat chcąc ratować sytuację obiecał wrogom złożenie hołdu i wypłatę trybutu. Birmańczycy widząc swą siłę ani myśleli przyjmować ofertę. Marzec 1767 przyniósł przygotowania do ich wielkiego szturmu. Mury stolicy zostały „zaminowane”. Ówczesne materiały wybuchowe wystarczyły. Mur runął, pożar zajął miasto. Dzieła zniszczenia dokończyły salwy z armat.

Mieszkańcy nie poddawali się, wykorzystując m.in. klasztory do obrony. Na niewiele się to zdało. Miasto przetrwało 15 miesięcy oblężenia w końcu ulegając. Birmańczycy niszczyli kolejne pałace i świątynie. Setki miejscowych zginęło, tysiące dostały się do niewoli. Król Ekkathat jednak nie dostał się w ręce wrogów. Chowając się przez wrogami… zmarł z głodu. Ciało odnaleźli mnisi.

Władca Ajutthaji jeszcze przed rozpoczęcie, oblężenia, widząc jego siłę, wysłał zaufanego żołnierza Taksina z grupą 500 mu podległych, by sprowadził pomoc. Gdy wrócił zastał zgliszcza. Waleczny Taksin przeprowadził odwet – udany. Po wszystkim został królem Syjamu. Raksin nie zdołał jednak odbudować miasta. Kolejny władca wzniósł nową stolicę – Bangkok.

Eskapada ulicami miasta

Muzeum Narodowe im Chao Sam Phraya otwarto w 1961 roku. Przed wejściem do jasnego domu, od strony Rochana Road, rozciąga się trawnik, pośrodku którego widzę wetkniętą na maszt, łopoczącą na wietrze, pasiastą tajską flagę w kolorach czerwonym, białym i niebieskim. Miejscowi siedzą na trawniku, jakby na chwilę pragnęli zresetować umysł. Nieco dalej drewniany, niski płotek oddziela tę zielona murawę od małego stawu. W głównym budynku placówki, otwartej przez samego króla Ramę IX głównymi atrakcjami są posąg buddy z okresu Dvaravati, oraz przedmioty ze szczerego złota. Drugi gmach to esencja tutejszej historii, wystawy zawierają przedmioty z dość szeroko rozpiętym okresem datowania (IV-XIX w). Ostatnia część to dom tajski, ustylizowany jak najbardziej tradycyjnie; z przedmiotami, których używano na co dzień w starożytności. Warto zainteresować się też samymi drewnianymi skrzydłami drzwiowymi z XVII w. prezentującymi strażników. Jednak to, co najciekawsze kryje się we wnętrzu skarbca: kolekcja wyrobów złotniczych z Wat Ratchaburana. Ciekawych jak działa placówka zapraszam na oficjalną stronę.

Chodnikiem ruszam na północny-zachód. Za rondem, które okrążają zarówno samochody, jak i niezwykle popularne tu skutery, moim oczom ukazuje się stado słoni. Ale nie zwykłych, dzikich jak to w Afryce. Działająca tu firma „Elephantstay” za cel przyjęła ochronę tych wyjątkowych zwierząt. Otwarta w 2005 roku placówka szybko stała się znana na całym świecie.

Słoniowa atrakcja sąsiaduje z kilkoma świątyniami. Najbliżej położona Muang Boram, jest malutka, robi dziwne wrażenie, gdy patrzy się na nią z pobliskiego ronda. Widok na jej spiczastą kopułę przysłania bowiem plątanina kabli na słupie. Nieco dalej w lewo idąc Khlong Tho dochodzę do Wat Lokayasutharam – nie pozostało z niej jednak wiele. Uznałem jednak, że warto rzucić okiem na gigantycznych rozmiarów rzeźbą leżącego Buddy. Figura ma 8 m wysokości i około 40 m długości! Dawniej znajdowała się we wnętrzu kaplicy. Co ciekawe, choć powstała z cegieł i cementu, rzeźbę można rozkładać! Głowa bóstwa leży na kwiecie lotosu. (foto)

Postanawiam jeszcze zajrzeć za nią, gdzie majaczy Kum Khun Phaan. Mijam więc mały kamienny mostek zbliżając się do drewnianego domku , który jakby unosił się w powietrzu, To efekt oparcia konstrukcji na palach. Wchodzę do środka, a tam… niczego nie ma. Poza kilkoma osobami, którzy umościli się na lakierowanej, błyszczącej podłodze z pomalowanych desek.

W 1991 miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W okresie świetności w XVII w. znajdowało się tu ponad 500 świątyn pokrytych złotem. Wyspa podzielona była na kwartały siecią kanałów. Do miasta przypływały statki z Dalekiego Wschodu a nawet Europy.

Kolejnym mostkiem dochodzę do dwóch kolejnych świątyń: Ayutthaya Temple Mongkolbophit i Vihara Phra Mongkhon Bophit. Te są już bardziej okazałe. Zaskakują misternymi dodatkami oraz wielkim, 17-metrowym pozłacanym posągiem Buddy wykonanym z brązu. Drugą z nich zrekonstruowano w 1956.

Wreszcie docieram do słynnej Wat Phra Si Sanphet. To miejce przesiąknięte historią, a zarazem religijnym mistycyzmem. Gdy rozpocząto tu prace w połowie XV w. miała ona uzupełnić kompleks Pałacu Królewskiego i być miejscem w którym modły wznosił sam król Ramatibodi I. Religijna rozmowa z bóstwem przebiegała u stóp 16-metrowego posąg Buddy, pokrytego 340 kg złota! Stawiam stopy po spalonej słońcem ziemi, w którą wtłoczyły się kamienie o różnej masie i kształcie. Rzeźba została zniszczona przez Birmańczyków podczas najazdu w 1767, po którym Ajutthaja upadła. Zostały więc stupy – niepisany symbol dawnej stolicy. Trzeba wiedzieć, że rozbudowywano ją etapami, a każdy władca dodawał coś od siebie. W jej wnętrzu przchowywane są prochy króla Boromtrailokanta i jego synów. Jej cechą charakterystyczną są trzy strzeliste wieże, każda z nich ma 4 wejścia od każdej ze stron świata. Potęzne ceglane ściany, kilkustopniowe schody – także z cegły. Będąc tu nie wolno pominąć jeszcze jednej atrakcji, a mianowicie posągu króla Ramy I, który przybrał tu formę stojącego na baczność dowódcy.

Świątynia Wat Phra Si Sanphet Wat Phra Si Sanphet; źródło: Flickr

Pora ruszyć dalej. Tabliczka z napisem Wat Phra Ram wbita w ziemię nie pozostawia złudzeń, co do tego, że odążam zgodnie z planem. Podnoszę wyżej głowę, wykręcając coraz bardziej szyję. Chcę zapamiętać ten widok, bo jest niemal pocztówkowy. Patrząc na te kamienne riuny nie mogę pojąć, jak wiele pozostało na nich misternych rzeźbień. A każde dodaje jej wyjątkowego charakteru. Mam wrażenie, że gdyby któregoś zabrakło, zaburzyło by to w jakiś sposób harmonię. Przechodzą przez wąziutką bramę, by po chwili wejśc po kilku schodkach. Zatracam się w chwili…

Świątynia Wat Phra Ram Wat Phra Ram; źródło: Flickr

W obliczu jej powstania narosło kilka legend, aczkolwiek fakt jest taki, iż zbudowano ją miejscu w którym skremowano ciało zmarłego króla U-thonga. Po ceremoni jego synowi Naresuenowi, zamajaczyła się wizja upamiętnienia ojca. I tak w 1369 ukończył swe dzieło. Architektonicznie opiera się na planie krzyża greckiego. Spacer do górniej krypty pozwala zerknąć na rzeźby: garudy, węża naga i Buddy. Tutejszy prank – strzelista wieża wyłania się z równej podstawy na planie kwadratu. Hasam jeszcze chwilę po najbliższej okolicy, bo cos mi się zdaje, że ten wodok będzie mi towarzyszył do końca życia.

Opuszczam ten kompleks, podążając na północ. Czeka mnie 700 metrach drogi. Pokonuję ją nierównym, wąskim chodnikiem, na którym swobodnie mogą się minąć ledwie dwie osoby. A raczej mogłyby, bo nagle pośrodku niego wyrastają drzewa. Mijam oczko wodne dochodząc do starej Wat Thammikarat. Ale dlaczego starej, skoro wszystko co mnie otacza ma już swój wiek? Tak się składa, że zbudowano ją jeszcze przez założeniem miasta! A wszystko to na rozkaz król Dhammikaraji.

Panował tu bowiem zwyczaj polegający na stałym przebywaniu pod jej murami słoniów bojowych tutejszego wojska. Wcześniej w tym miejscu Khmerowie z Angkoru wznieśli własne zabudowania, potem miesił się tu klasztor buddyjski. Wielkie słupy sprawiają, że czuję się tu jak robaczek. Teraz to miejsce o typowo turystycznym charakterze. Opanowane przez sprzedawców pamiątek, z wbitymi w ziemię… kodami QR odsyłającymi do strony internetowej.

Świątynia Wat ThammikaratWat Thammikarat; źródło: Wikipedia

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *